
Finding Sophia 1: Zakazane pożądanie
Autorzy
Lektury
71,0K
Rozdziały
3
Zakazane pożądanie
Z przerażeniem czekałam na tegoroczny bal od chwili, gdy ostatni gość opuścił salę balową rok temu. Zwykle takie wydarzenia są mile widzianą odskocznią od codziennych, przyziemnych obowiązków królewskich.
Ale ten rok jest inny.
W tym roku powraca mój największy wróg — Katya Rykov.
Odkąd ta kobieta pojawiła się w moim życiu, nic już nie było takie samo. Własnoręcznie zniszczyła moje małżeństwo i moją szansę na szczęście. Od dziecka wychowywano mnie w przekonaniu, że zostanę królową, że król Alexandros będzie moim partnerem. Zasługuję na jego uczucia w zamian za poświęcenia, jakie ponosiłam przez całe życie.
Wciąż pamiętam każdy szczegół dnia, w którym Alexandros powiedział mi, że spotkał swoją erasthai. Był szczęśliwszy niż kiedykolwiek wcześniej. Przez trzydzieści pięć lat, które spędziliśmy razem, nigdy nie widziałam go tak pełnego życia.
Rozdarło mnie to na kawałki, bo go kochałam. Kochałam go bardziej, niż mógłby sobie wyobrazić, i poświęciłam swoje życie, żeby zostać jego partnerką. Od dziecka szkoliłam się na idealną żonę, idealną królową, a jednego dnia cała moja ciężka praca legła w gruzach.
Katya pojawiła się na jednym z królewskich wydarzeń i nagle wszystkie moje poświęcenia i oddanie przestały mieć znaczenie. Stało się jeszcze gorzej, gdy urodziła mu pierwsze dziecko. Nienawidziłam tego dziecka od chwili, gdy dowiedziałam się, że jest w ciąży.
Kiedy się o tym dowiedziałam, niemal zdemolowałam nasze królewskie komnaty. W swojej postaci lykana rozszarpałam meble w napadzie wściekłości i rozpaczy. Tak długo próbowaliśmy mieć własne dziecko, ale bezskutecznie. Lykanom trudno jest zajść w ciążę, ale bezpłodność trwająca ponad trzy dekady była czymś niezwykłym. To był policzek, kiedy Katya zdołała zajść w ciążę po zaledwie trzech latach.
To był moment, w którym wiedziałam, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Nie zamierzałam dłużej być niewolnicą okoliczności. Zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby uwieść Alexandrosa z powrotem do naszego łoża. Bóg jeden wie, jak bardzo więź erasthai to utrudniała, ale nasza więź partnerska pozostawała silna, a wspólnie spędzone lata wciąż wiele dla niego znaczyły. Oczywiście destylowane afrodyzjaki, które domieszywałam do jego herbaty, też bardzo pomagały.
Gdyby nie radosna wiadomość o mojej własnej ciąży z Caspianem, z pewnością dawno odebrałabym sobie życie. Nie mogłam znieść widoku mężczyzny, którego kochałam, tak głęboko zauroczonym inną kobietą. Jedynie pragnienie zemsty i w końcu Caspian utrzymywały mnie przy życiu.
Skupiłam swoją uwagę na Caspianie, gdy się urodził. Alexandros wiedział, że nie powinien okazywać więcej zainteresowania swojemu nieślubnemu synowi niż chłopcu, któremu pisane jest zająć jego miejsce na tronie. Caspian był moim zbawicielem. To dzięki niemu udało mi się pozbyć z murów pałacu Katyi i jej bękarta.
Kiedy Caspian skończył pięć lat i rozpoczął pierwszy etap królewskiego szkolenia, udało mi się przekonać Alexandrosa, żeby odesłał Katyę i Æmiliusa. Oczywiście zrobiłam to pod pozorem troski o ich bezpieczeństwo. Alexandros wiedział, że trzymanie Æmiliusa na dworze królewskim byłoby niebezpieczne. Choć królestwo lykanów było stosunkowo małe, nie brakowało wśród nas tych, którzy bez wahania wykorzystaliby chłopca jako narzędzie nacisku na ojca.
Dodatkową korzyścią ukrycia ich było to, że nie musiałam już patrzeć, jak ta nędzna kobieta przechadzała się po pałacowych korytarzach. Nie musiałam już znosić jej wybuchów piskliwego śmiechu ani obrzydliwych jęków, które wzmacniała celowo, żeby wyprowadzić mnie z równowagi.
Samo myślenie o niej z moim mężem sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Zerkam na Alexandrosa. Siedzi z nienaganną postawą i w jego oczach widać niezaprzeczalny błysk podekscytowania.
Czuję ukłucie bólu w sercu, gdy uświadamiam sobie, że cieszy się na spotkanie ze swoją erasthai. W ostatnich tygodniach poświęcał mi niewiele uwagi, przygotowując się do powrotu Katyi na królewskie wydarzenia.
Kiedy po raz pierwszy ich przesiedlono, zgodził się odwiedzać ich tylko raz w roku. Wiedziałam, że złamał tę obietnicę w ciągu pierwszych trzech miesięcy. Zawsze czułam jej zapach na nim, gdy wracał z „polowania” albo „misji dyplomatycznej”. Budziło to we mnie obrzydzenie, ale wiedziałam, że mogę się tylko z tym pogodzić albo ryzykować, że sprowadzi ich z powrotem do naszego domu.
Myśl o spotkaniu z Katyą przewraca mi żołądek, ale świadomość, że po tylu latach zobaczę jej syna, niepokoi mnie jeszcze bardziej. Chłopak jest tylko trochę starszy od Caspiana. Boję się, że będzie za bardzo podobny do ojca i jeszcze bardziej nadszarpnie moją reputację. Ale jest jeszcze inne uczucie, które to przytłacza — ciekawość.
Zastanawiam się, jak teraz musi wyglądać. Czy wykształcił silną szczękę ojca, czy zachował jasne loki, które jako dziecko opadały mu na oczy.
Z zamyślenia wyrywa mnie zapowiedź Dmitriego Volkova, lubieżnego członka Dworu Królewskiego. Zawsze wydaje się zdecydowany zbliżyć do mnie jak najbardziej, zatrzymując się zbyt długo po obowiązkowym pocałunku w dłoń. Cuchnie żądzą władzy, ale nie ma ani rozumu, ani urody, żeby wspiąć się wyżej w hierarchii.
Zwykle Alexandros nie pozwala mu na zbytnią poufałość, ale w tej chwili jest wyraźnie pochłonięty własnymi myślami.
„Królowo Sophia” – przeciąga Dmitri, zbliżając się do tronu. – „Wygląda Pani pięknie jak zawsze.”
„Dziękuję, Dmitri” – mówię przez zaciśnięte zęby.
Wykonuje teatralny, zamaszysty gest ręką, pochylając się w ukłonie. Przez cały czas nie spuszcza ze mnie wzroku. A raczej — gapi się wprost na moje piersi. Prycham z obrzydzeniem na jego zachowanie, ale Alexandros nie robi nic, żeby go powstrzymać.
Ośmielony roztargnieniem mojego partnera, Dmitri chwyta moją dłoń swoim wilgotnym uściskiem i składa na niej mokry, niechlujny pocałunek. Odruchowo cofam rękę, próbując zachować spokój. Mogłabym jednym ruchem oderwać mu głowę od tułowia, ale to wywołałoby poważne polityczne oburzenie. Poza tym zaplamiłoby mi suknię.
W końcu Alexandros chrząka.
„Wygląda na to, że znalazłeś nowy zapach, Dmitri” – mówi z nutą pogardy. – „Przypomnij mi, jak się nazywa, żebym mógł go w przyszłości unikać.”
Rzucam mężowi wymowne spojrzenie i przysięgam, że widzę, jak kącik jego ust drga w ledwo zauważalnym uśmieszku. Oto ten figlarny łotr, w którym się kiedyś zakochałam. Przez chwilę czuję, jak nasza więź partnerska pulsuje silniej, ale zanika równie szybko, jak się pojawiła.
Dmitri wychodzi z sali nagle, zawstydzony, mamrocząc pożegnanie pod nosem. Przez chwilę Alexandros i ja jesteśmy sami. Lata spędzone razem wykuły między nami więź, szacunek, którego większość ludzi nie zrozumiałaby.
Moja miłość do niego przetrwała mimo jego związku z Katyą. Nosiłam w sobie tyle gniewu, ale nigdy w pełni nie zastąpił on uczucia. To ułatwiłoby mi życie, ale prawda była taka, że nigdy nie potrafiłam naprawdę znienawidzić Alexandrosa. Jest jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek kochałam. Jedynym mężczyzną, jakiego w ogóle pozwolono mi kochać.
Właśnie gdy czuję, jak lekko się rozluźniam, herold wykrzykuje imię, którego najbardziej się obawiałam usłyszeć.
„Lady Katya i Lord Æmilius!”
Sztywnieję, gdy drzwi się otwierają. Są tutaj — moja rywalka i jej syn. Wygląda pięknie jak zawsze, ku mojemu niezadowoleniu. Ma na sobie pięknie skrojoną suknię z tafty, która przylega do jej ciała, jakby była posągiem samej Afrodyty. Gdybym jej tak bardzo nie nienawidziła, może bym ją podziwiała.
Obdarza mnie jedynie krótkim skinieniem głowy, po czym zwraca się ku Alexandrosowi. Promienieje, ze łzami w oczach, a ja przełykam żółć w gardle, odcinając się od ich obrzydliwie słodkiego powitania.
Przenoszę uwagę na Æmiliusa, szukając odskoczni. Tak bardzo urósł od ostatniego razu, gdy go widziałam. Idzie z pewnością siebie mężczyzny obdarzonego siłą i sprytem — dwiema cechami, które najbardziej podziwiam. Nieporuszony teatrem rozgrywającym się obok, podchodzi do mnie.
Oddech zamiera mi w piersi, gdy jego złotobrązowe oczy — tak podobne do oczu Alexandrosa — spotykają moje. Czuję, jak ciepło gwałtownie rozlewa się po moim ciele. To uczucie, którego nie doświadczałam tak intensywnie od dawna. Powolny uśmiech pojawia się na twarzy Æmiliusa, gdy do mnie dociera. Jakby wyczuwał, jaki efekt na mnie wywiera.
Sama jestem zaskoczona intensywnym pragnieniem, które mnie zalewa. Wszystko w tym, co czuję, jest złe. Wiem, że nie powinnam tak reagować na syna kochanki mojego męża, na chłopca, którego odesłałam, ale nie mogę się powstrzymać. Pragnę go. Pragnę, żeby mnie wziął z całą mocą.
Zerkam na Alexandrosa, martwiąc się jego reakcją, ale jest zbyt pochłonięty Katyą, żeby cokolwiek zauważyć.
Jestem zbyt wciągnięta we własny wir namiętności, żeby w tej chwili czuć zazdrość. Wracam wzrokiem do Æmiliusa. Wiem, że mój pociąg może być niewłaściwy, ale wiem też, że jest jedynym mężczyzną na świecie, któremu mój mąż nie zrobiłby krzywdy.
Wiele razy próbowałam być z innymi mężczyznami. Początkowo chciałam wzbudzić w mężu zazdrość i sprawić, żeby cierpiał tak jak ja. Szybko zrozumiałam, że to głupi pomysł. Nie czuł nic poza potrzebą oznaczenia mnie jako swojej wyłącznej własności. Alexandros wpadł w szał i dał jasno do zrozumienia, że chociaż znalazł swoją erasthai, nie wolno mi bezcześcić „świętości” naszego małżeństwa.
Pierwszy mężczyzna, z którym się przespałam — przystojny młody lykan pracujący w stajniach — w ciągu dwudziestu czterech godzin stracił głowę, wyrwaną mu z karku. Alexandros zostawił jego ciało w stajni, żebym znalazła je następnego ranka, gdy przyszłam na lekcję jazdy konnej. Po tym stało się jasne dla innych lykanów, że jestem całkowicie niedostępna.
Ale w Æmiliusie widzę wielką szansę. Nie tylko uważam go za niesamowicie pociągającego, ale nie ma też możliwości, żeby Alexandros ryzykował gniew Katyi, gdyby skrzywdził jej syna. Fakt, że Æmilius jest także jego synem, ma dla niego mniejsze znaczenie niż szczęście Katyi.
Patrząc mu w oczy, wiem, że Æmilius pragnie mnie równie mocno. Nie obchodzi mnie, czy chce mnie tylko wykorzystać do zaspokojenia swoich potrzeb. Ja chcę go wykorzystać z tego samego powodu. Złożoność naszych relacji tylko potęguje wzajemne przyciąganie. To takie zakazane, tak rozkosznie niewłaściwe.
Æmilius podchodzi i bierze moją dłoń. Składa na jej wierzchu zwyczajowy pocałunek, jaki składają wszyscy goście, ale potem odwraca moją dłoń i całuje miękki kłąb przy kciuku. Wydaję z siebie cichy okrzyk zaskoczenia, gdy przesuwa językiem po mojej skórze, wywołując dreszcze na całym ciele.
„Dobry wieczór, Wasza Wysokość” – szepcze, prostując się przede mną w pełni wzrostu. Stoi tak blisko, że czuję ciepło bijące od jego ciała. – „Chciałbym wyrazić wdzięczność za zaproszenie z powrotem do pałacu.”
Moje oczy wędrują ku jego oczom. Musi wiedzieć, że nigdy nie chciałam, żeby jego matka ponownie postawiła stopę w moim domu.
Przyglądam mu się uważnie, gdy się uśmiecha z przekorą. Ale z niego bezczelnik. Uwielbiam to.
Już czuję, jak znów narasta we mnie gorąco, pragnienie, żeby jego szorstkie dłonie mnie dotykały i chwytały. Nie mogę przestać myśleć, jak wspaniale byłoby poczuć jego potężną sylwetkę o wzroście metra dziewięćdziesięciu pięciu przyciśniętą do mojego ciała.
Wystarczy jedno spojrzenie, żeby wiedzieć, że nie jest delikatnym kochankiem. Bierze to, czego chce, tak jak chce. Pozwoliłabym mu zrobić ze mną wszystko, bez względu na to, jak brudne by to było.
Czuję, jak robi mi się coraz goręcej, jak pożądanie narasta z każdą myślą o jego dłoniach na moim ciele. Chcę tylko jednego — zrzucić z siebie ubranie i oddać się Æmiliusowi tutaj i teraz. Może to w końcu oderwałoby uwagę Alexandrosa od Katyi.
Jakby czytał mi w myślach, pochyla się. Jego oddech muska wrażliwą skórę mojej szyi i odruchowo przechylam głowę, dając mu lepszy dostęp.
„Mam nadzieję, że znajdzie Pani czas na taniec ze mną, Wasza Królewska Mość” – mruczy mi do ucha, niemal dotykając ustami płatka. – „Czuję, że jeszcze nie skończyliśmy ze sobą na dzisiejszy wieczór.”
Jego słowa pozostawiają mnie bez tchu i z pragnieniem więcej.











































