
Błyskawica w jego dotyku
Autorzy
Lektury
540K
Rozdziały
69
Wyrwana z korzeniami
„Jesteś w niebezpieczeństwie”.
Wren drgnęła, słysząc szept tuż przy uchu, i rozejrzała się po ulicy w poszukiwaniu jego źródła.
„Proszę, chodź ze mną. Teraz. Zanim komuś stanie się krzywda”.
Wren odwróciła się i zobaczyła starszego pana stojącego tuż obok. Był zbyt blisko, więc natychmiast odskoczyła. Obudził się w niej instynkt walki.
Mężczyzna skinął głową. „Dobrze. Niedługo będziesz potrzebować tego refleksu. Chodź”. Wskazał na czterodrzwiowego sedana zaparkowanego obok nich.
„Nie. Ma. Mowy”, odpowiedziała Wren.
Starszy pan nie wydawał się zaskoczony jej reakcją. Rozejrzał się tylko, po czym znów skupił na niej uwagę.
„Proszę wybaczyć moją bezpośredniość, ale czas nagli. Nie wiem, jak cię znaleźli, ale właśnie w tej chwili na ciebie polują. Jeśli Istoty dotrą tu przed naszym odjazdem, obawiam się, że ucierpią inni ludzie. Proszę cię teraz o zaufanie i współpracę”.
Wren zaśmiała się krótko. Ten człowiek był kompletnym szaleńcem.
Kiedy odwróciła się, by uciec przed nim do kawiarni, poczuła potężne uderzenie. Jakaś ogromna siła uniosła ją w powietrze i rzuciła prosto w drzwi, przez które właśnie zamierzała uciec.
Wokół niej wybuchł hałas. Potrząsnęła głową i spróbowała wstać. Poczuła, że po twarzy spływa jej jakaś ciecz. Patrzyła, jak krople krwi spadają na betonowe schody.
No cóż. To nie jest dobre, pomyślała Wren, zaczynając oceniać resztę swojego ciała pod kątem obrażeń. W końcu udało jej się stanąć o własnych siłach.
Odwróciła się i znów zamarła. Na jej oczach starszy pan walczył ze stworem, który z pewnością nie pochodził z tego świata.
Wren rozejrzała się, by sprawdzić, czy ktoś jeszcze to widzi. Ludzie, którzy byli tu zaledwie kilka sekund temu, po prostu zniknęli.
O co tu chodzi?
Wren patrzyła, jak starszy pan wciąż walczy ze stworem. Nie, on nazwał to Istotą. Istota zadała cios, a starszy pan przeleciał przez ulicę. Jego ciało bezwładnie uderzyło o budynek z głośnym trzaskiem.
Z tego już się nie podniesie.
Wren spojrzała na Istotę przed sobą. Ogarnął ją strach. Zamarła, gdy wzrok stwora spoczął na niej.
Potwór miał co najmniej trzy metry wzrostu, a jego skóra mieniła się purpurowym odcieniem. Miał ciało chuderlawego nastolatka, który rósł zbyt szybko, by jego organizm mógł za tym nadążyć.
Gdy stwór ruszył w jej stronę, jego rozdwojony ogon leniwie falował z tyłu. Wzdłuż kręgosłupa i na ramionach Istoty sterczały kolce. Szedł wprost na nią. Stała się jego kolejnym celem.
Wren gorączkowo szukała broni. Jakiejkolwiek broni. Stwór wyciągnął w jej stronę wielkie dłonie. Jego ostre jak sztylety pazury wysuwały się w zwolnionym tempie. Istota śmierdziała zgnilizną i krwią.
Otworzył szeroko paszczę, ukazując nie jeden, ale dwa rzędy poszarpanych zębów. Z ich nierównych krawędzi kapała zielona maź. Jego język powoli wysunął się niczym wąż i zlizał śluz. Puste oczodoły wpatrywały się w nią.
Pazury stwora owinęły się wokół jej szyi i zacisnęły. Wren walczyła z ogarniającą ją ciemnością. Drapała zimną, szorstką skórę Istoty, która trzymała ją w mocnym uścisku.
Właśnie gdy ciemność zaczęła pochłaniać jej umysł, zobaczyła jasne światło wypełniające powietrze.
A więc to już koniec.
DWA DNI PÓŹNIEJ
Wren weszła za starszym panem do znajdującej się przed nimi rezydencji. Czterdzieści osiem godzin wcześniej jej życie stanęło na głowie, gdy ten dziwny człowiek pojawił się u jej boku.
Najpierw uratował ją przed śmiercią. Potem oznajmił, że stanie się częścią elitarnej grupy ludzi. Mieli oni rozpoznawać i pokonywać potwory zwane „Istotami”, które zagrażały ludzkości.
Teraz znalazła się przed starą rezydencją na wyspie pośrodku morza. Nie miała pojęcia, gdzie jest ani co ją czeka, ale czuła, że jest gotowa na wszystko.
„Idziesz, panno Wren?” zapytał starszy pan, który wcześniej przedstawił się jako pan Lee, stając przed drzwiami.
„Tak, proszę pana”, odpowiedziała.
Przekroczyła próg budynku i rozejrzała się. Od razu zauważyła dwoje ludzi, którzy schodzili ku nim po wspaniałych schodach.
Pan Lee odezwał się swoim cichym głosem. „To będzie twój nowy dom”.
Już się tego domyśliła, ale kimże była, by sprzeciwiać się człowiekowi, który uratował jej życie zaledwie dwa dni temu?
„Dom jest podzielony na różne apartamenty, aby każdy miał własną przestrzeń”, kontynuował, wskazując dłonią różne drzwi.
„Główny gabinet, z biurkami dla każdego, znajduje się za drzwiami po lewej. Za drugimi drzwiami jest biblioteka”. Odwrócił się i wskazał na drugą stronę wielkiego holu.
„Za pierwszymi drzwiami po prawej znajdziesz salon do przyjmowania gości. Drugie drzwi prowadzą do jadalni i kuchni”. Zatrzymał się i odwrócił w jej stronę.
„Będziecie jeść posiłki razem. Raz w miesiącu ty i twój partner musicie spotkać się z dyrektorem”.
Wren słuchała wywodów pana Lee, patrząc, jak para schodzi ze schodów i podchodzi do nich. Zatrzymali się w milczeniu, podczas gdy pan Lee mówił dalej. Oboje w ogóle nie ukrywali, że bacznie jej się przyglądają.
Pan Lee zignorował ich i kontynuował, zwracając się bezpośrednio do niej. „Możesz swobodnie poruszać się po terenie posiadłości”. Skinął głową parze. Przynajmniej Wren wydawało się, że są parą.
„Budynek obok domu po lewej to sala treningowa. W tym po prawej rezyduje dyrektor. Zostaniesz do niego zaprowadzona, kiedy już się urządzisz”.
Przeniósł całą swoją uwagę na parę. „Zakładam, że otrzymaliście moją wiadomość?”
„Tak. Wszystkie przygotowania już trwają”. Kobieta odezwała się cichym, łagodnym głosem.
Pan Lee odwrócił się z powrotem do młodej kobiety stojącej u jego boku. Całkowicie wywrócił jej życie do góry nogami i dobrze wiedział, że się boi.
Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad jej uczuciami. I tak kończył im się czas.
„Kiedy poznasz swojego partnera i przejdziesz wymagane szkolenie, otrzymasz zadanie. Wtedy zyskasz więcej swobody. Na razie jednak możesz poruszać się tylko po terenie ośrodka”. Zakończył i czekał na pytania, które w takiej sytuacji padały zawsze.
„Ile to zazwyczaj trwa?” zapytała cicho Wren. Czuła na sobie wszystkie spojrzenia, zarówno te widoczne, jak i te ukryte.
Nie takiego pytania się spodziewał, ale mimo to było ono uzasadnione. „To zależy od osoby, ale... zazwyczaj około trzech miesięcy”.
Wren spojrzała na pana Lee. Przyjrzała się jego trzyczęściowemu garniturowi, melonikowi i lasce. Wciąż była nieco oszołomiona tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch dni.
A teraz powiedział jej, że jest tu uwięziona na najbliższe trzy miesiące? Co się stało z jej spokojnym życiem?
W wieku dwudziestu sześciu lat zdołała zbudować sobie życie. Może nie było ono jakoś specjalnie wspaniałe, ale było jej własne. Miała stabilną pracę, dobre dochody i dom, który dopiero co kupiła.
Musiała pokonać tak wiele, aby odnaleźć ten upragniony spokój. A teraz znów musiała zaczynać wszystko od nowa. Zaczynanie od zera bez niczego było o wiele bardziej przerażające niż tamten potwór.
Wystarczy! Życie jest do dupy, weź się w garść.
Wren wzięła się w garść. Próbowała trzymać się rzeczywistości, chociaż w najciemniejszych zakamarkach duszy pragnęła, by to był tylko zły sen, z którego wkrótce się obudzi. W końcu musiała przyznać sama przed sobą, że wcale nie śni, a to jest jej nowa rzeczywistość.
Kiedy już to zaakceptuje, oceni swoją sytuację i sprawdzi, jakie ma opcje na przyszłość. Wracała myślami do rozmowy, którą przeprowadzili na pokładzie samolotu.
Wpatrywała się wtedy w ocean, próbując uporządkować i zrozumieć informacje przekazane jej przez pana Lee. Mówił o Istotach i o tym, że ma jakąś niezwykłą moc. Wspomniał też o przeprowadzce do tego ośrodka i nagłym braku czasu na pożegnanie się z dotychczasowym życiem.
***
„Czy jest pan pewien, że mam w sobie tę... moc? Chodzi mi o to, że mogłam zobaczyć to przez przypadek. Prawda?”
„Nie ma pomyłki, panno Wren. Masz tę moc, w przeciwnym razie nic byś nie zobaczyła”, zapewnił ją pan Lee. „Proszę się nie martwić. Kiedy tam dotrzemy, inni będą na nas czekać. Nie jesteś sama”.
„Inni?”
„Tak. Jest więcej osób takich jak ty. Oni pomogą ci przez to przejść. A teraz spróbuj trochę odpocząć”.
Wren skinęła głową i spróbowała zrobić tak, jak zasugerował.
***
Teraz była na miejscu. Z trudem powstrzymywała się, by nie wybiec z krzykiem z tego wielkiego holu. Zamiast tego wzięła głęboki oddech i skupiła się na dwojgu ludziach stojących przed nią.
Oboje byli wysocy, mieli jasne włosy i można było ich opisać tylko jednym słowem: piękni. Mieli klasyczne rysy twarzy, o jakich czyta się jedynie w tanich romansach. Wren miała ochotę wywrócić oczami.
Nie pasowała do nich. Była niska, zaokrąglona, nosiła okulary i miała ciemne oczy. To wszystko było po prostu stratą czasu dla każdego z nich.
Odwróciła się, by wyjść. Miała tego dość.
Wracała do domu. Do diabła z tym wszystkim.
Zapomni o tym, co widziała, a z czasem jej życie wróci do normy. Do nudnej, bezpiecznej przystani, którą dla siebie stworzyła. Wren zamarła, gdy jakiś mężczyzna zamknął drzwi i oparł się o nie, blokując jedyną drogę ucieczki, jaką znała.
Zdawał się czytać w jej myślach. Wpatrywał się w nią, po czym posłał jej pozbawiony krzty rozbawienia uśmiech. Był niższy od pozostałych, ale wciąż całkiem wysoki w porównaniu z mierzącą nieco ponad metr pięćdziesiąt Wren.
Teraz naprawdę miała ochotę głośno krzyczeć. On również wyglądał, jakby wyszedł wprost z kart romansu, ze swoimi długimi, czarnymi, powiewającymi... po prostu nie dało się tego inaczej ująć... włosami.
Przynajmniej były zadbane, opadając luźno na jego ramiona. Jej wzrok przesunął się po jego wyraźnie zarysowanych mięśniach i szerokich barkach.
Poważnie, ten facet jest zbudowany jak czołg, pomyślała w duchu, gdy ich spojrzenia znów się spotkały. To właśnie jego oczy zrobiły na niej największe wrażenie.
Były złote jak u jastrzębia i zdawały się przenikać wprost do jej najgłębszych myśli. Tutaj zdecydowanie była nie w swojej lidze.
„Skończyłaś?” zapytał suchym, ale gładkim barytonem, sprawiając, że Wren instynktownie cofnęła się o krok.
Ten mężczyzna emanował niebezpieczeństwem, a było ono skierowane bezpośrednio w jej stronę.
„Co?”
„Skończyłaś już swoje oględziny?” zapytał. Jego głos był głęboki i jedwabiście gładki. Przez cały czas nie odrywał od niej wzroku. „Podoba ci się to, co widzisz?”










































