
Dziki Kruk
Autorzy
C. Swallow
Lektury
602K
Rozdziały
14
Rozdział 1
RAVEN
Przyjechałam do Devonshire Ranch trzy dni temu. Zatrudniono mnie do pomocy przy koniach i różnych dodatkowych pracach, które mogą być potrzebne w okresie świątecznym.
To były naprawdę szalone kilka dni.
Na początek, w dniu, kiedy mnie zatrudniono, byłam w mieście i pytałam właścicieli lokalnych sklepów, czy znają kogoś, kto szuka stajennnego. Właśnie wyszłam ze sklepu z paszą, kiedy zobaczyłam mężczyznę wyrywającego torebkę jakiejś kobiecie. Jestem szybką biegaczką, więc go dogoniłam i odzyskałam torebkę.
Tą kobietą była Trish Wilde, właścicielka Devonshire Ranch. Była w mieście ze swoją siostrą, ciocią Jean. Zatrudniły mnie od razu.
Były w mieście, żeby zapytać, czy ktoś słyszał coś o zniszczeniach na ich posiadłości. Dzień wcześniej tylne ogrodzenie ich rancza o powierzchni pięciu tysięcy akrów zostało celowo zniszczone, a bydło zostało spłoszone – tak, spłoszone – z dala od rancza. Coal i Timothy, synowie Trish, byli na zewnątrz i próbowali je sprowadzić z powrotem.
Ta praca była czymś, czego naprawdę potrzebowałam. Gotówka w moim portfelu się kończyła, a w moim samochodzie prawie zabrakło benzyny.
Przez ostatnie kilka lat przemieszczałam się z miasta do miasta, szukając krótkoterminowej pracy. Moja przeszłość jest... trudna do wyjaśnienia.
Mój ojciec zmarł, kiedy byłam niemowlęciem.
Moja matka zmarła, kiedy miałam dwa lata.
Potem zostałam adoptowana. Ale kiedy to nie wypaliło, trafiłam do pieczy zastępczej, ciągle przenosząc się między rodzinami.
Nie jestem biała i nie jestem rdzenna. Jestem w połowie i w połowie. Mając dwadzieścia trzy lata, wciąż nie wiem, jak się nazywać. Po prostu czuję się jak Raven – ja, ja sama i moja własna osobowość, oddzielona od wszystkiego innego, włącznie z jakimkolwiek cholernym kolorem skóry, jaki mam.
Wiele moich rodzin zastępczych próbowało mi wmówić, że muszę pochodzić z tego czy innego plemienia i powinnam nawiązać kontakt. Reszta była bardzo religijna i chciała, żebym się nawróciła.
Ale po prostu mnie to nie obchodziło. Ledwo miałam rodzinę na początek, dlaczego miałoby mnie obchodzić, skąd pochodziły ich rodziny? Nikt nie miał na nic dowodów. Jestem nikim.
Jak dotąd Trish i jej rodzina nie zgadywały na podstawie mojego wyglądu, co jest miłe.
Po tym jak Trish zatrudniła mnie jako pracownicę rancza na dwa tygodnie, ciocia Jean zaoferowała mi swój wolny pokój. Ciocia Jean i jej mąż, wujek Grey, mieszkają w pensjonacie obok głównego domu rancza. Ich wolny pokój jest, przyznaję, trochę smutny. Nigdy nie mieli własnych dzieci, więc często oferują swój wolny pokój krótkoterminowym ludziom takim jak ja.
Z całą ich uwagą czuję się, jakbym została ponownie adoptowana.
Ale tym razem nie czuję złości ani podejrzliwości.
Prawdopodobnie dlatego, że wyjeżdżam za półtorej tygodnia.
Odkąd tu jestem, nie robiłam wiele z końmi poza ogólnym sprzątaniem wokół stajni. Coal ma mnie nauczyć, jak trenować niektóre konie. Tak powiedział mi Ken, mąż Trish. Ale dopóki całe bydło nie wróci na ranczo, nie mam wiele do roboty poza czekaniem.
Siedzę teraz na frontowych schodach ogromnej werandy domu z Haline, dziewczyną Timothy'ego, i Annabelle, jedną z córek Trish, oglądając zachód słońca i czekając, aż chłopcy wrócą. Ręce Anny są mocno zaciśnięte w pięści na jej kolanach, jej oczy wpatrzone w horyzont. Niepokój bije od niej silnymi falami.
Bliźniaczka Anny, Izabella, rzuciła szkołę wcześniej tej jesieni i wyprowadziła się – raczej uciekła – żeby mieszkać w mieście ze swoim tajemniczym chłopakiem. Bliźniaczki mają tylko szesnaście lat i w domu panuje duży stres z powodu niedawnej decyzji Izy. Zaginione bydło tylko pogorszyło niepokój Anny.
Ale sprawy się poprawiają. Timothy zadzwonił wcześniej w ciągu dnia. Po trzech dniach poszukiwań w końcu znaleźli całe bydło i wracają do domu.
„Timothy” – szepcze Haline, wyglądając, jakby miała się rozpłakać.
Podążam za jej wzrokiem do lewej bramy, gdzie dwóch kowbojów kieruje się w naszą stronę.
Słyszałam dużo o Coalu, kiedy go nie było. Ma trzydzieści sześć lat, jest rozwiedziony z trzema synami i zmieniony. Tak wszyscy go opisują: zmieniony.
Był żonaty przez dziesięć lat, ale potem dwa lata temu jego żona złożyła pozew o rozwód. Pochodziła z dużego miasta w innym kraju, a po rozwodzie wróciła tam i zabrała ze sobą chłopców.
Wszyscy byli zaskoczeni. Nikt nie mógł zrozumieć, jak jego była żona zdołała tak łatwo uzyskać pełną opiekę i po prostu wyjechać z ich dziećmi. Ale wygląda na to, że znała ludzi, którzy znali ludzi, którzy znali wszystkich właściwych pieprzonych ludzi. A zanim zdołała zabrać mu dzieci, Coal był trudny w kontakcie.
Zmienił się z bardzo szczęśliwego i przyjaznego w... Cóż, nie jestem pewna. Czekam, żeby wyrobić sobie o nim zdanie.
Spędziłam ostatnie trzy dni czekając na Coala i, przyznaję, nie czuję nic szczególnego na myśl o spotkaniu z nim.
Będzie po prostu osobą, która nauczy mnie więcej o koniach.
Prawdopodobnie trochę wredny, spodziewam się jakiegoś grubego, nieogolnego, smutnie wyglądającego faceta z dziurami w butach i obwisłymi depresyjnymi dżinsami, który bez wątpienia będzie cały czas narzekał na swoją byłą żonę.
Moje oczekiwania są wredne i nie mają podstaw, wręcz suce. Ale z jakiegoś powodu mój mózg właśnie tak maluje obraz rozwiedzionego taty, który stracił swoje dzieci i nienawidził wszystkich.
Albo może przenoszę na niego własne uczucia, skoro nie mam rodziców i często czuję złość z powodu bycia samą przez większość życia.
W każdym razie.
Um, w każdym razie.
Więc... w każdym razie...
Ja...
Myśli mi się plączą.
Oddycham trochę dziwnie. Ledwo skupiam się na Haline krzyczącej powitanie do swojego chłopaka. Dwoje nastolatków się przytula, ale moje oczy patrzą na drugiego konia.
Galvin jest największym koniem na ranczu i wszyscy uwielbiają o nim rozmawiać. Został uratowany z opuszczonego gospodarstwa i jest jedynym koniem pociągowym, jakiego posiadają. Historia mówi, że stał się dość dziki i miał zostać uśpiony, wtedy Coal go kupił i pracował z nim, aż się uspokoił.
Ale tak naprawdę nie patrzę na Galvina.
„Coal!” – Trish wybiega z domu, podekscytowana, że widzi swoich synów bezpiecznie z powrotem. Zaczyna schodzić ze schodów, żeby ich spotkać, ale kiedy przebiega obok mnie, jej ręka jest wyciągnięta, a potem chwyta mój łokieć z siłą, której nie mogę odmówić.
Śmieję się niezręcznie, kiedy ciągnie mnie ze sobą, mija Haline i Timothy'ego i szybko pociąga mnie na bok, żeby spotkać Coala, gdy zbliża się od bramy.
Nie jestem na to gotowa. Wpycham ręce do kieszeni zbyt dużego płaszcza, który mi dali – co teraz sprawia, że czuję się bardzo niezręcznie, bo to płaszcz Coala. Stoję u boku Trish, gdy Coal prowadzi Galvina do nas.
Coal wciąż siedzi w siodle, wysoko nad nami.
Wpatruję się w twarz konia, a Galvin patrzy na mnie, jakby czytał w moich myślach.
Prawie słyszę Galvina, jak mówi: „Tak, tak, znam to spojrzenie. Coal jest wyjątkowy, prawda? Naprawdę się w moim człowieku zadurzyłaś, co, głupia dziewczyno?”
„...Raven.” – Trish ściska moje ramię, sprowadzając mnie z powrotem do rozmowy. „Raven. To jest Raven.” – Ciągle powtarza moje imię, a ja patrzę na nią, a potem w górę na Coala.
„Co?” – pytam. „Przepraszam, ja...”
„Nie słuchałaś” – mówi Coal.
Wpatruję się w jego nogę.
Patrzę mu w oczy dokładnie raz, a raz wystarczy.
Więc historie są prawdziwe.
Jest najstarszy, ale w połowie spokrewniony ze swoim rodzeństwem. Reszta rodziny Wilde jest biała, ale Coal wygląda jak ja: ta sama rdzawa, czerwonobrązowa skóra, lśniąca od potu; te same długie, ciemne włosy, związane z dala od twarzy; te same ciemnobrązowe oczy, prawie czarne, wpatrujące się w moje.
I, um, jest trochę bardzo, bardzo, bardzo umięśniony.
Na pewno nie wygląda na trzydzieści sześć lat.
Wygląda na dwadzieścia sześć. Bardzo umięśnione, przystojne, seksowne dwadzieścia sześć.
„Więc, Raven?” – Trish powtarza pytanie ponownie, ale wciąż nie słyszę, co mówi.
Stałam się natychmiastową introwertyczką, myśląc tak głęboko w swojej głowie, że nie mogę się na niczym innym skupić.
Jestem zbyt zawstydzona, żeby powiedzieć co ponownie, więc po prostu mówię: „Tak” – i się uśmiecham.
Nie mam pojęcia, na co się zgodziłam.
Trish uśmiecha się ze łzami w oczach, a kiedy przełykam ślinę i znowu patrzę w górę na Coala, on patrzy na mnie tym samym spojrzeniem, jakim patrzy na mnie Galvin.
Jego oczy mówią: „Wiemy, że nie słuchałaś ani jednego słowa, które powiedziała”.
„Pokochasz to.” – Trish kiwa głową w stronę konia, a Coal pochyla się z jedną ręką, oferując mi pomoc w dosiadaniu.
Um.
Czy właśnie zgodziłam się na przejażdżkę konną?
Nie jestem na to gotowa! Nie jestem gotowa!
Przeklinam siebie i swój głupi mózg. Powiedz coś normalnego, Raven, kurwa.
„Miło cię poznać, Coal” – wyrzucam z siebie, rozmawiając z jego butem.
Ten but wychodzi ze strzemienia i wkładam w niego stopę, chwytając jego rękę.
Wszystko dzieje się tak szybko.
W momencie gdy jego ręka chwyta moją, przejmuje kontrolę.
Moje ciało unosi się, obraca i opada w siodle przed nim.
Jest aż tak silny.
Jak ktokolwiek może być aż tak silny?
Wtulona między krocze i nogi Coala, nie mam czasu na zawstydzenie. Wciąż jestem zdumiona tym, jak szybko mnie podniósł, jakby to było nic.
Patrzę na Trish z otwartymi ustami, a ona puszcza do mnie oko, jakby wiedziała, że to było imponujące.
„Mówiłam ci, że jest silny.” – Śmieje się.
Coal wzdycha z irytacją, ale także z mnóstwem miłości.
„Wrócimy za godzinę” – mówi po prostu.
Jego głos obmywa mnie, wchodząc do mojego krwiobiegu. Nie mogę myśleć jasno.
Nawet nie wiem, co się dzieje.
Powinnam była słuchać ich rozmowy.
Galvin płynnie kłusuje w kółko, a potem podążamy ścieżką do lasu za domem.
Próbuję połączyć dwa i dwa.
Rodzina mówiła o tym, że Coal buduje własną chatę na posiadłości, więc może mnie tam zabiera.
Myślę, że to ma sens.
To wycieczka po domu – po jego małym domu. Prawda? To brzmi sensownie.
Staram się bardzo mocno nie skupiać na ruchu konia ani na uczuciu Coala za mną. Zwłaszcza na sposobie, w jaki nasze ciała uderzają o siebie w kółko.
Po prostu skupiam się na pięknie i zapachach lasu.
„Przepraszam za zapach” – mówi Coal. Jest tak cicho mówiący, tak uprzejmy, wcale nie zimny, jak myślałam, że będzie. „Nie brałem prysznica od trzech dni.”
To dziwne, bo myślę, że pachnie niesamowicie.
I wygląda na to, że straciłam filtr między moim mózgiem a ustami.
„Wszystko w porządku. Pachnie pan świetnie, niesamowicie! Naprawdę!” – Popełniam błąd, patrząc przez ramię i widzę jego oczy bardzo intensywnie studiujące moją reakcję.
To mnie przeraża i natychmiast patrzę znowu do przodu, trzymając się łęku siodła, żeby mieć coś, na czym mogę skupić swój uchwyt.
Na końcu ścieżki Galvin zatrzymuje się przed drewnianą chatą, więc zgadłam dobrze.
Coal zsiada z konia i pomaga mi zejść sekundę później.
Robię wszystko, żeby unikać kontaktu wzrokowego.
Idę z nim do chaty. Jest wtulona w naturę, idealne miejsce na kemping lub polowanie.
Okej, przyznaję, ledwo przyjmuję cokolwiek wokół mnie. Jestem bardzo skupiona na Coalu. Gdzie stoi, jak porusza się jego ciało.
Sięga wokół mnie, żeby otworzyć drzwi i czeka, aż wejdę pierwsza – dżentelmen.
To znaczy, czego innego powinnam oczekiwać od kowboja?
Wchodzę do środka.
Wszystko jest małe i proste. Jest mały kominek, pojedyncza kanapa i maleńka kuchnia.
Widzę trzy ręcznie rzeźbione konie na stole i już wiem, dla kogo są.
Dla jego trzech synów.
Staram się nie wpatrywać w nie zbyt długo. Odwracam się do Coala. Czeka, aż wszystko przyjmę.
„Podoba ci się?” – pyta. „Skończyłem budować to miejsce tuż przed tym, jak bydło uciekło. Jeszcze nikomu nie pokazałem.”
„Podoba mi się” – odpowiadam, trochę jak robot. Ty też mi się podobasz, myślę. Kurwa, dlaczego zamieniłam się w dwunastolatkę rozmawiającą ze swoją sympatią po raz pierwszy? Moje myśli są poplątanym bałaganem, nic nie ma sensu.
„Dlaczego tu jesteś?” – pyta.
„Na Devonshire Ranch?”
Kiwa głową.
„Krótkoterminowa praca. Ciocia Jean i wujek Grey.”
„Ich ostatni przypadek charytatywny sprawił im wiele kłopotów i ich okradł” – mówi poważnie, stawiając but na skrzyni obok kanapy. „Nie sprawiaj im kłopotów i nie lekceważ ponownie mojej matki.”
„Byłam trochę oszołomiona wcześniej, przepraszam.” – Myślę o wymówce, jakiejkolwiek wymówce. „Nie jadłam jeszcze dzisiaj. Nie żeby mnie nie karmili, po prostu byłam... niedobrze mi było na żołądku dziś rano i czekałam.” – Przełykam ślinę, moje nerwy biorą nade mną górę. Nie mogę przestać mówić. „I nie sprawię żadnych kłopotów. Kocham konie. Kocham Galvina. Co za piękny koń pociągowy.”
„On też cię polubi. Radzi sobie dobrze z każdym rodzajem osoby, głupiej czy mądrej, więc nie sprawi ci żadnych kłopotów, kiedy będziesz pomagać” – wyjaśnia. „Nie masz nic przeciwko czekaniu tutaj? Idę popływać w potoku, żeby się szybko oczyścić.”
„Mogę przyjść zobaczyć potok...”
„Będę nagi” – mówi Coal, nawet nie mrugając. „Bez urazy, ale nie chcę stawiać cię w takiej sytuacji... kochanie.”
Wpatruję się w kominek, jakby był och-tak-interesujący, kiedy nazywa mnie kochanie.
„Och, oczywiście, że nie. Poczekam tutaj z Galvinem.”
„Dobrze.”
Uśmiecham się, gdy odwraca się do regału pełnego ubrań. Chwyta parę dżinsów i białą koszulę i wychodzi dość szybko, wyglądając, jakby desperacko chciał się ode mnie oddalić.
Sposób, w jaki odchodzi ode mnie energicznym krokiem, jest zarówno naprawdę silny – i – obraźliwy.
Czy jestem aż tak zła w towarzystwie?
Patrzę przez frontowe drzwi na Galvina, który nawet nie jest przywiązany na zewnątrz. Czeka w pobliżu, wpatrując się we mnie. „Jesteś zabawną dziewczyną”, wyobrażam sobie, że mówi. Po spojrzeniu wystarczająco długim, żeby sprawić, że czuję się niewystarczająco dobra, odwraca się, żeby podążyć za Coalem do potoku.
Wychodzę na zewnątrz i sprawdzam umiejętności werandy.
Całe miejsce jest wystarczająco duże tylko dla jednej, maksymalnie dwóch osób, ale każda część tej chaty jest wykonana z dbałością o szczegóły.
W drewnie w przypadkowych miejscach jest sztuka – rzeźby kolejnych koni i innej dzikiej zwierzyny. Sowy, żółwie... kruki. Ale większość rzeźb to konie.
Jasne jest, że Coal też kocha konie.
Wracam do chaty i rozglądam się, a w końcu widzę list na blacie kuchennym. Podstępnie go rozkładam i widzę swoje imię.
Wiem, że nie powinnam go czytać, ale oto jestem.
Najdroższy Coal
Jean i ja spotkałyśmy wspaniałą dziewczynę w mieście. Nazywa się Raven.
Serce wali mi jak młotem.
Składam go na sekundę, czując się dość zdenerwowana tym, co będzie dalej w tym liście o mnie.
Ale pokusa jest zbyt silna.
Otwieram go ponownie i szybko czytam resztę.
Szukała pracy jako stajenna. Zatrudniłyśmy ją na okres świąteczny. Trochę dodatkowej pomocy jest zawsze doceniane, a ona i tak potrzebuje miejsca do mieszkania. Wyślę Raven do ciebie.
Z miłością,
Mama
P.S. Może mógłbyś spróbować znowu się umawiać! Raven przypomina mi rodzaj dziewczyny, z którą zawsze wyobrażaliśmy sobie, że skończysz. Wszyscy o tobie myślimy. Bądź bezpieczny. Proszę, zostawaj na obiedzie częściej, Coal, wiesz, że zawsze tu dla ciebie będziemy. Nie przechodź przez to sam.
Pod koniec jest tak osobisty, że czuję się winna, że zaszłam tak daleko. Jednak sprawa randkowania i sugestia o mnie jest zawstydzająca, ale także komplementem. Jestem w konflikcie i czuję się dziwnie.
Więc nie zostałam zatrudniona tylko po to, żeby pomagać.
Próbują ustawić Coala?
Ze mną?
Kompletną obcą?
Muszą być zdesperowani, jeśli posuwają się do tego, żeby mieć nadzieję, że zatrudniona pomoc wyprowadzi go z jego samotnych myśli.
Stoję przy blacie przez długi czas, moje palce na krawędzi listu, głęboko zamyślona.
Słyszę chrzęst liści na zewnątrz od kopyt Galvina, ale idzie wolno – za Coalem – co oznacza, że Coal już tu jest.
Odwracam się, a Coal opiera się o framugę drzwi, ubrany w świeże ubrania, jego ociekające mokre, czarne włosy rozpuszczone, schnące wokół niego.
Patrzy na mnie i mój winny wyraz twarzy.
„Nie ma tu nic wartościowego do kradzieży” – mówi cicho i podejrzliwie.
„Nie szukałam czegoś do kradzieży. Po prostu czytałam...” – List. Zamykam usta; sama wykopałam sobie grób. Szybko dodaję: „Przepraszam... Zobaczyłam swoje imię i...”
„Był złożony” – mówi Coal, poprawiając mnie, wciąż uprzejmy jak zawsze.
Może zrobić z tego wielką sprawę, ale tego nie robi. Nie jestem pewna, czy jest miły, czy cieszy się, że sprawia, że się pocę.
„Twoja mama jest bardzo miłą osobą” – mówię mimo wszystko. „I jestem bardzo wdzięczna, że mogę tu być na Boże Narodzenie. Obiecuję pomagać w każdy możliwy sposób. Nie będę problemem. Po prostu... Powinnam przestać mówić, prawda...” – Urywam z niezręcznym uśmiechem. „Bardzo przepraszam za przeczytanie tego listu.”
„W porządku; jesteś młoda. Puszczę to płazem tym razem.” – Coal patrzy na mnie bardzo szybko z góry na dół, potem unosi brew, jakby chciał powiedzieć: Gratulacje, zostałaś zdegradowana do roli krnąbrnej-młodszej-siostry.
Nie ma szans, żeby się teraz ze mną umawiał.
Dlaczego w ogóle tak myślę?
Coal odwraca się i wychodzi z chaty, a ja podążam za nim. Jestem już od niego uzależniona, od jego głosu. Jest taki cichy, a jednak tak wyraźny, tak pewny – i tak wiedzący.
Nie mówi niczego, czego nie myśli.
Wracamy do Galvina i tym razem Coal najpierw pomaga mi wsiąść, zanim siada za mną.
Patrzę na grzywę Galvina i głaszczę ją, żeby się czymś zająć.
Kierujemy się z powrotem do domu bez słowa między nami.
Czuję jednak jego oczy, palące mnie ostatecznością.
Nie.
Ma.
Szans.
Będę tolerowana, kiedy tu jestem, a potem zostanę odesłana w swoją drogę.













































