
W rękach alfy: Opowiadanie: Zamaskowane alfy
Autorzy
Lektury
328K
Rozdziały
7
Zaproszenie
Lorelai
Do Luny Lorelai Valarian i Alfów z Terytorium Wilkołaków: Derika, Braxtona i Nikolaia.
Macie zaszczyt być zaproszeni na coroczny bal maskowy, który odbędzie się w zamku na Terytorium Wampirów. Możecie przyprowadzić ze sobą tyle wilków, ile tylko zechcecie.
Prosimy o ubiór wieczorowy. Maski są obowiązkowe.
Przyjazd powozami o godzinie szóstej.
Zapewniamy jedzenie i napoje.
Mamy nadzieję, że się tam spotkamy,
Lucien.
Ze zmarszczonymi brwiami patrzyłam na piękny, czarny pergamin. Nasze zaproszenie zostało na nim starannie wypisane srebrnymi literami. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym balu.
Wyglądało na to, że organizowali go co roku.
„Myślę, że to po prostu pierwszy rok, kiedy zaprosili kogoś z zewnątrz, Iskierko” – powiedział Brax, opierając się wygodnie w fotelu w bibliotece.
Kiedy ja pisałam w swoich notatnikach, on trzymał nogę opartą o jedno z sąsiednich krzeseł.
Derik czytał pod oknem i podniósł wzrok. Spojrzał na list, który został dostarczony przez Anettę.
„I w tym roku to my dostaliśmy zaproszenie?” – zapytał Derik.
Uniosłam czarny pergamin do góry.
„Tak” – powiedziałam.
Wstał i odłożył swoją grubą książkę o ludzkiej historii na siedzisko pod oknem. Podszedł do mnie i spojrzał na zaproszenie.
Brax nie czytał. Zamiast tego wolał mnie rozpraszać. Jego cienie uniosły materiał mojej spódnicy i zaczęły sunąć po mojej nodze.
Wciągnęłam powietrze z sykiem, kiedy celowo musnął to wrażliwe miejsce między moimi udami.
Uśmiechnął się szeroko, a ja pokręciłam głową.
„Przyszłam tu po to, żeby robić coś innego niż uprawiać seks, Brax. Trzymaj swoje cienie przy sobie” – skarciłam go.
Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, ale wycofał swoje cienie.
Brakowało mi ich, gdy tylko przestały mnie dotykać.
„I właśnie dlatego poszedłem pobiegać, Mała Luno” – powiedział Kai. Wszedł energicznie do pokoju i przycisnął swoje usta do moich. Pocałował mnie namiętnie, zanim się odsunął.
Zaraz za nim wszedł RJ. Na czole perlił mu się pot, do którego przykleiły się kosmyki jego czarnych włosów.
„Jestem coraz szybszy” – wydyszał. Miał na sobie szorty, a jego stopy były całe w błocie.
„To prawda” – uśmiechnął się Kai, mierzwiąc mu włosy. „Ale zbyt wolno się przemieniasz. Jeśli chcesz pokonać swoich braci, musisz szybciej przyjmować postać wilka.”
RJ przewrócił oczami. „Alaric w ogóle nie chce się ścigać. Mówi, że nie musi udowadniać, że jest najszybszy, tylko pilnować, żeby tak było. A Zale daje mi wygrywać co drugi raz, więc nigdy nie wiem, czy naprawdę z nim wygrywam” – pożalił się RJ.
„Ćwicz dalej, Rowan. Jeśli bardzo będziesz tego chciał, w końcu ich pokonasz” – Derik uśmiechnął się do niego.
„Niby tak, wujku Deriku, ale Alaric uważa, że tu chodzi tylko o kontrolę i bycie lepszym. Mówi, że ćwiczenia to marnowanie energii” – wyjaśnił RJ, sapiąc ciężko, po czym opadł na jedno z krzeseł.
„W takim razie długo już nie powygrywa, prawda?” – Derik puścił mu oczko, po czym podniósł pergamin i podał go Kaiowi.
„Pokój pełen zamaskowanych wampirów? Śmieszny żart” – mruknął Kai i rzucił zaproszenie z powrotem na stół.
„Chciałabym pójść. Nigdy nie byłam na balu maskowym” – powiedziałam, myśląc o tym, jak ekscytujące i tajemnicze byłoby ukrycie twarzy na jedną noc.
Nie znać niczyjej prawdziwej tożsamości, dopóki sami by mi na to nie pozwolili. To przyprawiało mnie o dreszczyk emocji. Zwłaszcza, że chodziło o wampiry. To dodawało nowy element, który, wbrew moim oczekiwaniom, bardzo mi się spodobał.
Brax uśmiechnął się złośliwie. „Myślę, że nasza Luna jest bardzo podekscytowana wycieczką do zamku wampirów” – zażartował, prawdopodobnie czując dokładnie, jak bardzo mnie to cieszyło.
„RJ, idź znajdź braci i siostrę. Prawie czas na kolację” – powiedział Kai.
RJ skrzywił się. „Enzi jest z Altheą w ogrodach.”
„Czy w ogrodach jest coś nie tak?” – zapytałam, uśmiechając się lekko na widok jego skwaszonej miny.
„Nie. Ale jeśli oni tam są, Zale też tam będzie. Jest zakochany we wszystkim, co mówi Althea, ale czasami ona się myli. Jeśli jej to powiem, Zale się wścieka.”
Uśmiechnęłam się. Zauważyliśmy drobne zauroczenie, które rodziło się między Zalem a Altheą. Wydawało się nieszkodliwe, ale mieliśmy na to oko.
To było urocze, patrzeć, jak dorastają. Tak dobrze i tak szybko. Było to urocze i jednocześnie przerażające.
„Najpierw znajdź Alarica. Wtedy będzie mógł pójść z tobą do ogrodów” – zaproponowałam.
„Dobra” – westchnął, wstał z krzesła i wybiegł z pokoju.
Przez sekundę patrzyłam za nim z uśmiechem, zanim moi Alfowie ponownie odwrócili moją uwagę.
Wargi Kaia znów skradły moje usta. W tym samym czasie Derik podniósł mnie z krzesła, by samemu na nim usiąść i posadzić mnie na swoich kolanach.
Cienie Braxa powróciły pod moją spódnicę i uniosły materiał, by im nie przeszkadzał.
„Byłam zajęta” – zaśmiałam się, czując na sobie wargi Kaia.
Dłonie Derika powoli rozpinały mój gorset.
„Możemy być zajęci razem” – uśmiechnął się Kai.
„Jeśli będziemy mogli pójść na ten bal maskowy. Razem” – postawiłam warunek.
„Będę ci towarzyszył, Piękna” – wyszeptał mi do ucha Derik.
Zadrżałam, opierając się o niego. Opuszki jego palców muskały moją skórę w miejscach, gdzie rozpinał sukienkę.
„Ja nie boję się wampirów” – Brax uśmiechnął się szelmowsko, a jego cienie wciąż mnie pieściły.
Oblizałam lekko rozchylone wargi, zanim Kai ponownie je pocałował.
„Ja też nie boję się wampirów. Po prostu nie chcę spędzić akurat tej nocy w ich towarzystwie, zamiast leżeć nago z moją przeznaczoną” – powiedział, znów całując mnie namiętnie.
Jego język wsunął się do moich ust, a ja jęknęłam, zanim dotarło do mnie to, co właściwie powiedział.
„Zawsze jestem z tobą nago. Dlaczego akurat ta noc ma takie znaczenie?” – zapytałam, kiwając głową na zaproszenie.
„To noc, którą zazwyczaj spędzamy na pieprzeniu się” – uśmiechnął się Kai.
„Z założenia to jest noc, kiedy księżyc kryje się za chmurami, Piękna. Odbieramy to jako znak, że my również powinniśmy się ukryć” – wyjaśnił Derik w znacznie lepszy sposób.
Przestałam całować Kaia i spojrzałam przez ramię na Derika. „Ukryć się? Jak?”
„Przemieniamy się. Pieprzymy się jako wilki. Spędzamy nasze noce w lesie” – powiedział Derik.
„A co z dziećmi, które jeszcze się nie przemieniają?” – zapytałam, myśląc o maluchach. Nasze dzieci mogły to robić dzięki mojej magii w ich żyłach, ale większość z nich nie dawała jeszcze rady w tym wieku.
„Robią maski. Maski wilków w szkole i noszą je w nocy. Pozwalamy im nie iść spać, piec pianki i jeść słodycze. Zanim wyjdziemy, każde z nich dostaje od nas smakołyk. Dziękujemy im za to, że chronią miasto, kiedy my jesteśmy w lesie. Chociaż tak naprawdę tego nie robią, bo od tego jest starszyzna, to bardzo ich to ekscytuje” – powiedział Brax.
Nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej tradycji, a byłam z nimi już od kilku lat.
„Jak to możliwe, że o tym nie wiedziałam?” – zapytałam, unosząc brew.
„Nie robiliśmy tego od jakiegoś czasu. Podczas wojny z Zimorodnymi porzuciliśmy wszystko, co zostawiało miasto bez ochrony. Ale w tym roku moglibyśmy do tego wrócić. Pójdziemy na bal, a dzieci zostaną w domu i będą jeść słodycze” – uśmiechnął się Derik.
„To by im się spodobało” – wyszczerzyłam się.
„A co z tą częścią, w której niektóre dzieci robią nam żarty po naszym powrocie z lasu?” – Brax uniósł brew.
„Naprawdę to robią?” – zaśmiałam się.
„Trujący bluszcz to ich ulubiony numer” – jęknął Kai.
Znowu wybuchnęłam śmiechem. „Powinniśmy wznowić tę tradycję.”
„Dobrze, w takim razie pieprzenie się w lesie jako wilki ustalone” – powiedział Kai, całując mnie.
Pozwoliłam mu na to, ale po chwili się odsunęłam. „Nie. Idziemy na bal maskowy, a w tym czasie młodzież będzie jadła smakołyki i robiła nam psikusy. Myślę, że to może być świetna zabawa” – uśmiechnęłam się.
Nigdy nie widziałam tej tradycji na własne oczy, więc nawet jeśli wiązało się to z żartami, chciałam tego doświadczyć.
Pożegnaliśmy się już z wojnami. Mogliśmy wreszcie przywrócić tradycje, które miały większe znaczenie.
„Idziemy na ten bal, Piękna. Nawet jeśli będę musiał zaciągnąć tam Kaia siłą. Zrobimy to dla ciebie” – obiecał Derik.
Uśmiechnęłam się szeroko i odchyliłam do tyłu, opierając się o niego.
Oplotłam swoje cienie wokół cieni Braxa, przyciągając je bliżej siebie, a potem przyciągnęłam usta Kaia do moich.
„Dobrze. A czy możecie dać mi teraz coś jeszcze? Bo wasza przeznaczona chce wam podziękować” – wyszeptałam, zanim pozwoliłam im brać mnie dziko, jak zwierzęta, którymi byli.











































