
Weź prawnika
Autorzy
Lacey Martez Byrd
Lektury
1,7M
Rozdziały
47
Nic nie brakuje
ADA
”Ktoś, kogo kiedyś kochałam, dał mi pudełko ciemności. Zajęło mi lata, by zrozumieć, że to też był dar.” —Mary Oliver
Gdy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam przesiadywać w ogródku i obrywać płatki polnych kwiatów, jeden po drugim.
„Kocha mnie”.
„Nie kocha mnie”.
Już jako dziecko zdawałam sobie sprawę, że to dziecinada. Miłość przecież tak nie działa.
Na pewno nie.
A jednak... Może mogłoby być tak prosto. Tak niewinnie.
Można zakochać się w kimś jednego dnia i szczerze wierzyć, że on odwzajemnia to uczucie z równą intensywnością.
By nazajutrz przekonać się, że życie pisze zupełnie inne scenariusze.
Kochał mnie.
A potem przestał.
To było tak banalne, a jednocześnie tak trudne do ogarnięcia umysłem.
Akurat gdy moje życie rozsypywało się niczym domek z kart, a ja wpadałam w otchłań nieznanych emocji, ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń.
I czy to było rozsądne, czy nie, chwyciłam się jej desperacko.
SEBASTIAN
„Cholera, potrzebuję więcej pieniędzy niż to.”
„Daj spokój. Ona tak mówi tylko dlatego, że chce mi odebrać dzieci.”
Takie rzeczy słyszałem często w mojej małej kancelarii prawnej w Atlancie.
I szczerze mówiąc, to były jeszcze te łagodniejsze.
Czasami bycie prawnikiem od rozwodów było naprawdę przygnębiające, a innym razem po prostu przypominało mi, dlaczego nigdy nie chciałem się żenić.
O 8:50 głos Macy rozległ się przez interkom.
– Panie Scott, pańska klientka jest na miejscu. Mam ją wpuścić? – zapytała.
– Tak, poproszę – odpowiedziałem i puściłem przycisk.
Moje drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem, przypominając mi, że muszę znowu naoliwić zawiasy.
Ten budynek miał ponad 100 lat, kiedy go kupiłem. Naprawdę spodobał mi się jego wygląd, gdy szukałem miejsca na biuro.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem niebieskie oczy, które były zaczerwienione i opuchnięte. To było normalne widzieć emocje w moim biurze. Wiele osób, które siedziały naprzeciwko mnie, albo otwarcie płakało, albo ze wszystkich sił starało się powstrzymać łzy.
Czy byli wściekli, czy załamani, uczucia zawsze były widoczne.
Ale nie byłem przygotowany na to, co zobaczyłem w niej. Ta kobieta wyglądała na kompletnie złamaną. Była bardzo piękna, ale mimo to złamana.
Miała na sobie żółtą sukienkę sięgającą tuż nad kolana. Zastanawiałem się, czy wybrała ten kolor, by ludzie myśleli, że jest szczęśliwa, podczas gdy w środku ewidentnie nie była.
– Pan Scott? – Przechyliła głowę, prawdopodobnie zastanawiając się, dlaczego tak po prostu tam stałem.
Ponieważ spałem tylko około dwóch godzin każdej nocy, czasami sam nie wiedziałem, jak w ogóle funkcjonuję.
Odchrząknąłem. – Tak. A pani to pani Miller, prawda?
Spuściła wzrok i od razu wiedziałem, że to z powodu nazwiska. Nazwisko jej wkrótce byłego męża sprawiało jej dyskomfort.
– Tak, ale proszę mówić mi Ada.
– Oczywiście. Proszę usiąść, Ado – powiedziałem, wskazując na krzesło przed moim biurkiem.
– Rozumiem, że jest pani tutaj, ponieważ rozważa pani rozwód. Ale co skłoniło panią do podjęcia tej decyzji?
Zadawałem to pytanie tak wiele razy, że powinienem je sobie wytatuować na czole.
Ada wzięła głęboki oddech.
– On już nie chce być ze mną – powiedziała drżącym głosem.
– Czy wie pani dlaczego?
– On... On chce być z kimś innym, jak sądzę. – Przygryzła dolną wargę i skubała paznokcie. Była bardzo zdenerwowana.
Ale mimo to wiedziałem, co miała na myśli.
– I ma pani na to dowody?
Mogłem stwierdzić, że miała. Miała twarz kobiety, która na własne oczy widziała, jak jej mąż ją zdradza.
Skinęła głową. – Zdjęcia. I wiadomości.
– Dobrze.
Zapisałem tę informację.
– Czy ma pani jakieś konkretne pytania, zanim będziemy kontynuować?
– Nie, słyszałam, że jest pan bardzo dobry. Szczerze mówiąc, chcę po prostu jak najszybciej zakończyć całą tę sprawę.
– Dobrze, to brzmi rozsądnie. Czy pani i pani mąż macie wspólne dzieci?
Obserwowałem, jak jej podbródek zadrżał. Opuściła głowę, żebym nie zobaczył, ale było już za późno.
Pokręciła głową. – Nie. Nie mamy dzieci.
– Wiem, że teraz jest to trudne, ale to faktycznie sprawia, że cały ten proces jest o wiele łatwiejszy i szybszy. Następną kwestią jest podział majątku.
– Nie chcę niczego. – Jej głos nagle stał się pewny, prawie głośny.
– Ma pani prawo do swojej części... – zacząłem, ale mi przerwała.
– Proszę posłuchać. To wszystko jest w porządku. Rozumiem prawną stronę. Ale nie zamierzam walczyć z nim o cokolwiek. Cokolwiek będzie najmniejszą częścią tego wszystkiego, wezmę to i będzie dobrze.
– On pochodzi z bogatej rodziny i wiem, że boi się, że spróbuję zabrać wszystkie jego pieniądze. Ale co dobrego by mi to dało, naprawdę? Wiem na pewno, że nie uczyniłoby mnie to szczęśliwą.
– Prawdopodobnie powinno, ale nie uczyni. Żadnych miesięcznych płatności też... Więc proszę zrobić po prostu to, co minimalne, ale nic więcej.
Udało jej się powiedzieć to wszystko bez płaczu. Ale jak tylko skończyła, dwie łzy spłynęły po jej policzku. Gniewnie otarła twarz.
Miała w sobie dużo siły – podobało mi się obserwowanie jej sposobu myślenia.
Była zraniona, prawdopodobnie bardziej niż mogłem zrozumieć, ale mimo to nie chciała zemsty ani uczynić jego życia tak nieszczęśliwym, jak jej było w tej chwili. I to wiele o niej mówiło.
– Rozumiem. Rozpocznę proces. Dam pani znać, gdy poznam termin rozprawy. – Wstałem i obszedłem biurko.
– Dziękuję. Naprawdę to doceniam. – Skinęła głową, wstając i idąc w kierunku drzwi.
Zwykle nie odprowadzam klientów dalej niż do drzwi mojego biura, ale czułem, że powinienem odprowadzić ją do holu. Szliśmy razem, aż znaleźliśmy się przed windami.
– Miło było panią poznać, Ado, będę w kontakcie – powiedziałem, wyciągając rękę.
Włożyła swoją małą dłoń w moją i westchnęła.
– Miło było pana poznać, panie Scott.
– Proszę, niech pani mówi mi Sebastian.
– Jeszcze raz dziękuję, Sebastianie. – Próbowała się uśmiechnąć, ale nie do końca jej się to udało.
Skinąłem głową i wróciłem do mojego biura. Zobaczyłem, jak Macy unosi brew i lekko się uśmiecha. Lubi wiedzieć wszystko – nic jej nie umknie. Ale postanowiłem zignorować to, co zauważyła.
– Co powiesz na kawę? – zapytałem, mijając jej biurko.
– Jasne. – Zerwała się z krzesła i wyszła frontowymi drzwiami do kawiarni na dole ulicy.
Wyjrzałem przez okno mojego biura, obserwując, jak Ada idzie chodnikiem i wchodzi do piekarni. Złapałem się na zastanawianiu, co zamówi. Czy weźmie bajgla? Czy może potrzebuje czegoś więcej?
Stałem tam, myśląc o tym zbyt długo, jak sądzę.
Zanim zdałem sobie sprawę z tego, co robię, była już z powrotem na chodniku, z zimną kawą w jednej ręce i pączkiem w czekoladzie z posypką w drugiej.
– Bash! – Wysoki głos dobiegł z mojego wejścia, wyrywając mnie z zamyślenia.
Świetnie.
Eliza i ja spotykaliśmy się kilka miesięcy temu, a ona pracuje tuż za rogiem, więc lubi czasem wpadać do mojego biura.
– Cześć, Elizo. – Udało mi się wymusić uśmiech.
– Wyjdźmy dziś wieczorem. A potem może... mógłbyś zostać na noc. – Przesunęła palcem po moim ramieniu.
Jej propozycja była bardzo kusząca. Była miła, ale czułem, że chciała czegoś więcej. A na więcej nie mogłem sobie pozwolić.
Poza tym, praca zawsze była na pierwszym miejscu.
– Chętnie bym poszedł. Ale mam dużo pracy w ten weekend.
– Za dużo pracujesz – narzekała, a ja przytaknąłem.
Moje życie kręciło się wokół pracy.
– O, wiem! Weźmy urlop. Byłeś kiedyś na St. Lucia? Słyszałam, że jest pięknie – kontynuowała.
Wyjazd gdziekolwiek poza kolacją z Elizą był złym pomysłem. Zajęło mi trochę czasu, żeby przekonać ją, że musimy przestać się spotykać. A za każdym razem, gdy dawałem jej trochę, próbowała wziąć dużo.
– To nie jest dobry pomysł. Może zadzwonię do ciebie w przyszłym tygodniu? – zaproponowałem.
Wydała z siebie zirytowany dźwięk, ale się zgodziła. Wyszła z mojego biura, mijając Macy w drodze. Macy przewróciła oczami, upewniając się, że to widzę.
– Wiem, wiem – powiedziałem, unosząc ręce.
– Na pewno? – zapytała, stawiając moją kawę na biurku. Zaśmiałem się.
– Pani Miller jest całkiem ładna, nie sądzisz?
Macy swatka powróciła. Miała zły nawyk próbowania mnie swatać. Nigdy jednak z klientkami, więc to było coś nowego.
– Zgadzam się. Jest bardzo ładna. – Nie było trudno się z tym zgodzić. Ada była piękna, nawet z opuchniętymi oczami i smutnym uśmiechem.
– Co chcesz na lunch? – zapytała Macy.
– A może wyjdziemy po tym, jak skończę tę papierkową robotę? Zróbmy sobie wcześniejszy dzień. W końcu jest piątek – zaproponowałem.
Oczy Macy rozbłysły. W wieku dwudziestu trzech lat wciąż była wystarczająco młoda, by faktycznie wychodzić w piątkowe wieczory. Będąc nudnym trzydziestolatkiem, wszystko, czego chciałem dziś wieczorem, to siedzieć na moim tylnym tarasie i pić whisky, przeglądając sprawy na przyszły tydzień.
– Naprawdę powinieneś czasem wyjść, Sebastianie – powiedziała. Używała mojego imienia tylko wtedy, gdy była poważna.
– Wychodzę.
Kłamałem i oboje o tym wiedzieliśmy.
Tylko się zaśmiała. Wyszła z pokoju, gdy spojrzałem na papiery Ady na moim biurku.
Zdjęcia i wiadomości.
Zastanawiałem się, co przedstawiały te zdjęcia i co mówiły wiadomości. Będę musiał zapytać przy następnym spotkaniu z nią, a sama myśl o tym sprawiała, że czułem się niekomfortowo.
Nie dlatego, że było to coś, czego nie widziałem czy nie słyszałem tysiąc razy wcześniej. Ale dlatego, że nie chciałem zmuszać jej do ponownego przeżywania tego.
Nie chciałem widzieć smutnego spojrzenia w jej oczach, które na pewno by się pojawiło.
Zastanawiałem się, co by trzeba było zrobić, żeby ją rozśmieszyć, żeby słodki dźwięk jej śmiechu rozniósł się echem w moim biurze.
I ta myśl wystarczyła, żeby naprawdę mnie przestraszyć.














































