
Klejnot w Koronie - Specjalne Wydanie Walentynkowe
Autorzy
Ellie Sanders
Lektury
24,4K
Rozdziały
3
Rozdział 1: Spotkanie Królów
Wiatr delikatnie wieje wokół mnie. Unosi liście i przesuwa kosmyki moich włosów na twarz.
Wtulam się w gęste futro wewnątrz mojego płaszcza. Wtedy ramię owija się wokół mnie i przyciąga mnie bliżej. Czuję ciepło.
Patrzę w górę na te ciemne, niebezpieczne oczy i uśmiecham się.
A ten okrutny, śmiertelnie niebezpieczny król uśmiecha się do mnie.
„Kazałem ci czekać w środku” – mówi cicho.
„A ja ci powiedziałam, że to byłoby niegrzeczne” – odpowiadam. Patrzę z powrotem na kolejkę ludzi powoli przemieszczających się przez miasto w stronę naszego zamku.
„Bardziej niegrzeczne jest to, że moja królowa stoi tutaj i marznie” – mówi.
Śmieję się. „Ty też czekasz, Kaldanie. Czy to nie jest niegrzeczne?”
Wypuszcza powoli powietrze. „Jestem przyzwyczajony do czekania. Nauczyłem się, że im dłużej się czeka, tym lepsza nagroda.”
„Naprawdę?” – mówię figlarnie.
Jego oczy spoglądają w dół na moje usta. Uśmiecham się. „Czy się nie zgadzasz? Czekałaś na mnie pięć lat?”
„Nie czekałam na ciebie” – mówię. „Uciekałam przed tobą.”
„A jak dobrze było, kiedy w końcu cię złapałem?”
„Może dla ciebie” – mówię. „Czasami zastanawiam się, czy powinnam była dalej uciekać.”
Wybucha głośnym śmiechem. Wszyscy na nas patrzą. „Widzę, że moja królowa postanowiła dziś być złośliwa” – mówi cicho.
„Może lubię trzymać cię w niepewności.”
Pochyla się i całuje mnie, zanim w ogóle to widzę. „A ja lubię cię zaskakiwać.”
Przewracam oczami. Widzę, że Diena nas obserwuje. Wszyscy inni też patrzą.
Nie uwierzylibyście, że urodziła dwóch zdrowych chłopców zaledwie cztery miesiące temu. Wygląda pięknie. Nie sądzę, żeby ona i Samald kiedykolwiek byli szczęśliwsi.
Patrzę z powrotem na Kaldana. Wpatruje się w widok na miasto pod nami.
„Musisz się dobrze zachowywać. Nie trać panowania nad sobą” – mówię cicho. Wiem, ilu dumnych ludzi przyjeżdża nas teraz zobaczyć.
A czego nie potrzebujemy po sześciu miesiącach pokoju, to kolejnej krwawej wojny.
„Obiecam tylko, jeśli ty obiecasz to samo.”
„Ja?” – mówię. Jestem zaskoczona. Kiedy ja się nie zachowuję dobrze?
Pochyla się blisko. Jego usta są tuż przy moim uchu. „Nie kusz mnie do łóżka, kiedy muszę zostać do późna z naszymi gośćmi.”
Otwieram usta, żeby odpowiedzieć. Ale w tym samym momencie wszystkie trąby wokół murów nagle grzmią. Zamiast tego podskakuję.
„No to jedziemy” – mówi cicho Kaldan. Pierwszy powóz wjeżdża pod bramę. Widzę po flagach, że to Helos.
Ma sens, że przywódca Wielkiej Rady jest pierwszy. Ale część mnie życzy sobie, żeby był tu ktoś inny. Ktoś, kto mógłby pomóc. Ktoś, kto mógłby sprawić, że ten król byłby mniej przerażający.
Ramię Kaldana opada z mojej talii, by wziąć moją dłoń. Ściska ją w pocieszający sposób.
Wiem, że to nie powinno mieć znaczenia. Minęło tyle czasu. Ale myśl o ponownym zobaczeniu Helosa po wszystkim nie jest przyjemna.
Drzwi powozu się otwierają. Jeden z naszych służących podchodzi, żeby pomóc. Ale Helos już tam jest, wysiadając. Znowu jestem zaskoczona tym, jak ogromny jest. Jak wielki jest ten mężczyzna.
Odwraca się i wyciąga rękę. Ku mojemu zaskoczeniu widzę, jak kobieta ją przyjmuje.
Mocno przygryżam język, żeby powstrzymać się od westchnienia. Jego niebieskowłosa królowa syren wysiada i uśmiecha się do niego. On mówi jej coś cicho. Ona rzuca mu takie spojrzenie, że nawet ja zaczynam się rumienić.
„Przywiózł swoją żonę” – szepczę do Kaldana.
Kiwa głową ledwo zauważalnie. „Powiedział mi, że to zrobi.”
„I nie pomyślałeś, żeby mi o tym wspomnieć?”
Wzrusza ramionami. „Wystarczająco wielu innych królów przywoziło swoje. Więc to nie robiło wielkiej różnicy.”
„Nie robiło wielkiej różnicy?” – mówię głośno. „Ona jest zupełnie inna.”
„Naprawdę?” – mówi, odwracając się do mnie. „W jaki sposób?”
Moja twarz robi się gorąca. Nawet z tej odległości czuję to. Sposób, w jaki zmienia się powietrze. Małe ślady tego rozchodzące się dookoła. To niewiarygodne, że jedna osoba może mieć taki wpływ, nawet nie próbując.
„Spójrz na nią, jest piękna…„
„Jest” – zgadza się. „A jednak moje oczy widzą tylko ciebie.”
Kręcę głową. Myśli, że może mnie oczarować, ale to nie zadziała. Jest tu bogini pośród nas. Czuję to w powietrzu. Czuję, jak wchodzi w moje kości.
Rozglądam się. Czuję, jakby cały nasz dwór już poddawał się jej urokowi. Wszyscy walczą, żeby się kontrolować.
Król Helos patrzy na nas. Z królową trzymającą go za ramię, idą w naszą stronę.
„Królu Kaldanie. Królowo Arbello.” – Kłania się nam. Jego królowa kłania się wystarczająco nisko, by okazać szacunek.
Oboje kłaniamy się w odpowiedzi. Ale kiedy się prostuje, przyłapuję się na tym, że się w nią wpatruję. Jest niesamowita. Zapiera dech w piersiach. Nie mogę uwierzyć, że faktycznie ją widzę po wszystkim, co słyszałam.
„To moja żona, królowa Kera” – mówi Helos, patrząc między nami.
Mówię coś cicho. Kaldan wydaje z siebie dźwięk. Widzę, że wszystkie inne powozy już podjeżdżają. Wkrótce będzie wystarczająco wielu innych królów, żeby to było mniej niezręczne.
„Dobrze wyglądasz, królowo Arbello” – mówi Helos. „Lepiej niż ostatnim razem, kiedy się spotkaliśmy.”
Moja twarz robi się gorąca, gdy przypominam sobie tę absurdalną sytuację, w której byłam wszystkie te miesiące temu.
„Mam się dobrze” – odpowiadam. „W rzeczywistości mam się więcej niż dobrze.”
„Słyszałam, że należą się gratulacje z okazji narodzin waszego syna” – mówi Kera.
Jej głos jest lekki i melodyjny. Brzmi, jakby śpiewała zamiast mówić.
„Tak, nasz syn ma teraz cztery miesiące” – mówi Kaldan, kiedy ja nie odpowiadam.
„Pamiętam ten wiek” – mówi Kera. „Uwielbiałam moje dzieci w tym wieku.”
Uśmiecham się w odpowiedzi. Wtedy na szczęście inni królowie i inni członkowie Wielkiej Rady podchodzą do nas. Kaldan upewnia się, że jestem przedstawiona im wszystkim. Wszyscy mi się kłaniają.
Wiem, że robi to celowo. Przyznam, że uwielbiam, jak jest zaborczy. Uwielbiam, jak upewnia się, że cała ta Rada rozumie teraz naszą relację.
„Może wejdziemy do środka?” – mówię, gdy wiatr znowu się wzmaga.
Jest jesień. Wkrótce zamieni się w zimę. Po raz pierwszy od tego, co wydaje się wiecznością, jestem podekscytowana śniegiem. Jestem podekscytowana tym, że będę zamknięta w środku przy kominku.
***
Obserwuję Kaldana, jak się ubiera. Kalad jest w moich ramionach, wydając szczęśliwe dźwięki. Jest taki szczęśliwy. Rzadko płacze. Kiedy to robi, łatwo go uspokoić. Może jestem stronnicza, ale naprawdę jest idealnym dzieckiem.
Pukanie do drzwi sprawia, że się zatrzymujemy. Pokojówka woła, informując nas, że jest tam Samald. Sekundy później wchodzi, jakby już dostał pozwolenie.
Patrzy w moją stronę. Nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy na najkrótszą chwilę. Nie wygląda już na złego na mnie, ale nie okazuje też żadnej życzliwości.
Ale kiedy widzi swojego bratanka, jego usta się uśmiechają. Chyba uszczęśliwiłam go w ten sposób. Prawdę mówiąc, dopóki ma plecy Kalada, nie obchodzi mnie, co o mnie myśli.
„Czego chcesz, bracie?” – pyta Kaldan.
„Musimy być ostrożni…„
„Już o tym rozmawialiśmy” – mówi Kaldan, wychodząc. Samald idzie za nim.
„Nie sądzę, żebyś potraktował moje uwagi poważnie…„
„Uwagi o czym?” – pytam.
Samald patrzy na mnie, a potem na Kaldana. „To tylko trochę polityki” – mówi.
„Jakiej polityki?” – odpowiadam. Moje nerwy zaczynają rosnąć.
Jest tu tylu graczy, że każda kłótnia naprawdę mogłaby zamienić się w katastrofę. Ta starannie zaplanowana koronacja mogłaby zamienić się w wojnę.
Kaldan kręci głową i podchodzi do mnie. Kładzie ręce na moich ramionach. „Nic, czym musisz się martwić.”
„To mi powiedz” – odpowiadam.
Wypuszcza powietrze. „To nie jest wielka sprawa.”
„Naprawdę?” – mówię głośno.
„Skoro musisz wiedzieć, jest pewna debata o księżniczce Raegan” – mówi Samald.
„O kim?”
Nigdy nawet o niej nie słyszałam. Ale to niewiele mówi. Nie dostałam zbyt wiele edukacji na dworze mojego brata.
Kaldan poświęca czas, żeby mnie uczyć. Chce się upewnić, że mam wiedzę potrzebną do pomocy w rządzeniu. Ale jestem daleko od tego, gdzie powinnam być.
Spędzam dni, patrząc na mapy, próbując nauczyć się, gdzie są miejsca. Próbuję nauczyć się wszystkich różnych rodów i wszystkich różnych rodzin rządzących. Może mam teraz mózg dziecka, bo czuję, że to do mnie nie dociera.
„Księżniczka Raegan” – powtarza Samald. „Jest dziedziczką tronu Törin.”
Nawet nazwa nic mi nie mówi. Nigdy nie słyszałam o tym kraju, więc nie może być jednym z tych, które tworzą Radę.
„Nie sądziłam, że kobiety mogą dziedziczyć tron” – odpowiadam.
Obaj się uśmiechają.
„Nie mogą” – mówi Kaldan. „Przynajmniej nie do teraz.”
„Więc czy nie jest królową Raegan, jeśli rządzi Törin?”
„Nie jest jeszcze królową. Jej ojciec nie umarł” – mówi Samald.
„Więc co, wszyscy chcą jej ręki?” – odpowiadam. Wiem, dokąd to zmierza. Wiem, czego zawsze chcą, kiedy dyskutują o księżniczkach i królowych.
Kaldan kręci głową. „To nie ma nic wspólnego z Radą” – mówi. „Törin nie jest częścią Rady.”
„Ale wystarczająco wielu z Rady jest zaangażowanych…„
Kaldan znowu kręci głową. „To nie nasza sprawa, co robi południowy kraj i kto nim rządzi.”
„Może, ale to wszystko powód, dla którego nie powinieneś był pozwolić królowi Garissowi uczestniczyć.”
„Dlaczego?” – pytam.
„Nie jest częścią Rady” – mówi Kaldan. „I zabiega o rękę Raegan.”
„To więcej niż to” – mówi Samald. „Zbiera sojuszników. Wykorzystuje swój czas tutaj, żeby upewnić się, że ma poparcie Rady…„
„Nie” – przerywa mu Kaldan. „Jedyną rzeczą, na której wszyscy się skupią, jest koronacja Arbelli. Dlatego przybyli.”
Samald uśmiecha się. „Wiesz lepiej, bracie” – mówi w złośliwy sposób.
Kalad zaczyna płakać w moich ramionach. Kołyszę go przez chwilę, zanim się wymawiam. Zostawiam ich samych.
Nie wiem, kim jest ta dziewczyna Raegan, ale już mi jej żal.
Brzmi jak ja. Kolejna księżniczka wymieniana i sprzedawana temu, kto da najwięcej. Mam tylko nadzieję, że jej ojciec nie jest tak stary i słaby, że nie może jej chronić.
Kiedy wracam do sypialni, widzę, że Kalad jest głodny. Wiem, że powinnam wezwać niańkę. Nie wypada, żeby królowa karmiła swoje dziecko piersią.
A jednak i tak to robię. Karmię Kalada, kiedy nikogo tu nie ma. Kiedy wiem, że mogę to zrobić.
Patrzę za siebie. Widzę Kaldana i jego brata wciąż pogrążonych w rozmowie. Korzystam z okazji. W ciągu chwil od ustawienia go, chwyta i pije łapczywie. Śmieję się.
„Masz apetyt swojego ojca” – mówię cicho, głaszcząc jego włosy.
. . Ma teraz sporo włosów. A jego skóra, która wcześniej tylko trochę przypominała skórę Kaldana, teraz się ściemniała i widać, że jest dracem.
Nucę cichą kołysankę, ciesząc się tymi kilkoma spokojnymi chwilami z moim dzieckiem.
Wkrótce Kaldan i ja będziemy musieli zejść na dół, żeby udawać króla i królową, a Kalad zostanie pod opieką służących.
„Wiedziałem, że prędzej czy później cię przyłapię.”
Wzdycham głośno, odwracając się szybko. Widzę nie tylko Kaldana, ale też jego brata, który na mnie patrzy.
„Co to ma znaczyć?” – szepczę.
Podchodzi do mnie, patrząc na nasze dziecko. „Nie możesz przede mną nic ukryć, Arbello” – mówi cicho.
„Wiedziałeś?” – wzdycham.
Śmieje się cicho. „Oczywiście, że wiedziałem. Czekałem, aż mi powiesz.”
Robi mi się niedobrze. Może powinnam była być z nim szczera.
„Dlaczego tego nie zrobiłaś?” – pyta.
„Ja...” – prawie tracę odwagę, ale zmuszam się, żeby to powiedzieć. „Bałam się tego, co powiesz.”
„Co myślałaś, że powiem?” – odpowiada.
„Że to nie wypada królowej. Że żadna twoja żona nie powinna...”
Przykłada palce do moich ust, powstrzymując mnie od mówienia. „Żadna moja żona nie powinna się bać, żeby być ze mną szczera.”
Kręcę głową. Wiem, że to prawda. Tak bardzo się rozwinęliśmy, nasze zaufanie, nasza miłość.
Ale wciąż trudno nie cofnąć się w przeszłość, nie stać się znowu tą pustą osobą, tą zranioną dziewczyną, która czuła, że może polegać tylko na sobie.
Całuje mnie w głowę, delikatnie, żeby nie obudzić naszego chłopca.
„Kocham cię, Arbello. Kiedy w końcu zrozumiesz, że masz nade mną całkowitą kontrolę, że to ty mną rządzisz.”
Śmieję się. Ja? Rządzić wielkim Kaldanem.
Uśmiecha się w odpowiedzi. „Uwielbiam twój śmiech. Zajęło ci tyle czasu, żeby go odnaleźć.”
Nie wiem, co na to powiedzieć. Przychodzą mi do głowy tylko głupie kwestie, które zepsułyby tę wyjątkową chwilę. Ale naprawdę, nigdy bym się nie roześmiała, gdyby nie on. Nigdy bym też nie poznała szczęścia.
Samald głośno chrząka, dając jasno do zrozumienia, że nie chce być zapomniany, i oboje na niego patrzymy.
„Co?” – mówi Kaldan.
„Rozumiem, że nasza rozmowa się skończyła?” – odpowiada Samald.
„Skończyliśmy. Doceniam twoją radę, a jeśli chcesz mieć oko na Garissa, to proszę bardzo, ale ja nie zamierzam tracić czasu na martwienie się tym. Chodzi o Arbellę, o uczczenie jej jako mojej królowej...”
Patrzę na Samalda, chcąc zobaczyć, jak zareaguje.
Ani razu się nie poskarżył, ani nawet nie podniósł głosu, odkąd Kaldan ogłosił, że będziemy rządzić razem, a ja nie będę fałszywą przywódczynią publicznie i maszyną do robienia dzieci prywatnie, jak większość królowych.
„...o upewnieniu się, że każdy członek Rady okazuje jej szacunek, na jaki zasługuje jako moja królowa.”
„Jak sobie życzysz” – mówi Samald, kłaniając się, a kiedy odwraca się, żeby wyjść, zatrzymuje się. „Diena też karmi naszych chłopców” – mówi. „Więc może to ludzka sprawa.”
Uśmiecham się wtedy. A Kaldan lekko się śmieje.
Diena ma pełne ręce roboty z bliźniakami, ale Samald jest przy niej, upewniając się, że jest dobrze traktowana, że ma mnóstwo służących do pomocy. Właściwie nie mogę powiedzieć nic złego o tym, jak się nią opiekuje i jak jej poświęca uwagę.
„Powinniśmy zejść na dół” – mówi Kaldan.
Kiwam głową. „Jeszcze kilka minut.”
Siada na końcu łóżka, patrząc na mnie, jak stoję, trzymając naszego syna. „Dobrze tak wyglądasz.”
„Jak?” – pytam.
Uśmiecha się. „Z naszym dzieckiem.”
Przygryżam wargę, podchodząc, żeby usiąść obok niego. „Każdego dnia bardziej przypomina ciebie.”
„Oczywiście, że tak; to demonia krew w nim” – stwierdza.
Kalad odrywa się ode mnie i zakrywam się, zanim kładę go na ramieniu, upewniając się, że odbije mu się, tak jak widziałam, że robią służące.
Pojawia się niania i patrzy między nami, wyraźnie bardziej zszokowana niż Kaldan, chociaż zastanawiam się, jak mogła nie wiedzieć, bo musiała się domyślić po tych kilku karmieniach, które od niej dostał.
„Czy mam go wziąć, Wasza Wysokość?” – pyta.
Nie chcę, ale kiwam głową, podając jej go, chociaż przez chwilę myślę o tym, żeby go z powrotem zabrać, przytulić do siebie i powiedzieć, że zostanę w łóżku całą noc zamiast zabawiać królów.
„Kazałem coś dla ciebie zrobić” – mówi Kaldan, kiedy wychodzi. „Coś na uczczenie twojego nowego statusu.”
„Co to jest?” – pytam.
Wstaje, idzie do naszej garderoby i wraca z pudełkiem. Patrzę na nie.
„Otwórz” – rozkazuje.
Podnoszę wzrok, już wiedząc, co jest w środku po jego rozmiarze, a kiedy otwieram zatrzask, otwiera się, pokazując głęboki aksamit w środku. Na środku, lśniąca w świetle świec, leży korona.
Robię wielkie oczy. „Czy nie powinnam czekać do jutra, żeby to dostać?”
Kręci głową. „Jutro otrzymasz swoją prawdziwą koronę. Ta jest bardziej koronetą; jest lżejsza.”
Kiwam głową, patrząc na pięknie skręcone złoto oraz diamenty i rubiny, które zdają się wyrastać z niego jak róże.
„Co o tym myślisz?” – pyta.
„Jest piękna” – mówię.
Wyjmuje ją, rzucając pudełko na łóżko, i delikatnie zakłada mi ją na głowę. Korona jest ciężka, ale nie tak ciężka, jak się spodziewałam.
Bierze mnie za rękę, prowadząc do lustra, i stoję tam, patrząc na siebie.
Korona pasuje do mnie idealnie. Wyglądam jak królowa.
Patrzę z powrotem na Kaldana, który stoi za mną, i uśmiecham się, przypominając sobie, jak dawno temu widziałam nas tak; tylko że byłam jego więźniarką, a nigdy jego równą.
„Jesteś moja, Arbello” – mówi delikatnie. „Zawsze byłaś, a teraz w końcu mogę pokazać światu, jak mieliśmy być od początku.”
„A jak mieliśmy być?” – pytam.
Uśmiecha się, całując moje usta. „Równi” – mówi, jakby czytał w moich myślach.
***
Uczta jest dziwna. Jestem otoczona przez ponad dwudziestu królów i królowe, ale wiem, że wszyscy są tu przeze mnie.
Czuję spojrzenia, które dostaję. Czuję ukradkowe spojrzenia ludzi, kiedy myślą, że nie zauważę.
Siedzę obok Kaldana. Zwykłe miejsca zostały zastąpione ogromnymi tronami.
Dziś wieczorem chce postawić sprawę jasno. Chce, żeby każdy inny władca zobaczył, co mamy, żeby to zobaczył i nie tylko był zazdrosny, ale też przestraszony. Żeby wiedział, że naprawdę jesteśmy siłą, której należy się bać.
Król Helos siedzi obok mnie, a jego żona, piękna syrena, siedzi obok Kaldana. Oboje na honorowych miejscach.
Staram się nie słuchać rozmowy Kaldana. Staram się nie podsłuchiwać, ale przyznam, że się denerwuję, bo wszyscy to czujemy, jak sama obecność syreny na nas wpływa.
Gdyby Helosa tu nie było, gdyby jego moc nie wpływała na cały ten pokój, nie wątpię, że coś by się stało.
„Dobrze sobie poradziłaś, Arbello” – mówi cicho Helos.
Odwracam głowę, marszcząc brwi. „W jakim sensie?”
Uśmiecha się do mnie łagodnie.
„Kiedy spotkałem cię ostatnio, byłaś przestraszoną dziewczyną, uwięzioną między dwoma potężnymi watażkami, ale teraz, teraz myślę, że weszłaś w swoją rolę. W końcu znalazłaś swoją własną moc.”
„Nie” – odpowiadam. „Nie znalazłam jej. Kaldan mi ją pokazał.”
Uśmiecha się do mnie ze zrozumieniem. „Być może” – mówi, zanim rozgląda się po pokoju, a kiedy podążam za nim wzrokiem, widzę tak wielu ludzi, którzy nas obserwują, bez wątpienia próbując się domyślić, o czym mówimy.
„Ten świat się zmienia” – mówi cicho.
„W jakim sensie?” – pytam.
„My, mężczyźni, w końcu zaczynamy rozumieć, że kobiety to nie tylko rzeczy do posiadania.”
Marszczę brwi, niepewna, jak odpowiedzieć. Czy Kaldan by się z tym zgodził? Kilka miesięcy temu powiedziałabym, że nie. Kilka miesięcy temu Kaldan dawał jasno do zrozumienia, że tak właśnie mnie postrzega. Jako coś do posiadania.
Śmieje się cicho. „Och, zgadzam się, mamy jeszcze kawałek drogi przed sobą, ale nawet ty musisz to czuć. W końcu wielki Kaldan spędził pięć lat, polując na ciebie.”
„A kiedy w końcu cię zdobył, zamiast zamknąć cię jak jakiś piękny klejnot, upewnia się, że wszyscy uznają cię za jego równą.”
Czuję, jak twarz mi płonie. „Jestem jego równą” – stwierdzam.
Kiwa głową. „Ale nie każdy mężczyzna postąpiłby tak jak Kaldan.”
„Ty nie postąpiłeś” – mówię, zanim zdążę się powstrzymać, i od razu tego żałuję.
„Nie” – przyznaje. „Ale Kera i ja jesteśmy bardziej skomplikowani. To, kim ona jest, sprawia, że to skomplikowane. Jest moją królową pod każdym względem, chociaż nazywana jest małżonką.”
„Naprawdę ją kochasz” – mówię.
Jego oczy zdają się świecić na moje słowa. „Kera nauczyła mnie wielu rzeczy. To ona pomogła napędzić tę krucjatę.”
„Jaką krucjatę?”
„Żeby uczynić ten świat bezpieczniejszym. Żeby upewnić się, że ludzie tacy jak Luxley i twój brat nie mogą działać bez konsekwencji.”
Wydaję z siebie niedowierzający dźwięk. Nie chcę, ale brzmi, jakby nie miał pojęcia, co się teraz dzieje. Brzmi, jakby żył w wymyślonym świecie.
„Nie wierzysz mi” – mówi, niemal rozbawiony.
Biorę łyk wina, a potem odwracam się do niego całkowicie. „Czy wiesz, o czym połowa Rady rozmawia za twoimi plecami?”
Mrużą oczy. „Powiedz mi.”
„Księżniczka Raegan.”
Jego oczy ciemnieją. „Törin nie jest częścią Wielkiej Rady...”
„A jednak wszyscy zdają się bardzo martwić o tę księżniczkę i o to, za kogo może, a za kogo nie może wyjść.”
Czuję to, jego niezadowolenie mieszające się w powietrzu. „Król Lux nie jest głupcem. Nie zostawi swojej córki bez ochrony.”
„Ale myślałam, że uczyniłeś ten świat bezpieczniejszym?”
Wzdycha. „Uczyniłem, Arbello, ale nawet takie rzeczy wymagają czasu.”
„Więc co, Rada wkroczy?”
Kręci głową. „Nie możemy. Zrobienie tego przyniosłoby wojnę.”
„Zrobiłeś to w moim przypadku.”
„To było inaczej. Zostałaś przekazana...”
Macham ręką, nie martwiąc się już tak bardzo o to, że go obrażam. „Nie chcę, żeby księżniczka Raegan przechodziła przez to, przez co ja przeszłam” – stwierdzam.
Helos mrużą oczy. „Nie mogę zrobić nic poza wysłaniem wysłanników.”
„Ale to zrobisz?”
Opiera się na krześle, jakby mnie oceniał. „Rozumiesz swoją rolę w Radzie, prawda, Arbello?”
Marszczę brwi, zdezorientowana. Jaką rolę mam?
„Masz miejsce obok Kaldana. Ty też masz głos.”
„Więc...”
„Pomyślę o tym, co powiedziałaś.”
„Co powiedziała Arbella?” – pyta Kaldan, patrząc między nami, a ja czuję się nieswojo, czując, że przekroczyłam swoje miejsce.
Helos uśmiecha się niemal życzliwie. „Twoja królowa jest bardzo elokwentna, królu Kaldanie” – mówi Helos.
Kaldan patrzy na mnie, a ja staram się uśmiechnąć.
„Może czas na jakąś rozrywkę?” – mruczy Kera.
Helos kiwa głową, patrząc na Kaldana w sposób, który jasno daje do zrozumienia, że nie powie więcej.
Zapadam się z powrotem w swój tron, czując, że mogłam właśnie poważnie nawalić, a przez cały czas, kiedy tancerze są tutaj, występując, czuję, jak Kaldan na mnie patrzy, obserwuje mnie.
Tylko nic nie mówię. Nie odważam się.















































