
Za Zasłonę: Król Chimer
Autorzy
K.D. Peters
Lektury
160K
Rozdziały
51
Rozdział 1
Król Chimer
„Yana…”
Głos wyrwał mnie ze snu. Zamrugałam, patrząc na postać stojącą obok mojego łóżka. Było późno, a pokój tonął w mroku. Miałam zaledwie siedem lat. Obudziło mnie niepokojące uczucie, że nie jestem sama. Mój dziecięcy umysł natychmiast podsunął mi najgorsze możliwe scenariusze.
Jednak żaden z wymyślonych przeze mnie potworów nie przypominał istoty, która teraz stała przede mną. Miał głęboki głos, co sugerowało, że jest mężczyzną, ale jego wygląd wcale nie był ludzki. Był wysoki i spowity w ciemnościach. Jego blada twarz była ledwie widoczna spod ciemnego kaptura.
Jego oczy były czarne jak sama noc i zdawały się przewiercać mnie na wylot. Mimo opowieści o potworach, które słyszałam, wcale się go nie bałam. Zamiast tego poczułam dziwną ciekawość i nowe, nieznane mi dotąd uczucie.
Musiałam się do niego odezwać. „Czym jesteś?” – zapytałam szeptem.
Mówiłam cicho, częściowo z dezorientacji, a częściowo dlatego, że nie chciałam obudzić rodziców. Nasz dom był mały, ściany cienkie, a mój ojciec miał bardzo płytki sen z powodu wojny.
„Możesz myśleć o mnie jak o posłańcu” – odpowiedział. Jego usta się nie poruszały, ale wyraźnie słyszałam każde słowo. „Jesteś tak nieustraszona, jak się spodziewałem. To daje mi nadzieję na to, co ma nadejść”.
Przechyliłam głowę zdezorientowana. „Nie rozumiem. O czym ty mówisz? Kim jesteś?”
„Jak już powiedziałem, jestem posłańcem”. Zanim mówił dalej, zdawał się zerknąć w stronę drzwi sypialni. „Musisz mnie uważnie wysłuchać. Twoim przeznaczeniem nie jest pozostanie tutaj. Kiedy nadejdzie czas, powinnaś podążać za swoim instynktem, aby wszystko potoczyło się tak, jak powinno”.
„Czy to znaczy, że zamierzasz zabrać mnie od mamusi i tatusia?” – zapytałam, a mój głos lekko drżał.
„Wcale nie”. Chuda, czarna dłoń spoczęła na mojej głowie, a ja miałam wyraźne przeczucie, że on się uśmiecha. „To ty poskromisz jego serce, a my będziemy o krok bliżej naszego celu”.
To spotkanie pozostało w mojej pamięci nawet dwanaście lat później, kiedy siedziałam na miękkiej trawie w lesie. Często przychodziłam tu medytować, a moje myśli znowu powędrowały do tamtej nocy. Wspomnienie było mgliste, jak sen, ale wywarło na mnie niezatarte wrażenie.
Powoli otworzyłam oczy, chłonąc dźwięki i zapachy lasu. To był mój azyl, moje spokojne miejsce, odkąd ojciec i ja przeprowadziliśmy się w te okolice. Przez lata byliśmy uchodźcami, a śmierć mojej matki w tamtym czasie odcisnęła na nas swoje piętno.
Nasza nowa wioska była dla nas szansą, by w końcu się ustatkować, nawet jeśli życie w domu nie było tak spokojne, jak miałam nadzieję. Ojciec ma swoje demony – przypomniałam sobie. Pije, żeby zapomnieć, chociaż to najgorszy sposób radzenia sobie z problemami.
Wstałam, otrzepując spódnicę i odgarniając długie, ciemne włosy na ramię. Popołudnie dobiegało końca, a ja musiałam wracać do domu, by przygotować kolację. Zawsze istniała szansa, że ojciec wróci i będzie chciał coś zjeść.
Las był ogromny i piękny, ale też spowity tajemnicą. Mieszkańcy wioski ostrzegali mnie, bym trzymała się od niego z daleka. Twierdzili, że to mistyczne miejsce zamieszkane przez duchy.
„Strzeż się lasu” – ostrzegali. „To dom duchów, a jeśli zapuścisz się zbyt głęboko, zabiorą cię ze sobą”.
Ale ich ostrzeżenia mnie nie przerażały. Nie po tamtej nocy. To wspomnienie było jednym z powodów, dla których tu przychodziłam. Najpierw po to, żeby odkrywać, a potem – żeby medytować. Chciałam zrozumieć, co tamto stworzenie próbowało mi przekazać.
Byłam pewna, że on istniał naprawdę, nawet jeśli nikt inny mi nie wierzył. Zanim moja matka odeszła, błagała mnie, abym nigdy więcej o nim nie wspominała. Szłam przed siebie jeszcze przez chwilę, aż w końcu znalazłam zwalony pień, na którym mogłam usiąść.
Spojrzałam w górę, podziwiając wysokie korony drzew nade mną. Niebo było pochmurne i szare, a powietrze chłodne i rześkie, ale wszędzie wokół widać było oznaki wiosny. Liście i trawa miały żywy, zielony kolor, a las tętnił życiem różnych zwierząt i owadów.
Kiedy to wszystko chłonęłam, to życie wydawało mi się nieco obce. Trudno mi było pojąć, że świat wciąż może być piękny po tym wszystkim, co przeszłam. Część mnie pragnęła zostać tu na zawsze i już nigdy nie wracać do tego ponurego, małego domu.
Gdybym mogła zostać w tym spokojnym lesie na zawsze, zrobiłabym to bez wahania. Nagle coś mignęło mi kątem oka i przykuło moją uwagę. Odwróciłam głowę w lewo, w pełni spodziewając się zobaczyć jelenia lub inne leśne zwierzę.
Ale niczego tam nie było. Zamiast tego wyglądało to tak, jakby w oddali unosiły się znikające iskry. Ciekawość zawsze była moją słabością, więc bez wahania wstałam, żeby to sprawdzić.
Nie słyszałam żadnych dźwięków, które sugerowałyby, że jest tu ze mną ktoś jeszcze. Co mogło to spowodować? Ślad tych iskier prowadził w głąb lasu, z dala od ścieżki. Nie zastanawiałam się ani chwili i ruszyłam za nimi. Byłam pewna, że znajdę drogę powrotną.
Przychodziłam tu z ojcem, odkąd byłam małą dziewczynką, a on nauczył mnie wszystkiego, co musiałam wiedzieć o tym lesie. Ale nigdy wcześniej nie widziałam niczego podobnego do tych iskier. Tak najlepiej mogłam je opisać, kiedy podążałam ich śladem między drzewami.
Wyglądały jak jasne, pomarańczowe kule światła, przypominające żarzące się węgle z ogniska. Najdziwniejsze było to, jakby coś zostawiało je za sobą. Zatrzymałam się w miejscu, przypominając sobie opowieści o tym lesie, które słyszałam w dzieciństwie.
Nie raz ostrzegano moich rodziców przed niebezpieczeństwami tego miejsca. Twierdzono, że ten las jest przeklęty. Ludzie wchodzili do niego i znikali. Inni mówili, że widzieli w nim dziwne stworzenia. Wierzyli, że mogły to być dżiny lub inne demony.
Oczywiście, mój ojciec zawsze ignorował te opowieści. Nie wierzył w nic takiego. Wielokrotnie mi powtarzał, że to tylko stare legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie, żeby powstrzymać dzieci przed oddalaniem się od domu i zgubieniem się.
Ja też nigdy nie widziałam tu niczego niezwykłego, więc mu uwierzyłam. Przynajmniej do teraz. Rozejrzałam się wokół i zauważyłam, że w lesie zaczyna robić się ciemno. Byłam tu już dość długo, więc słońce musiało zachodzić.
Najlepiej będzie, jeśli zacznę wracać do domu. Odwróciłam się, próbując wrócić po własnych śladach na ścieżkę. Ale im dalej szłam, tym bardziej czułam się zagubiona. Czy gdzieś źle skręciłam? – zastanawiałam się. Myślałam, że szłam prosto!
Przyspieszyłam kroku. Gałązki i zarośla chrzęściły pod moimi stopami, gdy biegłam. Zaczynałam panikować. Świadomość, że mogłam się zgubić, całkowicie pochłonęła moje myśli.
To było naprawdę bardzo złe. Musiałam się stąd wydostać, zanim zapadnie zmrok. Jeśli mi się nie uda, mogę już nigdy stąd nie wyjść.
Wilki prawdopodobnie by mnie dopadły!
Nagle grunt pode mną opadł, a ja straciłam równowagę i poleciałam do przodu. Udało mi się zamortyzować upadek rękami. Straciłam na chwilę dech, a ostre kawałki ściółki wbiły mi się w dłonie. Zostałam na czworakach. Próbowałam złapać oddech i rozpaczliwie starałam się uspokoić.
Panikowanie w niczym nie pomoże. Musiałam zwolnić i pomyśleć.
Dziwne, ale kiedy tak siedziałam, wszystko wokół stawało się jaśniejsze i cieplejsze. Powoli uniosłam głowę i zobaczyłam jasne światło słoneczne, które przebijało się przez korony drzew dookoła mnie.
Co tu się właściwie dzieje? To nie wygląda jak las, w którym byłam!
Wszystko wokół mnie było o wiele bardziej wyraziste niż wcześniej. Pnie drzew były ciemniejsze, a trawa i liście miały głębszy odcień zieleni. Nawet dzikie kwiaty miały żywe kolory bieli, żółci i czerwieni.
Powoli wstałam. Rozejrzałam się wokół, próbując to wszystko zrozumieć. To nie mógł być ten sam las, w którym byłam wcześniej. To było po prostu niemożliwe.
Cokolwiek to było, coś tu nie grało. Musiałam wymyślić, jak wrócić do domu.
Po chwili namysłu postanowiłam ruszyć z powrotem w kierunku, z którego przyszłam. Choć trudno było uwierzyć, że jakimś cudem trafiłam do innego świata, nie mogłam wykluczyć takiej możliwości.
Jeśli tak się stało, to może uda mi się znaleźć miejsce, w którym tu weszłam, i wydostać się z powrotem.
Kiedy cicho stąpałam, świat wokół mnie był upiornie cichy. Nie ćwierkał ani jeden ptak, nie słyszałam też szelestu zwierząt w zaroślach. Ta cisza była niepokojąca i nienaturalna.
Szłam dalej przez kilka minut, ale nie widziałam niczego niezwykłego. W moim wnętrzu znów zaczęła narastać panika.
Jak miałam uciec z tego miejsca?
Nagle dźwięk miażdżonych liści zatrzymał mnie w miejscu. To był wyraźny odgłos kroków, który echem roznosił się po lesie. Zaczęłam rozglądać się wokół. Miałam nadzieję, że wreszcie zobaczę innego człowieka. Moje serce jednak zamarło, gdy zauważyłam postać stojącą około trzech metrów ode mnie.
Postać była spowita w długą, ciemnoczerwoną pelerynę z kapturem, która ukrywała jej rysy twarzy. Nie potrafiłam nawet rozpoznać jej płci, choć wzrost sugerował, że może to być mężczyzna.
Odwróciłam się gwałtownie. Zdałam sobie sprawę, że wśród drzew czai się więcej postaci podobnych do tej pierwszej. Ogarnął mnie strach. Rzuciłam się do ucieczki, biegnąc przez las w desperackiej próbie ratunku.
Czy to demony? – pomyślałam, a moje myśli pędziły jak szalone. Czy zamierzają mnie złapać i zabić?
Dziwny dźwięk rozległ się z góry. Zatrzymałam się z poślizgiem, gdy coś wylądowało prosto na mojej drodze. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię. Spojrzałam w górę na postać, która blokowała mi drogę. Byłam w całkowitym szoku.
Przypominał młodego mężczyznę, ale wyraźnie był czymś zupełnie innym. Był wysoki i barczysty, ubrany w ciemne spodnie i białą koszulę. Jego skóra miała kremowy odcień, a blond włosy opadały mu na czoło i okalały twarz.
Jego ciemne oczy były przenikliwe, kiedy mi się przyglądał. Ale na tym kończył się jego ludzki wygląd. Żółte i czarne paski zdobiły jego szyję i dłonie, a z głowy wyrastały mu czarne czułki. Z jego pleców wystawały przezroczyste skrzydła, teraz złożone, ponieważ właśnie wylądował.
„Cóż my tu mamy?” – mruknął w zamyśleniu, a w jego głębokim, aksamitnym głosie słychać było nutę rozbawienia. „Wygląda na to, że ludzkiej dziewczynie udało się przedostać na tę stronę. To bardzo dziwne. Nie zdarzyło się to od wieków”.
Zaczęłam się cofać, ale zamarłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że otoczyły nas postacie w pelerynach. Strach sprawiał, że trudno było mi oddychać.
„G-gdzie ja jestem?! C-czym wy jesteście?!” – wyjąkałam.
Stworzenie przede mną westchnęło, opierając dłoń na policzku.
„Co by tu zrobić? Co zrobić? Nie mogę cię tu tak po prostu zostawić. Zawsze mogę wymazać ci z pamięci to miejsce, kiedy już odeślę cię do twojego świata” – rozmyślał na głos.
Jedna z postaci w kapturach podeszła do niego, szepcząc coś. Głos był wyraźnie męski.
„Wybacz mi, panie Ramone, ale obecnie nie jesteśmy w stanie pomóc. Brama jest zamknięta i nie reaguje” – poinformował go cicho.
„O rany” – westchnęło stworzenie, najwyraźniej mające na imię Ramone.
Cofnęłam się o krok. „Błagam, nie zabijajcie mnie! Nie chciałam tu przyjść! Chcę tylko wrócić do domu!” – błagałam.
„Spokojnie. Nie dajmy się ponieść emocjom” – zganił mnie Ramone. Kucnął, żeby zrównać się ze mną wzrokiem, choć nie podszedł bliżej. „Nikt nie zamierza cię skrzywdzić. Rozumiemy, że nie chciałaś tu trafić. Problem w tym, jak odesłać cię z powrotem”.
Przerwał, głęboko zamyślony. „Zakładam, że nie zaszkodzi się tobą zaopiekować, dopóki tego nie rozwiążemy. Nie sądzę, by Lord Merrick miał coś przeciwko”.
„Lord Merrick?” – powtórzyłam.
„Jest władcą tych ziem. Wszyscy przed nim odpowiadamy”. Ramone wstał, wyciągając do mnie rękę. „Nazywam się Ramone i jestem magiem Lorda Merricka. Proszę, nie bój się. Zabiorę cię do pałacu, gdzie będziemy mogli zapewnić ci bezpieczeństwo, dopóki nie będziemy w stanie odesłać cię do twojego świata”.
Odsunęłam się od niego i szybko zerwałam się na równe nogi.
„Nie ma mowy! Jeśli chcecie, żebym wróciła do domu, to zabierzcie mnie tam od razu!” – zażądałam.
Ramone zdawał się być niewzruszony moim wybuchem. Zanim się zorientowałam, podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię. Szarpałam się, ale to było daremne. Niezależnie od tego, jak bardzo kopałam i wierzgałam, jego uścisk pozostawał mocny.
„Uspokój się. Powiedziałem, że zabiorę cię do domu, kiedy tylko będę mógł, ale na razie musisz zostać tutaj” – powiedział, a jego głos był opanowany i spokojny.
Jego skrzydła się rozłożyły i wzbiliśmy się w niebo. Kiedy zorientowałam się, jak wysoko jesteśmy, przylgnęłam do jego koszuli, zamykając mocno oczy ze strachu.
Lot wydawał się ciągnąć w nieskończoność, a w mojej głowie kłębiły się myśli. Byłam uwięziona w tym dziwacznym świecie, a on nie był gotowy, by pomóc mi w ucieczce.
W końcu zaczęliśmy opadać. Jego lądowanie na ziemi było łagodne niczym dotknięcie piórka.
„Rozluźnij się. Nie pozwoliłbym ci upaść” – uspokoił mnie Ramone.
Ostrożnie otworzyłam oczy. Zobaczyłam rozległy, bujny ogród otoczony potężnym, betonowym murem. Żelazna brama była zamknięta, sugerując, że za nią znajduje się ścieżka i drzewa.
Otworzyłam szeroko oczy na widok pałacu, który znajdował się zaledwie krok stąd. Był tak wspaniały jak te, o których czytałam w książkach. Miał duże okna na trzech piętrach i dwa imponujące skrzydła.
Ramone poprowadził mnie przez podwójne drzwi i w górę po wielkich schodach. Nie zatrzymał się, dopóki nie dotarliśmy do sypialni, gdzie delikatnie posadził mnie na łóżku.
„Tutaj będziesz najbezpieczniejsza, dopóki czegoś nie wymyślę. To da ci też czas, byś mogła się uspokoić” – powiedział.
„Byłabym spokojna, gdybyś zabrał mnie do domu! Tylko tego chcę!” – odparowałam.
Chciałam wstać, kiedy to mówiłam, ale po prostu zamarłam. Wciąż byłam w szoku po tym wszystkim i nie byłam pewna, czy nie planuje mnie skrzywdzić.
Ramone całkowicie zignorował moje żądanie.
„Poświęć trochę czasu, żeby się uspokoić. Wkrótce do ciebie zajrzę”.
Kiedy zniknął w kłębie dymu, natychmiast się zerwałam, a moje dłonie przeszły przez rozpraszającą się chmurę. W pokoju panowała upiorna cisza, a ja po raz pierwszy poczułam się całkowicie samotna.
Ogarnęła mnie panika. Podbiegłam do drzwi, ale okazało się, że są zamknięte od zewnątrz.
„Cholera!” – krzyknęłam, uderzając pięścią w drzwi, po czym podbiegłam do okien po drugiej stronie pokoju.
Odsunęłam zasłony i sprawdziłam każde okno, ale wszystkie były zamknięte. Widziałam ogród w dole, ale nigdzie nie było żywej duszy.
Opadłam z sił, gdy dotarła do mnie brutalna rzeczywistość. Nie było ucieczki.
Byłam uwięziona w tym pokoju. Byłam więźniem w tym dziwnym, nowym świecie. Jedyne, co mogłam zrobić, to mieć nadzieję na znalezienie sposobu, by przetrwać i wrócić do domu.














































