
Jupiter's MC Książka 2: Wilk
Autorzy
Lektury
421K
Rozdziały
33
Prolog
Księga 2: Wolf
WOLF
DWIE DEKADY WCZEŚNIEJ
Drugim najlepszym sposobem na powitanie sobotniego poranka jest poczucie, jak ciepło słońca przenika przez rolety. Ale absolutnie najlepszym, przynajmniej według mojej rodziny, jest pobudka obok ukochanej osoby.
Dzisiaj mamy się spotkać z najlepszym przyjacielem mojego taty i jego rodziną. Jestem jednak tak wyczerpany, że oczy same mi się zamykają. Siedziałem do późna, czytając, jak zawsze, gdy wciągnie mnie jakaś książka. Dlatego, jak zwykle, nie spałem do białego rana.
Po kilku minutach leżenia w łóżku z zamkniętymi oczami słyszę cichy chichot po drugiej stronie drzwi. Trudno udawać, że śpię, gdy słyszę ciche skrzypienie. W otwartych drzwiach pojawia się mały urwis, który próbuje zakraść się do mojego pokoju.
Czekam, aż wejdzie na brzeg łóżka i zbierze się do skoku. Wtedy zrywam się i chwytam chichoczącego urwisa. Mała wybucha radosnym, piskliwym śmiechem.
Nie tracąc ani chwili, przystępuję do ataku łaskotek. Mała chichocze, aż jej twarz robi się cała czerwona i brakuje jej tchu.
Po chwili przestaję i siadam, śmiejąc się z jej nieudanej próby zaskoczenia mnie. Kiedy udaje jej się złapać oddech, patrzy na mnie z udawanym dąsem. W jej oczach nadal widać śmiech i psotę.
„Maxi! Dlaczego znowu udawałeś, że śpisz?”
Krzyżuje ręce na piersi, próbując wyglądać na złą. To jednak sprawia, że śmieję się jeszcze bardziej. Powinna już wiedzieć, że nie da rady mnie zaskoczyć.
„Przepraszam, Lottie, ale dobrze wiesz, że nie zdołasz się do mnie zakraść. Jestem w tym prawdziwym mistrzem, a mistrza nie da się przechytrzyć”, odpowiadam.
Mała prycha pod nosem, siada, a potem zeskakuje z mojego łóżka. Wygładza swoją pogniecioną sukienkę i posyła mi to swoje typowe, zadziorne spojrzenie.
„Ciocia Gina prosiła, żebym cię obudziła, bo śniadanie jest już prawie gotowe”, dodaje.
Po tych słowach wybiega przez otwarte drzwi. Kręcę tylko głową z uśmiechem, widząc, jak urocza potrafi być, kiedy się złości.
Lottie jest najstarszym dzieckiem najlepszego przyjaciela mojego taty, miejscowego policjanta. Spędzamy z nimi każdy weekend, odkąd tylko pamiętam. Z tego, co wiem, ta tradycja zaczęła się na długo przed moimi narodzinami.
Chociaż tata Lottie nie należy do klubu, nasze rodziny zawsze były ze sobą blisko. Lottie i ja dorastaliśmy razem. Urodziła się, gdy miałem trzy lata, i od tamtej pory jest prawdziwym słoneczkiem w moim życiu.
Zawsze mnie wspiera, kiedy mam za sobą trudny dzień w szkole. Mimo różnicy wieku jest moją najlepszą przyjaciółką.
Jeszcze kilka miesięcy temu żadne z nas nie miało rodzeństwa. Teraz jednak Lottie jest starszą siostrą małego chłopca o imieniu Conan.
Kiedy dowiedziałem się, że będzie miała brata, bałem się, że pójdę w odstawkę. Jej jednak jakimś cudem udaje się łączyć bycie starszą siostrą ze spędzaniem czasu ze mną.
Kiedy jestem już gotowy, schodzę po schodach do jadalni. Kieruję się na swoje stałe miejsce obok Lottie. Ona już tam jest i cierpliwie czeka ze swoim pełnym talerzem.
Zgodnie z przewidywaniami, na moim talerzu piętrzy się góra mojego ulubionego jedzenia. Patrzę na nią z uśmiechem, widząc jej dumny uśmiech i swoje własne, radosne odbicie.
Lottie kończy śniadanie w jakieś dziesięć minut, a potem wstaje i zabiera nasze puste szklanki. Podchodzi do kącika z kawą i herbatą. Nalewa nam obojgu mleka i wraca do stołu.
Dziękuję jej i biorę łyk ze swojej szklanki, ale nagle słyszę kobiecy chichot. Podnoszę wzrok i widzę nasze matki po drugiej stronie stołu. Wymieniają ze sobą znaczące spojrzenia.
Zerkam na Violet. Wygląda na równie zdezorientowaną co ja. Wzruszam ramionami i z powrotem spoglądam na nasze matki.
„Coś nie tak? Mam coś na twarzy?”
Obie się śmieją, kręcą głowami i posyłają sobie kolejne spojrzenie.
Słowa mojej mamy zupełnie zbijają mnie z tropu. „Zaczynam już słyszeć w oddali weselne dzwony”.
Ciocia Gina, mama Lottie, odpowiada jej śmiechem. „Tak, chyba też je słyszę. Może już czas zacząć wybierać suknie ślubne”.
Teraz jestem już całkiem zdezorientowany. „O czym wy mówicie? Jakie wesele? Kto bierze ślub?”
Zanim nasze mamy zdążą odpowiedzieć, odzywa się mój tata. „Mówią o tobie i o Lottie, Max”.
Teraz z kolei Lottie patrzy na mojego tatę. Wyraźnie zaciekawiona pyta: „Dlaczego miałabym wyjść za Maxiego? Przecież on jest moim przyjacielem...”.
Tata śmieje się z naszego zdezorientowania. „Nie martwcie się, zrozumiecie, jak będziecie starsi”.
Reszta śniadania upływa nam na radosnych żartach i jedzeniu pyszności. W końcu nadchodzi jednak czas powrotu Lottie i jej rodziny do domu.
Ciocia Gina zapina małego Conana w foteliku samochodowym, a następnie odwraca się do mojej mamy, żeby dokończyć rozmowę. Mój tata, wujek Luke, Lottie i ja wzdychamy ciężko. Dobrze wiemy, że to może trochę potrwać.
Spędzamy na parkingu przed klubem kolejne dziesięć minut, gdy nagle słyszę głośny ryk silnika. Przed bramą z piskiem opon zatrzymuje się jakiś samochód, zwracając uwagę nas wszystkich.
Zanim ktokolwiek zdąży zareagować, mój tata powala mamę na ziemię, chowając ją za samochodem wujka Luke’a. Krzyczy, żeby wszyscy padli na ziemię.
Wtedy moje uszy wypełniają głośne huki, przypominające strzelaniny z filmów akcji. Bez zastanowienia łapię krzyczącą Lottie i osłaniam ją własnym ciałem.
Mijają może dwie minuty i odgłosy wystrzałów milkną. Na chwilę na parkingu zapada martwa cisza. Nagle słyszę przeraźliwy krzyk mężczyzny.
Odwracam głowę i widzę wujka Luke’a, który trzyma ciocię Ginę na kolanach. Kobieta łapie powietrze z bólu, trzymając się za brzuch.
Czuję, jak Lottie szamoce się pode mną, próbując wstać. Puszczam ją wolno.
Kiedy tylko widzi swoich rodziców, krzyczy: „Mamusiu!”.
Podbiega do matki. Po jej twarzy płyną łzy na widok kobiety, która wykrwawia się na kolanach jej ojca.
Stoję jak wmurowany. Zupełnie nie potrafię pojąć tego, co właśnie się dzieje.
Wkrótce na miejsce docierają ratownicy i policja. Słychać wycie syren, widać błyskające światła, ale ja nadal stoję w miejscu, nie mogąc się ruszyć.
Nie ruszam się z miejsca nawet wtedy, gdy Lottie zostaje zabrana do samochodu razem ze swoim płaczącym bratem i ojcem. Po chwili odjeżdżają z piskiem opon, podążając za karetką, w której znajduje się jej mama.
PÓŹNIEJ TEJ SAMEJ NOCY
Wpatruję się w okno, czekając na powrót Lottie. Nagle słyszę ciche pukanie do drzwi sypialni. Odwracam w ich stronę głowę.
„Wejdź”.
Mama powoli otwiera drzwi, a tata wchodzi tuż za nią. Oboje wyglądają, jakby przed chwilą płakali.
Siadają po moich obu stronach pod oknem. Przekazują mi wieści, których tak bardzo się obawiałem.
Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Nie mogę przestać myśleć o tym, że przecież mogłem coś zrobić. Mogłem uratować ciocię Ginę, ale ja po prostu tam stałem. Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że gdybym zareagował w jakikolwiek sposób, Lottie nie straciłaby mamy.
Obiecuję sobie, że od teraz będę lepszy. Przysięgam, że w przyszłości zawsze będę chronił Lottie i jej rodzinę. Już nigdy nie pozwolę, żeby tak bardzo cierpiała.
Nie mam jeszcze wtedy pojęcia, że już nigdy więcej nie zobaczę mojej małej Lottie.














































