
W samotności
Autorzy
Alexander Grey
Lektury
17,5K
Rozdziały
28
Rozdział 1
TOBY
Zasłoniłem oczy dłonią. Prześcieradła owinęły mi się wokół nóg. Rok akademicki dopiero się zaczął, a trzeci rok studiów już zdążył mnie wykończyć.
Wybór anglistyki jako głównego kierunku wydawał się na początku świetnym pomysłem. Myślałem, że będę studiować wielkie dzieła w starych bibliotekach, prowadzić mądre rozmowy i pisać prace do późna w nocy, popijając kawę i podejmując złe decyzje. Tak właśnie powinny wyglądać studia.
Nikt mi nie powiedział, że będzie to tak wyczerpujące. Mój mózg pracował bez przerwy, podczas gdy ciało było bliskie załamania.
Potrzebowałem czegoś, co pomoże mi się odprężyć, czegoś, przy czym mógłbym na chwilę przestać myśleć. Zazwyczaj pomagał mi w tym seks, ale emocjonalny bałagan, który po nim zostawał, ostatnio był naprawdę męczący.
Musiałem być bardzo zmęczony, kiedy zapisałem się na przesłuchania do zwycięskiej drużyny pływackiej uniwersytetu. Pływanie w zawodach było ostatnią rzeczą, którą powinienem była zacząć od nowa, ale powrót do wody po tylu latach wydawał się wyjątkowy w sposób, którego nie mogłam zignorować.
Przewróciłem się na bok i otworzyłem odrobinę oczy. Zobaczyłem miękkie światło na moich białych prześcieradłach, przebijało się przez zasłony.
Może mógłbym po prostu zostać w łóżku. Sen słodko mnie przyciągał, próbował sprowadzić z powrotem. Pewnie i tak nie dostałem się do drużyny, więc po co wstawać, żeby się przekonać, że poniosłem porażkę?
„Wstawaj, leniwy gnojku”, zaśpiewał mój współlokator i najlepszy przyjaciel, Niall, gdy wpadł do pokoju i rozsunął zasłony.
Jęknąłem z niezadowoleniem i zakryłem twarz poduszką.
„Idź sobie”, wymamrotałem, mój głos był ochrypły ze snu i irytacji. „Nie masz jakichś zajęć czy coś?”
Poczułem, jak łóżko się ugięło, gdy usiadł na brzegu.
„Za trzydzieści minut”, odpowiedział. „Co akurat wystarcza, żebyś wyciągnął ten irytująco słodki tyłek z łóżka i się ubrał, żebyśmy mogli być na miejscu, kiedy wywieszą wyniki”.
Wyjrzałem zza poduszki i spojrzałem na filiżankę kawy, którą mi podawał.
„Jaki to ma sens?” westchnąłem i usiadłam. „Nie pływałem w zawodach od lat. Nie ma mowy, żebym się dostał”.
„Cuda się zdarzają”, powiedział lekko. „No dalej. Rusz się. Zrobiłem kanapki na śniadanie, żebyśmy mogli zjeść po drodze”.
„Jesteś niemożliwy”, poskarżyłem się, przeciągnąłem dłonią po twarzy.
„Ale mnie kochasz”, powiedział wesoło, wychodząc.
Uśmiechnąłem się, upiłem łyk kawy, gdy wstałem z łóżka i podreptałem do łazienki.
Ma rację. Co najgorszego może się stać?
***
Powietrze pachniało chlorem i było ciężkie, gdy z Niallem weszliśmy do budynku sportowego. Nasze trampki skrzypiały cicho, gdy przechodziliśmy przez mokrą, wyłożoną kafelkami podłogę. Czysta kartka papieru została przypięta do tablicy przy szatniach.
Niall podbiegł do niej, jego palec przesuwał się w dół po liście nazwisk. Żołądek ścisnął mi się, gdy stanąłem kilka kroków za nim, udawałem, że nie obchodzą mnie wyniki.
Pływałem w zawodach przez całe liceum, docierałem do zawodów regionalnych bez większego wysiłku. Bycie w wodzie po prostu wydawało się naturalne i nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo mi tego brakowało, dopóki wczoraj nie stanąłem na tym bloku startowym.
„O mój Boże!” krzyknął Niall. „Udało ci się! Jesteś w drużynie, Tobs! Jestem z ciebie taki dumny!”
Odwrócił się i mocno mnie przytulił, a ja się roześmiałem, dźwięk odbijał się echem w otwartej przestrzeni.
Udało mi się. Naprawdę się udało.
Puścił mnie, z szerokim uśmiechem na twarzy.
„Musimy to dziś wieczorem uczcić”, powiedział radośnie. „Mój przyjaciel właśnie dołączył do jednej z najlepszych drużyn pływackich w stanie!”
Prychnąłem.
„Nie masz dziś wieczorem laboratorium z chemii?”
„Jest dzień odrabiania”, powiedział, posyłając mi to spojrzenie, które oznaczało kłopoty. „Nie przyjmę odmowy. Poza tym potrzebuję mojego skrzydłowego. Wiesz, że bez ciebie jestem beznadziejny”.
Zrobił smutną minę, a ja się roześmiałem.
„To prawda”.
Wydał oburzony dźwięk i żartobliwie uderzył mnie w ramię.
„Gnojek”.
Drzwi męskiej szatni po naszej lewej stronie otworzyły się z hukiem. Niski dźwięk męskich głosów rozniósł się nad wodą. Wyszła grupa facetów. Wszyscy byli wysocy i szczupli, z gładkim ciałem pływaków, ale jeden z nich przyciągnął moją uwagę bez wysiłku.
Patrzyłem, jak szedł w stronę kartki z wynikami. Jego spojrzenie padło na mnie. Złość i frustracja widoczne były w jego postawie, nadawały mu silną obecność, której nie mogłam zignorować.
Jego średniej długości rudawobrązowe włosy były zaczesane do tyłu. Kilka niesfornych kosmyków opadło mu na czoło, gdy zatrzymał się przede mną. Jego szczęka się napięła. Kąciki pełnych ust opadły w lekko wściekły grymas, gdy mnie oceniał wzrokiem.
„Jesteś Tobias Harris?” zapytał, jego głęboki głos sprawił, że przeszedł mnie dreszcz.
Dałem sobie chwilę, żeby się mu przyjrzeć. Czarna sportowa koszulka opinała jego szczupłe, umięśnione ciało jak druga skóra. Pasujące spodenki sięgały bardzo wysoko na jego mocnych udach.
Przygryzłem wargę, pokiwałem głową, już myślałem o dotykaniu językiem krzywizn tego irytująco pięknego ciała.
„Możesz mówić mi Toby”, odpowiedziałem z mrugnięciem.
Obok mnie Niall pokręcił głową. Mogłem się trochę martwić dołączeniem do drużyny, ale moja pewność siebie w sypialni była silna.
Piękny mężczyzna skrzyżował ramiona na szerokiej piersi. Jego nos się skrzywił, jakbym był czymś obrzydliwym, co znalazł na podeszwie buta.
„Jak kurwa ktoś taki jak ty zdołał się dostać?” powiedział zjadliwie, mrużąc oczy.
Jakiekolwiek pociąg, który do niego czułem, zniknął bardzo szybko. Żartujesz sobie? Kim ten koleś kurwa myśli, że jest?
„Słucham?” powiedziałem ostro, patrzyłem na niego ze złością. „Co masz na myśli, mówiąc «ktoś taki jak ty»?”
„Wystarczy, Alexander”, powiedział facet po jego lewej stronie. „Wywalczył sobie miejsce w drużynie uczciwie”.
Oderwałem wzrok od przystojnego faceta, który miał napad złości, żeby spojrzeć na jego kumpla. Nie był tak przystojny jak jego wściekły przyjaciel. Był bardziej typem miłego sąsiada niż modela, ale sposób, w jaki jego pełne usta wykrzywiły się w przepraszający uśmiech, sugerował, że nadrabiał to osobowością.
„Przepraszam za niego”, powiedział cicho nowy facet. „Alex potrafi się wkurzyć, kiedy zmienia mu się skład. Naprawdę liczył na to, że będę kotwicą w sztafetach w tym roku”.
„Zamknij się, Jeremy”, warknął Alexander, wyraźnie zirytowany przerwaniem. „Zdajesz sobie sprawę, że mogłeś właśnie odebrać nam najlepszą szansę na dostanie się do regionalnych zawodów? Jeremy jest na ostatnim roku. Miał trzy lata, żeby przyzwyczaić się do rytmu tej drużyny. Ty nie pływałeś od lat”.
„Ktoś odrobił pracę domową. Uważaj, mogę to wziąć za komplement”.
Przepchnął się obok Jeremy'ego. Jego wściekłe oczy wbiły się we mnie.
„Och, słyszałem o tobie wszystko, Harris. Jestem zaskoczony, że znalazłeś czas w swoim napiętym towarzyskim grafiku, żeby w ogóle przyjść na przesłuchanie, biorąc pod uwagę wszystkie te imprezy i pieprzenie się na prawo i lewo. Serio myślisz, że zasługujesz na miejsce w tej drużynie?”
Cmoknąłem językiem, gdy Niall wydał zaskoczony dźwięk. Alexander zaczynał mnie bardzo wkurzać. Jasne, był atrakcyjny, irytująco atrakcyjny ze swoim wysokim, szerokim w ramionach ciałem, ale to, że moje hormony szalały na sam jego widok, nie oznaczało, że po prostu się pochylę i to zniosę.
Absolutnie nie.
„Wyniki mówią, że tak”, powiedziałem powoli, napiąłem ramiona i przybrałem smutną minę z przesadnym współczuciem. „To naprawdę szkoda. Gdybyś nie był takim dupkiem, zaprosiłbym cię na jedną z moich licznych imprez”. Spojrzałem na niego pewnie. „Może po drinku lub dwóch udałoby ci się wyciągnąć ten kij, który masz tam wepchnięty i zastąpić go czymś znacznie bardziej… kuszącym”.
„O rany”, powiedział Niall, zakrył usta dłonią i roześmiał się.
Brwi Jeremy'ego uniosły się ze zdziwienia. Kąciki jego ust się wykrzywiły, gdy powstrzymywał śmiech.
„Ty mały…” syknął Alexander, zaciskając pięści.
Zignorowałem przyjemny dreszcz, który przeszedł mnie na niski, niebezpieczny dźwięk jego głosu. Podszedłem i stanąłem bardzo blisko niego.
„Pogódź się z tym”, powiedziałem bezczelnie. „Utknąłeś ze mną. Więc może weź się w garść i spróbuj nauczyć się czegoś od swojego znacznie milszego przyjaciela”, kontynuowałem słodko. „Na przykład… akceptacji”.
Jego blada skóra zaczerwieniła się ze złości, nozdrza rozszerzyły się, jakby był sekundy od eksplozji.
Poczułem przypływ dumy rosnący w mojej piersi. Stawianie oporu komuś, kto wyraźnie przyzwyczaił się do tego, że wszystko idzie po jego myśli, było ekscytujące.
„No, no”, powiedział w końcu Alexander, ramiona napięły się na szerokiej piersi. Powolny, niebezpieczny uśmiech pojawił się na jego ustach. „Głupi koleś z ciebie, co? Odzywasz się tak do mnie, kapitana drużyny”.
Mój uśmiech osłabł. Czekaj, co?












































