
Projekt hybryda 2: Polowanie na hybrydę
Autorzy
Jen Cooper
Lektury
898K
Rozdziały
52
Mackenzie i Ryken uciekli przed naukowcami miesiąc temu, ale w tym czasie ich sytuacja tylko się pogorszyła. On jest teraz żonaty z wilczycą ze stada Blood Moon, by móc zawrzeć sojusz. Ona jest niewolnicą w domu stada Storm Blood, a Cerberus planuje wykorzystać jej dziecko do zdobycia mocy. Ich jedynym celem jest ucieczka do frakcji i pokonanie Cerberusa, ale eksperymenty jeszcze się nie skończyły. Gdy groźne serum ujawnia ukryte prawdy, jedno staje się jasne: Ryken i Mackenzie może i wydostali się z Nexus, ale to dopiero początek…
Rozdział 1
Księga 2: Polowanie na hybrydę
RYKEN
„Pospiesz się” powiedziała cicho, jej oddech muskał moje usta, zanim mocno przycisnęła do nich swoje.
Zdarłem poszarpane ubranie z jej szczupłego ciała. Musiałem poczuć jej skórę na swojej.
„Zdejmij spodnie” powiedziałem, ściągając własne ubranie i zrzucając buty.
Pusta chatka na skraju terytorium stada Storm Blood była stara i zniszczona. W środku panował przenikliwy chłód. Nie było w niej nic poza kilkoma szorstkim kocami.
Ziemię pokrywały liście, które musiały padać przez dziurę w dachu. Przez otwór kapały też krople deszczu. Odsunąłem nasze ciała z ich zasięgu.
Upadliśmy na ziemię w uścisku, nasze usta pozostały złączone.
Moja skóra płonęła, mimo że powietrze wokół nas było zimne. Jej ciało drżało pod moim dotykiem. Z każdym naszym spotkaniem kochałem ją jeszcze bardziej.
„Mam tylko dziesięć minut, zanim będę musiała iść do kuchni przygotować kolację” powiedziała cicho.
„Ja jestem głodny teraz” odparłem. Przewróciłem nas, żeby oparła się plecami na kocach. Przesunąłem usta w dół jej ciała.
„Ryken” powiedziała miękko. Jej dłonie już były w moich włosach. „Nie mamy czasu”. Ale nie słuchałem jej.
Włożyłem usta między jej nogi, by zacząć lizać jej wilgotne wnętrze. Jęknęła, gdy dotknąłem językiem jej łechtaczki. Jej głos był ochrypły, bo starała się nie być zbyt głośna.
Trzymałem jej uda po obu stronach mojej głowy i kontynuowałem.
Smakowała naprawdę dobrze. Słodko i słono jednocześnie. Dlatego robiłem to tak często, jak tylko mogłem.
Przygryzła dłoń, gdy nie przestawałem. Jej uda drżały coraz mocniej. Wystarczyło kilka sekund, zanim całe jej ciało zatrzęsło się mocno. Poddała się rozkoszy, którą jej podarowałem.
Uśmiechnąłem się i wytarłem usta. Wspiąłem się na nią. Przeciągnąłem kutasa między jej wargami.
„Otwórz oczy, Kenz” powiedziałem cicho.
Jej oczy otworzyły się powoli. Spojrzałem w dół na ich niebieską głębię. Trudno było od nich oderwać wzrok. Pokazywały wszystko, co czuła. Były pełne żaru.
Rozłożyłem jej nogi szeroko, a następnie uniosłem jej udo, zanim w nią wszedłem.
Wypuściła długi oddech z głębi klatki piersiowej. Połączenie między nami aż paliło w środku.
Jaja mnie bolały, a mój kutas był twardy jak skała, gdy wbijałem się w nią.
Chciałem rozkoszować się tym uczuciem. Chciałem poświęcić jej czas. Ale nigdy nie było na to możliwości.
Mieliśmy tylko krótkie chwile. Chwile między moimi patrolami i obowiązkami. Chwile między jej grafikiem pracy. Miała zbyt dużo obowiązków, cały czas. Mój ojciec karał ją każdego dnia.
Ale została. Nigdy się nie poddała.
I zawsze spotykała się ze mną tutaj. Była gotowa karmić to, co między nami było, mając nadzieję, że któregoś dnia nasza więź wróci.
Pieprzyłem ją mocno, Pporuszając swoją długością wzdłuż jej ścian. Tak jakby odpowiednio mocny ruch miał przenieść naszą relację na głębszy poziom. Nigdy tak się nie działo. Ale próbowanie było przyjemne.
Owinęła nogi wokół mnie. Jęczała i ciężko oddychała, gdy znów ją całowałem.
Wydałem niski dźwięk, gdy wypychała biodra w moją stronę.
Usiadła, żeby mnie przytrzymać, gdy mocno się w nią wbijałem. Poruszaliśmy się szybko na zniszczonej, gnijącej podłodze.
To ani trochę nie było romantyczne miejsce. Ale spotykanie się z nią za plecami mojego ojca było niebezpieczne. To niebezpieczeństwo za każdym razem sprawiało, że oboje byliśmy podnieceni i spragnieni.
Zadrżała wokół mnie. Jej czarne włosy opadły na ramiona. Mocno zamknęła oczy.
Jej cipka zacisnęła się mocno na moim kutasie. Wydałem niski dźwięk. Ciasne uczucie na mojej długości sprawiło, że moje jaja zareagowały. Podciągnęły się. Rozkosz rosła we mnie.
Doszedłem z nią. Moje wytryśnięcie przetoczyło się przeze mnie w tym samym momencie, gdy i ją ogarnął orgazm.
Wbiła zęby w moje ramię. Jej ciche krzyki zostały zduszone przez moją skórę, gdy wtuliłem twarz w jej szyję. Wypełniłem ją swoim nasieniem.
Oddychała ciężko przy mojej skórze. Potem powoli się odsunęła. Położyłem ją z powrotem na podłodze. Pocałowałem ją delikatnie.
„Któregoś dnia, Kenzie” powiedziałem cicho.
Uśmiechnęła się. „Arlo uważa, że jest blisko. Po ostatnim razie moje znaczniki połączenia się w parę zmieniły się. Cokolwiek to znaczy”.
Odepchnęła mnie. Sięgnęła po ubranie. Skrzywiłem się niezadowolony i odwróciłem wzrok.
Bolało za każdym razem, gdy od razu się ubierała i odchodziła. Wiedziałem, że musi. Ale połączenie paliło. Chciałem się nią zaopiekować. Chciałem poświęcić czas, sprawiając, żeby czuła się kochana i wyjątkowa.
Więź zamrowiła na mojej skórze. Potarłem klatkę piersiową.
Coś się działo. To wystarczało, żeby udowodnić, że robimy właściwą rzecz.
Ona jednak nie pokazywała żadnych oznak, że czuje się inaczej. Jeśli też to czuła, ukrywała to.
Rozumiałem to. Wiedziałem, że stado bardzo utrudnia jej życie.
„Schudłaś” powiedziałem cicho. Spojrzałem na to, jak jej kości przeświecały przez skórę. Było tak samo jak wtedy, gdy pierwszy raz ją zobaczyłem w Nexusie.
„Spodziewałeś się czegoś innego?” powiedziała gniewnie. „Pomiot dostaje resztki. Ale z dzieckiem wszystko w porządku. Arlo dba o to”.
Dziecko.
To słowo bolało moje serce.
Była w ciąży.
A ja nie byłem z nią.
Słyszałem, jak wymiotuje każdego ranka przez metalową kratę, która oddzielała nasze pokoje w domu stada. Słyszałem, jak płacze w nocy. Słyszałem, jak walczy o przetrwanie każdego dnia. Ale nie chciałem, żeby musiała walczyć.
Nie wtedy, gdy powinna być moja. Nie wtedy, gdy nasze dziecko było w niej.
Ale nie byłem jeszcze wystarczająco silny.
Miałem tylko jedną szansę, żeby zawalczyć z moim ojcem. Musiałem się upewnić, że wykorzystam ją w dobrym momencie.
Trenowałem bardzo ciężko przez ostatni miesiąc. Jeśli nie byłem na siłowni, byłem na arenie. Walczyłem i budowałem siłę.
Ale to nie był jedyny problem.
Cecilia.
Stała się dla mnie największą udręką.
Jej ojciec był równie okrutny jak mój. Nie zawahałby się zabić mojej towarzyszki i mojego dziecka, gdybym próbował zerwać małżeństwo.
„Postaram się zdobyć dla ciebie więcej jedzenia. To trudne z moim ojcem i Cec…”
„Nie wymawiaj jej imienia. Taka jest zasada” powiedziała Kenzie gniewnie.
Przerwałem. Spojrzałem na moją towarzyszkę, gdy wciągałem własne ubranie. „Słyszałaś coś od frakcji?”
Wsunęła stopy w buty. „Arlo umówił spotkanie. Za dwa tygodnie. Spotykam się z jednym z ich wtyczek na terytorium stada Black Moon”.
Zastygłem. Mężczyzna? Sama w lesie z moją towarzyszką?
Głęboki gniewny dźwięk wydobył się z mojej klatki piersiowej. Zacisnąłem wargi. „Idę z tobą” powiedziałem.
Zaśmiała się zjadliwie. „Nie, nie idziesz. Powiedzieli, żebym przyszła sama”.
„I pozwolić ci być w pobliżu innego samca? Samej?” powiedziałem gniewnie.
Wzruszyła ramionami. „To ty jesteś żonaty, nie ja”. Jej słowa miały mnie zranić.
Gniewna mina się wyrysowała się na mojej twarzy. „Mój ojciec zagroził, że cię zabije, jeśli się z nią nie ożenię, Kenzie. Co miałem zrobić?”
Znów wzruszyła ramionami. Ale wiedziałem, że wciąż była bardzo zła z tego powodu. Nie obwiniałem jej. Gdybym zobaczył, jak ona wychodzi za mąż, nawet gdyby to było po to, żeby uratować moje własne życie, zachowałbym się znacznie gorzej niż ona.
„Niczego nie podpisałem, Kenzie. Natychmiast, gdy dowiedziałem się, że nosisz moje dziecko, odmówiłem” powiedziałem. Ale to tylko sprawiło, że jej gniewne, czerwone policzki stały się ciemniejsze.
„Wow, brawo, Ryken. Więc gdybym nie była w ciąży, w jakiej pozycji by mnie to stawiało?”
Nie ująłem tego właściwie. Miała na mnie taki wpływ. Wszystko miało sens w mojej głowie. Potem ona to wszystko mieszała.
Wypuściłem oddech, ale wciąż czułem napięcie. Wstałem. Wyciągnąłem rękę, żeby pomóc jej wstać. Nie wzięła jej. Wstała sama.
„Nie mówię nie podpisywaniu papierów, bo jesteś w ciąży, Mackenzie. Mówię nie, bo Cerberus stracił nade mną władzę. Nie zabije cię teraz. Nie wtedy, gdy nosisz w sobie prawdziwego dziedzica Storm Blood”.
Spojrzała w stronę drewnianych ścian. Potem wypuściła oddech i skinęła głową. „Wiem. Po prostu coraz trudniej jest widzieć cię z nią. Z nimi”.
Przyciągnąłem ją do siebie. Trzymałem ją blisko, gdy wdychała mój zapach. To sprawiało, że jej mdłości się zmniejszały. Dałem jej wiele moich koszul z tego powodu. Ale to nie było to samo, co gdy byliśmy razem.
Jej energia wydawała się spokojna. Jakby wiedziała, że więź między nami wciąż jest.
Jakby mogła poczuć połączenie, które mój ojciec odciął, gdy byliśmy tylko dziećmi.
Złapałem Mackenzie jeszcze mocniej, a ta zamknęła oczy przy mojej klatce piersiowej.
„Mogę rzucić mu wyzwanie. Jeśli tego chcesz?” powiedziałem.
Szybko potrząsnęła głową. „Nie. Nie, dopóki nie będziesz wystarczająco silny. Zabije cię, jeśli nie będziesz” powiedziała cicho. Zadrżała. Jej palce mocno trzymały moją koszulę.
„To byłoby łatwiejsze niż to, co mamy teraz”.
Wtedy się odsunęła. Spojrzała na mnie. „Musimy to zrobić dobrze. Chcę, żeby zapłacił za to, co zrobił, co robi. Nie możemy działać pochopnie”.
Wiedziałem, że ma rację. Ale trudno było to słyszeć. Zwłaszcza gdy traciła na wadze. Miała ciemne kręgi pod oczami. Jej skóra stawała się blada.
„Coraz trudniej jest czekać” powiedziałem, patrząc na nią.
Uśmiechnęła się. Pochyliła się, żeby pocałować mnie delikatnie. „Wiem. Ja też to czuję. Za każdym razem, gdy widzę, jak siedzisz z nią przy kolacji, na wydarzeniach. Nie mogę znieść, gdy cię dotyka. Wiem, że nic nie mogę zrobić”.
Pocałowałem ją głębiej. Mój język musnął jej wargi. Potem wsunął się między nie.
Poruszałem ustami z jej ustami. Moja dłoń trzymała bok jej twarzy, gdy oddychała przy mnie.
„Jestem twój, Mackenzie. Nieważne, ile razy mnie dotknie, nigdy mnie w sobie nie będzie miała. Obiecuję ci” powiedziałem przy jej ustach. Potem pocałowałem ją znowu.
Odpowiedziała na mój pocałunek i pogłębiła go. Poruszała językiem z moim, gdy trzymałem ją przy sobie.
Uniosłem ją na swoją talię i przycisnąłem nas do ściany, żeby być bliżej niej.
Wydała dźwięk, gdy przesunąłem dłonią wzdłuż jej uda i ścisnąłem jej zgrabny tyłek.
Chciałem wziąć ją znowu, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
Sekundę później się otworzyły.
Odwróciłem się szybko. Warknąłem gniewnie na osobę wchodzącą.
„Twój ojciec cię szuka” powiedział Viking. Nie pokazał żadnego strachu przed moimi gniewnym zębami.
„Jak długo?” zapytałem.
Głos Vikinga się obniżył. „Już torturuje ludzi w miejscu, w którym ostatnio cię widziano”.
„Kurwa” powiedziałem gniewnie. Odwróciłem się do Kenzie.
Już postawiła z powrotem swoje mury. Jej spojrzenie było bezwzględne, gdy patrzyła na mnie. „Idź. Nie mogę stracić tego czasu z tobą. Jeśli się dowie…” Potrząsnęła głową. Wiedziałem, co miała na myśli.
Jeśli dowie się, że się widujemy, zamknie nas oboje. Nigdy nie odzyskamy naszej więzi.
Arlo nie sądził, że wróci. Ale pomagał nam próbować. Czas, który spędzaliśmy razem, pomagając połączeniu, wydawał się coś dawać. Ale nie miałem pojęcia, czy to przywróci pełną więź, czy nie.
Mimo to musieliśmy próbować. A to oznaczało znajdowanie czasu razem, nawet jeśli narażało to nasze życie.
Odsunąłem się od Kenzie. Postawiłem ją na ziemi. Pocałowałem jej policzek. Potem odwróciłem się do Vikinga. Rzucił mi małą butelkę.
Odkręciłem nakrętkę i wypiłem to, co było w środku. Smakowało naprawdę okropnie. Warknąłem gniewnie, gdy schodziło w dół.
Ból chwycił każdą część mojego umysłu. Zacisnąłem mocno zęby i zamknąłem oczy.
Bolało bardzo. Ale było potrzebne.
Trzymało mnie z dala od połączenia umysłowego przez pół godziny, którą spędzałem z Mackenzie. Sprawiało, że czas spędzony z nią był wypalony z moich wspomnień, więc nie można go było zobaczyć.
To było kolejne niebezpieczeństwo. Mogło zaszkodzić postępom, które poczyniliśmy. Ale jak dotąd nie widzieliśmy żadnych złych skutków. Musiałem mieć nadzieję, że to był dobry znak.
„Do zobaczenia wkrótce” powiedziałem Kenzie. Wyszedłem z chatki z Vikingiem. Spojrzałem przez ramię, gdy wychodziłem. Żałowałem, że to zrobiłem.
Miała łzy w oczach, gdy patrzyła, jak odchodzę. Wiedziałem, że będzie płakać, jak tylko zniknę. Zawsze tak robiła.
To mnie łamało. Ale musiałem pozostać silny. Oboje musieliśmy.
Nie tylko dla siebie – dla naszego dziecka.
Nie mogliśmy jeszcze przejąć stada. Nie mogliśmy wychowywać naszego dziecka, uciekając.
Nie mieliśmy więc wyboru. Musieliśmy przetrwać.
Podobne książki
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników












































