
Seria Ultimate 2: Wściekłość
Autorzy
A. K. Glandt
Lektury
51,3K
Rozdziały
21
Mój ołówek został skonfiskowany
Księga 2: Wściekłość
Głośny dźwięk rozmów całkowicie ucichł. Skupiłam się tylko na tym kciuku. Paznokieć był obgryziony bardzo krótko. Kciuk naciskał długopis w kółko.
Klik, klik, klik.
To był jedyny dźwięk, który mogłam słyszeć. Nie robił tego z nerwów czy niepokoju, po prostu ot tak, bez zastanowienia.
Klikanie było powolne. Zdarzało się tylko co kilka sekund. Potem długopis obrócił się w jego dłoni. Końcówka skierowana była do góry, gdy drugi koniec był przyciskany do stołu. Otwierał się i zamykał w tym samym irytującym rytmie.
Znosiłam to przez chwilę. Moja złość rosła z każdym kliknięciem. Chciałam, żeby po prostu wybuchła.
Klik, klik, klik.
Każde kliknięcie sprawiało, że byłam coraz bardziej wściekła. Mój ostry paznokieć wbił się w drewniany ołówek, którym się bawiłam. Potem poczułam lekkie uderzenie grzbietem dłoni w moją nogę.
Odwróciłam się szybko do mojego małżonka. Spodziewałam się zobaczyć, jak on i wszyscy inni gapią się na mnie w ciszy. Byłam zdziwiona, widząc, że nigdy nie oderwał wzroku od mężczyzn przy stole. Chyba udawał, że nie uderzył mnie przed chwilą. Spojrzałam w dół na swoje kolana, gdzie leżała jego otwarta dłoń.
Wpatrywałam się w nią. Zastanawiałam się, co robi. Potem te palce poruszyły się w moją stronę. Kazały mi coś podać.
W mojej dłoni ołówek zamienił się w coś, co mogło posłużyć jako broń. Miałam kolana pokryte drobinkami drewna.
Przechyliłam się do przodu. Krzesło wylądowało z powrotem na czterech nogach. Nagły hałas sprawił, że wszyscy na mnie spojrzeli. Jednak ich uwaga szybko skupiła się z powrotem na mężczyźnie, który mówił.
Wyprostowałam się z mojej leniwej pozycji. W dłoni Sarakiela umieściłam główną część mojego planu na zatrzymanie klikacza długopisem. Mój małżonek cofnął dłoń i położył go na stole po swojej lewej stronie, z dala ode mnie.
Poruszał się cicho. Nie odciągał uwagi od jego słów. Jednak nie minęło dużo czasu, zanim inni zaczęli to zauważać.
Nie sądziłam, żeby którykolwiek z tych mężczyzn był szczególnie mądry. Ale potrafili zauważać rzeczy. Połączyli mój zirytowany wyraz twarzy z wyrzeźbionym, ostrym ołówkiem, który nagle pojawił się obok Jedynego.
W moją stronę rzucano pełne wątpliwości spojrzenia. Wszyscy po raz kolejny zastanawiali się, dlaczego Sarakiel przywiózł ze sobą swojego dzikiego pupila na to ważne spotkanie.
Prawdę mówiąc, naprawdę nie było potrzeby, żebym tu była. Rada Światowa była powoli odbudowywana. Następnym planem było przejęcie Osi Zachodniej.
A sądząc po tym, jak sprawy wyglądały, miało się to zakończyć wielkim zwycięstwem. Zanim Sarakiel i ja zniszczyliśmy Radę Światową, większość zachodnich Jedynych stanęła po stronie Errola Falkora.
Ale gdy rada zniknęła, ich lojalność się zmieniła. Przetrwanie było ważniejsze niż ich dawna złość na Sarakiela i mnie.
Wiedzieli, że stawianie oporu oznaczało śmierć. Prawdopodobnie z rąk dzikiej małżonki Sarakiela. Teraz ponad dwie trzecie tych, którzy kiedyś wspierali Falkora, planowało jego śmierć. Przygotowywali się, by uczynić Sarakiela głową Osi Zachodniej.
Reszta trzymała się swojej dumy. Nie chcieli pomagać mężczyźnie, który ich upokorzył. Nie chcieli łączyć się z szaloną kobietą, która brutalnie zabiła Myrina Reditha. To był mężczyzna, którego najbardziej szanowali i za którym podążali. Wciąż miałam wątpliwości, czy pozwolić tchórzom na dołączenie. Ich lojalność zmieniała się jak wiatr.
Jednak Sarakiel zostawiał przejęcie w ich rękach. To był test, by się wykazali. Porażka zakończyłaby się utratą życia.
Byli tchórzami, którzy już udowodnili, że desperacko chcą żyć. Byli gotowi zrobić wszystko dla kogokolwiek, kto miał nad nimi władzę. A to właśnie Sarakiel ją teraz miał.
Rozumiałam powód, dla którego Sarakiel zdecydował się dać kontrolę tej grupie ludzi, którzy chcieli mu tylko dogodzić. Musiałam przyznać, że to był sprytny plan. Szczerze mówiąc, to spotkanie nie było tak ważne, jak myśleli ci, którzy tu byli.
Prawdziwe planowanie odbywało się w znacznie mniejszym pokoju z kilkoma wybranymi osobami. Wówczas uznałam, że warto podjąć wysiłek i się odzywać
Cała lewa strona mojej głowy była owinięta bandażem. Byłam wściekła, że goiłam się tak wolno.
Moje szwy wciąż nie zostały usunięte. Cięcia wciąż bolały, kiedy mówiłam. Ale to było nic w porównaniu z ciągłym pieczeniem rtęci w mojej krwi.
Materiał był tam głównie po to, żeby powstrzymać mnie od dłubania w szwach niż cokolwiek innego. Nie było ucieczki od blizn, na pewno tam będą.
Ta myśl mnie nie niepokoiła. Nigdy nie byłam szczególnie piękna. Sarakiel nie wybrał mnie ze względu na moją twarz. Blizny sprawią, że będę bardziej przerażająca. Byłam niższa od większości mężczyzn. Moja zwyczajna twarz i szczupłe ciało nie sprawiały, że wyglądałam jak brutalna, szalona bestia.
Widząc mnie po raz pierwszy, ludzie zastanawiali się, czy plotki o mnie rzeczywiście mogą być prawdą. Westchnęłam i spojrzałam na skonfiskowany ołówek.
Byłam gotowa zaakceptować złe konsekwencje, choćby po to, by pozbyć się nudy, która powoli mnie zabijała. Mój małżonek wziął moje długie spojrzenie za sygnał, by szybko zakończyć sprawy.
Naciskał dłonią moją nogę, nakazując się nie ruszać, gdy inni powoli opuszczali salę konferencyjną. Siedziałam tam, jak mi kazano, gdy niektórzy z mężczyzn podchodzili do Sarakiela, by porozmawiać. Szybko odchodzili, gdy mój małżonek nie okazywał zainteresowania rozmową.
Kiedy w końcu mieliśmy pokój dla siebie, mężczyzna o burzowych oczach podniósł moją grubo wyrzeźbioną broń. Obracał ją między palcami, głęboko zamyślony. Jego dłoń pozostała na mojej nodze. Jego dotyk rozgrzewał moją skórę. Gdyby to była dłoń kogokolwiek innego, czułabym się źle.
To irytowało mnie i intrygowało w tym samym czasie. Dlaczego on? Dlaczego był inny?
Musiała to być mentalna blokada, która po prostu nie dotyczyła jego. Co zrobił, żeby zostać pominięty?
Dużo o tym myślałam. Ostatecznie zdecydowałam, że musi to mieć coś wspólnego z umową, którą zawarliśmy.
„Myślisz, że to, co robię, to zły pomysł?” w końcu zapytał. Przerwał długą ciszę.
Przekręciłam się na swoim miejscu i przerzuciłam ramię przez oparcie krzesła. Poświęciłam chwilę, by po prostu na niego popatrzeć. Próbowałam zrozumieć, dlaczego mnie o to pyta.
Czy myślał, że nie rozumiem powodu jego działań? A może po prostu martwił się, że nawet jeśli miał powody, popełniał błąd?
Zrobiłam, co mogłam, by odpowiedzieć w sposób, który odnosił się do obu tych możliwości. „Nie mogę powiedzieć, że zadziała idealnie. Ale tak czy inaczej dostaniesz to, czego potrzebujesz. Albo Errol Falkor umrze, albo będziesz wiedział, że trzeba przestać marnować na nich czas”.
Sarakiel nacisnął ostry czubek ołówka kciukiem. „Więc uważasz, że powinienem ich wszystkich zabić?”
„Na koniec”. Zabrałam ołówek. „Tym, którzy zmieniają strony, nie można ufać”.
„Więc chcesz mi powiedzieć, żebym ich użył, a potem się ich pozbył, gdy zrobią to, czego potrzebuję?”
To nie było tak naprawdę pytanie, na które musiałam odpowiedzieć. Więc wypowiedziałam zdanie, która odtwarzało się w kółko w mojej głowie, odkąd usiadłam przy tym stole. „W ich żołądku rośnie nasienie. Rośnie i rośnie, wypełnione chciwością. Roślina w ich brzuchach pochłonie ich całych, dobrze karmiona chciwość zbierze swoje żniwo”.
Był przyzwyczajony do moich dziwnych wersów. Poprosił mnie o wyjaśnienie.
Wzruszyłam ramionami. „Dostaną to, na co zasługują. Tak czy inaczej niedługo będą martwi”.
Nacisnęłam kciukiem ostry ołówek. Obserwowałam, jak moja skóra wytrzymuje napięcie. Była jak ci dranie z zachodu, którzy wciąż próbowali się trzymać, chociaż byli miażdżeni.
Wszyscy dobrze się bawili, wyśmiewając się ze mnie, gdy byłam w łańcuchach i pod wpływem narkotyków. Spójrzcie na nich teraz, poruszających się nerwowo i pocących, bo to teraz oni boją się o swoje życie. A jeszcze nawet nie zostali złamani ani pobici.
Poczułam złość, którą próbowałam powstrzymywać od tygodni. Prawdziwe uczucie zostało znacznie zredukowane z wściekłości do irytacji.
Nie mogłam pozwolić, by było czymś więcej niż irytacją. W każdym razie – jeszcze nie.
Wiedziałam, że jeżeli pozwoliłabym, by złość mnie pochłonęła, przysporzyłabym tylko więcej pracy Sarakielowi i sobie.
Mimo to trudno było oprzeć się chęci zabicia ich – jednego po drugim. Chciałam sprawić, by cierpieli tortury, które ja cierpiałam pod opieką Myrina.
Im więcej o tym myślałam, tym bardziej tego chciałam.
Gdybym robiła to jednemu po drugim, minęłyby miesiące, zanim przebrnęłabym przez wszystkich. To dlatego, że planowałam dla nich powolne, długie, okropne umieranie.
Naprawdę nie widziałam powodu, dla którego Sarakiel nie dałby mi przynajmniej jednego do zabawy.
Nie żebym go faktycznie o to prosiła. Byłam pewna, że by mi odmówił A nienawidziłam, gdy mówiono mi nie.
Zakończyłoby się to tylko kłótnią między nami. To nie było coś, czego którekolwiek z nas potrzebowało. Cóż, może to było dokładnie to, czego ja potrzebowałam. Musiałam wypuścić swoją złość.
Chciałam ponownie znaleźć się w dzikiej, ekscytującej rzezi. Chciałam ranić każdego, kogo chciałam skrzywdzić, bez konieczności myślenia o tym.
Tęskniłam za metalicznym smakiem wypełniającym moje usta. Tęskniłam za uczuciem gęstej wilgoci na mojej skórze. Tęskniłam za swędzącą skórą napiętą w niektórych miejscach od zaschniętej krwi. Pożerający głód w środku stawał się czasami bardzo silny. Wszystko, o czym mogłam myśleć, to rozrywanie ciepłego ciała.
To mnie niepokoiło, jeśli myślałam o tym zbyt długo.
Wiedziałam, że nie byłam cała. Ale świadomość, że gdy nazywali mnie dziką, nie mijali się zbytnio z prawdą, niepokoiła mnie.
Wszyscy wiedzieli o strasznych dzikusach, którzy tracili rozum na rzecz podstawowego głodu, który ich kontrolował.
Nienawidziłam być kontrolowana. Szczególnie nienawidziłam być kontrolowana przez coś, od czego nigdy nie mogłam uciec, gdy już wpadłam w szał.
Może to był powód, dla którego pozwoliłam zachodnim gnojkom dalej oddychać.
Tak naprawdę i tak nie oddychali. Dyszeli jak psy, próbując dostać się w łaski mojego małżonka.
Zawsze szukali okazji, by nazwać mnie psem lub pupilem Sarakiela. Jednak to nie ja zachowywałam się desperacko.
Miałam więcej szacunku do siebie w małym palcu niż wszyscy oni razem wzięci.
Wiele razy dobrowolnie stawiałam czoła śmierci, ponieważ odmawiałam błagania o cokolwiek.
Teraz, stojąc przed tym samym wyborem, wszyscy potykali się o siebie, by zadowolić mojego małżonka. Mieli nadzieję zasłużyć na swoje życie.
„Cholerne dupki”, powiedziałam ze złością. Nacisnęłam zbyt mocno w swojej złości i obserwowałam, jak moja skóra w końcu pękła. Srebrna krew wypłynęła i zaplamiła drewno. „Powinnam ich wszystkich zabić”.
I tak po prostu głodne pragnienie zabijania wróciło.
Ślina wypełniła moje usta na myśl o ściganiu każdego z mężczyzn, na których planowałam zemstę.
Zamknęłam oczy i przełknęłam ślinę, odpychając pragnienie. „Cholera”, wyszeptałam, walcząc ze sobą. Walczyłam, by odzyskać kontrolę nad sobą.
Każda część mnie pragnęła zabijać.
Zerwałam się z miejsca. Wbiłam ołówek głęboko w stół. Byłam wściekła, gdy się cofałam. „Zarozumiali dranie!”
Gdybym pozwoliła sobie choćby na sekundę złości, byliby martwi. A oni nawet nie zdawali sobie sprawy, w jakim niebezpieczeństwie byli. Wierzyli, że dopóki Sarakiel tego nie zażąda, byli bezpieczni w mojej obecności.
Wbiłam ołówek głębiej z wściekłym krzykiem.
To wszystko była wina Sarakiela.
Gdyby nigdy nie zaproponował mi tej umowy, szansy na zemstę, na wolność, już bym była wolna!
Śmierć uratowałaby mnie od tego bałaganu. Uratowałaby mnie od walk, z którymi mierzyłam się każdego dnia. Jak długo jeszcze mogłam radzić sobie z duchem Myrina? Jak długo jeszcze mogłam radzić sobie z rtęcią, która raniła mnie każdego dnia? Jak długo jeszcze mogłam radzić sobie z mężczyznami, którzy wyśmiewali się ze mnie, chodząc po moim terytorium? Jak długo jeszcze mogłam radzić sobie z dziką naturą, która walczyła, by mnie pochłonąć?
Jak długo, zanim poddałabym się którejkolwiek z tych bitew, które toczyłam każdego dnia?
Przede wszystkim mój przeklęty małżonek był najbardziej niebezpieczny. To dlatego, że pragnęłam zdobyć jego szacunek i sympatię.
Odwróciłam twarz, by spojrzeć na Sarakiela z pełnym nienawiści spojrzeniem. Wściekły dźwięk już narastał w moim gardle, by pokazać moją nienawiść. Ale niemal się zakrztusiłam, gdy przełknęłam go przypadkowo w swoim szoku.
Sarakiel miał na twarzy zupełnie nowy wyraz.
Był wyraźnie pogrążony w myślach, z pewnością nie były one przyjemne.
Ból wyraźnie malował się na jego twarzy.
Te elektryczno-niebieskie oczy, jasne od mocy i poruszające się z inteligencją, były przyćmione i mętne.
Te usta, zawsze zaciśnięte w płaską linię, która poruszała się tylko w dół w niezadowoleniu, zmiękły i straciły trochę koloru.
Te dłonie z idealnie przyciętymi paznokciami na końcach każdego z jego smukłych palców były teraz napięte.
Jedna była w zaciśniętej pięści. Niebieskie żyły na grzbiecie jego dłoni były bardziej widoczne. Druga trzymała mocno jego własne kolano. Miętoszyła te starannie wyprasowane spodnie, na których nigdy nie było nawet okruszka.
Te silne ramiona na jego wąskim ciele, które zawsze były opuszczone i naprężone, były teraz rozluźnione i lekko zgarbione.
Ta przystojna twarz, zawsze pokazująca zimną wyższość, która sprawiała, że ktoś spuszczał wzrok i się kłaniał, była teraz wykrzywiona w mrocznym smutku.
Oparłam się chęci odkaszlnięcia, by oczyścić gardło z dźwięku, który przypadkowo przełknęłam. Szybko przemyślałam wszystko, co powiedziałam. Próbowałam zrozumieć, co mogło wywołać ten typ reakcji u mojego małżonka, który rzadko okazuje jakiekolwiek emocje.
Potem przywołałam maskę. Ta odbijająca powierzchnia sprawiała, że czułam się niekomfortowo i zmuszała mnie do patrzenia na siebie.
Nie mogłam powstrzymać ręki przed sięgnięciem do niego.
Lustro się zmieniło. Choć nadal widziałam swoją własną twarz, to niebieskie oczy Sarakiela wpatrywały się we mnie.
Wstrzymałam oddech, patrząc w te puste oczy, które nie pasowały do twardej twarzy mojego małżonka. Te oczy były puste z silnej determinacji. Wyblakły, mętny niebieski kolor jego oczu pokazywał nieszczęście. To był niespotykany widok.
Pochyliłam się do przodu, by spojrzeć głębiej. Byłam nimi całkowicie zainteresowana i zaniepokojona. Moja dłoń wyciągnęła się i wylądowała delikatnie na jego policzku.
Poczułam ulgę przy cieple, który zalał moją dłoń i przepędził pieczenie rtęci. Moja dłoń nie spoczęła tam dłużej niż sekundę lub dwie, zanim Sarakiel mrugnął. Te oczy pociemniały w głęboki odcień szarości. Ale wciąż były trochę bardziej matowe niż zwykle.
Minęła kolejna sekunda, zanim w końcu patrzył na mnie, a nie przeze mnie. Patrzyliśmy na siebie szeroko otwartymi oczami. Oboje byliśmy w szoku i nie potrafiliśmy nic powiedzieć z powodu sytuacji.
Nie wiedziałam, jak się odezwać. Co mogłabym mu powiedzieć po zobaczeniu czegokolwiek to było? On nie był w stanie wymyślić czegoś, by uniknąć rozmowy lub to wyjaśnić.
Puściłam swoje krzesło i chwyciłam poręcz krzesła Sarakiela. Otoczyłam go i przysunęłam się bliżej. Przechyliłam głowę, gdy podeszłam jeszcze bliżej.
Moje kolano znalazło się między jego rozchylonymi nogami, by spocząć na wyściełanym siedzeniu. Chciałam czegoś od tego mężczyzny, ale jeszcze nie wiedziałam czego.
Czułam potrzebę zrobienia czegoś. Nie, wzięcia czegoś od niego. Mój oddech drżał z podniecenia.
Włosy, które wpadły mi na twarz, poruszały się w górę i w dół. Mój małżonek niemal przestał oddychać. Jego oczy przesuwały się tam i z powrotem, gdy poruszały się po mojej twarzy. Próbował zrozumieć moje intencje i czy to było coś, czemu powinien położyć kres.
Przełknęłam. Moje wargi rozchyliły się, ale słowa były ostatnią rzeczą w moim umyśle. Przesunęłam dłoń z jego policzka do włosów, które były ułożone żelem.
Dotykałam ich powoli. Byłam skupiona na mojej dłoni, gdy delikatnie przesuwała się po czubku jego głowy. Robiłam to przez chwilę, zanim spojrzałam z powrotem na niego.
To nie było właściwe. Nie powinien patrzeć na mnie z dołu.
Trzymałam tył jego szyi i zbliżyłam nasze czoła. Dostosowałam się, aż siedziałam na jego kolanach z nogami po obu jego stronach. Nasze oddechy mieszały się ze sobą. Ale nasze wargi nigdy się nie dotknęły.
Chciałam kontaktu. Ale nie tego rodzaju. Chciałam go zrozumieć. Chciałam zrozumieć, gdzie kawałek układanki, który mi dał, pasował do obrazu, którego ja sama nie do końca rozumiałam.
Nie tracąc kontaktu z jego skórą, przesunęłam mój nos w dół jego szyi. Moje wargi przesunęły się wzdłuż jego obojczyka. Spoczęłam tam na chwilę, wdychając jego zapach. Ale to wciąż nie było właściwe.
Sfrustrowana pchnęłam swój ciężar do przodu. Krzesło przewróciło się do tyłu. Sarakiel wydał bolesny dźwięk, gdy uderzył o ziemię.
Moja dłoń wystrzeliła automatycznie, by chronić tył jego głowy, gdy krzesło zetknęło się z podłogą. Kopnęłam siedzenie krzesła, usuwając je z mojej drogi i spod Sarakiela.
Pozostałam nad mężczyzną na czworakach. Obserwowałam, czy będę musiała z nim walczyć, czy pozwoli mi dalej robić, co chcę. Gdy się nie poruszył, by mnie powstrzymać lub zapytać, wydałam zadowolony dźwięk, po czym kontynuowałam swoją eksplorację.
Usiadłam z powrotem na jego nogach i położyłam się na jego unoszącej się i opadającej klatce piersiowej. Umieściłam ucho tuż nad jego sercem. Zamknęłam oczy i skupiłam wszystkie moje zmysły na mężczyźnie pode mną.
Czułam bicie jego serca, a także każdy jego oddech kołyszący moje ciało równym rytmem. Wdychałam jego zapach. Zanurzyłam się w zapach jego wody kolońskiej i produktu do włosów, zapach proszku do prania i drogiej skóry, z której były zrobionego jego buty i pasek. Robiłam to, aż wszystko, co wdychałam, to jego własny unikalny zapach.
Leżenie w ten sposób ukoiło mój niepokój. Byłam pocieszona jego obecnością, wszystkimi detalami, które sprawiały, że był Sarakielem, jakiego znałam.
„Przepraszam”.
Głos, a także wibracje z jego słów wyciągnęły mnie z mojego spokojnego stanu. Świat wokół mnie stał się bardziej wyraźny. Nie pytałam go, dlaczego to powiedział, ponieważ w końcu zaczynałam rozumieć moje własne działania.
To mnie przestraszyło, ten opuszczony wyraz na jego twarzy. Wyglądał na opuszczonego. A to sprawiło, że ja czułam się opuszczona.
Ten wyraz, tak niepodobny do wszystkiego, co o nim wiedziałam, zdenerwował mnie do punktu, w którym musiałam się uspokoić. Musiałam wiedzieć, że Sarakiel wciąż był mężczyzną, który zaoferował mi zbawienie. Był tym, który mógł dać mi zemstę. Był tym, który mógł zaoferować mi wolność, która nie była śmiercią.
Jeśli Sarakiel nie mógłby już tym dla mnie być, nic nie powstrzymałoby mnie od szaleństwa. Nie było nic, co powstrzymywałoby mnie od poddania się duchowi Myrina. Ciągle próbował nakłonić mnie, bym wróciła do niego i naszego dziecka w zaświatach. Chciał, bym spędziła wieczność, płacąc za to, co zrobiłam.
Jeśli Sarakiel nie mógłby dotrzymać swoich obietnic, to nie miałabym nic, dla czego warto żyć. Ta zdrada byłaby moim końcem. Ostatecznym bólem, którego nie byłabym w stanie znieść.
Potem w końcu do mnie dotarło. Powód, dla którego Sarakiel sprawiał, że czułam się tak spokojnie. Powód, dla którego nie przeszkadzał mi jego dotyk. Powód, dla którego tak bardzo starałam się go słuchać. Powód, dla którego znajdowałam siebie, szukającą jego. To wszystko było z powodu jednej rzeczy.
Z powodu jednego uczucia: ufałam mu.














































