
Uniwersum Dziedzica alfy: Randka z alfą
Autorzy
Lektury
44,4K
Rozdziały
2
Rozdział 1
Stanęłam w progu prywatnych pokoi Christophera, czując na skórze mrowienie wywołane nerwową energią, która migotała jak płomień tańczący na wietrze. Drzwi wydawały się cięższe niż zwykle, jakby i one rozumiały wagę tej chwili. Bywałam tu już wcześniej, wzywana jako lekarka stada, gdy liczyła się tylko praca i nie było miejsca na osobiste uczucia.
Ale dzisiejszego wieczoru było inaczej. Atmosfera była intymna. Bardzo osobista.
Od czasu naszego ostatniego pocałunku rosło między nami elektryzujące napięcie, niewidzialna siła przyciągająca nas do siebie, nawet gdy byliśmy osobno. Czy to było z jego strony tylko przelotne zauroczenie? A może coś znacznie głębszego, na co żadne z nas nie było jeszcze gotowe?
Biorąc głęboki, uspokajający oddech, weszłam do środka, a ciche echo moich obcasów stukało o wypolerowaną, drewnianą podłogę. Korytarz był słabo oświetlony, a powietrze ciężkie od zapachu drewna i przypraw. Wydawało się, jakby samo pomieszczenie wstrzymywało oddech w oczekiwaniu.
Christopher siedział u szczytu stołu, a jego obecność dominowała nad całym pomieszczeniem. Nie był jednak ubrany na oficjalną kolację – jego biała koszula, rozpięta na tyle, by odsłonić twarde linie klatki piersiowej, opinała szerokie ramiona, a jego ciemne włosy były lekko potargane, jakby w niespokojnym zamyśleniu przeczesywał je palcami.
W palenisku trzaskał ogień, rzucając ciepłe, złote światło na jego wyrzeźbione rysy twarzy i sprawiając, że w jego niebieskich oczach błyszczało coś głębszego, bardziej pierwotnego. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, poczułam, jakby czas się zatrzymał, a powietrze między nami było naelektryzowane. Jego wzrok pociemniał, przeszywając mnie, jakby mógł zajrzeć prosto w moją duszę.
„Scarlett” – powiedział niskim głosem. Jego gładki ton otulił moje imię jak pieszczota. To nie było zwykłe powitanie. To było zaproszenie. „Cieszę się, że przyszłaś”.
„Alfo” – odpowiedziałam, ale mój głos nie był już tak pewny, a serce już biło mi jak szalone w piersi. Wspomnienia naszego ostatniego spotkania owiły się wokół mnie, gęste jak dym, mącąc mi w głowie i przyspieszając puls. Dobrze wiedziałam, by nie łudzić się, że to będzie tylko zwykła kolacja.
Wstał powoli, a każdy jego ruch był starannie skalkulowany, niczym u drapieżnika krążącego wokół ofiary. Ten znajomy, obezwładniający uśmieszek wygiął kąciki jego ust, posyłając falę gorąca przez moje żyły. Mój umysł zalały wspomnienia tych warg na każdym centymetrze mojego ciała i całej przyjemności, jaką mi dał, przez co zupełnie zabrakło mi tchu.
„Nie musisz dziś mówić do mnie Alfo” – mruknął. Jego głos przeszedł w szept, gdy zmniejszył dystans między nami. „Mów mi po prostu Christopher”.
Moje serce na chwilę zamarło, gdy te słowa zawisły w powietrzu. Sposób, w jaki wypowiedział moje imię... Czułam jego ciepło, jeszcze zanim mnie dotknął. Napięcie między nami rosło z każdą sekundą.
„Nie miałam za bardzo wyboru” – odpowiedziałam. Próbowałam utrzymać lekki ton, ale przyciąganie między nami zapierało dech w piersiach. „Wezwałeś mnie”.
Zaśmiał się cicho, a ten dźwięk przeszył mnie na wylot. „Jeśli muszę cię wzywać, żeby cię zobaczyć, to będę to robił dalej”. Jego głos miał ukryty cel. Oczy mu błysnęły, gdy jego dłoń otarła się o moją. Ten krótki dotyk wysłał prąd przez całe moje ciało.
Jego palce zatrzymały się na moich o chwilę dłużej. Następnie podał mi kieliszek czerwonego wina. „Pamiętam, że lubisz czerwone”.
Ciepło jego dłoni wciąż było na kieliszku, gdy go wzięłam. Moje palce lekko drżały. Zmusiłam się do uśmiechu. „Zgadza się” – odpowiedziałam cicho. Wzięłam łyk i poczułam bogaty smak na języku. „Chociaż nie znam się za dobrze na winie. Ufam twojemu gustowi”.
W jego oczach pojawił się figlarny błysk. Podszedł jeszcze bliżej i zniżył głos do szeptu. „Podoba mi się, że ufasz mojemu gustowi” – powiedział, a jego ciepły oddech owiał moją skórę. „Bo w tej chwili masz mój ulubiony smak”.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, jego dłoń znalazła się na moim karku, przyciągając mnie do siebie jednym płynnym, szybkim ruchem. Jego usta wpiły się w moje, pełne głodu i żaru, a ja zupełnie się zatraciłam. Świat na zewnątrz zniknął, pochłonięty przez naszą intensywność. Moje ciało zareagowało instynktownie, rozpływając się pod jego dotykiem; moje dłonie chwyciły miękki materiał jego koszuli, gdy nasze języki spletły się w powolnym, kuszącym tańcu.
Jego palce zręcznie rozpinały guziki mojej bluzki, a każdy z nich otwierał się z dręczącą powolnością, odsłaniając coraz więcej mojej skóry na chłodne powietrze. Jego usta zostawiały za sobą ognisty ślad, gdy całował mnie po szczęce, a potem schodził niżej, przyprawiając mnie o dreszcze. Oddychałam coraz szybciej i czułam już śliskie gorąco zbierające się między moimi udami.
„Christopher” – wysapałam. Mój głos był bezbronnym błaganiem przy jego ustach. „A co z kolacją?”
Zatrzymał się, a jego usta zawisły nad wrażliwą skórą mojej szyi, po czym uśmiechnął się tym swoim zniewalającym, aroganckim uśmiechem. „Masz rację. Najpierw zjedzmy kolację”. Odsunął się, nie odrywając ode mnie wzroku, i podszedł do szczytu stołu. Odsunął krzesło i usiadł z szeroko rozstawionymi nogami, po czym klepnął się dwa razy w uda. „Właściwie to ja cię dziś obsłużę”.
Wstrzymałam oddech. Zamrugałam. Przez chwilę byłam zszokowana jego zuchwałością, ale w jego oczach płonęło wyraźne pożądanie. „Chodź tu, Scarlett. Nie ufasz mi?”
Coś w jego głosie – delikatnym, a zarazem stanowczym – rozpaliło we mnie ogień. Zanim zdążyłam się powstrzymać, ruszyłam w jego stronę. Każdy mój krok był pełen oczekiwania.
„Ufam” – wyszeptałam, opadając na jego kolana i czując pod sobą jego twarde, solidne ciepło. Jego dłonie wsunęły się w górę moich ud, a jego dotyk był pewny i zaborczy, gdy mnie na sobie układał; następnie jego dłonie powędrowały do moich włosów, odgarniając je za ramiona i pozostawiając moją szyję całkowicie odsłoniętą.
Pochylił się, a jego usta musnęły moje ucho. „Dobrze. A teraz się zrelaksuj... i pozwól mi o ciebie zadbać”.
Jego słowa wywołały u mnie dreszcz. Sięgnął po talerz, a jego palce przejechały po krawędzi, gdy nabierał na widelec porcję risotto. Bogaty, ziemisty i kuszący aromat wypełnił moje zmysły, gdy przysunął je do moich ust.
„To risotto z gorgonzolą, flambirowanymi orzechami włoskimi i gruszkami. Nie jest do jedzenia, lecz do smakowania”. Powoli zbliżył widelec do moich warg, a moje usta otworzyły się dla niego niemal mimowolnie. Choć wyglądało to na kolację, wszystko było tak absurdalnie seksowne, że serce waliło mi w piersi. Wgryzłam się w porcję risotto i poczułam, jak wszystkie mocne smaki mieszają się na moim języku. To była eksplozja smaków, której się nie spodziewałam.
„Teraz zamknij oczy” – rozkazał, a ja poczułam potrzebę, by się z nim podroczyć.
„Zawsze musisz rządzić, prawda?” – powiedziałam i uniosłam jedną brew.
„Zawsze miałaś na to ochotę” – odparł z figlarnym uśmiechem na twarzy.
Posłuchałam go. Rozchyliłam wargi, pozwalając, by ciepłe, aksamitne risotto rozpływało się na moim języku. Jego smaki dosłownie wybuchały – intensywne, słone, słodkie, z delikatną nutką goryczy.
Zanim zdążyłam w pełni nacieszyć się smakiem, przysunął kieliszek wina do moich ust. Przechylił go tak, by bogaty, ciemny płyn zmieszał się ze smakiem risotto.
Cichy jęk wymsknął się z moich ust. Wino wzmocniło smak potrawy, a przez moje ciało przepłynęła fala ciepła.
Pochylił się. Jego ciepły oddech drażnił moje ucho.
„Spokojnie, kochanie. Będziesz miała dziś jeszcze mnóstwo powodów do jęczenia” – mruknął Christopher niskim, uwodzicielskim głosem.
„Teraz możesz przełknąć”.
Zrobiłam, jak kazał. W jego poleceniu kryła się pokusa. Zaczął całować moją szyję, a każdy jego dotyk zsyłał dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa.
Wypuściłam powoli powietrze. Czułam w sobie wir oczekiwania i dezorientacji.
„Nie potrafię myśleć logicznie w ten sposób” – wyszeptałam, przesuwając się na jego kolanach; moje oczy wciąż były zamknięte, a ja byłam zagubiona w odurzających doznaniach, które we mnie budził.
„Tu nie chodzi o myślenie, tylko o czucie. Trzymaj oczy zamknięte” – poinstruował, a jego głos działał jak balsam.
Złączył nogi, układając mnie idealnie w zagłębieniu swoich ud. Moje ciało instynktownie reagowało na wyraźne ciepło bijące od spodu.
W pokoju rozległ się mokry dźwięk. Kusiło mnie, żeby podejrzeć, ale nie zdążyłam. Poczułam na szyi szokujące zimno kostki lodu.
Ten kontrast wywołał we mnie fale doznań, więc zaczęłam się wiercić, ale Christopher szybko przykrył zimne miejsce swoimi gorącymi ustami, a jego język rozpalił moją skórę, wprawiając mnie w błogie oszołomienie, podczas gdy z moich ust uciekały ciche jęki.
Jego pocałunki zeszły z mojej szyi na dekolt. Każde muśnięcie jego warg budziło we mnie gorączkowe pożądanie.
Ledwo mogłam się opanować. Pragnęłam go... w sobie.
„Proszę, Christopher” – wyszeptałam. Mój głos drżał z pożądania.
„O co prosisz, Scarlett?” – przekomarzał się. Jego usta wciąż śledziły delikatną krzywiznę mojej szyi.
„Potrzebuję cię” – przyznałam. Otworzyłam oczy akurat w momencie, by dostrzec radosny błysk w jego spojrzeniu. Obrócił mnie przodem do siebie z szelmowskim uśmiechem na ustach.















































