
Jak (nie) spotykać się z najlepszym przyjacielem brata
Autorzy
Megan Blake
Lektury
817K
Rozdziały
29
Jak (nie) uruchomić samochodu
SAMANTHA
Samantha błagała bogów motoryzacji o pomoc, próbując odpalić swój stary gruchot. Silnik charczał, ale nie chciał zaskoczyć. Walnęła czołem o kierownicę, burząc swoje jasne włosy.
Była zła na siebie, że nie kupiła lepszego auta. Ale nie miała na to kasy. Teraz utknęła przed zamkniętym sklepem spożywczym. Ostatni klient zagadał ją przy kasie. Została sama na ciemnym parkingu, rozważając swoje opcje.
Czy stać ją na taksówkę? A może zostawić tu samochód, ryzykując, że ktoś go zniszczy?
Mogłaby zadzwonić do znajomego po pomoc lub podwózkę...
Ale jej najlepszą przyjaciółką była Ellie. A Ellie pewnie była już daleko.
Ellie musiała odwiedzić chorą mamę - dlatego Sam przejęła jej zmianę. Nie mogła mieć pretensji do Ellie. Ellie była pierwszą osobą, która zamieszkała z nią i jej nie wyrzuciła.
Więc to nie była wina Ellie.
Ale...
SAM
Ellie!!! Mój samochód się popsuł.
Ellie odpisała od razu.
ELLIE
Nie mówiłam ci, żebyś pozbyła się tego złomu?
SAM
Potrzebuję auta, żeby dojeżdżać do roboty
ELLIE
Sam, kawał metalu na czterech łysych oponach to nie samochód
Zmiana życia oznaczała, że poznała nowych przyjaciół, jak Ellie. Mimo że Ellie była niska i miała niewinną blond grzywkę, była twarda jak skała.
SAM
Chyba że planujesz kupić mi nowy...
ELLIE
Udawaj, że potrzebujesz pomocy na poboczu?
SAM
I dać się zabić?
ELLIE
Weź taksę albo znajdź miłego faceta do pomocy
To było dużo słów, żeby powiedzieć, że ma przechlapane.
Sam westchnęła, wyjęła kluczyki z auta i wysiadła. Zatrzasnęła drzwi i oparła się o nie, szukając telefonu w czarnej skórzanej torebce.
Usłyszała jakiś hałas w pobliżu. Podniosła wzrok i zobaczyła jaskrawy czerwony szyld: KB Mechanics. Czyżby wreszcie uśmiechnęło się do niej szczęście?
Nie, pewnie było zamknięte.
Ale szyld wciąż się świecił.
Schowała telefon z powrotem do torebki i ruszyła ulicą.
Samantha Hastings nigdy nie sądziła, że tak będzie wyglądało jej życie. Kiedyś była bogatą, rozpieszczoną dziewczyną, a teraz mieszkała w podłej dzielnicy z zepsutym gruchotem.
Jej rodzina była bardzo bogata. Jako dziecko miała nianie, pokojówki i wszystko, czego zapragnęła. Do czasu, gdy opuściła dom, nie wiedziała, jak ugotować jajko na miękko. Ludzie robili dla niej wszystko.
Samantha myślała kiedyś, że jest szczęśliwa w takim życiu. Jeśli czegoś chciała, dostawała to. Nie szastała kasą ojca na głupoty.
Wtedy często wpadała w tarapaty - za bawienie się na dworze w brudnych ciuchach, ubrudzenie się błotem czy przynoszenie do domu robaków. Mówili, że tak nie powinna zachowywać się porządna panienka.
Ale i tak to robiła.
Może wtedy zaczęła się buntować - nosząc ogrodniczki, robiąc sobie warkoczyki i czując się wolna jak ptak.
Chcieli, żeby skończyła szkołę, ale nikt specjalnie nie przejmował się jej ocenami. Bądź mądra, tak. Dobrze gadaj z kumplami ojca, tak. Ale nikt nie kazał jej zostać lekarzem czy zdobyć dyplomu z biznesu.
Była kobietą z rodu Hastingsów, przeznaczoną do bycia miłą żoną i rodzenia gromadki dzieci.
Samantha chciała czegoś więcej.
I jak ci to wychodzi, Sam?
W końcu dotarła do drzwi warsztatu. Niebieski neonowy szyld jaskrawo głosił „otwarte”.
Gdy pchnęła drzwi, zadzwonił dzwonek. Rozejrzała się, ale nikogo nie było.
W kącie leżały stare opony, a podłoga była poplamiona ciemnym olejem. Biała farba na ścianach odchodziła płatami. Ostrożnie ruszyła do przodu, próbując dostrzec, czy ktoś jest na zapleczu.
Spojrzała na ladę i zobaczyła stary czerwony metalowy dzwonek. Wyglądał na zużyty, ale był lepszy niż darcie się wniebogłosy. Nacisnęła go i wydał dziwny dźwięk w cichym warsztacie.
Dlaczego czuła się jak w horrorze?
Bo twoje życie jest horrorem, Sam. Czego innego się spodziewałaś?
– W czym mogę pomóc?
Gdy podniosła wzrok, zobaczyła faceta o brązowych oczach. Położyła dłoń na piersi, czując jak serce wali jej jak młotem pod czerwonym swetrem, który miała na sobie na mundurku z pracy.
– T-tak, um. Ja... Mój samochód się zepsuł.
Facet, z olejem na rękach, przyjrzał się jej. Miał krótkie czarne włosy zaczesane do tyłu i żółtą koszulkę z dziurami. – Gdzie?
– Tuż—tuż za rogiem. Miałam—miałam nadzieję, że ktoś mi powie, co mu dolega. – Z trudem mówiła, bo była zdenerwowana.
Przestępowała z nogi na nogę, licząc na dobre wieści. – Mam nadzieję, że wytrzyma jeszcze kilka miesięcy. – Gdy spłaci kilka dużych rachunków, życie stanie się łatwiejsze.
Ale teraz? Kasa była bardzo napięta.
– Będziemy musieli sprowadzić go tu lawetą.
– Dobrze.
Koniec z oglądaniem telewizji. Koniec z tanim winem.
– W porządku. Hej Brooks, musimy odholować samochód – krzyknął do kogoś pracującego na zapleczu warsztatu.
Hałasy ustały i ktoś ruszył w ich stronę. Pojawił się facet z blond irokezem i kolczykiem w nosie.
Miał brudne ciuchy jak ten drugi i wyblakłe dżinsy z przetarciami na kolanach. – Jasne, gdzie jest auto?
– Um, za rogiem – powiedziała nowemu. – Szary Chevy.
– To powinno zająć tylko kilka minut. Możesz poczekać w środku, jeśli chcesz.
– Dobrze, dzięki.
Brooks wyszedł, a ona czekała przy ladzie. Pierwszy facet wciąż był przy kontuarze. – Chcesz się czegoś napić?
– Nie, dzięki, jest okej.
– Możesz usiąść na tym czarnym składanym krześle, jeśli chcesz. To jedyne czyste miejsce, jakie mamy.
Odwróciła się i zobaczyła samotne krzesło. Musiało wystarczyć. Podeszła, usiadła i oparła głowę.
Czas wlókł się jak ślimak, gdy czekała. Bolały ją stopy od stania przez wiele godzin w robocie. Proszę, niech to się już skończy, proszę, proszę.
– Hej, James—mam to.
– Co?
– Zajmę się tym autem.
Samantha wyprostowała się, słysząc nowy głos. Był głęboki i sprawił, że jej serce zabiło jak szalone. Dlaczego brzmiał znajomo? Wychyliła się, próbując zobaczyć nową osobę, ale dostrzegła tylko rozczochrane brązowe włosy.
– Gdzie ona jest?
– Siedzi na krześle.
Nowa osoba weszła w pole widzenia. Był wysoki i wyglądał jak model z okładki. Miał na sobie dżinsy i czarną koszulkę bez dziur czy plam.
Był przystojny jak z obrazka.
Gdy patrzyła na niego od stóp do głów, nie mogła oderwać wzroku. Jego koszulka opinała umięśnioną klatkę piersiową. Wstrzymała oddech.
Miał kilkudniowy zarost na mocnej szczęce i ładne usta.
A te jasne niebieskie oczy, te rozczochrane brązowe włosy, które sprawiały, że czuła dziwne rzeczy. Ale jego twarz...
O rany.
Znała te niebieskie oczy i ten uśmiech. Wiedziała dokładnie, kim był i dlaczego jego głos brzmiał znajomo.
Chase. Chase Bennett. Najlepszy kumpel jej brata.
Te oczy pojawiały się w wielu jej nastoletnich marzeniach. Zarumieniła się i ledwo mogła na niego patrzeć.
Jak Chase tu trafił?
Nie, nie, nie. Kiedy opuściła dom, nie widziała go od kilku lat. Jej brat nic o tym nie wspominał.
Kiedyś był prymusem na roku, z dyplomem z biznesu. On i jej brat zawsze trzymali się razem, prowadząc życie playboyów.
A teraz był mechanikiem?
Coś tu nie grało.
I—i wcale nie wyglądał na zaskoczonego. Och. Nie rozpoznał jej.
Nie, prawdopodobnie lepiej, żeby jej nie rozpoznał. W ten sposób jej brat się nie dowie. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, był powód, by z niej kpił. Albo powód, by dokładnie wiedzieć, gdzie ją znaleźć.
Sam odwróciła głowę na bok, próbując ukryć twarz. Jeśli na niego nie spojrzy, nie będzie wiedział, kim jest.
– Chodzi o mój samochód? – powiedziała szybko, przerywając niezręczną ciszę.
Odchrząknął. O rany, dlaczego to zabrzmiało tak seksownie? – Um, tak. Brooks go przyholował. Zajrzę do niego.
– Och, dobrze, super. Dzięki. I przepraszam, że przyszłam tak późno. Naprawdę potrzebuję, żeby mój samochód znów działał. – Wciąż patrzyła w dół zamiast w górę, mając nadzieję, że jej nie rozpozna.
Uśmiechnął się i przez chwilę myślała, że może ją poznał. Ale nic nie powiedział. Na pewno by to zrobił, prawda? – Zobaczę, co da się zrobić.
Patrzył na nią przez chwilę i poczuła, jak jego wzrok się odsuwa.
– Czuję się głupio, że wszyscy pracujecie tak późno. Wasz szef musi być niezły służbista.
Spojrzał na drugiego faceta z tyłu, zanim szeroko się uśmiechnął. – Jest. Prawdziwy twardziel, właściwie. Kawał drania, naprawdę.
Zarumieniła się, a potem poczuła się jak ostatnia idiotka. O nie. – To pan jest szefem, prawda?
Zaśmiał się. – Może być.
Samantha zakryła twarz dłonią, próbując ukryć, jak bardzo jest zawstydzona. Jak to się stało, że Chase został właścicielem warsztatu samochodowego?
– Przepraszam – powiedziała nieśmiało, patrząc na swoje buty.
– Nie przejmuj się – powiedział ze śmiechem, pisząc coś na kartce.
Nie była blisko ze swoim bratem Stephenem, więc nie wiedziała, czy wciąż się kontaktują. Musiała sprawić, by rodzina myślała, że dobrze sobie radzi sama. Nie mogła pozwolić, by dowiedzieli się, że ma problemy także z tym.
Samantha nie była idealną córką, jakiej pragnął jej ojciec. Nie chciała takiego życia.
Więc się zbuntowała. Próbowała iść do szkoły, próbowała znaleźć pracę, ale oczywiście - jej ojciec jej nie wspierał. Mówił, że zachowuje się głupio, że robi scenę. Ale tak nie było.
Cała wolność, którą myślała, że ma - nie była prawdziwą wolnością. To był tylko inny sposób kontrolowania jej.
Samantha chciała udowodnić, że się mylą.
Co głupio myślała, że będzie łatwe. Bez zastanowienia i płacząc, spakowała torbę, wzięła pieniądze, które miała - nie od ojca, i opuściła dom.
Dwudziestoletnia, pełna nadziei i głupia jak but.
Znalazła miasto, które wydawało jej się wystarczająco odległe od domu, by jej nazwisko jej nie pomogło i... zrobiła z siebie idiotkę. Połowa jej pieniędzy zniknęła w pierwszym tygodniu, bo musiała mieszkać w hotelu.
Nie było jej stać na mieszkanie.
Och, i dowiedziała się, że nie ma żadnej historii kredytowej, nic. Teraz, trzy lata później, była tu.
Musiała chodzić do community college przez prawie dwa lata, zanim ktokolwiek w ogóle rozważył jej kandydaturę. Zajęło jej to cały czas, tylko po to, by wciąż być na samym dnie.
Ponieważ Sam nie wiedziała, co chce robić w życiu, i nie miała dużego doświadczenia, wracała do community college. Następny semestr miał się wkrótce zacząć...
Nie ma mowy, żeby jej brat dowiedział się, że tak skończyła.
Chase cofnął się i odwrócił głowę, w końcu odwracając wzrok. – James, możesz mi pomóc?
Gdy odsunął się od niej, robiąc kilka kroków w tył, poczuła, że może łatwiej oddychać. Czuła się trochę dziecinnie, nie mówiąc mu, kim jest, ale co innego mogła zrobić?
Chase zatrzymał się w drzwiach, trzymając krawędź, gdy na nią spojrzał. Odwróć wzrok!
– Sam, dam ci znać.
Sam.
Czekaj. SAM ONA?!
Jej oczy rozszerzyły się, gdy patrzyła, jak tylne drzwi za ladą się zamykają, a Chase znika.















































