
Przeznaczeni: Walka z Losami
Autorzy
Mackenzie Madden
Lektury
3,6M
Rozdziały
30
Rozdział 1.
ANNA
Grzbiet góry wychodził na las tak gęsty, że nie było widać ziemi. Ciągnął się jak okiem sięgnąć, niczym wielkie zielone morze. Rosły tam różne gatunki drzew, sięgające ku niebu. Anna Davis rozpoznawała niektóre z nich: sosny, sekwoje, świerki i cedry. Wiedziała, że pod koronami drzew kryje się mnóstwo zwierząt.
Anna nie zdążyła jeszcze zbyt wiele zwiedzić od czasu przybycia do doliny, więc nie była pewna, jakie dokładnie zwierzęta tu mieszkają, ale podejrzewała, że wiele z nich nigdy nie widziało człowieka. Ta ziemia była nietknięta i chroniona, ale Anna wiedziała, że to się nie utrzyma. Prędzej czy później ludzie zechcą zagospodarować ten teren i zacząć na nim budować.
Anna obejrzała się za siebie i zobaczyła góry Calmariel, z największą z nich tuż obok. Była tak wysoka, że zasłaniała widok na miasto oddalone o jakieś pięćdziesiąt kilometrów. Ludzie zawsze chcieli więcej, jak zaraza, która się rozprzestrzenia i niszczy wszystko na swojej drodze... Ta zaraza stawiała też betonowe budynki tam, gdzie kiedyś kwitła przyroda.
Anna odwróciła się od widoku z uśmiechem. Kiedy ludzie tu przyjdą, chcąc zagarnąć tę ziemię, napotkają pewne przeszkody. Teren był pełen wzgórz, głębokich dolin i wilków, które zaciekle broniły swojego domu.
Anna kopnęła bosymi stopami o skałę, patrząc na swoje nogi zwisające nad przepaścią. Oceniła, że to jakieś dwadzieścia pięć metrów w dół, ale to jej nie przerażało. Wysokości nigdy jej nie straszyły. Zanim tu przybyła, Anna mieszkała w bloku w mieście ze swoją watahą. Ilekroć udało jej się wymknąć rodzinie, szła na dach i wpatrywała się w horyzont. Jej matka znalazła ją tam kiedyś i ze złością stwierdziła, że Anna powinna była urodzić się ptakiem, bo nie jest dobrym wilkiem.
Anna westchnęła, myśli o rodzinie sprawiały, że robiło jej się smutno. Przeprowadziła się do watahy Silver River kilka dni temu i od razu poczuła ogromną ulgę. Trudno było uwierzyć, że w końcu uciekła od swojej starej watahy, Gray Wing, ale Anna czuła frustrację, że nigdy nie dowie się, dlaczego jej rodzina i wataha traktowały ją tak źle. Nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy kogokolwiek z Gray Wing, nawet swoich rodziców, ale byli jedyną rodziną, jaką kiedykolwiek znała.
Silver River bardzo się różniło i Anna często czuła się niepewnie i nie na miejscu. Nie będzie pełnoprawnym członkiem Silver River aż do ceremonii przyłączenia i nie wiedziała, jakie będzie jej zadanie po tym. Anna nigdy nie miała prawdziwego zadania w Gray Wing, ale znała tam swoje miejsce. Życie było przewidywalne, nawet jeśli nie było szczęśliwe ani przyjemne.
Anna potrząsnęła głową, żeby oczyścić myśli i wyprostowała się. Ten niesamowity widok był jednym z głównych powodów, dla których zgodziła się tu przeprowadzić - ten widok i wolność, która się z nim wiązała. Anna czuła się uwięziona w mieście, otoczona wysokimi budynkami i ulicami pełnymi hałaśliwych, pędzących samochodów. Wilki nie były stworzone do biegania po miastach i wciąż nie rozumiała, dlaczego Gray Wing tam mieszkało.
W tej chwili Anna czuła się bliżej swojego wilka niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziała, że bez względu na to, co stanie się po ceremonii przyłączenia, nigdy nie będzie żałować, że tu przybyła. Ostatnie dwa dni już pokazały jej, że życie jest zupełnie inne niż w Gray Wing.
Anna drgnęła, gdy ktoś odchrząknął. Szybko się odwróciła i zobaczyła mężczyznę stojącego przy drzewach. Jej nagły ruch sprawił, że zachwiała się na krawędzi klifu. Mężczyzna zrobił krok do przodu, jakby chciał ją złapać i odciągnąć od przepaści. Anna szybko odzyskała równowagę, uważnie przyglądając się nieznajomemu.
– Przepraszam – powiedział, mówiąc cicho, jakby zwracał się do spłoszonego zwierzęcia. – Nie chciałem cię wystraszyć.
Anna przyjrzała mu się, próbując ocenić, czy jest niebezpieczny. Miał na sobie stare dżinsy. To wszystko. Jego stopy były bose, podobnie jak tors, na którym Anna zauważyła krótkie, kręcone brązowe włosy. Miał szerokie ramiona, które napięły się, gdy się poruszył, krzyżując ręce na piersi. Anna pomyślała, że prawdopodobnie dopiero co zmienił się z wilczej formy i znalazł dżinsy w jednej z wielu skrytek z ubraniami rozsianych po terytorium Silver River.
Miał ciemnobrązowe włosy, które kręciły się wokół uszu i ostre kości policzkowe prowadzące do mocnej szczęki z kilkudniowym zarostem. Anna w końcu spojrzała w jego ciepłe, brązowe oczy, które obserwowały ją z troską i zdała sobie sprawę, że czeka na jej odpowiedź.
W końcu zrozumiała, co powiedział i poczuła, jak jej policzki się rozgrzewają. Bardzo trudno było podkraść się do zmiennokształtnego, bo mieli tak dobry słuch, i Anna wiedziała, że każdy inny wilk usłyszałby jego nadejście. Machnęła ręką w stronę nieznajomego, czując się zawstydzona.
– W porządku. To znaczy, naprawdę powinnam była cię usłyszeć, ale byłam głęboko zamyślona – skłamała, ale on tylko lekko się uśmiechnął i włożył ręce do kieszeni dżinsów.
– Jak mogłabyś nie być, przy takim widoku? – powiedział cicho, patrząc za Annę na las, zanim znów spojrzał na nią. – Nazywam się Mitch. Jestem jednym z wojowników Silver River. Nie widziałem cię tu wcześniej. – Powiedział to jak stwierdzenie, ale jego głos uniósł się na końcu jak pytanie.
Anna poczuła się trochę pewniej, gdy powiedział, że jest z watahy Silver River.
– Jestem tu dopiero od kilku dni; przeprowadziłam się z Gray Wing. – Wstała i podeszła do niego, wyciągając rękę do uścisku. – Nazywam się Anna.
Uścisnął jej dłoń mocno, lekko się uśmiechając, co odwzajemniła.
– Miło cię poznać, Anno. Potrzebujesz kogoś, kto by cię oprowadził? Z przyjemnością pokażę ci okolicę. Urodziłem się i wychowałem w Silver River.
Po tym, jak puścił jej rękę, Anna cicho cofnęła się o krok, tworząc między nimi przestrzeń, gdy zastanawiała się nad jego propozycją. W końcu powiedziała:
– To byłoby świetne, właściwie! Możemy zacząć teraz?
Mitch skinął głową, śmiejąc się z jej entuzjazmu.
– Jasne, i tak nie mam nic innego do roboty. Trening zaczyna się dopiero za trzy godziny.
Anna uśmiechnęła się, czując się coraz bardziej swobodnie z każdą minutą. Wróciła na krawędź klifu po swoje skarpetki i buty. Założyła je, podczas gdy Mitch cierpliwie czekał. Kiedy skończyła, ruszyli razem w kierunku gór i legowiska watahy.
Drzewa szybko zgęstniały, a ich kroki szeleściły w liściach, gdy szli. Anna upewniła się, że trzyma się co najmniej trzydzieści centymetrów od Mitcha, żeby przypadkiem nie dotknąć jego ciała. Czekała, aż Mitch zapyta, dlaczego nie zmieniła się w wilka, wymyślając różne wyjaśnienia, które mogłaby podać, ale po pewnym czasie zdała sobie sprawę, że nie zamierza pytać.
Zamiast tego opowiadał jej wszystko o tym, jak działa Silver River. Anna słuchała z wielkim zainteresowaniem. Kiedy przybyła, powiedziano jej tylko, że alfa jest nieobecny w interesach, więc jej oficjalne powitanie w watasze nie odbędzie się, dopóki nie wróci. Więc przez ostatnie dwa dni Anna praktycznie nic nie robiła. Nie była przyzwyczajona do bezczynności, ale dopóki nie przydzielono jej zadania, nie miała wielkiego wyboru.
– Silver River jest na tej ziemi od prawie dwudziestu lat. Poprzedni alfa, Phillip Stone, znalazł ją i uznał za wyjątkową. – Mitch przeskoczył przez duże powalone drzewo, odwracając się, by pomóc Annie je pokonać. – Wataha spędziła lata budując legowisko, dodając nowoczesne udogodnienia i tworząc to, czym jest dzisiaj.
– Trochę się rozglądałam, ale jest tyle korytarzy i wszystko wygląda tak samo, że właściwie kilka razy się zgubiłam – powiedziała Anna, dotykając szorstkiej kory drzewa.
Mitch zaśmiał się.
– To mnie nie dziwi. Od lat mówię wszystkim, że powinni zacząć robić mapy!
– Jak Phillip wpadł na pomysł, żeby zbudować to pod górą? – zapytała Anna, patrząc w górę na górę.
– Chciał, żeby jego legowisko było trudne do znalezienia i bardzo wytrzymałe. Głównym celem Silver River zawsze była ochrona młodych i słabych – wyjaśnił Mitch. – A co z Gray Wing? Słyszałem, że ich główny dom watahy jest właściwie w mieście.
Anna uśmiechnęła się, słysząc jak zniesmaczony brzmiał na myśl o życiu w mieście.
– Nie jestem pewna, jak długo tam są... Przynajmniej od kiedy się urodziłam, a mam dziewiętnaście lat.
– Podobało ci się tam życie? – zapytał.
– Nie, nie bardzo – przestała mówić, przypominając sobie swoje wcześniejsze myśli. – Czułam, że tak trudno oddychać, jakby powietrze było gęstsze. Ale tutaj... – Anna zrobiła pauzę, biorąc głęboki oddech i uśmiechając się szeroko do Mitcha. – Tutaj mogę naprawdę oddychać.
Mitch rozejrzał się, jakby widział to wszystko po raz pierwszy.
– Czasami zapominam się zatrzymać i rozejrzeć po tym miejscu. Zapominam, jakie mamy szczęście. – Uśmiechnął się, jakby przypominając sobie coś miłego, zanim zmienił temat z powrotem na Annę. – Więc, wracając do Gray Wing, co robiłaś w watasze?
– Trochę wszystkiego, chyba. Nigdy nie przydzielono mi konkretnego zadania, więc po prostu... kręciłam się. Głównie przebywałam w pokojach naszej rodziny i pomagałam rodzicom.
Anna wzruszyła jednym ramieniem, odwracając wzrok od ciekawej twarzy Mitcha. Obserwując Silver River przez ostatnie dwa dni, wiedziała, że to, co spotkało ją w Gray Wing, nie było normalne. Anna pomyślała, że to też był duży powód, dla którego czuła się tu tak nie na miejscu i nie wiedziała, jak to zmienić. Nie czuła się komfortowo, podejmując się jakiegokolwiek zadania, bo bała się, że zrobi coś źle lub kogoś zdenerwuje.
– Ale powiedziałaś, że masz dziewiętnaście lat?
Anna skinęła głową. Mitch spojrzał na nią dziwnie, zanim powiedział:
– Okej. Chyba każda wataha jest inna.
Wyszli z lasu na dużą trawiastą polanę. Drzewa zostały wycięte tak, że krawędź lasu tworzyła kształt półkola. Na środku polany znajdowała się duża okrągła skała z wieloma miejscami do chwytania. Anna wiedziała, że służyła do wspinaczki, bo widziała wcześniej wiele młodych wilków bawiących się na niej. Cały obszar był zaskakująco płaski i zielony, mimo że znajdował się tuż przed górą, która wznosiła się bardzo stromo.
Skalna ściana była jasnoszara i wyglądała prawie gładko w niektórych miejscach. Anna wiedziała z wcześniejszego dotknięcia, jak zimna byłaby w dotyku. Spojrzała w górę, próbując dostrzec szczyt góry, ale słońce wyglądało zza niej, czyniąc niebo zbyt jasnym dla oczu Anny.
Mitch ruszył w kierunku podnóża góry, wydając się coraz mniejszy w miarę zbliżania się do ściany szarej skały. Anna podążała za nim wolniej, chłonąc wzrokiem każdy szczegół otoczenia, jakby widziała je po raz pierwszy. Wyobraziła sobie alfę Phillipa przybywającego tu i dostrzegającego potencjał do stworzenia domu, i po raz kolejny była pod wrażeniem tego, co stworzył dla swojej watahy.
W końcu dogoniła Mitcha, który stał przed wejściami do jaskiń. Znajdowały się one u samego podnóża góry, opadając stromo w dół, przez co wydawały się mniejsze i wtapiały się w skałę. Gdyby nie wiedziało się, że tam są, byłyby prawie niemożliwe do dostrzeżenia z daleka. Były dwa wejścia obok siebie, oddzielone skalną ścianą.
Anna wiedziała, że jedno prowadziło do jej pokoju i wszystkich części mieszkalnych watahy, podczas gdy drugie szło prosto do sal treningowych wojowników i garaży. Wszystko było połączone głębiej w legowisku, ale jeszcze się w tym nie zorientowała. Wiedziała, jak dotrzeć do swojego pokoju, jadalni i wyjścia. To było mniej więcej wszystko.
Mitch poprowadził Annę do lewego wejścia, oboje ostrożnie schodząc stromą ścieżką, aż zaczęła się wyrównywać. Korytarz miał cementową podłogę, a ściany pozostawiono naturalne, ale skała została całkowicie wygładzona. Okrągłe lampy ciągnęły się wzdłuż sufitu z małymi otworami wentylacyjnymi rozmieszczonymi między nimi - system, który mógł dostarczać czyste powietrze i ciepło w całym legowisku.
Mitch poprowadził Annę na wschód, w kierunku jadalni, wskazując po drodze ważne pomieszczenia i różne korytarze. Anna starała się zapamiętać, co mówił, ale wiedziała, że prawdopodobnie i tak się zgubi, tak jak wcześniej. W końcu dotarli do jadalni, która szybko zapełniała się ludźmi, gdy zbliżała się pora kolacji.
W pomieszczeniu było około trzydziestu stołów, a wzdłuż jednej ściany stał duży stół do serwowania jedzenia. Tuż obok niego znajdowało się okno otwierające się do kuchni. Ludzie w fartuchach przechodzili tam i z powrotem przez drzwi kilka metrów od okna, niosąc duże tace z jedzeniem i ustawiając je na stole do serwowania.
Mitch zaprowadził Annę do stołu, przy którym siedziało już sześć osób. Uderzył dłonią w stół, żeby zwrócić ich uwagę.
– Hej, ludzie – powiedział, czekając, aż wszyscy się odwrócą i spojrzą na niego. Patrzyli z ciekawością na Annę, gdy to robili. – To jest Anna, nowa osoba z Gray Wing. Powiedziałem jej, że ją oprowadzę. Anno, to są Tori, Josh, Adrian, Lucy i Piper.
Mitch wymienił imiona każdej osoby przy stole od lewej do prawej, wskazując na nie, gdy to robił. Anna pomachała lekko, uśmiechając się do całego stołu.
– Nie zapamiętam żadnego z tych imion, ale cześć! Miło was poznać.
Wszyscy się zaśmiali, zanim jedna osoba, którą Anna uznała za Josha, zaprosiła Mitcha i Annę, by dołączyli do nich przy stole.
Anna poczuła nadzieję. To mógł być początek uczynienia Silver River jej domem. Nigdy nie czuła tego w Gray Wing, mimo że urodziła się w tej watasze i mieszkała z nimi całe życie. Silver River było jej szansą na nowy początek i, być może, w końcu stanie się częścią prawdziwej rodziny.
Przestała o tym myśleć, gdy usiadła, a kobieta po jej prawej stronie odwróciła się do niej.
– Więc jesteś z Gray Wing, co?
Anna spojrzała na nią, przypominając sobie, że ta kobieta została przedstawiona jako Piper. Piper miała jaskrawoczerwone włosy związane w kucyk i wyraziste szare oczy. Jej nos i policzki były pokryte piegami. Miała na sobie standardowy mundur wojownika Silver River, czarną koszulkę polo i czarne spodnie cargo.
– Zgadza się. To takie inne tutaj w porównaniu z Gray Wing.
– Wiem, jak to jest; ja też jestem tu nowa. Przybyłam tu około rok temu. Dark Cloud było o wiele mniejsze niż Silver River, miało tylko około pięćdziesięciu członków w sumie.
– Dlaczego pozwolili ci odejść? – zapytała zaskoczona Anna.
– Nie dałam im wyboru. Moi rodzice zginęli w walce z inną watahą i nie mogłam znieść przebywania tam ze wszystkimi wspomnieniami.
Piper odwróciła wzrok, a Anna natychmiast poczuła się źle, że zadała to pytanie. Po krótkiej, ale napiętej pauzie, Piper spojrzała z powrotem, wyraźnie starając się znów uśmiechnąć.
– Więc jesteś tu od dwóch dni? Podoba ci się, mimo że jest inaczej?
– Trudno powiedzieć, bo wciąż nie wiem, gdzie jest moje miejsce. – Anna wzruszyła ramionami. – Nie mam nic do roboty i czuję się dziwnie, po prostu włączając się do pomocy, gdy nikt mnie nie zna.
Piper wyglądała na zdezorientowaną.
– Czekaj, przybyłaś tu dwa dni temu? A Zach... Tori, kiedy alfa wyjechał w podróż?
Piper odwróciła się do czarnowłosej kobiety siedzącej na drugim końcu stołu.
– Cztery dni temu, chyba. Powinien wrócić lada dzień. – Na tę odpowiedź Piper odwróciła się z powrotem do Anny, przyglądając się jej z niepokojem.
– Więc oczywiście nie zostałaś jeszcze przyjęta do więzi watahy. Czyli byłaś bez watahy przez trzy dni? Dobrze się czujesz?
Anna zamrugała zdezorientowana na Piper.
– Nie jestem pewna, co masz na myśli – powiedziała.
– Nasz główny uzdrowiciel uważa, że kiedy umysł przecina emocjonalne więzi z watahą, decydując się na odejście, a potem oddalając się od watahy, więź zostaje całkowicie zerwana. Nie wiem jak u innych zmiennokształtnych, ale wilki potrzebują tej więzi, bo bez niej możemy albo zdziczeć, albo zachorować. Jestem naprawdę zszokowana, że zostawili cię tak długo.
– Rzeczywiście czuję mniej energii – odpowiedziała Anna z namysłem. – Ale Gray Wing odcięło mnie od więzi watahy tak dawno temu, że właściwie nie zauważyłam żadnej różnicy.
Piper wpatrywała się w nią, otwierając i zamykając usta kilka razy, zanim wykrzyknęła:
– Zablokowali cię?!
Jej głośny głos sprawił, że reszta stołu spojrzała na nie z ciekawością. Anna nawiązała kontakt wzrokowy z Mitchem, który uniósł brew w pytaniu, ale Anna tylko się uśmiechnęła, zanim odwróciła się z powrotem do Piper.
– W porządku, Piper – powiedziała cicho, mając nadzieję, że Piper również zniży głos. – Nie żałuj mnie. To było po prostu częścią mojego życia; nawet nie wiem, czego mi brakowało.
Piper wyglądała, jakby chciała się kłócić, ale potem zrezygnowała. Oparła się na krześle, wciąż mocno wpatrując się w Annę.
– Po prostu wiedz, że kiedy zostaniesz przyjęta do watahy i więzi watahy, czeka cię wielka niespodzianka. Ja dostałam jedną tylko przychodząc z watahy cztery razy mniejszej niż Silver River.
Gdy skończyła mówić, osoba siedząca po jej drugiej stronie coś powiedziała i ona się odwróciła. Anna została sama, siedząc cicho, nerwowo zastanawiając się, co Piper miała na myśli.














































