
Uśmiech miliardera Książka 2: Jego pragnienie
Autorzy
Lektury
211K
Rozdziały
16
Rozdział 1
Księga 2: Jego pragnienie
Oparłam się o blat w moim prywatnym gabinecie, ciesząc się rzadką chwilą spokoju. Cichy gwar przychodni dobiegający zza drzwi był kojącym przypomnieniem życia, które tutaj zbudowałam. Przejście do tej nowej roli nie było wcale łatwe.
Nigdy nie wyobrażałam sobie, że będę właścicielką przychodni. Kiedy jednak Elliot wręczył mi klucze, uśmiechając się przy tym tak irytująco idealnie, nie potrafiłam odmówić.
Oczywiście zarządzanie przychodnią wiązało się z niekończącą się listą obowiązków. Musiałam dbać o pacjentów, pilnować grafików i uspokajać personel, gdy paparazzi czekali przed budynkiem. Ciągła obecność aparatów, nagłówki w gazetach i wścibskie spojrzenia były nowością w moim życiu.
Zazwyczaj udawało mi się to ignorować. Ale w takie dni jak ten, kiedy tabloid postanowił opisać mnie pod nagłówkiem: „Płomień miliardera: luksusowe życie doktor Duppont”, nadal mnie to bolało.
Luksusowe? Nie mieli pojęcia o zarwanych nocach, które spędzałam na myciu uporczywych plam ze sterylizatora. Nie wiedzieli też o dodatkowych godzinach, które poświęcałam, by pomóc zdenerwowanej nastolatce przetrwać jej pierwsze leczenie kanałowe.
Kochałam moją pracę. Była ona ważną częścią mnie i zamierzałam to utrzymać.
Elliot był moim rycerzem na białym koniu i najbliższym przyjacielem. Zmiana z przyjaciół w kochanków była piękną podróżą. Czuliśmy, że mamy solidne fundamenty, na których możemy polegać. A to, że seks był niesamowity? To był wspaniały dodatek.
Dźwięk otwieranych drzwi wyrwał mnie z zamyślenia.
„Doktor Duppont?” – zawołała moja recepcjonistka, Sara, a jej oczy błyszczały z ekscytacji. – „Pan Vince tu jest.”
Wypuściłam głośno powietrze, a na moje usta wpłynął uśmiech. „Dziękuję, Saro.”
Kiedy weszłam do poczekalni, jego widok wciąż zapierał mi dech w piersiach. Elliot Vince wyglądał w swoim garniturze niesamowicie przystojnie. Siedział swobodnie na kanapie w poczekalni, jakby był zwykłym pacjentem. Jego obecność emanowała pewnością siebie, która sprawiała, że wszyscy w pomieszczeniu uważnie słuchali każdego jego słowa.
Boże, byłam w nim tak bardzo zakochana.
Gdy tylko weszłam, jego niebieskie oczy spotkały się z moimi. Jego uśmiech rozjaśnił całe pomieszczenie. „Helena.”
Moje serce zabiło szybciej. Wciąż nie byłam do tego przyzwyczajona.
„Co sprowadza cię tu w godzinach pracy, panie Vince?” – zapytałam, żartobliwie krzyżując ramiona.
„Tęskniłem za tobą.” Wstał i w kilku krokach podszedł do mnie. „Chciałem też sprawdzić, czy zbytnio się nie przepracowujesz.”
„Wcale nie.”
Uniósł brew. „Pominęłaś obiad, prawda?”
Otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale szybko je zamknęłam. A niech go.
„Tak myślałem.” Uśmiechnął się szeroko. Objął mnie ramieniem w pasie i poprowadził z powrotem do mojego gabinetu. Czułam na sobie ciekawe spojrzenia mojego personelu, gdy szliśmy korytarzem.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nami, Elliot obrócił mnie i delikatnie przycisnął do biurka.
„Pomyślałem, że moglibyśmy wyjść na obiad” – zasugerował cichym i zalotnym głosem. – „Albo moglibyśmy coś zamówić i... dobrze wykorzystać ten czas czekania.”
„Jesteś niemożliwy” – odparłam, ale w moim głosie brakowało przekonania.
„A ty jesteś zniewalająca” – wyszeptał, pochylając się, by delikatnie dotknąć moich ust swoimi.
Zupełnie mu się poddałam, a moje dłonie instynktownie powędrowały na jego ramiona. Jego pocałunek na początku był powolny i kuszący. Potem stawał się coraz głębszy. Kiedy tylko mnie dotykał, reszta świata zdawała się znikać.
Zanim jednak zdążyliśmy zrobić coś więcej, jego telefon zabrzęczał w kieszeni.
„Zostaw to” – mruknęłam, przyciągając go bliżej.
Jęknął niezadowolony, ale odsunął się. Oparł swoje czoło o moje i wyciągnął telefon z marynarki. „Muszę odebrać. To pielęgniarka mojej babci.”
Jego wyraz twarzy zmienił się, gdy słuchał. Jego policzki zbladły. „Co się stało?” – zapytał napiętym głosem.
Wyciągnęłam rękę, by dotknąć jego ramienia. Poczułam duży niepokój. Elliot rzadko mówił o swojej rodzinie. Często zmieniał temat, gdy tylko się pojawiał. Jednak niedawno wspomniał, że jego babcia czuła się gorzej.
„Zemdlała?” Jego pełne zmartwienia oczy spotkały się z moimi. Poczułam ogromny strach. „Już jadę. Informujcie mnie na bieżąco.”
Zakończył połączenie i wypuścił drżący oddech. „Helena, ja...”
„Jedź” – ponagliłam go. – „Chcesz, żebym pojechała z tobą?”
Elliot nerwowo przeczesał włosy dłonią. „Nie. Nie wiem dokładnie, co się dzieje, i...” Westchnął ciężko. „Zadzwonię do ciebie, jeśli będę cię potrzebował, i dam ci znać, co i jak.”
„Daj znać, jeśli będę mogła w czymś pomóc.”
Elliot wahał się przez chwilę, po czym skinął głową. Pocałował mnie w czoło. Jego usta zatrzymały się na mojej skórze, jakby próbował się uspokoić, zanim się odsunął.
„Dziękuję” – mruknął, a potem zniknął. Zostawił po sobie jedynie zmartwienie i tęsknotę.
Patrzyłam, jak odchodzi. Zatrzymał się jednak w drzwiach i odwrócił, by posłać mi słaby uśmiech. „Helena, nie zapomnij coś zjeść.”
Skinęłam głową. Czułam ciężar, który w sobie nosił. Elliot, mężczyzna, który zawsze był tak silny i opanowany, zdawał się teraz załamywać. Wydawał się odległy. Potrzebował przestrzeni, by odetchnąć. Zawsze załatwiał sprawy rodzinne sam, i z pewnością miał ku temu swoje powody.
Kiedy wyszedł, nie mogłam skupić się na pracy. Moje myśli wciąż wracały do Elliota. Przypominałam sobie napięcie malujące się na jego twarzy.
Podwójne pukanie do drzwi wyrwało mnie z zamyślenia. Do środka weszła Sara z torbą w dłoniach. „Twój obiad już jest.”
„Obiad? Niczego nie zamawiałam...” Mój głos ucichł, gdy w końcu zrozumiałam. Uśmiechnęłam się i wzięłam od niej torbę. „Dziękuję, Saro. Czy mogłabyś odwołać moje wizyty do końca dnia?”
„Oczywiście, doktor Duppont.”
Zajrzałam do torby i zerknęłam na telefon.
Wiedziałem, że nic nie zjesz. Mam nadzieję, że masz ochotę na chińszczyznę.
Bardzo ci dziękuję. Jak się czuje twoja babcia?
Jego odpowiedź zajęła więcej czasu niż zwykle.
Niezbyt dobrze.
Chcesz, żebym przyjechała?
Brak odpowiedzi.
Byłam w połowie przeglądania papierów, gdy mój telefon znów zabrzęczał.
„Helena...” Jego głos drżał. „Ona... ona umarła.”
Jego słowa były dla mnie bardzo bolesne. Smutek wypełnił pokój i ścisnął moją klatkę piersiową.
„Och, Elliot” – wyszeptałam, a moje serce bolało razem z jego sercem. – „Tak mi przykro.”
W słuchawce zapadła cisza. Czekałam, dając mu czas, by mógł mówić, ale tego nie zrobił.
„Mogę przyjechać do szpitala” – zasugerowałam łagodnie. – „Nie powinieneś być teraz sam.”
„Nie” – powiedział. Jego głos był szorstki, ale stanowczy. – „To... skomplikowane.”
Skomplikowane. To słowo zabolało mnie bardziej, niż chciałam przyznać.
„Pojadę do domu” – dodał po chwili ciszy. – „Spotkamy się tam?”
„Oczywiście” – odpowiedziałam cicho. – „Będę na ciebie czekać.”
Po tym, jak się rozłączyliśmy, wciąż nie potrafiłam do końca zrozumieć, dlaczego Elliot tak bardzo strzegł informacji o swojej rodzinie. Ukrywał tę część swojego życia. Pozwalał mi tylko na bardzo krótkie spojrzenia w jego przeszłość.
Zabrałam swoje rzeczy, a Sara delikatnie zapukała do drzwi mojego gabinetu. „Doktor Duppont, kierowca pana Vince'a już tu jest.”
„Dziękuję, Saro.”
Hans czekał na mnie na zewnątrz. Jego twarz była wyjątkowo poważna. Otworzył drzwi samochodu bez słowa. Wsiadłam na tylne siedzenie, a moje myśli szalały z niepokoju.
Kiedy dotarliśmy do domu Elliota, było już ciemno. Podjazd oświetlały jedynie słabe światła wzdłuż kamiennej ścieżki. Wysiadłam z samochodu, a chłodne nocne powietrze dotknęło mojej skóry.
Hans lekko skinął głową, zanim odjechał. Zostałam sama z trudnymi uczuciami i tym, co mogłam zastać w środku.
Drzwi były otwarte. Weszłam cicho do środka. Dźwięk moich obcasów odbijał się echem w wielkim korytarzu.
Znalazłam go w salonie. Siedział na krawędzi kanapy, opierając łokcie na kolanach. Jego koszula była rozpięta pod szyją, ukazując jego klatkę piersiową. W jednej dłoni trzymał luźno szklankę z whisky.
Jego blond włosy były w nieładzie. Wyglądał, jakby raz po raz przeczesywał je palcami.
Przez chwilę po prostu go obserwowałam. Światło lampy rzucało złoty blask na jego nieskazitelną twarz. Jednak jego wyraz twarzy był ponury i zagubiony. Wyglądał zupełnie inaczej niż ten opanowany Elliot Vince, którego znał świat.
Jego błękitne oczy odnalazły moje. Złagodniały, gdy tylko na mnie spojrzał. Wyglądał, jakbym przynosiła mu ulgę w wielkim bólu.
Odstawił szklankę i wstał, a jego ruchy były powolne i ociężałe. „Helena” – powiedział, a jego głos był ledwie szeptem.
Zbliżyłam się do niego bez wahania i rzuciłam mu się w ramiona. Przytulił mnie mocno. Jego uścisk był pewny, choć lekko drżący.
„Jestem tutaj” – wyszeptałam w jego klatkę piersiową, mocno go przytulając.
Pochylił głowę i złożył pocałunek na moich włosach. Ten gest był tak czuły, że wywołał u mnie łzy.
„Nie wiedziałem, że to będzie tak boleć” – wyznał cichym głosem.
„Masz prawo czuć ból” – powiedziałam, odsuwając się tylko na tyle, by móc na niego spojrzeć. Jego oczy błyszczały od łez, a ja poczułam smutek. – „Nie musisz przechodzić przez to sam, Elliot.”
Pokręcił głową, a na jego ustach pojawił się blady, smutny uśmiech. „Zawsze byłem w tym sam. Tak jest o wiele łatwiej.”
„Być może. Ale to wcale nie sprawia, że jest ci lepiej.” Wyciągnęłam rękę, a moje palce przejechały po jego twarzy. „Pozwól mi przy sobie być. Pozwól sobie pomóc.”
Elliot na krótko zamknął oczy. Wyglądał, jakby uważnie słuchał moich słów. Następnie wypuścił drżący oddech. „Już to robisz.”
Zaprowadziłam go na kanapę. Delikatnie wyjęłam szklankę z jego dłoni i odstawiłam ją na bok. Nawet nie protestował. Po prostu usiadł obok mnie, jakby był zbyt wyczerpany, by cokolwiek powiedzieć.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Jego dłoń ściskała moją, jakby to była jego jedyna więź z rzeczywistością.
Kiedy w końcu się odezwał, jego głos wydawał się bardzo odległy. Mówił tak, jakby przypominał sobie rzeczy, o których rzadko myślał. „Była jedyną osobą w mojej rodzinie, która mnie rozumiała. Wszyscy inni... widzą we mnie tylko źródło pieniędzy, a nie człowieka. Ale moja babcia taka nie była. Zawsze była ze mnie dumna, bez względu na wszystko. Nie obchodziły jej pieniądze czy firma. Zależało jej tylko na mnie.”
Mocniej ścisnęłam jego dłoń. Było mi go bardzo żal.
„Wychowała mnie” – kontynuował, a jego głos lekko drżał. – „Kiedy moi rodzice nie mogli lub nie chcieli, ona się mną zaopiekowała. To ona nauczyła mnie wiązać buty...”
Łzy napłynęły mi do oczu, ale zamrugałam, próbując powstrzymać płacz. Siedziałam w milczeniu, by pozwolić mu mówić.
„A teraz już jej nie ma. Odeszła jedyna osoba, która tak naprawdę mnie rozumiała.” Spojrzał na mnie oczami pełnymi cierpienia. „A co, jeśli nie uda mi się być człowiekiem, w którego tak mocno wierzyła?”
„Niczego nie musisz udowadniać” – powiedziałam pewnym głosem. – „Już jesteś kimś, z kogo byłaby dumna. Jestem z ciebie dumna, Elliot.”
Wypuścił drżący oddech i przyciągnął mnie do siebie, aż nasze czoła się dotknęły. „Nie zasługuję na ciebie.”
„Oczywiście, że tak” – odparłam, gładząc kciukiem jego policzek.
Jego wargi odnalazły moje w delikatnym, długim pocałunku. Był pełen wdzięczności i czegoś znacznie głębszego. Czegoś, co pozostało niewypowiedziane.
„Muszę pojechać do mojego domu rodzinnego” – powiedział smutno. – „W ten weekend czytają testament i...” Przeczesał włosy dłonią. Ten gest pokazywał jego ogromny strach. „To hieny, Heleno, ale muszę tam pojechać, i...”
„Jadę z tobą” – odpowiedziałam bez wahania. Potrzebował mnie, a ja nie chciałam pozwolić, by musiał się z tym mierzyć sam.
„Helena” – powiedział cichym, pełnym niepewności głosem. – „To okropni ludzie. Nie chcę, żebyś miała z nimi cokolwiek wspólnego...”
„Czy właśnie dlatego nigdy o nich nie wspominasz?” – zapytałam łagodnie.
Jego ramiona opadły, a on przytaknął, biorąc moją twarz w dłonie. Kciukiem dotknął mojego policzka. Jego dotyk był czuły, mimo że wyraz twarzy pozostawał bardzo napięty. „To tylko część prawdy” – wyznał. – „Posłuchaj, Heleno, wcale nie musisz jechać. Jesteś zbyt dobra dla takich ludzi, i...”
„Jadę” – powiedziałam stanowczo. – „Potrzebujesz mnie tam, a ja będę przy tobie.”
Westchnął i przez chwilę opierał swoje czoło o moje. „Obiecaj mi coś” – powiedział poważnym tonem. – „Obiecaj, że będziesz słuchać wszystkiego, co mówię. Nie odstępuj mnie na krok. I nie pozwól, żeby namieszali ci w głowie.”
Na jego słowa poczułam lęk. Zrozumiałam, jak ważne było jego ostrzeżenie. Po raz pierwszy poczułam strach, ale ze zrozumieniem kiwnęłam głową. „Obiecuję.”
Elliot posłał mi słaby uśmiech i ponownie mnie pocałował. Pocałunek był delikatny, ale czułam w nim duże napięcie. Kiedy się odsunął, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że właśnie wkraczamy w koszmar.















































