
Uniwersum Dyskrecji: Legenda
Autorzy
Lektury
17,6K
Rozdziały
2
Rozdział 1
O kurwa! Czy to był Bartholomew Stone?
Ten facet, którego wszyscy nazywali „Dziwką z Hargrave”?
Jego sława była praktycznie legendarna. Plotka głosiła, że przespał się z połową studentów — a nawet z niektórymi wykładowcami — na jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w kraju.
Aby osiągnąć takie liczby, Bart nie wybrzydzał. Jeśli tylko ktoś potrafił znieść jego przerysowaną osobowość, był w stanie zaciągnąć do łóżka niemal każdego.
Widziałem już wcześniej jego zdjęcia, ale nigdy nie myślałem, że zobaczę go na żywo. To było jak spotkanie wielkiej gwiazdy.
Kusiło mnie, żeby podbiec i poprosić o autograf, ale zamiast tego po prostu tam stałem, patrząc, jak idzie w stronę bramek.
„Z powodu silnych opadów deszczu wszystkie loty zostały wstrzymane do odwołania. Prosimy o podejście do stanowiska linii lotniczych po więcej informacji. Dziękujemy za wyrozumiałość”.
Ja pierdolę! Jak mogłem utknąć na lotnisku tuż przed Czwartym Lipca?
Gdyby nie Galatea, pewnie bym zwariował, czekając w kolejce do stanowiska odprawy.
„Proszę pana, nie potrafię przewidywać przyszłości, ale mogę panu powiedzieć, że pana lot został odwołany. Oto kupon na pokój w hotelu”.
„To wszystko? Kupon?” – zapytałem cicho, czując się pokonany. To nie była jej wina i wiedziałem, że ona tylko wykonuje swoją pracę.
„Linie lotnicze nie ponoszą odpowiedzialności za nagłe problemy pogodowe wywołane przez burzę tropikalną” – powiedziała, recytując wyuczoną formułkę, którą pewnie mówiła już ze sto razy.
„W porządku. Dziękuję” – powiedziałem zrezygnowany, sięgając po kupon.
Wtedy, ku mojemu zaskoczeniu, spojrzała przez moje ramię i szepnęła: „Mam znajomego, który pracuje w hotelu tuż obok lotniska. Wkrótce będzie w pełni zarezerwowany, ale mogę prosić o przysługę i załatwić panu rezerwację”.
„Dlaczego robi to pani dla obcej osoby?” – zapytałem, szczerze zszokowany jej życzliwością.
„Ponieważ jest pan jedyną osobą, która dziś na mnie nie krzyczała” – powiedziała, podnosząc słuchawkę telefonu.
***
W recepcji hotelu panował prawie taki sam chaos jak przy stanowiskach linii lotniczych. Czekałem cicho na swoją kolej, dla odwrócenia uwagi czytając swoje opowiadanie.
Byłem już prawie na samym przodzie kolejki, kiedy kobieta przede mną dowiedziała się, że hotel jest w pełni zarezerwowany. Od razu wpadła w tryb wściekłej suki, niemal atakując pracownika recepcji swoją torebką.
Wybuchło ogromne zamieszanie, gdy ta wiadomość dotarła do tłumu za mną. Wykorzystałem to odwrócenie uwagi i szybko się zameldowałem.
Zaledwie chwilę po podpisaniu formularza meldunkowego ktoś dotknął mojego ramienia.
„Proszę nie myśleć, że zwariowałem, ale bardzo potrzebuję pokoju. Po prostu nie mogę spać na ławce”.
Pieprzony Bart Stone właśnie do mnie mówił!















































