
Jego ukochana pupilka
Autorzy
Kimberly Writes
Lektury
3,2M
Rozdziały
46
Wychowana jako więźniarka w „sklepie dla zwierzątek” dla wampirów, Olivia ma nadzieję, że nigdy nie wpadnie w szpony brutalnych potworów, o których słyszała w opowieściach. Kiedy jednak Annabelle, rozpieszczona i bezduszna wampirzyca, ją wybiera, wydaje się, że jej najgorsze obawy się spełnią. Na szczęście ratuje ją Cole, przystojny wampir, któremu może zaufać. Ale Cole skrywa tajemnicę związaną z jej przeszłością – sekret, który może zburzyć cały świat Olivii.
one
Olivia
Głośny krzyk wyrwał mnie ze snu. Miękkie światło wczesnego poranka wpadające przez okno było jedynym sposobem, by zorientować się, która godzina. Mój świat ograniczał się do tego pokoju i strzępków rozmów klientów.
Powoli się podniosłam, opierając ręce o cienki materac. Przesunęłam się bliżej krat klatki. Chłodny metal przyjemnie chłodził moją skórę.
Przez kraty patrzyłam, jak właściciel sklepu zoologicznego i jego pomocnik wlekli walczącą dziewczynę przez tylne drzwi.
Łotr. Znowu.
„Puśćcie mnie, brudne pijawki!” – warknęła na dwóch wampirów.
Jej odwaga była godna podziwu, ale walka z wampirami to nie był dobry pomysł. Byli silniejsi, szybsi i mogli wypić ludzką krew do ostatniej kropli w kilka sekund.
Brutus, nadzorca zwierząt, rozmawiał ze swoim pomocnikiem. To on nas „karał”, gdy zrobiłyśmy coś złego.
Martin, właściciel sklepu zoologicznego, był naszym panem, dopóki nas nie sprzedano. Był całkiem miły, jeśli tylko słuchałaś i nie sprawiałaś kłopotów. Zostałam ukarana raz i to mi wystarczyło.
Chciałabym mieć odwagę, by znieść więcej, ale nie byłam jak łotr. Spędziłam całe życie zamknięta, urodzona w obozie hodowlanym, a potem oddana.
Niewiele pamiętałam, ale Martin powiedział mi, że to moje życie, więc musiało być prawdą. Łotr znała wolność wcześniej. Nie potrafiłam zrozumieć bólu, który czuła, będąc oderwana od rodziny i wszystkiego, co znała.
„Zabierz ją do pokoju. Nie zabijaj jej, aukcje są za dwa dni i wtedy się jej pozbędziemy” – powiedział Martin do Brutusa.
Walczyła i krzyczała, gdy ciągnął ją w dół schodów. Zejście na dół oznaczało jedno: będzie ją biczował i krzywdził, aż zemdleje.
„Nie dotykaj mnie, pieprzony wampirze. Nie boję się ciebie! Cioto...” – Jej słowa urwały się, gdy ciężkie metalowe drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Stłumiony dźwięk jej krzyków dobiegał przez pokój. Wypuściłam powietrze i usiadłam z powrotem.
Martin rozpoczął poranną pracę, otwierając sklep i dając nam śniadanie – zwykle tost, a czasem kawałek owocu. Zawsze mieliśmy świeżą wodę w klatkach, niewielka pociecha.
Sklep był duży. Bardziej dzikie i walczące ludzie trzymani byli z przodu. Martin często żartował, że większość wampirów lubi „oswajać” swoje zwierzaki, cokolwiek to znaczyło.
Spokojniejsze i cichsze zwierzaki, takie jak ja, trzymano z tyłu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zostanę kupiona, ale aukcje były za dwa dni i w końcu byłam wystarczająco dorosła, by pójść.
Jestem pewna, że większość się bała, ale ja spędziłam całe życie za kratami i po prostu chciałam wyjść. Chciałam zobaczyć świat na zewnątrz.
Na aukcjach właściciele sklepów zoologicznych mogli sprzedawać swoich ludzi, by zarobić pieniądze. Jeśli nikt cię nie kupił, wracałaś do sklepu.
Oczywiście były zasady. Musiałaś mieć odpowiedni wiek, by pójść, i być w miarę zdrowa. Aukcje odbywały się tylko w określonych terminach.
Martin przygotowywał się do tej aukcji od tygodni. Telefon dzwonił bez przerwy.
Jadłam soczyste czerwone jabłko, gdy metalowe drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem. Krzyknęłam.
Martin pobiegł do tylnego pokoju. Jego kroki były głośne. Wyglądał na zirytowanego, ale nie zaskoczonego, podczas gdy ja byłam pełna strachu i szoku.
Brutus stał tam, trzymając nieprzytomną łotra. Jej koszula była mokra od krwi. Ręce i nogi pokryte siniakami i ranami.
„Myślałem, że mówiłem, żebyś jej nie zabijał?” – warknął Martin do Brutusa.
„Nie umarła. Oddycha. To twarda mała suka, muszę jej to przyznać.” – Zaśmiał się.
„Tutaj.” – Wskazał na klatkę obok mojej. „Wsadź ją do tej pustej klatki obok Olivii.”
Zamknęli ją w klatce i obaj poszli na przód sklepu, gdy zaczęli przybywać wampirzy klienci.
Było późne popołudnie, a łotr wciąż się nie obudziła. Gdyby jej klatka piersiowa się nie unosiła i opadała, byłabym pewna, że nie żyje.
Chciałam, by się szybko obudziła, bo strasznie się nudziłam i chciałam zadać jej pytania o świat na zewnątrz.
Spojrzałam w stronę okna. Niebo zabarwiało się na jasnopomarańczowy i różowy kolor. Słońce musiało zachodzić. Wypuściłam powietrze z ulgą.
Sklep zoologiczny miał się wkrótce zamknąć, a ja czułam, że byłam zdenerwowana przez cały dzień. Szykowałam się, by w końcu się położyć, wygładzając stary brązowy koc, który pokrywał podłogę mojej klatki.
Zanim zdążyłam się wygodnie ułożyć, usłyszałam dzwonek. To oznaczało, że ktoś wszedł do sklepu. Spojrzałam w górę, ale nikogo nie widziałam. Słyszałam jednak ich rozmowę.
„Panno Annabelle! Jak miło panią znowu widzieć. Potrzebuje pani jakichś akcesoriów?” – zapytał Martin wampirzycę.
„Właściwie potrzebuję nowego zwierzaka, Martin. Ostatni był taki nudny.” – Jej głos był zimny i ostry.
„Cóż, wie pani, że zawsze trzymam te bardziej zabawne z przodu.”
Wypuściłam powietrze z ulgą. Wszystkie wiedziałyśmy, że Annabelle była stałą klientką i nigdy nie rozumiałam, co robiła z tymi wszystkimi, którzy z nią odchodzili.
„Pieprzony pijawki. Kurwa! To moja krew?”
Spojrzałam w bok. Łotr w końcu się obudziła. Patrzyłyśmy na siebie przez kilka minut, zanim przerwała ciszę.
„Jak długo byłam nieprzytomna? Mam na imię Raven.”
Patrzyłam na nią przez chwilę, zanim odpowiedziałam: „Mam na imię Olivia, miło mi cię poznać. Hm, nie jestem pewna. Brutus przyniósł cię z powrotem krótko po śniadaniu. Nie wiem, ile godzin minęło.”
Skinęła głową. Jej brwi się zmarszczył. „Co masz na myśli, mówiąc Brutus? Mówisz o tym parszywy wampirze, który mnie skrzywdził? Jesteś z tymi skurwielami na stopie koleżeńskiej?” – Jej głos był niskim warczeniem, skierowanym do mnie.
Cofnęłam się trochę, mówiąc cichym głosem: „Nie jestem z nimi zaprzyjaźniona ani nic. Po prostu jestem tu od dawna i znam ich imiona.”
Jej spojrzenie złagodniało, ale nasza rozmowa się na tym skończyła.
Wkrótce dźwięk obcasów stukających o twardą podłogę rozniósł się po pokoju. Raven i ja obie odwróciłyśmy głowy w stronę drzwi, gdzie wchodzili Martin i Annabelle.
„Ach, oto ona. Wiem, że lubi pani wyzwania, Annabelle, i ona jest nie lada wyzwaniem. Brutus dał jej dziś rano porządne lanie” – mówił Martin do Annabelle, jakby nas tu nie było, wskazując na klatkę Raven.
„Jest pan pewien? Wygląda dość słabo i brudno. Nawet jej krew nie pachnie dobrze.” – Głos Annabelle był pełen obrzydzenia.
Klatka piersiowa Raven napełniła się walecznym duchem i krzyknęła: „Pierdol się. Otwórz tę klatkę, a pokażę ci słabość, ty parszywa krwiopijcza suko!” – Jej palce zacisnęły się mocno na kratach. Kostki zbielały.
Mogłam tylko patrzeć na nią z podziwem. Chciałabym mieć taką odwagę.
Annabelle odpowiedziała śmiechem, podczas gdy twarz Martina wykrzywiła się w gniewie.
Nagle Annabelle była przy mojej klatce. To sprawiło, że krzyknęłam i cofnęłam się, aż moje plecy przycisnęły się do zimnych krat.
„Martin!” – Krzyknęła, przyciągając jego uwagę. „Kim jest to pyszne stworzenie?”
Oczy Martina rozszerzyły się, gdy podążył za jej ręką wskazującą na mnie.
Proszę, nie. Proszę, nie. Proszę, nie, błagałam w myślach.
„Och, panno Annabelle, przepraszam, ale Olivia nie jest na sprzedaż w tej chwili.” – Jego głos był spokojny, ale czułam jego niepokój związany z odmówieniem jej.
„A dlaczego, do cholery, nie, Martin? To jest sklep zoologiczny, prawda? Ona jest zwierzakiem, a ja ją chcę.” – Jej wściekłe warczenie było skierowane do niego, ale jej oczy nie opuszczały mnie.
„Odpierdol się od niej, wampirzyca suko!” – Krzyk Raven rozniósł się po pokoju.
Nie mogłam jednak na nią spojrzeć. Byłam zbyt skupiona na przerażającej wampirzycy przede mną.
„Zamknij się, szczurze!” – warknął Martin do Raven, zanim zwrócił uwagę z powrotem na blond wampirzycę stojącą nade mną.
„Annabelle, jej dokumenty nie są jeszcze gotowe. Nie może zostać kupiona, dopóki nie będą gotowe. Zna pani prawo.” – Jego głos był znowu spokojny.
W końcu wyprostowała się i wygładziła sukienkę. „Dobrze. Wrócę za trzy dni, i Martin? Zadbaj dobrze o mojego przyszłego zwierzaka.” – Jej głos był spokojny, ale kryła się w nim przerażająca groźba.
















































