
Królewskie Dziedzictwo 6: Rada: Finał
Autorzy
Lektury
202K
Rozdziały
24
Powrót do Crescent Moon
Rada: Zakończenie
JOSEPHINE
Crescent Moon
„Kade! Kol! Przysięgam na Boginię...” krzyknęłam za moimi synami, gdy szybko przebiegali przez kuchnię.
„Słuchajcie matki”, powiedział August, pojawiając się w drzwiach. Jego głęboki głos natychmiast uciszył maluchy.
„Tak, tatusiu”, powiedzieli chórem, po czym wyszli z kuchni.
Westchnęłam i z frustracją oparłam ręce na biodrach. August posłał mi zuchwały uśmiech. Następnie pokonał odległość między nami kilkoma długimi krokami.
„Witaj, moja miłości”, powiedział, a potem mocno przycisnął swoje wargi do moich.
„Twoi synowie potrzebują niani”, mruknęłam, opierając się o niego.
Zaśmiał się. „Dlaczego zawsze są moimi synami, kiedy mają kłopoty?”
Stuknęłam palcem w jego policzek. „Ponieważ to twoja wina, że urodzili się w odstępie dziesięciu miesięcy”, powiedziałam oskarżycielsko.
„To nie moja wina, że jesteś tak cholernie kusząca”, powiedział. Delikatnie ugryzł mnie w szyję. Zaczęłam uciekać z chichotem. August ruszył za mną.
„Jak idą przygotowania do przyjęcia, Luno?” zapytał.
„Wszystko idzie zgodnie z planem na ten weekend”, odpowiedziałam, idąc w stronę mojego biura.
„Wilki nie mogą się doczekać. Wszyscy myślą, że spotkają swoje przeznaczone”, powiedział August ze śmiechem.
Wzruszyłam ramionami. „Może tak być. Wszystkie sąsiednie stada zgodziły się przyjechać. To największe zgromadzenie na Wschodnim Wybrzeżu, odkąd mój ojciec został alfą.”
„A ty jesteś najlepszą luną, żeby to zorganizować. Nie wspominając o tym, że najpiękniejszą”, powiedział.
Przewróciłam oczami na słowa mojego partnera.
Zanim zdążyłam dojść do biurka, poczułam ręce Augusta na moich biodrach. Obrócił mnie przodem do siebie. Zachichotałam pod jego dotykiem, kiedy oparł mnie o biurko. Jego dłonie wsunęły się pod moją koszulkę.
„Mam mnóstwo pracy, August”, jęknęłam, gdy jego pocałunki zeszły na moją szyję.
„Ja też”, powiedział. Jego głęboki głos ogrzał moją skórę.
Chwyciłam go za twarz i z powrotem przyciągnęłam jego wargi do moich. Poczułam, jak jego palce wodzą po jego znaku na mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz.
„Masz na mnie zły wpływ”, droczyłam się, odpychając go za klatkę piersiową.
Zawył cicho, ale zrezygnował z dalszych starań. „Dobrze, wygrałaś, na razie”, mruknął.
Poprawiłam koszulkę i usiadłam za biurkiem.
„Miałeś jakieś wieści od Ethana?” zapytałam Augusta, zanim zdążył wyjść.
„Z tego co wiem, jest gdzieś w Maine. Mayze mówiła, że część sabatu jej siostry się tam przeniosła.” Nastrój w biurze od razu się zmienił na wzmiankę o Ethanie.
Westchnęłam. „Wraca na przyjęcie?”
„Nie wiem, jest mu naprawdę ciężko.” August spojrzał na mnie ze smutkiem.
Minęły ponad dwa lata od bitwy naszego stada z Victorią i jej sabatem. Minęły dwa lata od narodzin naszego pierwszego syna, Kade'a.
I dwa lata, odkąd Ethan po raz pierwszy zobaczył swoją przeznaczoną.
Kiedy sytuacja w stadzie się uspokoiła, August wysyłał jeden patrol za drugim, by znaleźć czarownicę, która była przeznaczoną Ethana. Szukali jej bezskutecznie. Mayze, która została z nami, aby nadzorować rozbity sabat Victorii, próbowała nawet zaklęć lokalizacyjnych, żeby ją wytropić.
Nikomu nie udało się jej znaleźć.
Przez pierwsze kilka miesięcy Ethan udawał, że wszystko jest w porządku. Zwykle wykonywał swoje obowiązki jako beta. Ale każdy widział, jak bardzo cierpiał.
Po narodzinach naszego drugiego syna, Kola, August i ja pozwoliliśmy Ethanowi zrezygnować z bycia betą. Zrobiliśmy to, żeby mógł szukać swojej przeznaczonej. Od tamtej pory Ethan ciągle jej szuka. Jeździ po całym Wschodnim Wybrzeżu w nadziei, że ją odnajdzie.
Hayden przejął obowiązki bety. Mój brat, Jared, tymczasowo przyjął tytuł gammy, dopóki Ethan nie będzie gotowy na powrót. Kiedy April urodziła ich córkę, zdecydowali się wrócić do domu stada.
Jared chciał być blisko mnie. April chciała, żeby ich córka dorastała w otoczeniu jego rodziny i kultury.
Jakby usłyszał, że o nim myślę, Jared pojawił się w moich drzwiach.
„Alfo, Luno, mamy gości”, ogłosił Jared.
August i ja posłaliśmy sobie zdezorientowane spojrzenia. „Kogo?” zapytaliśmy jednocześnie.
„Starszy Jacob.” August wydał z siebie ciche jęknięcie.
„Czy to nie ten sam starszy, który 'odwiedził' nas po ataku czarownic?” zapytałam Augusta.
„Niestety”, mruknął. „Chodźmy zobaczyć, czego chce.” August wyciągnął do mnie rękę.
Starszy Jacob siedział w jednym z ogromnych foteli w biurze Augusta.
„Alfo Auguście, muszę prosić o spotkanie”, zażądał Starszy Jacob.
„Szkoda, że nie wysłałeś wiadomości, Starszy Jacobie. Moglibyśmy się przygotować na twój przyjazd”, powiedział po prostu August, idąc w stronę swojego biurka.
Poszłam za nim i stanęłam za jego fotelem. Starszy zmierzył mnie wzrokiem. „Pozwól, że przedstawię moją Lunę, Josephine”, powiedział August, wskazując na nas.
Z szacunkiem skinęłam głową w stronę starszego. „Miło mi cię poznać. Witamy w naszym domu”, odpowiedziałam uprzejmie.
Wyraz twarzy Starszego Jacoba pozostał surowy. „Dziękuję, Luno. Jestem pewien, że masz inne sprawy na głowie”, powiedział starszy.
Spojrzałam na Augusta.
„Czy on mnie właśnie wyprosił?” zapytałam Augusta przez więź umysłową.
„Luna jest w odpowiednim miejscu”, odpowiedział stanowczo August. Chwycił moją dłoń i posadził mnie sobie na kolanach.
Cztery lata temu byłabym oburzona takim publicznym okazywaniem uczuć, zwłaszcza w środku spotkania. Jednak zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Nauczyłam się, o co warto się kłócić z moim partnerem.
Starszy Jacob westchnął. Skrzyżował nogi i zacisnął usta z niesmakiem. Powstrzymałam chęć przewrócenia oczami.
„Co cię tu sprowadza, Starszy?” zapytał August. Chciał szybko wyprosić tego nieprzyjemnego mężczyznę z naszego domu.
„Zwróciło naszą uwagę to, że twój beta nie wypełnia swoich obowiązków.”
August i ja wymieniliśmy zszokowane spojrzenia.
Miejsce pobytu Ethana naprawdę przyciągnęło uwagę starszych? Jasne, akurat.
„Jest na osobistym urlopie. Mój gamma przejął jego obowiązki, a brat Luny Josephine tymczasowo zastępuje gammę. Czy w czymś tkwi problem?” August prawie warknął na starszego.
Widziałam, że z trudem zachowuje spokój. Położyłam dłoń na jego ramieniu i uścisnęłam je delikatnie, by dodać mu otuchy.
„Rozumiemy to, ale mijają już prawie dwa lata”, odpowiedział Starszy Jacob.
„Zgadza się”, mruknął August.
„Uważamy ten brak szacunku i lojalności wobec własnego stada za oburzający”, powiedział rzeczowo Starszy Jacob.
Poczułam, jak napięcie w Auguście rośnie. Mężczyzna zacisnął dłonie w pięści.
„Ethan jest jednym z najbardziej lojalnych członków tego stada. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek to kwestionował”, powiedział August z mocą swojego głosu alfy.
„Wiemy, że beta wyruszył na bezcelową misję”, dodał Starszy Jacob, zupełnie niewzruszony tonem Augusta.
Teraz widzimy, o co w tym naprawdę chodzi.
Nadeszła moja kolej, żeby się odezwać. „Szukanie swojej przeznaczonej to nie jest 'bezcelowa misja'. On wie, że ona tam jest, i brak jej obecności to dla niego tortura. Nie mogliśmy zignorować bólu naszego bety. Dlatego my zachęciliśmy go, by jej szukał”, powiedziałam stanowczo, w jego obronie.
„Czarownica nie może być przeznaczoną wilka”, powiedział Starszy Jacob. Wyglądał na urażonego, że śmiałam się odezwać.
„Każdy może być czyimś przeznaczonym. Związki między różnymi gatunkami wcale nie są takie rzadkie”, warknęłam, broniąc własnej więzi z moim partnerem.
„Ale nie związek czarownicy i wilkołaka; to nie jest wola Księżycowej Bogini”, odpowiedział otwarcie Starszy Jacob.
Prawie warknęłam na starszego mężczyznę siedzącego naprzeciwko mnie.
„Cóż, w takim razie musisz porozmawiać z Księżycową Boginią, bo właśnie łamie twoje zasady.” Skrzyżowałam ręce na piersi.
Wtedy August wstał. Stanął między starszym a mną, bo wyczuł, jak wzbiera we mnie gniew. „Nikt nie ma prawa stawać na drodze więzi między przeznaczonymi. Nikt”, powiedział August.
„Wilkołaki i czarownice mają zakaz kontaktów ze sobą.” Starszy Jacob wstał z krzesła. Uderzył laską w podłogę niczym małe dziecko tupiące ze złości.
„Więź z przeznaczoną jest ważniejsza niż wola rady. Ethan jest członkiem mojego stada. Poradzę sobie z nim i jego przeznaczoną w taki sposób, jaki uznam za stosowny. Kiedy ją znajdzie, oboje dostaną tutaj dom. A teraz, to ostatni raz, kiedy chcę o tym słyszeć”, powiedział August. Jego głos nie pozostawiał miejsca na kłótnię. Otworzył drzwi i kazał Jaredowi wyprowadzić starszego.
„Jeszcze się skontaktujemy, Alfo”, wypluł z siebie starszy z pogardą przed wyjściem z biura.
„Jest coraz gorzej, August”, westchnęłam, patrząc w oczy mojego partnera.
„Wiem. Będę musiał napisać do innych i ich poinformować.” August zmarszczył brwi ze zmartwienia.
Odkąd rada zainterweniowała po ataku czarownic, zauważyliśmy, że kilka innych stad ma te same problemy z niechcianymi wizytami starszych. August postanowił skontaktować się z alfami tych stad i stworzył wspólną grupę mailową, żeby mogli pozostać w kontakcie.
To były długie cztery lata konfliktów i rosnącej irytacji wśród stad wilkołaków.
Usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Kasey weszła do biura, trzymając w ramionach krzyczące niemowlę. Zaśmiałam się na widok jej bardzo zmęczonej twarzy. Wzięłam od niej naszą nowonarodzoną córkę.
Uciszałam Kassidy. Poklepywałam ją po plecach, aż jej płacz ucichł.
„To nie jest dziecko, to bestia”, mruknęła Kasey. W tym momencie jej partner i nasz pełniący obowiązki bety, Hayden, podszedł do niej od tyłu i pocieszająco ją przytulił.
„Nie mam pojęcia, dlaczego ty i Hayden nie macie jeszcze dzieci, Kasey”, zaśmiał się August. Pocałował czubek głowy Kass.
Kasey przewróciła oczami. Biuro Augusta stało się w tym momencie jeszcze bardziej zatłoczone.
Logan i Wyatt wpadli do środka z głośnym śmiechem.
„Co robicie, idioci?” mruknął August do swoich młodszych braci.
„Widzieliśmy, jak Jared wyrzuca starszego za główne drzwi. Chcieliśmy zobaczyć, co Alfa Auggy zrobił tym razem”, zaśmiał się Wyatt, za co August go odepchnął.
„Zostawię waszą trójkę samych.” Pokręciłam głową, patrząc na to trio, i wyszłam z pokoju. Kasey i Hayden poszli za mną.
„Logan uważa, że znajdą swoje przeznaczone na twoim przyjęciu w ten weekend. Wyatt groził, że nie przyjdzie, żeby swojej uniknąć.” Hayden uśmiechnął się lekko, gdy odchodziliśmy od biura.
„Modlę się do Bogini, żeby znaleźli swoje przeznaczone. Może one trochę uspokoją tych dwóch. Przysięgam, są tak samo niegrzeczni co moje małe dzieci.” Pokręciłam głową z rezygnacją.
A skoro o małych diabełkach mowa, Kade i Kol popędzili korytarzem tuż przed nami. Prawie wpadli przy tym na Kasey i kilku członków personelu.
Krzyknęłam za nimi, ale to tylko sprawiło, że Kass znowu zaczęła krzyczeć z całych sił.
Kasey wyglądała na przerażoną i szybko odeszła. Z kolei Hayden śmiał się histerycznie z tego całego chaosu.
Zignorowałam ich wszystkich. Skupiłam się tylko na uspokajaniu mojej córki.













































