
Gdy zapadnie noc. Noc ciemna jak sherry
Autorzy
Lektury
69,1K
Rozdziały
10
Rozdział 1
SHERRY
Kiedy usiadłam w nieskazitelnie czystej poczekalni, poczułam falę niepokoju.
Znajdowałam się w jednej z najbardziej prestiżowych posiadłości w Anglii, gdzie atmosfera była przesiąknięta ambicją, strachem i rywalizacją. Moja aplikacja była tylko jedną z wielu.
Ale my byliśmy finalistami, gotowymi i czekającymi na szansę, by zostać osobistymi ochroniarzami słynnego miliardera, Theodore'a Jeffersona.
„Teraz albo nigdy, Sherry”, szepnęłam do siebie, a mój brazylijski akcent był wyraźniejszy niż zwykle, gdy zaciskałam dłonie na oparciu skórzanego fotela.
Mężczyzna siedzący po drugiej stronie pokoju chyba mnie usłyszał. Spojrzał w moją stronę, a jego brązowe oczy spotkały się z moimi, gdy nerwowo poprawiałam ciemną garsonkę. Jego spojrzenie było intensywne, jakby próbował mnie rozgryźć.
Zauważyłam z lekkim uśmiechem, że był atrakcyjny i trzymał teczkę podobną do mojej. Jego krótkie włosy i ostro zarysowana szczęka sprawiały, że był kimś więcej niż tylko ładną buzią. Był potencjalnym konkurentem.
Jego wyraz twarzy był poważny, ale nie nieprzyjemny. Przepełniała go ciekawość, a może nawet rozpoznanie? Nasze spojrzenia spotkały się i zatrzymały na sobie chwilę dłużej, niż to było konieczne. Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech. Odrobina przyjaznej rywalizacji nikomu nie zaszkodzi.
Wstał, w pełni ukazując swoją wysoką sylwetkę, będącą mieszanką mięśni i cichej pewności siebie. Przeszedł przez pokój zdecydowanym krokiem i usiadł obok mnie.
„Cześć”, powiedział, wyciągając rękę. „Jestem Mick”.
Uścisnęłam jego dłoń, wciąż czując silną energię, którą emanował. Jego uścisk był mocny i pewny. Wydawał się albo bardzo dobry w ukrywaniu stresu, albo autentycznie zrelaksowany. Tak czy inaczej, było to interesujące.
„Sherry”, odpowiedziałam, ciesząc się, że mój głos nie zadrżał.
„Miło cię poznać, Sherry”. Głos Micka był równie ciepły jak jego oczy.
Zaczęliśmy rozmawiać z łatwością, jakbyśmy znali się od dawna. Zapytał o moje treningi i ulubione miejsca w Brazylii. Jego słowa były mieszanką szczerego zainteresowania i pochlebstw, co pomogło mi ukoić nerwy. Rozmowa toczyła się naturalnie, a między nami wyraźnie iskrzyło.
Istniała jednak granica, której starałam się nie przekroczyć – mój sekret. Każde pytanie zdawało się zbliżać do niego, stawiając mnie w trudnej sytuacji. Udało mi się ominąć jego pytania dzięki wymijającym odpowiedziom i półuśmiechom, ale był bardziej spostrzegawczy, niż myślałam.
„Wydajesz się być dość skryta, Sherry”, powiedział w końcu Mick, opierając się w fotelu, żeby lepiej mi się przyjrzeć. Jego brązowe oczy spotkały się z moimi, ciepłe i wyrozumiałe, gdy dodał: „Jedziemy na tym samym wózku, wiesz?”
Jego słowa, choć miłe, mocno we mnie uderzyły. Miałam nadzieję, że Mick nie zauważy moich wymijających odpowiedzi i nie przejrzy mojej profesjonalnej fasady. Ale on to zrobił.
„Chyba wypiłam za dużo kawy”, wyrzuciłam z siebie, chcąc uciec od jego badawczego spojrzenia. Rzuciłam Mickowi szybkie spojrzenie i wstałam. „Przepraszam”.
Mick wyglądał na zaskoczonego, ale kiwnął głową, pozwalając mi pośpiesznie wyjść do toalety. Ciche pomieszczenie zaoferowało mi chwilę wytchnienia, a lustro odbijało moją zaczerwienioną twarz.
Ochlapałam policzki zimną wodą, powtórzyłam kilka uspokajających afirmacji i opanowałam się, zanim wróciłam do poczekalni.
Ale kiedy wróciłam, poczekalnia była pusta. Mick, mój nowo poznany znajomy, zniknął, a jego krzesło było puste. Serce we mnie zamarło. Czy powiedziałam coś nie tak?
Zanim zdążyłam zrozumieć, dlaczego Mick wyszedł, otworzyły się drzwi, a ostry głos przerwał moje myśli.
„Sherry!” Kobieta, która weszła do środka, roztaczała wokół siebie aurę autorytetu, a na jej chudej twarzy malował się wieczny grymas. Iris, jak przedstawiła się podczas naszego dość chłodnego uścisku dłoni, nie wydawała się zachwycona moim widokiem.
Nie tracąc czasu, rozkazała: „Chodź za mną”.
Wyszłam za nią z luksusowej poczekalni i ruszyłam długim, wyłożonym dywanem korytarzem. To było to, moment, na który czekałam. Nadszedł czas na rozmowę, która mogła zmienić moje życie.
Biuro, do którego mnie wprowadziła, było równie wspaniałe jak reszta posiadłości.
Kiedy usiadłam naprzeciwko niej, Iris od razu przeszła do rzeczy. „Sherry nie zawsze było twoim imieniem, prawda?” W jej oczach kryła się mieszanka podejrzliwości i ciekawości, a jej chropowaty głos nawiązywał do mojego sekretu.
Poruszyłam się niespokojnie na krześle. Wiedziała już o mnie więcej, niż bym chciała. „To jest...”
Ale podniosła rękę, przerywając mi. „Nie potrzebujemy historii. My wiemy”. W jej głosie kryło się dziwne rozbawienie, które nie pasowało do jej surowego wyglądu. „Twoja przeszłość… pokazuje siłę i odporność. Tego właśnie chcemy. Masz tę pracę”.
Powiedziała to tak swobodnie i rzeczowo, że na początku nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam. „Tak po prostu?”
Delikatny uśmiech przemknął w kąciku jej ust. „Tak po prostu”.
Z rzuconym bez tchu „Dziękuję, Iris”, które wciąż wisiało w powietrzu między nami, powstrzymałam napływające do oczu łzy. Udało mi się – ten nowy rozdział i początek, moja pierwsza praca, odkąd postanowiłam zostawić za sobą przeszłość, była oficjalnie moja.
„Chodź za mną, Sherry”, poinstruowała Iris, wstając. Moje ciało wciąż buzowało od tych wieści, a motyle w brzuchu szalały, gdy starsza kobieta ruszyła przodem.
Wyszłyśmy z biura, kierując się na rozległy teren posiadłości. Przed nami rozciągały się bujne zielone trawniki usiane pięknymi rabatami kwiatowymi i eleganckimi fontannami. Wielkość tej rezydencji wykraczała poza jej fizyczne cechy; w samą strukturę posiadłości wpisane było poczucie luksusu.
Po drugiej stronie wypielęgnowanego krajobrazu stał niewielki budynek, którego prosty urok potęgowała ekstrawagancja rezydencji. Iris poinformowała mnie, że domek gościnny będzie moim miejscem zamieszkania – moim i drugiego wybranego ochroniarza.
Klucz, który wręczyła mi Iris, wydawał się ciężki od odpowiedzialności, przypominając o życiu zawodowym, które właśnie zaczynałam. Kiedy jednak pchnęłam zniszczone drewniane drzwi, czekało mnie najbardziej zaskakujące odkrycie.
„Mick?”
Stał tam, a jego muskularna sylwetka odcinała się na tle popołudniowego światła. Jego obecności towarzyszyło znajome wrażenie, którego się nie spodziewałam. Ogarnęła mnie mieszanka zaskoczenia, ulgi, niepokoju i… szczęścia. Tajemnica jego zniknięcia z poczekalni została rozwiązana. Był tym drugim wybranym ochroniarzem. Sądząc po zaskoczonym uśmiechu na jego twarzy, wydawał się zszokowany równie mocno jak ja.
```
```














































