
Uśmiech miliardera: Gdy dzwoni szef
Autorzy
Lektury
449K
Rozdziały
34
Rozdział 1
Część 3: Kiedy szef wzywa
MELISSA
Poprawiłam marynarkę już po raz piąty, czekając w eleganckim, nowoczesnym holu Vanguard Industries. W wypolerowanych szklanych ścianach odbijała się spokojna, lecz pełna pośpiechu energia przechodzących ludzi.
Powietrze wibrowało od pełnego profesjonalizmu. Cichy stukot obcasów i przytłumione rozmowy przypominały mi, że jestem daleko od urzędów państwowych, w których zawsze chciałam pracować.
Wciąż czekałam na telefon z urzędu w sprawie stanowiska radcy prawnego, o które się ubiegałam. To nie było miejsce, w którym chciałam być. Nie mogłam jednak pozwolić sobie na bezczynne siedzenie i czekanie.
Zapracowałam na to wyczerpującymi egzaminami i niekończącymi się godzinami nauki. To było wszystko, o co walczyłam. Chciałam stabilności, prestiżu i szansy na to, by naprawdę coś zmienić. Ale to czekanie było po prostu nie do zniesienia.
Zdałam egzamin państwowy wiele miesięcy temu, ale proces rekrutacji przypominał czarną dziurę. Urzędy działają bardzo powoli. Sprawdzają przeszłość, wydają zgody, a czasem nawet dokładnie weryfikują bezpieczeństwo.
Tymczasem moje rachunki za czynsz nie mogły czekać. Byłam więc tutaj i ubiegałam się o stanowisko, które nie pasowało do moich wielkich planów. Wydawało się jednak najlepszym sposobem, aby zachować bystrość umysłu i stałe zatrudnienie.
Vanguard Industries było potężną korporacją, która miała udziały we wszystkim. Zaczynając od kontraktów rządowych, przez prywatne inwestycje, aż po międzynarodowe partnerstwa. Potrzebowali prawnika, który świetnie orientuje się w rządowych umowach. Traf chciał, że to była moja specjalność.
Nie żebym nie czuła się na to stanowisko zbyt mądra. Lata kursów, liczne certyfikaty i dyplom z biznesu świetnie przygotowały mnie do trudnej pracy w sektorze publicznym.
A ta praca? Wydawała się tylko drobnym przystankiem, z którego nie mogłam zrezygnować.
Wysłałam wiadomość do Caroline. To moja przyjaciółka, która dzieliła to samo marzenie. Ona też chciała zostać prawnikiem rządowym. Chociaż jej kwalifikacje nie były tak imponujące, a wyniki z egzaminów nieco słabsze, wciąż nie traciła nadziei.
Podobnie jak ja, ona również szukała pracy tymczasowej podczas tych długich tygodni oczekiwania. Była dla mnie ogromnym wsparciem w tym trudnym procesie. Spojrzałam na lustrzaną ścianę obok, by przyjrzeć się swojemu odbiciu.
Moje rude włosy były związane w gładki kucyk. Zielone oczy, które zazwyczaj emanowały pewnością siebie, wydawały się teraz nieco za duże pod lekką warstwą tuszu do rzęs. Zacisnęłam wargi, sprawdzając jasnokoralową szminkę, którą nałożyłam tego ranka.
Nie mogłam wyglądać na zdenerwowaną.
„Ty też przyszłaś w sprawie stanowiska prawnika?”
Głos obok zupełnie wyrwał mnie z zamyślenia. Odwróciłam się i zobaczyłam kobietę z ciemnobrązowymi włosami obciętymi na krótkiego boba. Jej ciepły, pełen ciekawości uśmiech natychmiast mnie uspokoił.
„Tak”, odpowiedziałam, szczerze odwzajemniając uśmiech. „Jestem Melissa Callahan. A ty?”
„Sofia Harper”, powiedziała, wyciągając do mnie rękę na powitanie. „Przyszłam w sprawie stanowiska z zakresu prawa korporacyjnego. A ty?”
„Umowy rządowe”, odpowiedziałam, mocno ściskając jej dłoń.
Jej uśmiech natychmiast się poszerzył. „Świetnie. Może obie dostaniemy tę pracę i uratujemy się nawzajem przed chaosem, który nam tu zgotują.”
Zaśmiałam się cicho, wdzięczna za tę odrobinę luzu. „Stoi.”
„Melissa Callahan?” Głos recepcjonistki przerwał moje rozmyślania. Jej chłodny, profesjonalny ton od razu przykuł moją uwagę.
Wstałam szybko z miejsca i wygładziłam spódnicę, podchodząc do jej biurka. „Czekają na panią w sali konferencyjnej”, powiedziała z wyuczonym, sztucznym uśmiechem.
Sala przesłuchań onieśmielała mnie równie mocno jak hol. Po drugiej stronie dużego stołu siedziała trójka menedżerów. Ich pytania były trafne i bardzo konkretne.
Odpowiadałam na wszystko z wyćwiczoną łatwością. Opowiedziałam o moich studiach z prawa regulacyjnego, doświadczeniu z umowami rządowymi i licznych zdobytych certyfikatach. Kilka razy zauważyłam ich uniesione z wrażenia brwi. Było jasne, że nie spodziewali się kogoś tak dobrze przygotowanego.
„Dziękujemy, panno Callahan”, powiedział główny menedżer, wyciągając do mnie dłoń na zakończenie rozmowy. „Wkrótce się z panią skontaktujemy.”
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się uprzejmie podczas pakowania moich dokumentów. Byłam już w połowie drogi do wyjścia, kiedy menedżerka głośno zawołała za mną.
„Właściwie, panno Callahan”, powiedziała, zatrzymując się na chwilę. „Pan Hayes chciałby się z panią spotkać, zanim pani wyjdzie.”
Zamarłam w bezruchu. Moja dłoń mocno zacisnęła się na pasku od torebki. „Pan Hayes?” powtórzyłam. Mój głos lekko zadrżał.
Menedżerka powoli skinęła głową, a jej uśmiech stał się nieco bardziej napięty. „Tak. Lubi osobiście poznawać kluczowych kandydatów na to stanowisko.”
Ścisnęło mnie mocno w żołądku. Ethan Hayes.
To nazwisko było wprost synonimem władzy i bezwzględności. Nie był on tylko dyrektorem generalnym firmy Vanguard Industries. Był wielką legendą w świecie biznesu.
Słynął z niezwykle ostrego instynktu i niesłabnącej determinacji. Budził w ludziach zarówno szacunek, jak i strach. Poprowadzono mnie przez labirynt przeszklonych biur i wypolerowanych korytarzy, aż dotarliśmy wreszcie do imponujących, podwójnych drzwi.
Menedżerka zapukała w nie tylko raz. Potem otworzyła je i gestem dłoni zaprosiła mnie, abym weszła do środka.
Gabinet był po prostu ogromny. Sięgające od podłogi do samego sufitu okna oferowały zapierający dech w piersiach widok na panoramę całego miasta. Jednak to mężczyzna siedzący za biurkiem przyciągał moją całą uwagę.
Ethan Hayes od razu wstał, gdy weszłam do środka. Jego wysoka sylwetka była ubrana w idealnie skrojony, drogi garnitur. Miał szerokie ramiona i był tak przystojny, że nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Jego ciemne włosy były idealnie ułożone, a bardzo ostra linia żuchwy była gładko ogolona. Jego przenikliwe, niebieskie oczy spoczęły na mnie z intensywnością, która aż zaparła mi dech w piersiach.
„Panno Callahan”, powiedział na powitanie. Jego głęboki głos zabrzmiał bardzo gładko i stanowczo, gdy wyciągnął do mnie dłoń.
Uścisnęłam ją niepewnie. Gorąco napłynęło na moje policzki, gdy jego ciepły dotyk wywołał we mnie silny dreszcz emocji. Weź się w garść, Melissa.
„Panie Hayes”, odpowiedziałam od razu. Mój głos był bardzo opanowany, chociaż serce biło mi w piersi jak oszalałe.
„Proszę usiąść.”
Opadłam ciężko na wolne krzesło. Ściskałam w rękach teczkę z dokumentami jak tarczę obronną. Jego spojrzenie było niepokojąco ostre. Czułam się tak, jakby prześwietlał mnie na wylot.
Ethan Hayes z całą pewnością emanował chłodną, dominującą aurą. Przez to luksusowy gabinet wydawał się jeszcze bardziej onieśmielający.
„Przejrzałem dokładnie pani dokumenty”, zaczął powoli. Jego ton był krótki i w pełni profesjonalny. „Robią naprawdę duże wrażenie. Ma pani zdecydowanie zbyt wysokie kwalifikacje na stanowisko, na które teraz rekrutujemy.”
Starałam się za wszelką cenę nie rzednąć miną. Zbyt wysokie kwalifikacje. To na pewno nie wróżyło nic dobrego.
„Jednakże”, kontynuował, a jego ostre spojrzenie przeszywało mnie na wskroś. „Pani obszerna wiedza z zakresu umów rządowych to dokładnie to, czego teraz potrzebujemy. A pani dyplom z prawa regulacyjnego bardzo mocno panią wyróżnia na tle innych.”
Skinęłam głową na znak zgody. Walczyłam ze sobą, by odzyskać głos. „Dziękuję, proszę pana. Bardzo ciężko pracowałam, by wyspecjalizować się w tej jednej dziedzinie.”
Mężczyzna lekko przekrzywił głowę na bok. Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji. „Dlaczego właściwie Vanguard Industries, panno Callahan? Ktoś z pani imponującym wykształceniem mógłby celować znacznie wyżej. Albo chociaż poczekać na coś, co lepiej pasuje do pani szerokiego doświadczenia.”
On już zdołał mnie przejrzeć.
Zahałam się przez chwilę i szybko wróciłam do wyuczonej odpowiedzi, którą podałam wcześniej. „Mocno wierzę, że każde nowe doświadczenie ma swoją ogromną wartość, panie Hayes. Chcę się po prostu dalej rozwijać. Chcę wnosić jednocześnie swój własny wkład do firmy o takiej renomie jak Vanguard.”
Dosłownie przewiercał mnie wzrokiem. Kącik jego ust drgnął lekko w cieniu ironicznego uśmiechu. „A teraz proszę mi powiedzieć prawdę.”
Moje serce na ułamek sekundy się zatrzymało. Przeklęte, piękne oczy.
„Ja...” Wzięłam powoli bardzo głęboki oddech. „Zdałam egzamin na ważne stanowisko w sektorze publicznym. Czekam teraz na telefon z urzędu, ale nie chcę w tym czasie siedzieć z założonymi rękami.”
Spojrzałam na chwilę w dół na swoje zaciśnięte dłonie, a potem znów na niego.
„A szczera prawda jest taka, że wybrałam tę trudną ścieżkę ze względu na mojego dziadka. Był cenionym radcą prawnym. Był też uparty, idealistyczny i bardzo uczciwy. Szczerze wierzył w to, że prawo zawsze powinno chronić słabszych ludzi, a nie samą władzę.”
Dorastałam, codziennie patrząc, jak mocno walczy o to, co jest słuszne. Robił to, nawet gdy płacił za to bardzo wysoką cenę. Chciałam to dalej kontynuować. Oczywiście na swój własny sposób.
Przez ułamek sekundy w pięknych oczach Ethana coś szybko błysnęło. Może była to ukryta ciekawość.
Ethan odchylił się lekko na swoim krześle. Przez kilka kolejnych, długich sekund uważnie mi się przyglądał w ciszy.
„Jest pani niezwykle odświeżająco szczera”, powiedział w końcu, przerywając ciszę. „A przy pani wysokich kwalifikacjach taka szczerość to w dzisiejszych czasach wielka rzadkość.”
Zamrugałam z niedowierzaniem. Zanim w ogóle zdołałam przetrawić w myślach jego słowa, wstał zza swojego biurka.
„Zaczyna pani od poniedziałku”, powiedział po prostu. Jego ton zupełnie nie znosił żadnego sprzeciwu. Rozmowa była zakończona.
Szybko zerwałam się na równe nogi. Mocno ścisnęłam w dłoniach swoją teczkę z dokumentami.
„Dziękuję bardzo, panie Hayes. Na pewno pana nie zawiodę.”
„To się jeszcze okaże”, odparł. Jego twarz znów nie zdradzała zupełnie żadnych emocji.
Kiedy powoli wychodziłam z gabinetu, moje nerwy były napięte do samych granic możliwości. Mimo to zapłonęła we mnie zupełnie nowa iskra determinacji.
Ethan Hayes może i budził duży strach, ale na pewno nie zamierzałam pozwolić, by mnie to jakoś powstrzymało.
Opuściłam cicho gabinet oszołomiona. Jednak czułam się jak prawdziwa zwyciężczyni.
Sofia grzecznie czekała na mnie w holu. Jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej na mój widok.
„I jak poszło?” zapytała szybko.
„Dostałam tę pracę”, odpowiedziałam cicho. Szok wciąż był bardzo słyszalny w moim głosie.
Zaśmiała się głośno i od razu objęła mnie swoim ramieniem.
„Ja też dostałam. Wygląda na to, że będziemy tu pracować razem.”
Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz na rześkie, chłodne popołudniowe powietrze, nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu na twarzy.
To nie był mój główny plan, ale to był bardzo dobry początek.
A jeśli Ethan Hayes był tak samo bezwzględny, na jakiego w rzeczywistości wyglądał, zapowiadała się prawdziwa jazda bez trzymanki.
Nie mogłam się doczekać, by zacząć pracę. To nie była praca moich marzeń. Ale to było jednak coś. Krok w dobrą stronę dla mojej kariery.
Wymieniłyśmy się z Sofią numerami telefonów zaraz po udanym spotkaniu. Następnego ranka napisała do mnie wiadomość. Zaproponowała szybką kawę tuż przed oficjalnym rozpoczęciem pierwszego dnia pracy.
Lokalna kawiarnia od rana głośno tętniła radosną, poranną energią.
Usiadłyśmy przy małym stoliku w rogu. Piłyśmy kawę i udawałyśmy przed sobą, że wcale się nie stresujemy nową pracą.
„Szalone Vanguard Industries”, powiedziała Sofia z szeroko otwartymi oczami. „To dokładnie tak jak nagły skok na głęboką wodę. I bardzo mi się to podoba.”
Uśmiechnęłam się nieco blado. „To naprawdę dobre miejsce, żeby zająć na dłużej czymś głowę.”
Uniosła wysoko jedną brew. „Zupełnie nie brzmisz na zachwyconą tym faktem.”
„To tylko praca tymczasowa”, przyznałam cicho. „Wciąż z utęsknieniem czekam na moje wymarzone stanowisko w rządzie.”
„Mimo wszystko”, powiedziała z promiennym uśmiechem. „Dajmy z siebie dzisiaj wszystko, póki tu jesteśmy na miejscu.”
Pierwszego oficjalnego dnia pracy biura Vanguard robiły na nas jeszcze większe wrażenie niż wcześniej.
Weszłyśmy do środka razem z Sofią. Gwar wokół nas był dość brutalnym przypomnieniem o bardzo wysokiej stawce w miejscu, do którego właśnie wkroczyłyśmy.
„Powodzenia”, powiedziała cicho Sofia. Następnie rozdzieliłyśmy się i każda z nas poszła do swojego działu.
„Wzajemnie”, odpowiedziałam jej. Próbowałam usilnie zebrać w sobie chociaż odrobinę pewności siebie.
Skierowałam się prosto do swojego biurka. Znajdowało się w bardzo eleganckiej, otwartej przestrzeni biurowej z pięknym widokiem na leżące w dole budynki i miasto.
Mój nowy komputer był już podłączony, a na czystym biurku czekał na mnie gruby stos przygotowanych teczek.
Ledwo zdążyłam się rozgościć na fotelu, gdy na ekranie mojego monitora pojawiło się głośne powiadomienie o nowej wiadomości e-mail.
Nadawca: Ethan Hayes.
Mój palec lekko drżał, gdy klikałam w tę nieoczekiwaną wiadomość.
Temat: Kontrakty priorytetowe
Wiadomość: Panno Callahan, proszę dokładnie sprawdzić załączone umowy pod kątem zgodności z nowymi przepisami rządowymi. Proszę zaznaczyć wszelkie nieprawidłowości i przygotować krótki raport do końca dnia. EH.
Krótko. Bezpośrednio. Surowo.
Wypuściłam bardzo powoli zebrane w płucach powietrze. Próbowałam w ten sposób uspokoić zszargane nerwy podczas otwierania załączonych plików.
Umowy były bardzo zawiłe i szczegółowe. Na całe szczęście idealnie wpisywały się w główny obszar mojej prawniczej specjalizacji.
Mimo to, sama świadomość, że były to jego ważne priorytetowe dokumenty, mocno przyspieszała mi tętno.
Do południa byłam już całkowicie pochłonięta trudnym prawniczym żargonem. Moje palce szybko śmigały po klawiaturze, gdy sporządzałam liczne notatki.
Byłam na tym zadaniu tak mocno skupiona, że zupełnie nie usłyszałam odgłosu zbliżających się powoli kroków. Dopiero ciemny cień padający na moje biurko wyrwał mnie z tego transu.
Szybko podniosłam wzrok. Moje serce natychmiast zabiło mocniej. Ethan Hayes stał tuż przede mną. Jego lodowate, niebieskie oczy mierzyły mnie z tą samą niepokojącą intensywnością co podczas rozmowy.
„Panno Callahan”, powiedział. Jego ton był równie zimny i całkowicie opanowany co jego krótki e-mail. „Ma pani może chwilę?”
„Oczywiście”, powiedziałam bardzo szybko. Mój własny głos wyraźnie zdradzał ogromne zdenerwowanie.
Ruchem ręki nakazał mi pójść za nim. Poprowadził mnie korytarzem do pobliskiej sali konferencyjnej.
Kiedy weszłam za nim do środka, byłam niezwykle świadoma jego fizycznej obecności. Jego dość szerokich ramion, bardzo pewnego kroku i tego, jak jego skrojony na miarę garnitur leżał na nim wręcz niesprawiedliwie idealnie.
Wręczył mi kolejną teczkę. Jego długie palce na ułamek sekundy niespodziewanie otarły się o moje.
Ten delikatny dotyk wywołał we mnie nagły wstrząs. Modliłam się w duchu, by nie zauważył mojej gwałtownej reakcji.
„Te dokumenty dotyczą jednego z naszych najważniejszych rządowych kontraktów”, wyjaśnił krótko. „Oczekuję na pani zalecenia przed samym końcem dnia.”
Skinęłam delikatnie głową. Ściskałam otrzymaną teczkę z siłą jak małe koło ratunkowe. „Zrozumiałam.”
Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie przez krótką chwilę dłużej. Jego twarz wciąż nie wyrażała absolutnie niczego.
Następnie skinął krótko głową i odwrócił się, by szybko wyjść z sali.
Kiedy tylko duże drzwi się za nim cicho zamknęły, wypuściłam drżący oddech. Moje serce dudniło mi w uszach.
Weź się wreszcie w garść, Melissa, zganiłam się mocno w myślach. To tylko i wyłącznie twój nowy szef. Zimny, wymagający i absurdalnie przystojny szef.
Nieważne jednak, jak bardzo starałam się po tym wszystkim skupić na powierzonym mi zadaniu. Wspomnienie jego przenikliwego spojrzenia i przelotnego dotyku jego palców zupełnie nie dawało mi spokoju. Nie mogłam się na niczym skoncentrować.
Tego samego wieczoru Sofia wpadła znienacka do mojego biura. Wręcz podskakiwała w miejscu z ekscytacji.
„Dobra. Muszę cię o to zapytać. Czy ty poznałaś już Ethana Hayesa?”
Zamrugałam kilka razy zdezorientowana. „Co masz na myśli?”
„Chodzi mi o to, że przepracowałam dzisiaj cały dzień i ani razu go nie widziałam. Ani jednego razu. Mój menedżer twierdzi, że on nigdy nie schodzi na nasze piętra. Nie rozmawia z nowymi pracownikami. Jest tutaj jak duch w garniturze za dziesięć tysięcy dolarów.”
Zawahałam się. Moje serce zamarło na moment. „Przyszedł dzisiaj do mojego biurka”, powiedziałam cicho.
Oczy Sofii od razu rozszerzyły się z szoku. „Zrobił co?”
„Zlecił mi pracę nad nową umową. Osobiście.”
Całkowicie opadła jej szczęka z wrażenia. „Dziewczyno, nie wiesz, co to tak naprawdę oznacza, prawda?”
Może faktycznie tego nie wiedziałam.














































