
Erotyczny One Shot: Powrót z przeszłości
Autorzy
Lektury
94,5K
Rozdziały
2
Rozdział 1
Powrót do przeszłości
„Uch!” krzyknęła Vanessa, wpadając prosto na plecy mężczyzny na stacji kolejowej. „Och! Bardzo przepraszam…!”
„Vanessa?”
Vanessa spojrzała na nieznajomego i zamrugała. Przechyliła głowę na bok, przyglądając się jego twarzy.
Wydawał się znajomy. Po kilku sekundach wreszcie go rozpoznała. „Shane?”
Szeroki uśmiech Shane'a powiększył się jeszcze bardziej. Zrobił krok w tył i złapał Vanessę za ramiona na wyciągnięcie ręki, żeby się jej przyjrzeć.
„Wow, to naprawdę ty. Kopę lat!”
Vanessa nie mogła powstrzymać się od odwzajemnienia jego zaraźliwego uśmiechu.
Nie myśląc wiele, zrobiła krok do przodu. Szybko i mocno go przytuliła. „Rany, za długo się nie widzieliśmy!”
Mężczyzna odpowiedział na jej uścisk, otulając ją swoimi ciepłymi ramionami.
Przerwał im dźwięk klaksonu. Wszystkie drzwi pociągu zamknęły się w tym samym czasie. Pociąg odjechał, zostawiając Vanessę i Shane'a na peronie.
„O nie! Uciekł mi pociąg!”
Razem patrzyli, jak pociąg odjeżdża ze stacji. Vanessa westchnęła z rezygnacją.
„Cholera… Spóźnię się na zajęcia.”
Shane spojrzał na nią i uniósł brew. „Jedziesz na uczelnię?”
Vanessa przełożyła torbę z jednego ramienia na drugie. Jej książki były bardzo ciężkie.
„Tak. Mam dzisiaj po południu tylko kilka zajęć. Szczerze mówiąc, mogłabym je sobie dziś odpuścić.”
Vanessa poczuła złość na samą siebie. Gdyby wiedziała, że spóźni się na pociąg, w ogóle by tu nie przychodziła.
„A na jakiej uczelni studiujesz? Może mógłbym cię podwieźć? Oczywiście, jeśli nadal masz chęć tam jechać” – zaoferował Shane z lekkim śmiechem.
Miał na sobie koszulę na guziki i eleganckie spodnie. Wyglądał, jakby właśnie skończył pracę. Vanessa naprawdę nie chciała robić mu problemu.
Poza tym, ona i Shane nie widzieli się od jakichś pięciu lat. Pracowali razem w lokalnym sklepie spożywczym, kiedy chodzili do szkoły średniej.
„Nie, nie będę cię tak męczyć” – odmówiła Vanessa. „Poza tym myślę, że pójdę po prostu do biblioteki, żeby się pouczyć. Posłucham wykładu przez internet, a potem zjem jakąś kolację.”
Kiedy to powiedziała, wydało się to o wiele lepszym pomysłem.
Nie uśmiechało jej się czekać kolejne pół godziny na następny pociąg. Nie chciała też jechać godzinę na uczelnię.
A potem musiałaby powtórzyć to samo w drodze powrotnej.
Ciepłe, brązowe oczy Shane'a spoczęły na niej, po czym mężczyzna wzruszył ramionami.
„Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko. Poza tym” – potarł tył szyi – „chętnie bym pogadał o tym, co u ciebie słychać.”
Policzki Vanessy zapłonęły rumieńcem.
Cholera… Kiedyś się w nim trochę podkochiwała, gdy razem pracowali. A potem pewnego dnia po prostu przestał przychodzić do pracy. Podobno znalazł sobie nową.
Była wtedy młoda, nieśmiała i naiwna. To on jako pierwszy wyciągnął do niej rękę i się z nią zaprzyjaźnił.
Shane był starszy, wydawał się też o wiele bardziej pewny siebie i mądry. Dlatego nigdy nie miała problemu, żeby prosić go o pomoc.
Ale w dniu, w którym odszedł, wszystko się skończyło.
Nie miała jego numeru telefonu. Nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby o niego poprosić, a media społecznościowe wtedy ledwie raczkowały.
Mimo gorących policzków, uśmiechnęła się i szturchnęła go ramieniem.
„A co powiesz na to, że postawię ci wczesną kolację? Później pójdę się uczyć. Też chętnie dowiem się, co u ciebie.”
„Jesteśmy umówieni” – roześmiał się Shane.
Przełożył swoją torbę z pracy z jednej ręki do drugiej. Objął Vanessę ramieniem. „Tylko ja stawiam.”
Przekomarzali się tak przez całą drogę do samochodu Shane'a.
Vanessa nie potrafiła powiedzieć, czy jest jej zimno, czy to Shane promieniował takim ciepłem. W chwili, gdy objął ją ramieniem, poczuła pragnienie, by się do niego przytulić.
Z trudem powstrzymała się, by tego nie zrobić.
Otworzył przed nią drzwi samochodu. Patrzył, jak wsuwa się do środka.
Jego wzrok zatrzymał się na jej dekolcie, który wyłaniał się z koszulki. Potem spojrzał na jej nogi, gdy spódniczka podsunęła się wyżej, kiedy siadała na fotelu.
„Więc, na co masz ochotę? Ja po prostu umieram z głodu.”
„Szczerze? Mam ochotę na lody. Chciałabym je zjeść w parku.” Vanessa uśmiechnęła się promiennie do Shane'a.
Shane roześmiał się i skręcił na światłach. „Lody? Na kolację?”
Vanessa dołączyła do jego śmiechu. Uniosła ramiona w udawanym geście obojętności.
„Jestem dorosłą kobietą i chcę lody na kolację!”
Shane powoli pokręcił głową z rozbawieniem, ale nadal prowadził.
„Znam jedno fajne miejsce.”
Jazda samochodem mijała w łatwej i przyjemnej atmosferze, zupełnie jak dawniej.
Vanessa rozejrzała się po jego aucie. Potem znów zaczęła przyglądać się jego profilowi.
Niewiele się zmienił od czasu ich wspólnej pracy w sklepie.
Jego twarz nie była już pulchna jak u nastolatka. Wyostrzyła się, by wyglądać bardziej dojrzale i dorośle.
Na jego niegdyś gładko ogolonej twarzy widniał teraz lekki zarost, a włosy miał krótsze.
Zachowywała się dziwnie i dobrze o tym wiedziała. Ale on wciąż był przystojny i miły. Czuła się, jakby ich przyjaźń po prostu trwała dalej od czasu ich ostatniej wspólnej zmiany.
„Gapisz się” – zaśmiał się. „To trochę mnie przeraża.”
Słysząc jego szczerość, Vanessa wybuchnęła śmiechem. Szybko spojrzała przed siebie. Zignorowała gorąco, które znów oblało jej twarz.
„Nie mogę na to poradzić! Nie widzieliśmy się przez lata. Nagle siedzę w twoim samochodzie i zaraz zjemy lody na kolację. To jak powrót do przeszłości, a ja jestem jak najbardziej za! Brakowało mi ciebie…” przyznała Vanessa. Jej głos przeszedł w cichy szept.
„Mi ciebie też” – odpowiedział Shane. „I mówię to poważnie.”
Jechali w przyjemnej ciszy, aż Shane powoli się odezwał.
„Więc… żaden twój chłopak nie dowie się o tym spotkaniu i nie zbije mnie na miazgę?”
Twarz Vanessy zapłonęła. Zaczęła bawić się palcami.
„Bardzo subtelne pytanie, Shane.” Zaśmiała się i na dłuższą chwilę zamilkła. „Mam chłopaka.”
Przyjemna cisza między nimi przeciągała się. W końcu Shane po prostu skinął głową.
„To dobrze, dobrze…”
„A co z tobą? Nie masz dziewczyny?” zaczęła wypytywać Vanessa.
Shane odchrząknął i się uśmiechnął.
„Mam dziewczynę. Jesteśmy razem już od kilku lat.”
Vanessa powtórzyła jego słowa: „To dobrze, dobrze”. Znów zapadła między nimi cisza, gdy zatrzymał się na czerwonym świetle. Na niebie zaczęły gromadzić się ciemne chmury. Zwykle jasne popołudniowe słońce przygasło. Przez to wydawało się, że jest dużo później, niż było w rzeczywistości.
Pomyślała o swoim chłopaku, Ericu, i jej nastrój się pogorszył. Mieli ostatnio problemy w związku… Nie były to jakieś wielkie rzeczy. To było mnóstwo drobnych kłopotów, które wydawały się nie mieć końca.
Obecnie za każdym jego słowem kryła się złośliwa uwaga albo ukryta agresja. W dodatku przez cały dzień ignorował jej wiadomości.
Shane zaparkował pod małym sklepikiem na rogu. Kiedy Vanessa pochyliła się, by sięgnąć po portfel, on już wyskoczył z auta. Obszedł samochód i otworzył przed nią drzwi.
„Zapomnij o tym, Vanessa. Ja stawiam.”
Vanessa przewróciła oczami i przyjęła jego dłoń, pomagającą jej wysiąść z samochodu. „Dobra, dobra! Ale następnym razem moja kolej!”
„Trzymam cię za słowo” – Shane puścił do niej oko.
Nie wiedziała dlaczego, ale ten mały, bezczelny uśmiech i mrugnięcie sprawiły, że jej serce zabiło mocniej. Czy chodziło po prostu o uwagę, którą jej poświęcał?
Pokręciła głową i w myślach skarciła samą siebie. Musiała odnowić kontakt z Erikiem… Najwyraźniej tak bardzo brakowało jej uwagi, że zadziałało na nią zwykłe mrugnięcie okiem.
Obiecała sobie, że kiedy wróci do domu, zadzwoni do niego.
Z lodami jako głównym daniem na kolację, oboje czuli spory głód. Zamówili luksusowe pucharki z lodami i wszystkimi dodatkami. Czekając na swoje zamówienie, stali na zewnątrz w chłodnym powietrzu.
Zastępowanie posiłku deserem nie było w stylu Vanessy. Ale dzisiejszy wieczór wydawał się idealny, by trochę zaszaleć i wybrać coś słodkiego.
Na szczęście Shane się z nią zgodził. Miał na to taką samą ochotę jak ona… to znaczy, na lody. Właśnie gdy Vanessa miała coś powiedzieć, telefon Shane'a zadzwonił.
Oboje spojrzeli na jego telefon. Na ekranie zamigał kontakt Kochanie <3. Shane odchrząknął, po czym wyciszył dzwonek, nie odrzucając połączenia.
„Możesz odebrać, nie przejmuj się mną.” Vanessa uśmiechnęła się i skinęła głową w stronę telefonu.
Shane znów odchrząknął i podrapał się po karku. „Tak, wiem… Ale… po prostu wyślę jej wiadomość. Zazwyczaj dzwonimy do siebie w drodze do domu, żeby pogadać, nawet jeśli nie mamy o czym.”
Shane spojrzył Vanessie prosto w oczy. Zrobił to tak, jakby próbował znaleźć odpowiedź na pytanie, którego ona nie znała.
Przechyliła głowę i spojrzała na Shane'a. „Wszystko w porządku?”
Wydawało się, że Shane zastanawia się nad odpowiedzią. W końcu zdecydował się na krótką. „To trochę skomplikowane.”
Vanessa wiedziała, co to znaczy. Tak naprawdę nie chciał o tym rozmawiać. W końcu ona też miała trochę „skomplikowaną” sytuację z Erikiem.
Wycofała się więc, nie chcąc psuć miłej atmosfery, która między nimi panowała. „Więc…”, powiedziała, by przełamać nagłą niezręczność. „Trudno uwierzyć, że ostatni raz widziałam cię, jak pracowaliśmy razem w naszym lokalnym sklepie.”
Shane uśmiechnął się. „Na pewno minęły całe wieki. To wspaniale, że wpadliśmy na siebie tak zupełnie przypadkiem.” Zrobił krótką przerwę. „Chcesz poznać pewien sekret?”
Vanessa uśmiechnęła się. To, jak to powiedział, zabrzmiało prawie dziecinnie. „Jasne. Jaki sekret?”
Opierali się ramię w ramię o barierkę z widokiem na otwarty, trawiasty park. Tuż obok znajdowało się jezioro. Słońce powoli zachodziło, wydłużając cienie. Wszystko dookoła zaczynało lśnić na złoto.
Złote światło popołudnia oświetlało ich twarze. Odwróciła się w stronę Shane'a, a on odezwał się ponownie. „Podkochiwałem się w tobie w tamtym czasie. Inni trochę się ze mnie nabijali, ale wcale się tym nie przejmowałem.”
Vanessa odwróciła się do niego przodem. Zrobiła wielkie oczy i parsknęła głośno ze zdziwieniem. „Podkochiwałeś się? We mnie? Akurat.” Zaczęła się śmiać. Jej serce biło jak oszalałe.
„To prawda! Byłaś taką małą, gorącą laską, która przyszła do naszego sklepu. Tak łatwo się z tobą rozmawiało. Uśmiechałaś się do mnie, a ja byłem ugotowany!”
Vanessa przygryzła dolną wargę w głębokim zamyśleniu. Nie miała o tym pojęcia… i to było szalone, ponieważ… „Ja też się wtedy w tobie podkochiwałam” – przyznała.
Jej policzki płonęły. Była pewna, że właśnie zrobiły się jaskrawoczerwone. Zerknęła na Shane'a kątem oka. Zobaczyła, że jej wyznanie zaskoczyło go tak samo, jak wcześniej jego wyznanie zaskoczyło ją.
Otworzył usta, żeby jej odpowiedzieć. Wtedy sprzedawca wywołał ich zamówienia. Vanessa natychmiast odwróciła się w stronę sklepu. „Och, idealne wyczucie czasu.”
Vanessa pospieszyła do środka. Deser był dla niej idealną wymówką, żeby odwrócić się od Shane'a i zebrać myśli.
Trzymała za papierowy kubek swój pyszny, ciężki lodowy deser. Przycisnęła chłodny papier do policzka. Shane uśmiechnął się do niej łobuzersko. Podniósł lody, żeby zlizywać topniejące krople z kubka.
„Chodź, przejdźmy się. Opowiesz mi wszystko o tym, jak się we mnie podkochiwałaś.”
Vanessa zaśmiała się z zażenowaniem i uderzyła Shane'a w ramię. „Zamknij się. To było lata temu, tak jak w twoim przypadku.”
Shane uniósł brew. „A kto powiedział, że ja przestałem?” Zarobił za to kolejne żartobliwe uderzenie w ramię.
Jedli lody łyżeczkami, spacerując wokół jeziora. Im dalej szli, tym w okolicy robiło się coraz ciszej.
Ich ramiona stykały się podczas marszu. Posyłali sobie spojrzenia, które stawały się coraz dłuższe i dłuższe.
Był to piękny park ukryty w lesie. Po drugiej stronie jeziora kręciło się pełno ludzi. Były tam rodziny, ćwiczący pracownicy biurowi oraz rzemieślnicy po pracy.
Gdy słońce całkowicie zaszło, temperatura lekko spadła. Vanessa nieświadomie przysunęła się bliżej, znów szukając ciepła Shane'a.
Udało im się znaleźć opustoszałe miejsce. Było ono trochę bardziej zaniedbane niż nowsza część parku. Stały tam stare stoły piknikowe pokryte graffiti.
Stare, żółte latarnie uliczne dawały im najwięcej światła. Sprawiały wrażenie, jakby chciały zamknąć ich w cichej bańce.
W ciszy postanowili usiąść przy jednym ze stołów piknikowych najbliżej lasu. Zamiast zająć miejsce na ławkach, oboje weszli na stół. Usiedli na blacie, opierając stopy na ławce.
Kiedy usiedli, ich uwagę przykuł głośny gwizd. Oboje spojrzeli w górę, gdy fajerwerk wybuchł na nocnym niebie. „Co do diabła?”
„Podobno to jakiś konkurs fajerwerków, tak było napisane na ulotkach w sklepie” – odpowiedział Shane. „Więc… podkochiwałaś się we mnie, co?”
Vanessa zignorowała jego pytanie. W kąciku jej ust błąkał się lekki uśmiech. Nabrała na łyżeczkę czekoladowych lodów ze swojego kubka i podała mu do spróbowania.
„Spróbuj tych. Są takie pyszne!” Vanessa odwróciła się, podając łyżeczkę Shane'owi, a jej spojrzenie spotkało się z jego wzrokiem.
Pochylił się, żeby spróbować lodów. Nie przerywał przy tym kontaktu wzrokowego. Następnie przeniósł wzrok na jej usta.
„Smakuje ci?” wyszeptała Vanessa.
Pokaz sztucznych ogni trwał w najlepsze, podczas gdy każdy z zawodników prezentował swoje wspaniałe widowisko. Kolory tańczyły na ich twarzach. Wkrótce przestali udawać, że patrzą w inną stronę. W odbiciach ich oczu wybuchały malutkie fajerwerki.
W pewnym momencie lekka i przyjazna atmosfera zrobiła się bardzo napięta. Wyczuwali pod skórą lekkie prądy. Wokół nich powiał chłodny wiatr, owiewając spódniczkę Vanessy wokół jej nóg. Nie potrafiła powiedzieć, czy to przez to jej sutki stwardniały, czy też przez… coś zupełnie innego.
„Podobają mi się dźwięki, jakie wydajesz, kiedy to jesz” – mruknął Shane.
Vanessa drżąco wypuściła ciche westchnienie. „Dźwięki, jakie wydaję?”
„Tak… to brzmi jak ciche jęki przyjemności, kiedy to jesz.” Shane nabrał trochę swoich waniliowo-karmelowych lodów i podał je Vanessie.
Zamiast czekać, aż ich spróbuje, przejechał lodami po jej dolnej wardze. Patrzył, jak jej ciche i urywane oddechy roztapiają deser. Jego wzrok skupił się na jej różowym języku. Wysunął się on, by oblizać wargę i zasmakować lodów. Shane przygryzł wargę, słysząc dźwięk, który wydała nieświadomie.
„Tak… właśnie ten dźwięk.”
Byli tak blisko. Pochylali się ku sobie. Gdy kolejny fajerwerk wybuchł na niebie, Vanessa zamrugała i cofnęła się.
„Ja… przepraszam, Shane. Mam… mam chłopaka. A ty… ty masz dziewczy—”
Jej słowa urwały się, gdy Shane pochylił się i uwięził jej wargi swoimi. Serce Vanessy mocno biło w jej piersi.
To było złe. Nie mogła tego zrobić. Nie mogła całować się z Shane'em… Oboje byli zajęci i… i… Miała w tym wszystkim jakiś cel… O co jej chodziło?
Myśli kłębiły się w jej głowie. Nie potrafiła w ogóle zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Wiedziała tylko, że pocałunki Shane'a, które gorąco odwzajemniała, wywoływały w jej ciele jaśniejsze fajerwerki niż te na niebie.
Smakował wanilią, karmelem, nerkowcami i czekoladą. Wsunął język w jej usta i objął dłonią tył jej głowy. Ona w tym czasie zaciskała palce na dolnej krawędzi jego koszulki.
Ich języki pieściły się nawzajem, smakując się i badając. Jego druga dłoń zsunęła się na dół jej pleców, aby przyciągnąć ją bliżej. Ich usta rozłączyły się, gdy łapali powietrze. Podczas gdy Vanessa próbowała złapać oddech i zrozumieć, co robią, wargi Shane'a przylgnęły do jej szyi. Ssał i lizał jej skórę.
„Nie powinniśmy tego robić” – wyszeptała słabo Vanessa. „Zdecydowanie nie powinniśmy tego robić…!”
Dłoń Shane'a pociągnęła za włosy Vanessy, odchylając jej głowę do tyłu. Odpowiedział jej szybko w przerwach między pocałunkami na szyi. „W takim razie dlaczego trzymasz rękę pod moją koszulką, Vanessa? Jeśli tego nie chcesz, przestanę. Powiedz mi tylko słowo, a ja się wycofam.”














































