
Seria Pierwsi ratownicy: Książka 2
Autorzy
Lektury
118K
Rozdziały
36
Prolog
Tom 2: Uzdrawiające dłonie
UNKNOWN
Dźwięk wystrzelonego granatnika przeciął powietrze z ogromną prędkością i hałasem. Ciężarówka wioząca Cody'ego i jego oddział eksplodowała. Pojazd wielokrotnie koziołkował.
Nie było czasu, aby uciec z ciężarówki. Nie było żadnego ostrzeżenia. Odcinek drogi, którym jechali z żołnierzami i zapasami, zazwyczaj był spokojny. Mimo to, nie mogli tracić czujności.
Cody zawsze uważnie się rozglądał, tak samo jak jego towarzysze broni. Nic nie wskazywało na to, że piaszczyste wzgórza wzdłuż drogi są pełne wrogów. Aż do teraz.
Cody niewiele pamiętał po tym, jak pocisk uderzył w jego ciężarówkę. Pamiętał tylko uczucie lotu. Potem poczuł potworny ból, który zaczął palić jego mundur, a następnie skórę. Wokół niego rozlegały się odgłosy gwałtownej strzelaniny, po czym wszystko pochłonęła błoga ciemność. Kiedy ponownie otworzył oczy, znajdował się w szpitalu polowym.
„Spokojnie, sierżancie” – odezwał się niski głos tuż nad nim. – „Przeszedłeś przez prawdziwe piekło, żołnierzu, i przeżyłeś. Teraz musisz odpocząć. Wysyłamy cię do domu”.
Oczy Cody'ego znów się zamknęły, gdy ponownie zapadł w sen.
Kolejne miesiące były pełne potwornego bólu i poczucia winy. Został przetransportowany samolotem do najbliższego szpitala wojskowego w kraju, aby dojść do siebie. Miał poparzenia na ponad siedemdziesięciu procentach ciała. Jednak jakimś cudem jego głowa i szyja nie ucierpiały.
Powiedziano mu, że jeden z jego kolegów wczołgał się na jego głowę i szyję, aby go chronić i ugasić ogień na jego ciele. Ten żołnierz zginął, by ocalić Cody'ego. To był Emerson. Clint Emerson, żołnierz z małego miasteczka w Idaho.
Pamiętał szczery uśmiech przyjaciela i jego zabawne żarty. Clint nie zasługiwał na to, by zginąć na irackiej pustyni z kulą między oczami. Ale tak się stało, a poczucie winy pożerało Cody'ego od środka.
„W porządku, sierżancie Davenport, obejrzyjmy te rany, dobrze?” Pielęgniarka Shea była bardzo miłą kobietą. Była w wieku matki Cody'ego. Miała przyjazny uśmiech i łagodne usposobienie. Przynajmniej do momentu, gdy odmawiał wykonania jej poleceń. Wtedy stawała się kimś w rodzaju siostry Ratched, ale wciąż zachowywała swój miły uśmiech.
Posłał jej słaby uśmiech i pokiwał głową. Poklepała go po policzku i powiedziała: „Z ciebie to dobry chłopak”. Po chwili zaczęła zmieniać opatrunki, mrucząc z zadowoleniem. „Twoje rany goją się bardzo ładnie, synu. Powiem ci coś, jesteś wielkim szczęściarzem, skarbie. Po niektórych nie zostanie nawet blizna”.
„Powiedz to Clintowi” – warknął. Przetarł zmęczoną dłonią nieogolony podbródek.
Pielęgniarka Shea mlasnęła i pokręciła głową. „Teraz mnie posłuchaj, sierżancie”. Oparła dłonie na biodrach i spojrzała na Cody'ego surowym wzrokiem. „Clint byłby wściekły, gdyby widział, jak się zachowujesz. Oddał życie, aby cię ocalić. Najmniejsze, co mógłbyś zrobić, to być choć trochę wdzięcznym”.
Skrzyżowała ramiona, gdy próbował coś powiedzieć. Uniosła dłoń, by mu przerwać. „Och, jeszcze nie skończyłam, chłopcze. Służyłam jako pielęgniarka polowa. Widziałam ludzi w gorszym stanie niż ty, którzy wychodzili cało z najgorszych opresji. Ja również do nich należę. Mój najlepszy przyjaciel rzucił się na bombę, żeby osłonić mnie przed wybuchem. Rozdarło go na kawałki, a ja musiałam poskładać go z powrotem, żebyśmy mogli odesłać go do domu”.
Niebieskie oczy Cody'ego rozszerzyły się i zaszły łzami.
„Widzisz, żebym chodziła tu ze spuszczoną głową i użalała się nad sobą?” Położyła obie dłonie na barierce jego łóżka, by spojrzeć mu prosto w oczy. „Nie, kurwa, absolutnie nie. Rod wróciłby z zaświatów i skopałby mi tyłek. Zrobił to, ponieważ mnie kochał.
„Zrobił to, bo wiedział, na co się pisze w wojsku. Zrobił to, ponieważ zależało mu na tym, o co walczył. Chciał, żebym żyła i mogła opowiedzieć jego historię. Chciał, żebym to ja żyła. Był wspaniałym żołnierzem, świetnym mężczyzną i najlepszym przyjacielem, jakiego taka dziewczyna jak ja mogła mieć. Tęsknię za nim jak cholera każdego pieprzonego dnia.
„Ale nie zhańbię jego pamięci, spędzając resztę życia w żalu. Nie będę sobie życzyć, żebym to ja zginęła na jego miejscu. Złożyłam sobie tę obietnicę bardzo dawno temu. Wyszłam za miłość mojego życia. Urodziłam czterech dużych, przystojnych synów. Mój pierwszy wnuk jest już w drodze. Przeżyłam dobre życie pomimo mojego smutku, synu. Zrobiłam to, bo Rod by tego chciał”.
Jej wzrok złagodniał, gdy położyła delikatną dłoń na mokrym policzku Cody'ego.
„Clint chciałby dla ciebie tego samego. Wszyscy twoi koledzy z wojska by tego chcieli. Dlatego musisz żyć, sierżancie Davenport. Musisz żyć, żeby mogli z góry patrzeć, jak dobrze sobie radzisz. Musisz przeżyć to dobre życie, którego tak dla ciebie pragnęli”.
Cody nie powstrzymywał już swoich uczuć. Rozpłakał się w ramionach pielęgniarki Shea. Szlochał głośno, podczas gdy ona go przytulała. Zachęcała go, by wyrzucił to wszystko z siebie.
„Jak?” – szepnął, a jego głos był ochrypły od płaczu. – „Jak to przetrwałaś? Jak, u diabła, ja mam z tym żyć?”
Pielęgniarka Shea znów poklepała go po policzku. Wytarła jego łzy swoją szorstką dłonią. „Jeden krok na raz, kochanie. Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, to wyleczyć swoje ciało. Twoje serce wyleczy się później. Ale musisz dać sobie na to czas.
„Miałam szczęście. Kiedy wróciłam do domu, na jakiś czas kompletnie się załamałam. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Koszmary senne były najgorsze. Wtedy nazywali to wstrząsem wojennym. Teraz mówią na to zespół stresu pourazowego.
„Żona Roda zmusiła mnie do dołączenia do grupy wsparcia dla weteranów. Pewnego dnia weszła do mojego domu, jakby był jej własnym. Wyciągnęła mój żałosny tyłek z łóżka i wepchnęła mnie pod prysznic. Była jak mały dowódca z koszar” – zaśmiała się pod nosem. – „Ale nie pozwoliła mi się poddać. Powiedziała, że skoro ona potrafi żyć bez niego, to ja, kurwa, też dam radę. To była najlepsza cholerna rada, jaką kiedykolwiek dostałam”.
„Pomogło?”
Shea mocno pokiwała głową. „Pewnie, że pomogło, synu. Poznałam mojego wspaniałego męża w tej grupie. Pomogliśmy sobie nawzajem wyzdrowieć. Szybko wzięliśmy ślub, a potem zaszłam w ciążę z moim pierwszym synem. Przy okazji, daliśmy mu na imię Rod”.
Cody zaśmiał się cicho. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zdołał się szczerze uśmiechnąć.
Shea odsunęła się ostrożnie i skończyła swoją pracę. Zmieniła opatrunki na jego najgorszych poparzeniach. Sprawdziła jego tętno i oddech. Spojrzała na niego po raz ostatni i zapytała: „Więc co to będzie, sierżancie? Będziesz dalej się nad sobą użalać, czy zaczniesz nowy etap w swoim życiu?”
Cody zamyślił się i przygryzł dolną wargę. „Zrobiłaś to specjalnie, prawda?” Cody uśmiechnął się delikatnie i krzywo.
Shea roześmiała się głośno i mrugnęła do niego żartobliwie. „Pewnie, że tak, sierżancie. Nie mogę przecież zawieść innego ocalałego żołnierza, prawda?”
Tym razem Cody zaśmiał się z całych sił. Po raz pierwszy od wypadku poczuł, jak wielki ciężar spada z jego serca.
„Wszystko z tobą będzie dobrze, synu” – powiedziała Shea z szerokim uśmiechem.
„Dziękuję, siostro Shea” – powiedział, ściskając jej dłoń.
„Och, jeszcze mi nie dziękuj, sierżancie. Najtrudniejsze dopiero przed tobą. Ale będę z tobą na każdym kroku. Masz moje słowo”.
Cody się uśmiechnął. Ta wspaniała i silna kobieta przeszła przez prawdziwe piekło. On też na pewno da radę. Miała rację. Clint i pozostali koledzy z wojska chcieliby, żeby żył dalej. Chcieliby, aby miał dobre życie, pełne miłości i szczęścia. Był im to winien. Musiał to zrobić, zwłaszcza dla Clinta.
„W takim razie widzimy się jutro o tej samej porze?”
„Ta sama bat-pora, ten sam bat-kanał”. Shea zachichotała i wyszła z pokoju.
Cody westchnął głęboko. Wyjrzał przez jasne okno z widokiem na miasto. Miał teraz o czym myśleć. Shea miała absolutną rację we wszystkim. Przyszła i powiedziała mu bolesną prawdę. Jednocześnie pokazała mu światełko w tunelu.
Właśnie wtedy złożył obietnicę Clintowi i swoim zmarłym przyjaciołom. Obiecał, że przetrwa. Postanowił, że będzie żył dobrym życiem ku ich pamięci. To było najmniejsze, co mógł zrobić.
Najpierw musiał jednak odzyskać sprawność w swoim ciele. Bardzo chciał teraz wyzdrowieć. Poczuł wyraźną zmianę w swoim sercu. Wybrał życie zamiast śmierci. Poczuł w sobie narodziny nowej siły.
„Obiecuję, chłopaki. Przeżyję to. Nie zmarnuję życia, które mi podarowaliście. Tylko bądźcie dla mnie cierpliwi”. Z tą ostatnią myślą zamknął oczy i zasnął z uśmiechem na twarzy.

















































