
Miłość prezesa
Autorzy
Lektury
218K
Rozdziały
40
Rozdział 1
Księga 3
Weszłam do jadalni i zobaczyłam mojego męża siedzącego na swoim zwyczajowym miejscu u szczytu stołu, przeglądającego coś na tablecie. Przewróciłam oczami, podeszłam do niego zdecydowanym krokiem i wyrwałam mu tablet z rąk.
„Dość tego” – powiedziałam i oparłam się o krawędź stołu przed nim.
Gideon spojrzał na mnie i w jego zielonych jak morze oczach dostrzegłam miłość zmieszaną z odrobiną frustracji. Ręce aż świerzbiły mnie, żeby przeczesać mu te idealnie ułożone włosy, ale musiał zaraz wychodzić do pracy i nie mogłam mu zepsuć fryzury.
„Tylko przeglądałem wiadomości, gołąbeczko” – powiedział i uśmiechnął się niewinnie, gdy obrzuciłam go surowym spojrzeniem.
„Oboje wiemy, jakie wiadomości przeglądasz, i teraz nie jest na to pora” – oznajmiłam, trzymając tablet poza jego zasięgiem.
Objął mnie ramieniem w talii i ściągnął na swoje kolana. „Na to jest zawsze pora. Muszę zdobyć ten kontrakt, moja wróżko. Nie spocznę, dopóki go nie będę miał.”
Zmierzyłam męża wzrokiem. „Oboje wiemy, że go dostaniesz. Ale to nie znaczy, że nie musisz porządnie jeść.”
Przewrócił oczami z udawaną frustracją, ale widziałam uśmiech czający mu się na ustach. „Jadłem. Czekam, aż Lola przyniesie herbatę.”
Posłałam mu wymowne spojrzenie, po czym zerknęłam na złoty czajniczek stojący tuż przed jego talerzem. „Masz na myśli tę herbatę?”
Podążył za moim wzrokiem i posłał mi zawstydzony uśmiech, od którego zawsze robiłam się miękka jak masło. „Nie zauważyłem.”
„I dlatego powtarzam ci, żebyś nie zabierał technologii do stołu.” Odwróciłam się, nalałam mu herbaty do filiżanki i podałam ją. „Proszę.”
„Dziękuję, moja wróżko. Co bym bez ciebie zrobił?” – powiedział i upił łyk.
Patrzyłam, jak skupia się na herbacie, i poczułam znajomy ból pulsujący w sercu. Ten mężczyzna był miłością mojego życia. Nie mogłam uwierzyć, że byliśmy małżeństwem od siedemnastu lat. Wydawało się, jakby to było wczoraj, gdy wparował do mojego mieszkania, żądając, żebym za niego wyszła. Czas płynął szybko, ale jedno się nie zmieniło — nasza miłość. I byłam gotowa zrobić wszystko dla tej miłości. Byłam gotowa zrobić wszystko, żeby chronić Gideona i moją rodzinę.
Kiedy kończył herbatę, podeszłam do okien i wyjrzałam na zewnątrz. Starałam się wyglądać na zrelaksowaną, ale w środku byłam spięta do granic możliwości.
„Czego szukasz?” – zapytał Gideon.
„Niczego. Po prostu patrzę na pogodę. Chyba będzie dzisiaj mocno padać. Pamiętaj o parasolu. Przyniosę ci płaszcz przeciwdeszczowy” – odpowiedziałam, cofnęłam się od okna i ruszyłam w stronę drzwi, kiedy Gideon złapał mnie za nadgarstek i pociągnął na swoje kolana.
„Spóźnisz się do pracy” – powiedziałam, skrycie rozkoszując się tym, jak jego ciało otulało moje.
„Jestem szefem. Mogę się spóźnić, jeśli chcę” – stwierdził, a ja przewróciłam oczami.
„Biorąc pod uwagę rozmiar firmy, którą zbudowałeś, nie możesz sobie pozwolić na spóźnienia.” Spróbowałam wstać, ale jego ramię zacisnęło się wokół mnie mocniej.
„Nie pozwoliłem ci jeszcze odejść” – powiedział ochrypłym głosem, po czym schwycił ustami mój płatek ucha, a fala przyjemności spłynęła prosto do mojego pulsującego wnętrza.
„Gideon” – jęknęłam, gdy obsypywał pocałunkami moją szyję. „Spóźnisz się do pracy, a ja muszę obudzić Lily.”
„Obudziłem ją pół godziny temu” – odpowiedział.
„Wiesz, że…” – syknęłam z rozkoszy, gdy przygryzł skórę na mojej szyi, a potem ssał i lizał to czułe miejsce. „Ona tak łatwo nie wstaje.”
„Za dwa tygodnie zaczyna szkołę średnią. Jeśli nie chce wstawać, to jej nie zmuszaj” – powiedział, a sądząc po tym, jak mocno mnie trzymał, wiedziałam, że nie zamierza mnie puścić. Nie, najpierw weźmie to, czego chce, a dopiero potem pozwoli mi odejść.
„Nie możemy wychowywać naszych dzieci… Gideon.” Zapomniałam, co chciałam powiedzieć, gdy wsunął rękę pod moją sukienkę, odsunął na bok majtki i zaczął pieścić mój nabrzmiały wzgórek. Oplotłam ramionami jego szyję, gdy wsunął we mnie dwa palce.
„Nie możemy wychowywać naszych dzieci jak, gołąbeczko?” – szepnął, poruszając palcami we mnie, podsycając płomienie rozkoszy, która niechybnie miała mnie pochłonąć.
„Za… zamknij się” – wymamrotałam, ale zabrzmiało to nie głośniej niż szept, bo skupiałam się wyłącznie na przyjemności, którą mi dawał.
Zaśmiał się cicho i pocałował mnie w policzek, popychając mnie ku temu, czego w tej chwili najbardziej potrzebowałam. Moje ciało i serce szybko poddały się jego pieszczotom, ale umysł nie chciał odpuścić. Gideon jednak był silniejszy. Zawsze był. Więc mimo że mój umysł wysuwał na pierwszy plan pewnego wroga, miłość Gideona wkroczyła na arenę i czułam, jak ci dwaj odwieczni przeciwnicy walczą o władzę. Nie miałam wątpliwości, kto wygra. I kiedy Gideon przejął kontrolę, wtedy dotarłam na szczyt, a on nacisnął spust, zmuszając mnie do eksplozji.
Ostry krzyk wyrwał mi się z ust, gdy orgazm przeszył mnie na wylot, odrywając od rzeczywistości. Nie mogłam się powstrzymać od pragnienia, żeby móc trwać w tej zmysłowej ekstazie na zawsze. Wtedy nie musiałabym się mierzyć z ciągłym strachem. Nie musiałabym się martwić o wroga.
Nie zdawałam sobie sprawy, że zamknęłam oczy, dopóki Gideon nie wysunął ze mnie palców. Patrzyłam spod ciężkich powiek, jak podnosił je do ust i wsuwał do nich.
„Co ty, kurwa?! Mówiłam ci, żebyś tego nie robił.”
„Mhmm, pyszne jak zawsze” – powiedział. „Wybacz, gołąbeczko, ale nie potrafię się powstrzymać, skoro smakujesz tak słodko.” Posłał mi diabelski uśmiech, od którego zapragnęłam czegoś więcej niż jego palców.
„Mówiłam to już i powiem jeszcze raz. Jesteś Diabłem, Gideon Maslow” – warknęłam, ignorując gorąco palące moje policzki.
Cmoknął mnie w nos. „Jestem twoim Diabłem, moja wróżko.” Rozbawienie znikło z jego oczu. „Spokojnie, gołąbeczko. Nikogo tam nie ma. Wszystko się skończyło. Jesteś bezpieczna. Nasze dzieci są bezpieczne.”
Chciałam się kłócić, ale wiedziałam, że nie ma na to czasu. Gideon musiał jechać, a ja musiałam zająć się dziećmi.
„Wiem.” Spróbowałam posłać mu uspokajający uśmiech, ale chyba nie byłam zbyt przekonująca. „A teraz musisz jechać. Twoje spotkanie zaczyna się za dwie godziny, a wiesz, że ten klient jest dla nas ważny.”
Westchnął z rezygnacją i skinął głową. „Masz rację. A kiedy ty przyjedziesz? Spotkanie nie może się zacząć bez ciebie.”
„Jedź i się przygotuj. Będę zaraz za tobą, za godzinę.”
Gideon pozwolił mi wstać, a ja pomogłam mu założyć marynarkę i oddałam tablet. Złożył na moich ustach czuły pocałunek i powiedział, że wkrótce się zobaczymy, po czym wyszedł. Patrzyłam, jak wsiadał do samochodu i odjeżdżał z szoferem. Czekałam na wiadomość od szofera, że wszystko w porządku, i dopiero gdy ją dostałam, poszłam na górę obudzić Lily.
„Hej, nie śpisz” – powiedziałam, zapukawszy i wchodząc do jej pokoju.
Lily siedziała przed komputerem, ale szybko zminimalizowała okno, kiedy mnie zobaczyła, i uśmiechnęła się, udając niewinną. Chciałam zapytać, co robi, ale zrezygnowałam. Dorastała i prywatność była dla niej teraz niezwykle ważna. Nie chciałam być wścibską matką i sprawić, że zacznie się od nas z Gideonem odsuwać.
„Tak. Tata mnie obudził i nie mogłam z powrotem zasnąć” – powiedziała, przewracając swoimi zielonymi jak morze oczami.
„To dlaczego nie zeszłaś na śniadanie?” – zapytałam, zerkając na wygaszacz ekranu na monitorze.
„Nie miałam ochoty. Poprosiłam Anne, żeby mi przyniosła śniadanie” – powiedziała, a jej truskawkowy blond kołysał się w kucyku.
„Byłoby miło, gdybyś chociaż od czasu do czasu jadła śniadanie z rodziną. Czekaliśmy na ciebie z tatą” – powiedziałam.
Przewróciła oczami, tym razem z frustracją. „Jemy razem kolację. Po prostu nie miałam ochoty schodzić na dół.”
„Nie możesz zawsze robić tylko tego, na co masz ochotę, Lily. Czasem trzeba zrobić coś dla innych.”
„Mamo!” Przeciągnęła to słowo z irytacją. „Proszę, nie zaczynaj teraz. Jest jeszcze za wcześnie na twoje życiowe lekcje. Możesz mi je dać wieczorem. Teraz mam ważną robotę do zrobienia.”
„Zrobiłaś listę rzeczy potrzebnych do szkoły?” – zapytałam, zmieniając temat.
„To nie potrwa długo. Obiecuję, że będzie gotowa do końca tygodnia” – powiedziała, posyłając mi kolejny uśmiech, który jasno mówił, że nie chce już o tym rozmawiać.
Westchnęłam i skinęłam głową. „Dobrze. Zajmuj się swoim. Muszę jechać do pracy. Jeśli będziesz chciała gdzieś wyjść, to wiesz…”
„Tak. Tak. Wiem, że nie mogę nigdzie iść bez szofera. Nina przyjdzie do mnie, jeśli to w porządku?” Spojrzała na mnie, podskakując kolanem w górę i w dół.
„Jasne. Bawcie się dobrze. I zadzwoń do mnie, gdyby coś się stało” – powiedziałam, po czym wyszłam z jej pokoju i stanęłam twarzą w twarz z Jackiem, który uśmiechnął się na mój widok. Był ubrany w szkolny mundur i wyglądał jak młodsza wersja Gideona. Był już ode mnie wyższy, a jeśli tak dalej będzie rósł, może nawet przerośnie Gideona.
„Nic się nie stanie” – usłyszałam głos Lily z jej pokoju, a mój syn posłał mi wymowne spojrzenie, na które nie mogłam nie odpowiedzieć tym samym.
„Jadłeś śniadanie?” – zapytałam, gdy podszedł i mnie przytulił.
„Dzień dobry, mamo” – powiedział i pocałował mnie w czoło. „Jeszcze nie. Liczyłem na to, że zjemy razem.”
„Bardzo bym chciała, ale spóźniam się na spotkanie, a tata czeka na mnie w biurze” – powiedziałam, odgarniając mu niesforne kosmyki włosów.
Uśmiechnął się łagodnie i skinął głową. „Może jutro?”
„Z przyjemnością. Uważaj na siebie i na siostrę.”
„Muszę iść do szkoły” – powiedział.
„Tak, wiem. Uważaj na siebie” – powtórzyłam, a on kiwnął głową.
„Będę, mamo. Miłego dnia” – powiedział.
Patrzyłam, jak schodzi po schodach, a potem poszłam do swojego pokoju i przygotowałam się do wyjścia. Wybrałam jedwabną bluzkę i ołówkową spódnicę z moimi ulubionymi szpilkami. Właśnie kończyłam się szykować, gdy zadzwonił telefon i na ekranie wyświetliło się imię Gideona.
„Halo? Gotowy?” – zapytałam na powitanie.
„Gdzie jesteś? Wiesz, że nie lubię mojego biura bez ciebie” – odpowiedział Gideon.
„Właśnie wychodzę. I ja też za tobą tęsknię.” Uśmiechnęłam się, nakładając szminkę.
„Dzieci wstały?”
„Tak, i zjadły śniadanie. Jack pojechał do szkoły, a do Lily przyjdzie koleżanka. Przynajmniej to ją czymś zajmie do naszego powrotu. Powiem Loli, żeby miała na nią oko.”
„Pozwól jej się zrelaksować i dobrze bawić, moja wróżko. Dorasta i musimy zacząć dawać jej trochę wolności” – stwierdził.
W normalnych okolicznościach bez problemu bym się z nim zgodziła. Ale z wrogiem czyhającym na zewnątrz musiałam być ostrożna. Nie mogłam teraz dać dzieciom wolności, jakiej potrzebowały. Mogły mnie za to znienawidzić, ale mogłam z tym żyć. Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdyby któremukolwiek z nich coś się stało.
„Dorastają, ale nie są jeszcze na tyle duże, żeby być same.”
„W takim razie muszą się tego nauczyć, nie uważasz?”
„Tak. I ty jesteś od tego, żeby je tego nauczyć. Pozwól mi się o nie martwić, dobrze?”
„Wiem, że masz rację, ale egoistycznie chcę, żebyś skupiała się na mnie i martwiła się tylko o mnie” – przyznał, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
„Martwię się o ciebie.” Martwię się o ciebie bardziej, niż myślisz.
„Nie wygląda na to, skoro wciąż jesteś w domu, zamiast stać przede mną” – powiedział, a w jego głosie wyraźnie słyszałam naburmuszony ton.
„Daj mi trzydzieści minut i będę przy tobie.”
„Skoro zamierzasz kazać mi czekać trzydzieści minut, to ja też nie będę miał innego wyjścia, jak kazać ci czekać trzydzieści minut, gołąbeczko.”
Opadła mi szczęka, a między udami poczułam rosnące gorąco. „Co? Na co czekać? Szykuję się, żeby dobrze dla ciebie wyglądać.”
„To niepotrzebne, skoro pięć minut później będziesz rozciągnięta nago na moim biurku.”
„Gideon, przestań” – powiedziałam, a mój oddech stał się urywany, gdy wyobraźnia przełożyła jego słowa na piękny, erotyczny obraz.
„Trzydzieści minut, tyle dostajesz. Jeśli nie pojawisz się w pół godziny, zapomnij o spotkaniu, bo spędzisz resztę dnia przywiązana do mojego biurka.”
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, rozłączył się, a ja musiałam odłożyć telefon i przycisnąć drżącą dłoń do szalejącego serca. Niech szlag trafi Gideona i jego groźby, które zawsze spełniał. Jak on to robił, że po siedemnastu latach małżeństwa potrafił sprawić, że czerwieniłam się i wierciłam jak żałosna dziewica? Dlaczego ja nie potrafiłam zrobić mu tego samego?
Kiedy serce mi się uspokoiło, skupiłam się na reszcie przygotowań. Gdy tylko chwyciłam torebkę, telefon zadzwonił ponownie. Myślałam, że to Gideon, i miałam zamiar się rozłączyć — na przekór, żeby kara była jeszcze przyjemniejsza — ale nazwisko na ekranie zatrzymało mnie i odebrałam.
„Mów” – rozkazałam.
„Proszę mi wybaczyć, pani Maslow, ale wciąż niczego nie znaleźliśmy” – odpowiedział.
„Mówił pan, że macie trop” – powiedziałam, poprawiając pasek torebki na ramieniu.
„To był ślepy zaułek. Ale nadal szukamy. Coś musi w końcu się pojawić. Dzwoniłem tylko, żeby panią poinformować” – odpowiedział.
„Dziękuję. Ale musicie go znaleźć jak najszybciej. To niedopuszczalne, macie być najlepsi w kraju” – powiedziałam.
„Znajdziemy go, pani Maslow.”
„Dopilnujcie tego.”
Rozłączyłam się, wrzuciłam telefon do torebki i wypuściłam ciężkie westchnienie, wpatrując się w widok miasta za oknem.
Declan Pierce, gdzie jesteś?















































