
Broń i opłaty
Autorzy
H. F. Perez
Lektury
4,2M
Rozdziały
34
Zakupy przez witrynę
Beau
Ech! Kolejny nudny weekend.
Przez dwa tygodnie chodziła po barach i nadal nic nie znalazła.
Żadnych emocji. Żadnej iskry. Żadnego nagłego zainteresowania.
Mężczyźni albo nie interesowali się kobietami, albo byli nieuprzejmi. Albo jedno i drugie.
Bycie 23-letnią, nieśmiałą dziewczyną bez doświadczeń w sypialni było strasznie frustrujące.
Chciała po prostu mężczyzny, który by jej się podobał i pomógł jej stracić dziewictwo.
Skrzywiła się. Brzmiała jak licealistka na imprezie.
Ale naprawdę. Czy to było aż tak wiele? Wiele dziewczyn robi to w noc po studniówce.
Nie była szczególnie piękna, ale też nie brzydka. Po prostu trochę wybredna.
Kto by nie chciał przystojnego faceta na swój pierwszy raz?
I oczywiście nie była głupia. Ani trochę.
Nie chciała przypadkowego kolesia ani jakiegoś podejrzanego typa z San Francisco, który by ją wykorzystał.
Nie chciała też nikogo poznawać przez internet.
I skończyć ze starym dziadem udającym gwiazdę filmową. To się kiedyś zdarzyło.
Wzdrygnęła się na tę myśl. To nie było miłe wspomnienie.
Chciała, żeby to się stało na jej warunkach.
To był główny powód, dla którego tu była, rozglądając się. Badając teren.
Nowy bar, który postanowiła sprawdzić tego sobotniego wieczoru, był elegancki.
Najwyraźniej wszyscy bogaci i sławni ludzie wybrali to samo miejsce.
To wyglądało obiecująco. Miała nadzieję.
Czuła się nawet ładna w swojej szarej sukience od Versace. Kupionej specjalnie, by przyciągać mężczyzn.
Podkreślała jej figurę, talię i nogi. Wszystko, co miało zwrócić uwagę facetów.
Jeszcze na studiach próbowała przespać się ze sportowcem. Facet był wysportowany i przystojny.
Mimo że nic do niego nie czuła, powiedziała sobie, żeby po prostu to zrobić. Zrobiła to i nie przestała.
Z oczami wpatrzonymi w świecące w ciemności gwiazdki na suficie swojego pokoju, ze sportowcem między nogami próbującym założyć gumkę, czekała. I czekała.
Potem nic się nie stało.
Kiedy spojrzała w dół, on już skończył, dochodząc w prezerwatywie. Kazała mu wyjść, czując większy wstręt do siebie niż do niego.
Następnego dnia wszyscy w szkole wiedzieli i nazywali ją zimną suką.
Nigdy więcej nie próbowała zrobić tej żenującej rzeczy. Miała lepsze rzeczy do roboty.
Co też zrobiła.
Kiedy skończyła szkołę, nigdy nie była z siebie bardziej dumna.
Praca na własny rachunek była jej żywiołem. Była swoim własnym szefem. Wszystko, co musiała zrobić, to skończyć robotę na czas i tyle.
Aż do kilku tygodni temu.
Bycie singielką i samotną sprawiło, że poczuła się... samotna. Może.
Może mogłaby mieć własne dziecko...
Nie, nie chciała związków i idealnych domów. Tylko dziecko. Czemu nie?
Mieszkała w małym, ładnym domu.
Mimo że dorastała głównie sama, wiedziała, że mogłaby być świetną mamą.
Wiedziała, że to trochę podłe wykorzystać faceta, ale znowu, czemu nie? Faceci wykorzystywali kobiety z tego samego powodu.
Cholera! Dość tego smętnego nastroju. Potrzebowała faceta.
Konkretnie penisa. I w końcu faceta, który da jej dziecko.
I naprawdę potrzebowała poczuć tę niesamowitą przyjemność, o której czytała tylko w książkach.
Miała nadzieję, że to się stanie dziś wieczorem, kiedy mogła zajść w ciążę. Albo będzie musiała to wszystko powtórzyć w przyszłym miesiącu.
Szybko rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu. Nic. Wzdychając ciężko, odwróciła się, by spojrzeć na przystojnego barmana.
– Kolejny drink, pani...? – zapytał.
Zauważyła, że był zainteresowany. Flirtował od chwili, gdy weszła.
Posyłając mu delikatny uśmiech, skinęła głową. – Suche martini, poproszę.
Rzadko piła, ale potrzebowała trochę odwagi. Nie dla barmana, ale dla kogokolwiek, kto by jej się spodobał.
Żeby upewnić się, że nie pomyśli, że jest nim zainteresowana, odwróciła się, by znów spojrzeć na ciemne pomieszczenie.
Miejsce było pełne. Faceci w casualowych ciuchach. Kobiety ubrane skąpo, rzucające uwodzicielskie spojrzenia.
Niektórzy tańczyli. Niektórzy ze swoimi wybrankami na tę noc.
Dobrze dla nich.
Beau miała właśnie zamówić kolejnego drinka, gdy ktoś przy drzwiach przykuł jej uwagę.
Jej usta się otworzyły i zamrugała.
Wow! Wyglądał jak bóg. Bardzo pewny siebie, jakby był właścicielem tego miejsca.
Bardzo wysoki i umięśniony w swoim czarnym, eleganckim garniturze.
Jego idealnie dopasowany garnitur opinał jego ciało, podkreślając nogi, wąską talię aż po szeroką klatkę piersiową i szerokie ramiona.
Jej oczy rozszerzyły się, gdy dotarły do jego silnej szczęki, prostego nosa i intensywnego spojrzenia, wzięła ostry wdech.
Poczuła mrowienie na całej swojej nagle pobudzonej skórze. Był tak niewiarygodnie przystojny, że zapierał dech w piersiach.
Nie zdawała sobie sprawy, że otwarcie się na niego gapi, dopóki ich oczy nie spotkały się przez pokój.
Przez chwilę wszyscy inni zniknęli i byli tylko oni dwoje.
Jego ciemnoszare oczy patrzyły twardo. Jego szczęka była napięta.
Jej policzki zaczerwieniły się ze wstydu.
Przyłapał ją na gapieniu się na niego i nie wydawał się tym zachwycony, jego dezaprobata docierała do niej przez pokój.
Pierwszy facet, który naprawdę jej się spodobał, a on jej nie chciał. Co do cholery! Życie było takie niesprawiedliwe.
Kogo ona oszukiwała? Facet taki jak on mógł mieć każdą laskę, jaką chciał.
Faceci tacy jak on musieli tylko pstryknąć palcami, a kobiety przybiegały.
I to zdecydowanie nie było dla niej. Nie była aż tak zdesperowana. Jeszcze.
Postanowiła zostać jeszcze kilka minut, a potem wrócić do domu. To i tak był głupi pomysł.
Zmarnowała dwa weekendy, kiedy mogła zarabiać więcej kasy.
Tak. Czas wyjść i zapomnieć, jak bardzo spodobał jej się ten facet.
Gdyby tylko. Mentalnie potrząsnęła głową i zacisnęła szczękę.
Czując się przygnębiona, przesunęła się w ciemny kąt parkietu, blisko wyjścia.
Wiedziała, jak nie wyglądać na zawstydzoną. Jeden taniec i pożegna się z tym miejscem.
Ciesząc się muzyką, tańczyła swobodnie. Z zamkniętymi oczami, poruszając biodrami. Jego twarz wciąż pojawiała się w jej umyśle.
Boże! Odejdź!
Próbowała myśleć o innych rzeczach, żeby uniknąć patrzenia na niego ponownie. To nie działało.
Naprawdę chciała tego faceta. Poważnie. Było w niej silne pragnienie, którego nie mogła zignorować.
Jej nogi zacisnęły się. Wiedziała, że jest mokra tam na dole.
Muzyka miała się zaraz skończyć, a ona postanowiła wyjść.
Sapnęła głośno, gdy jej plecy zostały przyciągnięte do twardego ciała, silne dłonie na jej biodrach, prowadzące jej ruchy.
Całe jej ciało zesztywniało. Nikt jej nie dotykał bez jej zgody.
Ciepły oddech musnął jej skórę, gdy mężczyzna za nią pochylił głowę, by pocałować jej szyję, a potem ją polizać.
Zadrżała.
– Tańczysz dla mnie, moja miłości? – szepnął, jego usta poruszały się na jej rozgrzanej skórze.
O Boże. To on.
Wiedziała, że to on. Nie musiała się odwracać, żeby to sprawdzić. Po prostu wiedziała.
– Hmm... kot ci język zjadł, kochanie?
Musiała być pewna siebie. Beau. To była jej jedyna szansa, żeby się z nim przespać. Odchrząknęła.
– A co, jeśli tak? Tańczę dla ciebie.
Jej głos był bardzo cichy.
Przyciągnął ją bliżej, aż poczuła jego twardego penisa przyciskającego się do jej dolnej części pleców. Odpowiedziała, poruszając biodrami.
Powiedział coś w języku, którego nie znała, a potem wydał z siebie głęboki dźwięk. Dobrze. Czuł to samo, co ona.
– Kurwa! Chcę cię.
Jego głos był szorstki z pożądania.
Poprowadził ją głębiej w ciemny kąt, by mieli trochę prywatności. Tym razem stała twarzą do niego.
Bez przestrzeni między nimi, spojrzał na nią z góry, jego oczy przeszukiwały jej. Jego oczy wciąż były jasne, pełne pożądania.
Powoli owinęła ramiona wokół jego szyi, przyciągając go w dół; był wysoki, nawet gdy miała na sobie wysokie obcasy.
Wydawało się, że zrozumiał, czego chciała, bo chwycił jej pośladki w dłonie, by podciągnąć ją do góry, przyciskając ich ciała do siebie, zanim jego usta zderzyły się z jej z głodem.
Połknął jej jęk, jego język badał jej usta.
Ona również się nim delektowała, ssąc jego język, smakując nutę wódki. Był bardziej ekscytujący niż jakikolwiek drink.
Odpowiedział na jej pasję, ocierając swojego twardego penisa o jej brzuch, podczas gdy jego dłonie masowały jej biodra i pośladki.
Gorący pocałunek trwał, dopóki nie musieli się od siebie oderwać, by zaczerpnąć powietrza.
Oboje ciężko oddychali, ich klatki piersiowe unosiły się i opadały, jej piersi przyciśnięte do jego twardej klatki piersiowej, wciąż złączeni, bez zamiaru rozdzielenia się, dopóki ich pragnienie siebie nawzajem nie zostanie zaspokojone.
– Ja... – Odchrząknęła, po czym kontynuowała. – Chcę cię.
Jej głos był bardzo cichy, ale on ją usłyszał.
– Możemy...
Miała zasugerować, żeby poszli gdzieś na osobność, ale on potrząsnął głową.
Czy zmienił zdanie? Musiał zauważyć jej rozczarowanie, bo jego twarz złagodniała.
– Nie tutaj, kochanie. Mój hotel. Chcę się z tobą kochać całą noc. I nie chcę, żeby ktokolwiek inny widział twoje piękne ciało.
Boże! Ten sposób, w jaki mówił.
Skinęła głową, świadoma, że jej policzki są czerwone. Dzięki Bogu, światła były przyciemnione. To nie był czas na nieśmiałość.
Ku jej zaskoczeniu, podniósł ją na swoje silne ramiona, niosąc ją do tylnego wyjścia z baru.
Wydawał się wiedzieć, co robi. To było dziwne, że mu ufała, ale tak było.
Ignorując zazdrosne spojrzenia innych kobiet, trzymała się jego szyi, jej policzek spoczywał na jego szerokiej piersi.
Czuła się, jakby wygrała na loterii tej nocy.
Chłodne nocne powietrze dotknęło jej skóry; zadrżała. Przytulił ją mocniej, dzieląc się swoim ciepłem.
Beau zamknęła oczy, ciesząc się jego siłą.
Krzyknął rozkazy po rosyjsku. Natychmiast drzwi samochodu otworzyły się przed nimi, a on delikatnie posadził ją na czarnym skórzanym siedzeniu, po czym usiadł obok niej, przyciągając ją bliżej swojego ciała.
– Zamknij przegrodę, Dmitry.
Jego głos był tak rozkazujący i głęboki, że zadrżała z podniecenia.
Musiał to zauważyć, bo posadził ją na swoich kolanach.
– O Boże! – Krótka sukienka, którą miała na sobie, podwinęła się do bioder, co wykorzystał, ściskając jej pośladki okryte cienką, jedwabną czerwoną koronkową bielizną.
Z przodu nie było lepiej. Jego gruby penis, ukryty pod spodniami, był przyciśnięty do jej mokrej bielizny, która ledwo zakrywała jej intymne miejsce.
– Mam na imię Dominic, kochanie. Krzycz moje imię, gdy będziesz dochodzić.
Teraz, gdy byli sami, ich pocałunek był dziki. Bardziej zdesperowany.
Delikatnie przygryzał jej wargi, jego język poruszał się w jej ustach. Jego ręce też były zajęte.
Pokazał jej, jak się poruszać na nim, mimo że wciąż byli w pełni ubrani.
To trwało i trwało. Sprawiając, że traciła rozum.
Zaprotestowała, gdy się odsunął. – Jesteśmy na miejscu, kochanie.
Uśmiechnął się. Nawet nie zauważyła, że dotarli do hotelu.
Wyszedł pierwszy, potem, jak dżentelmen, pomógł jej wysiąść z samochodu.
Jednak jak tylko jej stopy dotknęły ziemi, znów wziął ją na ręce.
Ignorując gapiących się ludzi, nawet nie zatrzymał się przy recepcji, idąc prosto do prywatnej windy, gdzie mężczyzna cały na czarno trzymał dla nich otwarte drzwi.
Trzech mężczyzn weszło za nimi do środka, co ją zdenerwowało.
Miała nadzieję, że nie popełniła błędu. Nie chciała nikogo innego, tylko jego.
Musiał wyczytać to z jej twarzy. Jego twarz stwardniała.
– Nigdy cię nie skrzywdzę ani nie podzielę się tobą z nikim, moja miłości. Jesteś moja i tylko moja.
W jego szarych oczach płonął ogień, który pokazywał, że mówi prawdę.
Uśmiechnęła się do niego lekko, dając mu znać, że mu ufa - mimo że brzmiało to szalenie.
Dźwięk windy powiedział jej, że są na jego piętrze. Jego ludzie przytrzymali drzwi, ale nie poszli za nimi.
Dominic niósł ją do jedynych podwójnych drzwi na piętrze. Miejsce wyglądało jak bardzo luksusowy apartament.
Jego ludzie skinęli głowami, zostawiając ich samych.
Dominic poprawił ją w ramionach, żeby móc przyłożyć dłoń do skanera, wpuszczając ich do swojego pokoju.
Poszedł prosto do swojej eleganckiej sypialni o męskim wystroju. Nie miała szansy przyjrzeć się reszcie miejsca.
Boże! To jest to.












































