
Seria Vargar
Autorzy
Lektury
1,6M
Rozdziały
45
Rozdział 1
Księga 1: Skradziony Księżyc
ANTIOPE
„Ojcze!”
Wpadam jak burza do kuchni w domu watahy. Widzę, że mój ojciec spokojnie je śniadanie. Siedzi obok mojej matki i innych członków stada.
„Antiope, dzień dobry”, odpowiada.
„Naprawdę zamierzasz po prostu tam siedzieć i patrzeć na mnie z taką niewinnością?”, prawie krzyczę i macham przed jego twarzą kartką, którą właśnie mi wręczono.
On podnosi serwetkę i wyciera usta. Wstaje, daje matce całusa w policzek i każe mi iść za sobą do biura.
Reszta watahy tylko się przygląda. To nie pierwszy raz, kiedy mój ojciec i ja tak się kłócimy.
Idę za nim zdenerwowana. Wściekam się, że znowu robi z tego oficjalne spotkanie. Traktuje mnie jak zwykłego członka stada, a nie jak własną córkę.
Kiedy zamyka za nami drzwi, splata dłonie za plecami i odwraca się do mnie. Jego zielone oczy spotykają moje, ciemne jak węgiel.
Kiedy na mnie patrzy, znowu uderza mnie to, że w ogóle nie jestem do niego podobna. On ma blond włosy, które dopiero teraz siwieją, i szczupłą twarz o ostrych rysach. Ja z kolei wdałam się w moją śródziemnomorską matkę, mam ciemne włosy i kobiece kształty.
Myślę, że gdybym nie trenowała dwa razy ciężej niż nasi wojownicy, byłabym o wiele bardziej okrągła.
„Nie będziesz krzyczeć jak dzikie zwierzę w domu watahy, Antiope”.
„Po pierwsze, zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy wilkołakami, prawda? Zawsze mamy w głowie dzikie zwierzę”.
„Tak”, potwierdza Maximo, moja wilczyca.
„To nie jest wymówka”. Mój ojciec ucina dyskusję.
„Ale to, że zapisujesz mnie na rzeczy, w których nie chcę brać udziału, jest już w porządku?”, pytam, nie pozwalając mu zmienić tematu.
„Myślałem, że mówiłaś, że chcesz zająć moje miejsce jako beta?”
„A czy polowanie godowe ma z tym coś wspólnego?”
„Owszem!”
„Czego ode mnie chcesz, ojcze?”
„Nie przekażę ci stanowiska ani mojego poparcia, dopóki nie będziesz miała partnera”.
„Ty nie miałeś partnerki, kiedy zostałeś betą!” Wymachuję rękami z frustracji.
„To było coś innego”. Unosi brew. „Ja byłem...”
„...samcem”. Kończę za niego to zdanie.
Podchodzi do okna i odwraca się do mnie plecami. Dosłownie odwraca się do mnie plecami! Gotuję się ze złości, a gdybym mogła przewrócić oczami jeszcze bardziej, zrobiłabym to.
Powiedzieć, że moje relacje z ojcem są trudne, to jak nic nie powiedzieć.
Jest bardzo rozczarowany, że nie wyrosłam na cichą córkę, o jakiej marzył. Na taką, która nie może się doczekać spotkania swojego partnera, by służyć mu na zawsze.
Może i wyglądam jak moja matka, ale nie mam ochoty spędzać dni na pieczeniu, gotowaniu, robieniu prania czy spełnianiu każdego życzenia mojego ojca.
Nie oceniam mojej matki. To było to, co chciała robić i jest z tym szczęśliwa. To jednak nie znaczy, że ja też muszę być szczęśliwa, żyjąc pod męską ochroną.
Całe życie starałam się udowodnić, że nie potrzebuję samca, który będzie się mną opiekował.
„Masz dwadzieścia siedem lat. Jesteś pełnoletnia, Antiope. Jesteś więcej niż pełnoletnia. Inne samice w tym wieku mają już partnerów i są matkami”.
„Dobrze dla nich”. Zmuszam się, by mój głos pozostał spokojny. „Ja chcę być betą jak mój ojciec”.
„To nie jest...”
„Wiem, że w północnych watahach nie ma samic na stanowisku bety ani alfy, ale to nie znaczy, że tak musi zostać”.
Mój ojciec odwraca do mnie głowę, a jego spojrzenie jest poważne. On zawsze wygląda poważnie. Akurat to mam po nim.
„Zgadzam się. Muszę jednak wiedzieć, że zawsze będzie ktoś, kto się tobą zaopiekuje. Musisz znaleźć partnera.
„A ponieważ twojego przeznaczonego nie ma wśród nas ani w sąsiednich watahach, dołączysz do polowania godowego”.
„Mam w tej sprawie coś do powiedzenia?”
„Oczywiście, że tak”. Podchodzi do mnie i kładzie mi obie ręce na ramionach.
Zauważam jednak, że trzyma dystans. Zbyt poważnie podszedł do odpowiedzialności bycia betą w największej watasze w Ameryce Północnej i jest w tym dobry.
Ale jako ojciec... Nie ma pojęcia, jak zachowywać się normalnie. Nawet w stosunku do Celii, swojej ukochanej córeczki, mojej młodszej siostry.
A co z nią? Wygląda dokładnie jak on i ma charakter naszej matki. Jest eleganckim, delikatnym kwiatkiem, który marzy o znalezieniu partnera i gotowaniu dla niego całymi dniami. Ojciec nie mógłby być z niej bardziej dumny.
Na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Kocham Celię. Kocham ją właśnie dlatego, że jest taką beztroską, słodką i niewinną duszą. Czuję ciągłą potrzebę, by ją chronić.
Fakt, że ojciec jawnie ją faworyzuje, nie zepsuł naszych relacji. Po prostu nie mogłabym nie kochać mojej siostry.
Jej partner to szczęśliwy sukinsyn, tylko jeszcze o tym nie wie.
„Uch, chwilę temu byłyśmy wściekłe”, odzywa się Maximo. Jak wojowniczka Amazonek, od której wzięła imię, zawsze szuka dobrej walki.
Racja. Muszę poradzić sobie z moim ojcem.
„Dobrze”. Kiwam głową. „Skoro dajesz mi wybór, decyduję, że nie pojadę na polowanie godowe”.
„Bardzo dobrze”. Ojciec zabiera ręce z moich ramion. „Jeśli to jest twoja decyzja, możesz ją podjąć. Ale ja nie zmienię zdania, Antiope. Bez partnera nie zgodzę się oddać ci mojego miejsca”.
Zgrzytam zębami, ale powstrzymuję swoją wściekłość. Ojciec nie lubi pokazywania wielkich emocji, więc złość donikąd mnie nie zaprowadzi.
„Mogę być oddaną betą, ojcze. Nie chcę mieć partnera ani opiekować się szczeniętami. Chcę przewodzić, a będę to robić lepiej, jeśli skupię się wyłącznie na naszej watasze”.
W tej chwili na twarzy mojego ojca pojawia się cień silnej emocji. To irytacja.
On oczekuje szczeniąt ode mnie i mojej słodkiej osiemnastoletniej siostry Celii.
Chociaż Celii ten pomysł bardziej się podoba. Obecnie podróżuje po świecie, próbując znaleźć swojego partnera. Tak samo zrobiła nasza matka, zanim skończyła z tym Sztywniakiem, który tu siedzi.
Cierpliwości.
Robię wdech przez nos. Jestem całkiem pewna, że ludzie, którzy wymyślili medytację, zrobili to, ponieważ zabicie ojca jest źle widziane. Musieli jakoś poradzić sobie ze swoimi kontrolującymi ojcami.
I wydech.
„Poza tym”, mówię, próbując rozluźnić atmosferę, „jesteś jeszcze za młody, by być dziadkiem”.
On znów wbija we mnie wzrok, a ja ciężko przełykam ślinę. W naszej rodzinie poczucie humoru nie jest w cenie.
Matka i Celia są słodkie, a ojciec jest surowy. To jedyne zachowania, na jakie pozwala się w domu Everstone'ów. Wszystko inne nie jest uważane za zabawne.
„Wyraziłem się jasno, Antiope! Znajdź partnera, albo nigdy nie mianuję cię betą!”
Był bardzo zszokowany, kiedy po liceum poprosiłam go o pozwolenie na naukę w Akademii Beta.
Jestem pewna, że nigdy by mi na to nie pozwolił, gdyby nie jego sekretna nadzieja. Liczył, że może znajdę tam swojego partnera albo wybiorę potężnego betę.
Żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła.
Wręcz przeciwnie, zdałam celująco. Byłam najlepsza w swoim roczniku i otrzymałam wyróżnienie od samego króla alfa.
Jak na pierwszą samicę beta w historii Akademii, poradziłam sobie bardzo dobrze. Szkoda tylko, że mój ojciec nigdy nie docenił tego osiągnięcia.
Mają do mnie szacunek samce, które na początku patrzyły na mnie z góry. Ale mój własny ojciec nawet nie kiwnie głową z dumy w moją stronę!
„Jestem betą!” Teraz cała wewnątrz kipię ze złości.
Przepraszam was, ludzie od medytacji.
„Jestem najlepszą cholerną betą w Stanach, ale twoje stare poglądy mnie powstrzymują. Czy to tylko o to chodzi? Że jesteś staroświeckim samcem, który woli kobiety w kuchni? Czy o coś więcej?”
„Antiope”, mówi cicho. Jego głos brzmi jak ostrzeżenie, ale ja jestem już zbyt wściekła.
„Czy to dlatego, że byłam najlepsza na swoim roku...”
„Antiope”.
„...a ty nie?”
„Antiope!”
Zamykam usta, gdy słyszę, że ojciec jest tak zły. Rzadko pokazuje swój gniew, ale w tej chwili patrzy na mnie ciężkim wzrokiem. Jego oczy płoną.
Od razu wiem, że on nigdy nie zmieni zdania.
Muszę sama podejmować własne decyzje. Zgłoszę to królowi alfa. Jeśli będzie trzeba, wyzwę nawet własnego ojca do walki o to stanowisko.
„Pojedziesz na polowanie godowe”, rozkazuje.
„Nie pojadę”.
„To”, wskazuje na papier, który wciąż trzymam w dłoni, „jest oficjalne zaproszenie od samego króla alfa. Nie okażesz mu braku szacunku i nie zepsujesz mojego dobrego imienia. Pojedziesz. Jeśli znajdziesz swojego partnera i zdecydujesz się go zignorować lub odrzucić, bądź gotowa ponieść tego konsekwencje”.
„W porządku!”, mówię i szybko się odwracam.
Idę prosto do swojego pokoju i zatrzaskuję za sobą drzwi. Padam na poduszki i wykrzykuję w nie całą swoją frustrację.
Pojadę na to cholerne polowanie godowe, żeby tylko uciec od ojca.















































