
Dziedzic alfy Spin-off: Trio alfów
Autorzy
Lektury
743K
Rozdziały
65
Rozdział 1
JASMINE
Moje serce biło tak głośno, że słyszałam je w uszach. Żołądek ścisnął mi się z nerwów, a od śniadania nie mogłam przełknąć ani kęsa.
Ponieważ to był ten dzień – dzień, w którym w końcu spotkam mojego przeznaczonego. To był mój pierwszy Księżycowy Bal, odkąd skończyłam dwadzieścia jeden lat, i chociaż istniała szansa, że mój przeznaczony będzie młodszy, w głębi duszy czułam, że to wydarzy się właśnie dzisiaj.
Właściwie to już domyślałam się, kto to może być. A raczej miałam nie jedno, ale aż trzy podejrzenia.
Jakby presja znalezienia przeznaczonego i zmiany mojego życia nie była wystarczająca, dziś wieczorem miałam po raz pierwszy zobaczyć ich wszystkich razem. Moich trzech byłych chłopaków w tym samym pomieszczeniu.
O Bogini.
Bycie córką alfy Watahy Aurum oznaczało, że zawsze chodziłam z rodzicami na spotkania rady. I tak jak ja, ta trójka zawsze przychodziła tam ze swoimi rodzicami.
Dorastaliśmy razem, bawiąc się i śmiejąc, ale kiedy staliśmy się nastolatkami, sprawy się skomplikowały. Bardzo się skomplikowały.
Mój pierwszy związek był z Erikiem – Erikiem Bellatorem – i nie mogliśmy oderwać od siebie rąk. To z Erikiem straciłam dziewictwo, a nasza więź to była czysta chemia; seks był intensywny i niesamowity, czułam, jakby nasze dusze rozmawiały ze sobą przez nasze ciała.
Przy Eriku czułam się silna, jakbym z nim u boku mogła zawojować świat. Ale byliśmy młodzi, a nasze marzenia i cele się różniły, więc w końcu oddaliliśmy się od siebie. Zaczął opuszczać spotkania rady, żeby tylko mnie unikać.
Nie rozstaliśmy się w złości; to była tylko frustracja i jakimś cudem to bolało jeszcze bardziej. Byłam załamana, a ponieważ nasza czwórka zawsze była ze sobą tak blisko, spotkania już nigdy nie były takie same.
Aaron ostrzegał mnie, że tak się stanie, ale ja go zignorowałam. Powinnam była go posłuchać.
Po pewnym czasie to Sebastian Wolfheart powoli mnie do siebie przekonał swoją nieskończoną cierpliwością i dobrocią. Sebastian był najpiękniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam, a nasza więź była głęboka i emocjonalna. Obsypywał mnie uczuciem i komplementami, sprawiając, że czułam się pewna siebie i kochana.
Ale jego wataha była najdalej stąd i odległość powoli nas niszczyła. Przeszkody się piętrzyły, i choć mocno się kochaliśmy, to nie wystarczyło – zwłaszcza że on był zajęty treningami na alfę w watasze swojego ojca.
Moje serce jeszcze nie wyleczyło się po Eriku, kiedy Sebastian złamał je na nowo, zostawiając mnie zagubioną i pustą. Chciałam całkowicie zamknąć się na miłość, będąc pewna, że nie zniosę kolejnego złamanego serca.
Wtedy pojawił się Aaron Scire, mój najlepszy przyjaciel i głos rozsądku w moim życiu. Nasza więź była inna – była umysłowa, racjonalna i intelektualna.
Oczywiście, że była między nami miłość i seks, ale naszą najsilniejszą więzią było to, jak podobnie myśleliśmy. Nasze pomysły, strategie, plany i cele zawsze się zgadzały; Aaron był jak moje lustro, odbijał moje własne myśli, i właśnie to w nim kochałam.
Ciągle stawiał mi wyzwania, popychając mnie do granic możliwości i zmuszając, bym stawała się lepsza. Jasne, czasami mnie irytował, ale zawsze wyciągał ze mnie to, co najlepsze.
Jednak Aaron, zawsze taki racjonalny, zdecydował się ze mną zerwać przed balem. Powiedział, że to logiczne posunięcie, ponieważ rzadko kto znajduje swojego prawdziwego przeznaczonego przed Księżycowym Balem.
Wtedy zadał mi pytanie, które prześladowało mnie od tamtej pory: czy czułam się przy nim kompletna?
Zamarłam, gdy o to zapytał, a moje gardło zacisnęło się tak bardzo, że nie mogłam nawet mówić. Prawda była taka, że nie, nie czułam się przy nim w pełni kompletna – intelektualnie tak, oczywiście, ale emocjonalnie tę przestrzeń wypełniał Sebastian, a fizycznie i seksualnie zawsze był to Erik.
Żaden z nich nigdy nie dopełniał mnie w stu procentach. A przeznaczony powinien dopełniać cię całkowicie.
Kiedy nie odpowiedziałam, Aaron zrozumiał i od tamtej pory się do mnie nie odzywał. A teraz byłam tutaj, kończąc makijaż i zakładając biżuterię – znak rozpoznawczy mojej watahy.
Byliśmy znani z naszych kopalni, a nasza biżuteria była sławna i stanowiła nasze największe źródło bogactwa. Wsunęłam na siebie granatową sukienkę, a jej miękki materiał idealnie przylegał do moich krągłości, po czym z gracją spływał wzdłuż mojego ciała.
Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że jeśli ten wieczór pójdzie zgodnie z planem, mój wilk podrze tę piękną sukienkę na strzępy, gdy w końcu znajdę mojego przeznaczonego.
Przeznaczonego, który z czasem zostanie alfą mojej watahy, tylko dlatego, że byłam jedyną córką mojego ojca. Więc nie dość, że musiałam dziś zmierzyć się z trzema byłymi chłopakami, czułam też dodatkową presję, by znaleźć kogoś, kto poprowadzi watahę u mojego boku.
Sama myśl o tym wywoływała dreszcz na moich plecach i nie pozwalała mi zasnąć.
„Puk, puk” – głos mojej matki dobiegł do pokoju.
„Wejdź, mamo” – zawołałam. Weszła do środka, wyglądając pięknie w swojej zielonej sukience, i podeszła do mnie; nasze spojrzenia spotkały się w lustrze, gdy delikatnie wygładzała fale moich włosów.
„Denerwujesz się?” – zapytała cicho. Kolejny dreszcz przeszył moje ciało, gdy nasze oczy spotkały się w odbiciu, więc przełknęłam ślinę, wiedząc, że nie mogę jej okłamać, i po prostu kiwnęłam głową.
„Co cię martwi, kochanie? To twoja noc, powinnaś się nią cieszyć” – powiedziała łagodnie, dalej szczotkując moje włosy.
„Wszystko, mamo. Presja, że mój przeznaczony musi być alfą, i fakt, że znowu muszę ich zobaczyć…”
Westchnęła cicho.
„Chciałabym móc po prostu machnąć ręką i zabrać wszystkie twoje zmartwienia, Jasmine. Ale postaraj się tak nie stresować, moja miłości. Ciesz się dzisiejszym wieczorem – może nawet nie znajdziesz dzisiaj swojego przeznaczonego, a wtedy okaże się, że niepotrzebnie się martwiłaś, moja księżniczko.”
Spróbowałam się uśmiechnąć, wiedząc, że ma rację; to miała być piękna impreza i musiałam pozwolić sobie na dobrą zabawę.
„Myślisz, że to może być jeden z nich, Jasmine?”
Pytanie mojej matki było dokładnie tym, czego się obawiałam, tym, które bałam się zadać samej sobie, choć w głębi duszy już znałam odpowiedź.
„Nie wiem” – odpowiedziałam z westchnieniem. Niedługo potem wyszłam za matką; wreszcie nadszedł czas, by wyjść.
Kiedy dotarliśmy do sali balowej, zaparło mi dech widząc, jak pięknie była udekorowana – wszędzie złote i zielone kolory, a kwiaty wylewały się z każdego kąta. Moje oczy błądziły po sali, chłonąc całą jej magię; podczas balów księżyc zawsze wydawał się bliższy, jakoś bardziej obecny, co sprawiało, że atmosfera była napięta, a jednocześnie ekscytująca.
Choć był to mój pierwszy bal, i choć miałam tu kilkoro przyjaciół, to wciąż czułam się całkowicie zagubiona.
Zawsze była nasza czwórka – czwórka najlepszych, nierozłącznych przyjaciół – a teraz, przez to, że spotykałam się z każdym z nich, straciłam tę bliskość i dziwnie było znów znaleźć się z nimi w tym samym pokoju. Prawdę mówiąc, odkąd zaczęłam się z nimi spotykać, nasza czwórka nigdy nie była razem w tym samym miejscu, a dziś wieczorem miał być ten pierwszy raz.
Świetnie, pomyślałam sarkastycznie, czując się zupełnie nie na miejscu i niespokojnie. Rozejrzałam się po uśmiechniętych i rozmawiających ludziach, a wezbrała we mnie frustracja; najwyraźniej najlepszą opcją był teraz drink.
Skierowałam się prosto do baru, zdeterminowana, żeby zamówić kieliszek szampana lub wina – cokolwiek z alkoholem. Ale gdy tylko dotarłam do lady i otworzyłam usta, by złożyć zamówienie, poczułam obok siebie czyjąś obecność, na tyle silną, by zmusić mnie do odwrócenia głowy, i tam był on – Erik.
Z prawą ręką podniesioną do góry pochylił się w stronę barmana i powiedział: „Kieliszek whisky i kieliszek szampana”.
Nie dało się nie czuć elektrycznych wstrząsów, dreszczy przebiegających przez moje ciało i niemal absurdalnego efektu, jaki wywierała na mnie jego obecność. Miał na sobie galowy mundur ich straży – ciemnoniebieski garnitur pokryty odznakami i medalami – a marynarka idealnie opinała jego mięśnie, przypominając mi każdą krzywiznę jego wyrzeźbionego ciała, które tak dobrze znałam.
Wataha Erika od zawsze znana była jako zaciekli strażnicy, słynący od pokoleń z rzemiosła najlepszej broni – narzędzi wojny tworzonych tylko przez tych, którzy naprawdę rozumieli ciężar bitwy. Ich siła tkwiła w straży i wojsku, a największe inwestycje zawsze szły w bezpieczeństwo i obronę.
Zarówno Erik, jak i jego ojciec dorastali, trenując razem z żołnierzami, i Erik zdobył więcej medali i odznaczeń niż ktokolwiek inny w jego wieku. Tak jak wszyscy z rodziny Bellatorów, był wręcz absurdalnie zdeterminowany i skupiony.
Pachniał morzem, wanilią i wolnością – to był wyjątkowy, słony zapach z nutą mięty. Nie dało się opisać, jak bardzo był odurzający i sprawiał, że robiło mi się miękko w kolanach.
Przełknęłam z trudem ślinę, gdy jego miodowe oczy spojrzały w moje. Moje serce biło tak szybko, a w żołądku czułam nerwowe trzepotanie i byłam przerażona, że wypisane to było na mojej twarzy.
„Miło cię widzieć, Minnie” – powiedział, a jego chrapliwy głos wibrował we mnie.
Słysząc, jak nazywa mnie dawnym przezwiskiem, straciłam dech, przez co ledwie byłam w stanie odpowiedzieć. Kiedyś mówił do mnie moja Minnie, a ja zapomniałam, jak wyjątkowo się wtedy czułam.
Ale wzięłam głęboki oddech, wymusiłam uśmiech i w końcu udało mi się powiedzieć: „Miło cię widzieć, Erik”.
Uśmiechnął się do mnie i mogłabym przysiąc, że moje serce zabiło mocniej. Właśnie wtedy, gdy myślałam, że nie może być już piękniejszy, on po prostu udowodnił mi, że się mylę.
Barman przesunął w naszą stronę dwa kieliszki, a Erik podał mi ten z szampanem. „Na specjalne okazje wciąż wolisz szampana, prawda?”
Pokiwałam głową, biorąc mały łyk bez zrywania kontaktu wzrokowego, a jego miodowe oczy patrzyły w moje, zielone. „A wino piję na co dzień” – dodałam cicho, a moje serce zabiło szybciej na myśl, że nadal pamiętał te drobne szczegóły na mój temat.
„Ale dzisiaj jest wyjątkowy dzień” – powiedział, odchodząc od baru i dając mi znak, bym poszła za nim.
Zrównałam z nim krok, a mój puls przyspieszył od samego faktu bycia znów tak blisko. „Oczywiście. Denerwujesz się?” – zapytałam, choć część mnie bała się usłyszeć jego odpowiedź.
Przebywanie znów blisko Erika uświadomiło mi, jak bardzo nadal mi się podobał, a myśl o tym, że mógłby znaleźć przeznaczoną – kogoś, kto nie byłby mną – wywołała w mojej piersi ostre ukłucie zazdrości.
„Trochę” – przyznał Erik, uśmiechając się nieśmiało i spoglądając w dół, gdy szedł powoli obok mnie. „Ale wiem, że nie każdy znajduje swoją przeznaczoną na pierwszym balu, więc…”
Poprowadził nas w stronę jednego z balkonów z boku sali balowej.
„To prawda, ale to nie ułatwia tego dnia” – powiedziałam, opierając się o barierkę i zapatrując na gęsty las ciągnący się w blasku księżyca.
„Mam tylko nadzieję, że ona wybierze najlepszą drogę” – wyszeptałam, a moje oczy powędrowały w górę, ku świecącemu księżycowi.
Erik dołączył do mnie, a jego wzrok utkwił w tej samej jasnej kuli. „Ona zawsze wybiera”.
O dziwo, to, że tak powiedział, przyniosło mi ulgę.
„Erik, chodź tutaj, chcę ci kogoś przedstawić” – zawołał głos zza naszych pleców; to był Ragnar, ojciec Erika.
„Już idę” – odkrzyknął Erik. Odwrócił się w stronę głosu ojca, a potem znów spojrzał na mnie. Pochylił się lekko, tak blisko, że czułam ciepło jego oddechu na swojej skórze. „Muszę iść, ale przebywanie w twoim towarzystwie to zawsze wspaniała sprawa. Do zobaczenia?” – zapytał łagodnie.
Moje usta lekko się rozchyliły i przez ułamek sekundy prawie uległam przemożnej chęci, by stanąć na palcach i pocałować te pełne usta, za którymi tak bardzo tęskniłam. Ale nie mogłam – szczególnie nie dzisiaj.
Westchnęłam z frustracji, zmuszając się do powstrzymania tej chęci. „Do zobaczenia” – odpowiedziałam w końcu. Obserwowałam, jak Erik odchodzi, ukradkiem zerkając na mnie, tak jak to zawsze robił.
Nie mogłam się powstrzymać od podziwiania go, gdy poruszał się po sali, a jego obecność bez wysiłku przyciągała uwagę. Zawsze taki był – silny, pewny siebie i stworzony, by być niesamowitym alfą.
Ktokolwiek zostanie jego przeznaczoną, będzie miał niesamowite szczęście. Po prostu nie wiedziałam, czy tą szczęściarą będę ja.
Patrzyłam, jak znika w tłumie, a moje serce trochę posmutniało. Ta część mnie, która kiedyś czuła się z nim całością, znów ożyła, jak żar na nowo płonący po zbyt długim uśpieniu.
Ale nie mogłam nic z tym zrobić – nie dzisiejszej nocy, kiedy tak wiele było w grze. Musiałam skupić się na przyszłości, na znalezieniu mojego prawdziwego przeznaczonego.
Jednak, gdy stałam tam zupełnie sama, a w powietrzu wciąż unosił się zapach soli morskiej i mięty, nie mogłam przestać się zastanawiać, czy to naprawdę możliwe, by tak po prostu zapomnieć o kimś, kto kiedyś był całym moim światem.














































