
Zostać luną
Autorzy
Kelsie Tate
Lektury
1,4M
Rozdziały
18
Addison Jennings jest zadowolona ze swojego życia – uczy i mieszka ze swoją sforą. Nie szuka partnera, ale los stawia na jej drodze właśnie jego. Alfa Slade Black ma za sobą przeszłość, która go złamała. Nie jest gotowy na partnerkę, ale teraz ją ma. W nowym domu sforowym Addison stara się jak najlepiej odnaleźć w roli luny, podczas gdy Slade próbuje zwalczyć rosnące uczucia do niej.
Rozdział 1.
ADDISON
- Naprawdę muszę tam iść? - zapytałam mamę, zerkając na swoje odbicie w lustrze.
Mama krzątała się po pokoju w swojej kremowej sukience z koralikami, poprawiając rzeczy, które już były idealnie ułożone.
- Nawet o tym nie myśl, kochanie. Idziesz i kropka - odparła mama, siadając w końcu na łóżku.
Przez cały tydzień próbowałam wykręcić się od tej imprezy. Nie miałam ochoty na nudne przyjęcie, gdzie mój tata będzie się starał zrobić dobre wrażenie na odwiedzającym alfie.
Nasza wataha była niewielka. Straciliśmy wielu członków i widziałam, że tata się martwi, choć nie wiedziałam jak bardzo.
W zeszłym roku stoczyliśmy zaciekłą walkę z inną watahą o nasze terytorium i mocno nas to nadszarpnęło. Straciliśmy większość naszych wojowników i wataha ledwo trzymała się kupy.
Mimo to nadal nie chciałam iść na tę imprezę. To nie była taka fajna impreza, gdzie ludzie się wyluzowują i dobrze bawią.
To była impreza z wymyślnymi przekąskami i nudną muzyką. A jednak stałam przed lustrem, wyglądając elegancko i czując lekkie poirytowanie.
Mama poszła na zakupy i kupiła mi nową sukienkę. Patrząc w lustro, nie mogłam się na nią gniewać. Mama miała oko do ubrań, nawet gdy byliśmy w kiepskiej sytuacji finansowej. Ja też nauczyłam się wyszukiwać perełki w lumpeksach.
Ale wiedziałam, że ta sukienka nie była z second-handu. Była długa, zwiewna, w głębokim granatowym kolorze. Opadała na jedno ramię i opinała się pod biustem, podkreślając moją sylwetkę.
Nigdy nie uważałam się za szczególnie atrakcyjną. Nie byłam brzydka, ale też nie przyciągałam zbyt wiele uwagi.
Musiałam jednak przyznać, że czułam się ze sobą dobrze. Granatowy był moim ulubionym kolorem, częściowo dlatego, że pasował do mojej karnacji.
Wtedy moja wilczyca odezwała się, ”JASNE, że czujesz się dobrze, dziewczyno, wyglądamy obłędnie.”
Zachichotałam cicho.
Mama uczesała moje ciemnobrązowe włosy w elegancki warkocz i upięła je tak, że opadały miękko na ramiona.
Makijaż był delikatny, ale efektowny: lekki podkład, subtelny smokey eye podkreślający moje niebiesko-zielone oczy i jasnoróżowa szminka.
Moja mama, Leah, zawsze zajęta jako luna, biegała cały dzień, dopinając wszystko na ostatni guzik przed imprezą.
Ale zawsze znajdowała dla mnie czas - żeby spędzić chwilę tylko we dwie, szykując się razem. Ceniłam te momenty z nią.
Jako nastolatka marzyłam o wyrwaniu się z domu i przeżyciu przygód. Skończyłam liceum przed czasem, a kiedy dostałam się na dobrą uczelnię w Waszyngtonie, nie wahałam się ani chwili.
Uwielbiałam studia, ale kiedy je ukończyłam i zdobyłam dyplom nauczyciela, zapragnęłam wrócić do domu, do watahy w Montanie. Wróciłam więc i z radością przyjęłam posadę nauczycielki na zastępstwo w lokalnej szkole.
Trzecia klasa to było istne wariactwo, ale kochałam każdą minutę. Plus, pieniądze, które zarabiałam, trochę pomagały watasze.
Tak naprawdę nie musiałam pracować. Jako córka alfy mogłam po prostu mieszkać w domu w packhouse, dopóki nie znajdę partnera.
Ale część mnie, która wierzyła w niezależność kobiet, nie chciała spędzać dni siedząc bezczynnie i czekając na księcia z bajki, który może się pojawić lub nie.
Ktoś zapukał do drzwi i odwróciłam się, słysząc głośny gwizd. Ale nie był on skierowany do mnie.
- Co ty ze mną robisz, kobieto? - powiedział mój tata, Alfa Max, podchodząc do swojej partnerki i całując ją czule, gdy mama się śmiała.
Byli słodcy w taki obrzydliwie czuły sposób. Ale uwielbiałam to, jak bardzo się kochali, nawet po prawie trzydziestu latach razem.
- Och, Addie, przepraszam, nie zauważyłem cię - Tata uśmiechnął się. - Ale ty też wyglądasz przepięknie, kochanie - Odwrócił się z powrotem do mamy. - Obie jesteście olśniewające!
Zarumieniła się i lekko szturchnęła go w ramię.
Wtedy wszedł mój starszy brat Jack.
- Wow, siostrzyczko! Będziemy musieli odpędzać od ciebie facetów kijem!
Zaśmiałam się. - Och, daj spokój, Jack.
Mój brat Jack był trzy lata starszy ode mnie i byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Ale nie spędzaliśmy już tyle czasu razem, co kiedyś. Spotkał swoją partnerkę Michelle trzy lata temu, więc wyprowadził się z packhouse.
- Gdzie jest Michelle? - zapytała mama.
- Na dole - Oczy Jacka się rozszerzyły. - Nie miała zamiaru wspinać się tu na górę.
Wszyscy parsknęliśmy śmiechem. Michelle miała lada dzień urodzić. Biedaczka była zmęczona, spuchnięta i w podłym nastroju.
- Powinniśmy zejść na dół. Goście zaczną się wkrótce pojawiać. A ja muszę jeszcze sprawdzić jedzenie i dopilnować wszystkiego - powiedziała mama i ruszyliśmy korytarzem.
Packhouse nie był najbardziej luksusowy. Ale był przytulny i był domem. To był trzypiętrowy górski dom z drewnianą elewacją i przestronnym gankiem, który otaczał budynek i wychodził na jezioro z tyłu.
Wnętrze było jasne i przestronne. Wszystkie ściany były pomalowane na ciepły kremowy kolor, który ładnie komponował się z brązowymi drewnianymi podłogami.
Przy wejściu znajdowały się szerokie schody prowadzące na drugie i trzecie piętro. Po drugiej stronie były szklane drzwi prowadzące do dużej sali używanej do imprez i spotkań watahy w zimie.
Reszta parteru to była przestrzeń wspólna. Był tam salon z ogromnym telewizorem, konsolami do gier, grami planszowymi, stołem bilardowym i piłkarzykami.
Tylna ściana była zastawiona książkami wszelkiego rodzaju. Kiedyś spędzałam całe dnie na wygodnej kanapie, zaczytana w kolejnych tomach.
Naprzeciwko salonu znajdowała się kuchnia. Szare szafki i białe blaty ciągnęły się wzdłuż tylnej ściany, z dużą wyspą pośrodku i wysokimi krzesłami po jednej stronie.
Ogromna lodówka i spiżarnia mieściły wystarczająco dużo jedzenia, by nakarmić małą armię, a potężna kuchenka była w stanie ugotować dla setki osób. Obok kuchni stał długi stół jadalny, przy którym mogło usiąść dwadzieścia pięć osób.
Na ganku z tyłu stały wygodne krzesła i stoliki do relaksu. Na drugim piętrze znajdowały się biura watahy używane przez mojego tatę i innych przywódców.
A trzecie piętro było prywatną przestrzenią alfy i jego rodziny. Z trzema sypialniami, trzema łazienkami, przytulnym salonem i małą kuchnią, było to idealne miejsce do życia.
Gdy schodziliśmy z rodziną po schodach do wspólnej przestrzeni, słyszałam personel krzątający się wokół, dopinający ostatnie szczegóły przed dzisiejszą imprezą.
Mama pospieszyła do kuchni, gdzie wydała ostatnie polecenia kelnerom, a potem wyszła, by zająć się czymś innym.
Mój ojciec, Jack i ja weszliśmy do dużej sali, biorąc głęboki oddech i przygotowując się mentalnie na nadchodzący wieczór.
***
SLADE
Siedziałem na tylnym siedzeniu ciemnego SUV-a, wpatrując się w gęste lasy po obu stronach drogi.
Gdzie ja właściwie jestem? przemknęło mi przez myśl.
Wataha, którą miałem odwiedzić, mieszkała gdzieś w głębi gór Montany. Moja własna wataha pochodziła ze wschodu stanu, gdzie krajobraz był bardziej otwarty i mniej dziki.
Sam, mój beta, siedział obok mnie i coś tam mówił, ale niezbyt go słuchałem. Jedynym powodem, dla którego tu jechałem, była dawna przyjaźń alfy Maxa z moim nieżyjącym ojcem.
Pociągnąłem za krawat. Nie było chyba niczego, na co miałbym mniejszą ochotę niż ta impreza. Mój wilk czuł dokładnie to samo - wolałby robić cokolwiek innego.
Tak więc gapiłem się przez okno przez czas, który wydawał się wiecznością.
– Jesteśmy na miejscu, alfo – odezwał się Sam.
Szybko spojrzałem w kierunku, który wskazywał. Gdy wjechaliśmy na podjazd, w oddali zamigotały światła domków.
A nad jeziorem zobaczyłem dom stada, jasno oświetlony i pełen ludzi.
SUV się zatrzymał, a przy wejściu stali alfa Max i luna Leah, witając członków stada.
Wysiadłem i zrobiło się nieco ciszej. Czas założyć maskę i odegrać swoją rolę. Max uśmiechnął się, wyciągając do mnie rękę w mocnym, ale przyjaznym uścisku.
– Alfa Slade, jak miło cię widzieć! Jak się miewasz, chłopcze?
Choć nie chciałem tu być, musiałem przyznać, że lubiłem Maxa Jenningsa. Zawsze był miły i nawet przyszedł na pogrzeb mojego ojca.
– Alfa Max, ciebie również miło widzieć – odparłem z uśmiechem, ale to było wszystko, co powiedziałem.
Alfa Slade Black słynął z tego, że był nieco chłodny i zdystansowany, co wykorzystywałem na swoją korzyść. Sprawiało to, że wilki bały się mnie i rzadziej zawracały mi głowę bzdurami.
Ale Max sprawiał, że byłem trochę milszy i musiałem na to uważać.
Starałem się nie oceniać, ale to miejsce było nieco bardziej dzikie niż to, do czego przywykłem. Dom był ładny, ale nie tak wytworny jak te, które znałem.
I mogłem zauważyć, że formalna impreza była trochę dziwna dla reszty stada. Gdy zostałem wprowadzony do sali balowej, rozejrzałem się. Nie była to najwytworniejsza impreza, na jakiej byłem.
Białe obrusy, małe światełka, cicha muzyka i przekąski na tacach. Podszedłem do baru, a po wzięciu drinka odwróciłem się, by obserwować przyjęcie.
Widziałem, że Max i Leah dobrze się bawią, ale ja byłem tu w konkretnym celu i wiedziałem, że im szybciej załatwimy sprawy, tym szybciej będę mógł wyjść.
Podszedłem do Maxa. – Alfo, czy możemy porozmawiać o interesach?
Max spojrzał na mnie. – Oczywiście. Leah, chcesz do nas dołączyć?
Cicho się zirytowałem. Ci alfowie zawsze włączali swoje partnerki, zwykle by wprowadzić emocje i pomóc przekonać drugą stronę do pomocy.
– Nie, wy porozmawiajcie. Zobaczymy się później – powiedziała miło jego luna, dając mu szybkiego całusa w policzek.
Max uśmiechnął się do niej i odwrócił do mnie. – Dobrze, porozmawiajmy.
Gdy weszliśmy do gabinetu Maxa, wskazał na fotel. – Proszę, usiądź – powiedział, siadając w fotelu obok. Usiadłem, nie wiedząc, czego alfa chce, ale atmosfera była napięta.
– Jak wiesz, nasze stado miało w przeszłości problemy z walkami o ziemię. Zostawiło to nas z mniejszą pomocą w ochronie – zaczął alfa Max.
Po długiej rozmowie o walkach o ziemię i tym podobnych, uzgodniliśmy, jak stworzyć dobry sojusz między nami i postanowiliśmy wrócić na dół.
Gdy wróciliśmy do sali balowej, zobaczyłem lunę niedaleko i obaj podeszliśmy do niej.
– Hej! – powiedziała, gdy Max położył dłoń na jej dolnej części pleców. To było słodkie, ale odepchnąłem tę myśl.
Nie byłem szczególnie zainteresowany posiadaniem partnerki. Zostałem zraniony i nie chciałem już nigdy znaleźć się w takiej sytuacji.
Ale gdy o tym pomyślałem, poczułem najbardziej niesamowity zapach lawendy. Byłem przez chwilę rozproszony, aż usłyszałem, jak luna Leah wymawia moje imię.
– Alfa Slade, czy poznałeś już naszą córkę, Addison? – I gdy się odwróciłem, zobaczyłem kobietę stojącą obok luny.
Nasze oczy się spotkały i oboje wiedzieliśmy.
Partner.













































