
Poskramianie Smoka
Autorzy
Lektury
200K
Rozdziały
52
Rozdział 1
Wszystkie smoki w ogromnej jaskini uniosły łby, wpatrując się w wielkie wrota.
„Kto jest na tyle szalony, żeby podróżować w taką pogodę?” powiedziała Tempura, rzucając uprząż, którą właśnie naprawiała. Nikt jej nie odpowiedział.
Smocze rozmowy wokół niej nagle ucichły. Wiedziała, że smoki mają doskonały słuch i na pewno coś usłyszały.
Wszystkie to usłyszały.
„Wiatr wieje z prędkością prawie stu mil na godzinę, a temperatura oscyluje w granicach minus czterdziestu stopni”, powiedziała, powtarzając prognozę pogody, którą słyszała nieco wcześniej.
„Jeden jeździec”, powiedziały w tym samym czasie dwa smoki w smoczej mowie.
Tempura wiedziała, że to oznacza, iż na dziedzińcu wylądował pojedynczy smok ze swoim jeźdźcem.
„Szaleństwo”, powiedziała. Wstała i od razu ruszyła truchtem.
Smok przebywający na takim mrozie musiał szybko wejść do środka. Pobiegła w górę rampy w stronę wielkich wrót.
„Cholerny jeździec. Jak śmiesz wyciągać swojego smoka na zewnątrz w taką pogodę? Spieszę się ze względu na smoka, a nie na ciebie”.
Najpierw dotarła do podwójnych drzwi wewnętrznych, skąd chwyciła z wieszaka grube futro. „Otwieranie głównych wrót bez płaszcza to czyste szaleństwo”. Wypowiedziała te słowa na głos, by dać upust swojej złości.
Tempura włożyła płaszcz, a następnie wyciągnęła z kieszeni futrzaną czapkę. Naciągnęła ją mocno na głowę.
Kosmyki brązowych włosów wymknęły się z jej kucyka. Przejechała palcem po czole, by odgarnąć je z oczu.
Tak szybko, jak tylko mogła, pchnęła wewnętrzne drzwi i prześlizgnęła się przez nie. Im szybciej to zrobiła, tym mniej ciepła uciekało na zewnątrz i tym mniej mroźnego powietrza wpadało do środka.
„Cholera, ale zimno”.
Pospiesznie zapięła płaszcz, idąc szybko w górę rampy. Zakręcała ona w taki sposób, że prawie wracała do punktu wyjścia.
Jej palce już drętwiały z zimna, gdy zakładała rękawiczki. „Założę się, że między tymi drzwiami jest równie zimno co na zewnątrz”.
Czuła, jak mróz przenika przez jej jasnobrązowe spodnie. Prawie wcale nie chroniły przed zimnem, chyba że była w ciągłym ruchu.
Cieszyła się, że zawsze nosiła buty z futrzaną wyściółką.
Tempura dotarła do dźwigni, która sterowała mechanizmem wrót. Sięgnęła w górę i pociągnęła z całej siły.
Koła zębate obróciły się, rozsuwając obie połowy wielkich wrót. W ułamku sekundy zobaczyła, jak przez szczelinę wdziera się do środka obłok smoczego oddechu.
Smoczy pysk już naciskał na wrota, odciążając w ten sposób system wyciągarek. Drzwi były niezwykle ciężkie, zrobione z podwójnych drewnianych płyt o grubości dwóch stóp.
Konstrukcja wrót nie miała na celu zatrzymania smoków wewnątrz, ale ochronę przed przenikliwym zimowym mrozem.
„Wchodź tu szybko”, powiedziała Tempura, chociaż wcale nie musiała tego robić.
Smok, któremu ewidentnie spieszyło się do środka, wciągnął swojego jeźdźca przez drzwi.
„Ogon”, powiedziała, ledwo mogąc złapać oddech na mrozie. Jej głos zdawał się gubić w wyciu wiatru.
Ogon smoka szybko przekroczył próg, a ona popchnęła dźwignię w górę, by zamknąć wrota. Poryw wiatru ustał, jednak powietrze wciąż było lodowate.
Nikt się nie poruszył, dopóki wrota nie zostały szczelnie zamknięte.
„W tę stronę”, powiedziała Tempura, prowadząc ich w kierunku wewnętrznych drzwi. Szła szybko, równie spragniona ciepła, co, jak wiedziała, ten smok.
„Na dole jest cieplej”. Wiedziała, że mówi coś oczywistego, ale ludzie woleli osoby rozmowne od takich, które wciąż milczały.
Otworzyła szeroko obie wewnętrzne pary drzwi, aby przepuścić smoka. Jednak smok i jego jeździec zeszli z rampy tylko do pewnego momentu.
Pomyślała, że smok wygląda na nieco zbyt płochliwego.
„Na dole jest cieplej”, powtórzyła, zastanawiając się, dlaczego jeździec po prostu tam stoi, trzymając linę przymocowaną do swojego smoka.
„Mój smok potrzebuje opieki”, powiedział mężczyzna, wciąż zakutany w swój gruby płaszcz lotniczy. Czapka i szalik całkowicie zakrywały mu twarz. Zrobił kilka kroków w jej stronę.
„Tak, wiem o tym. Poślij go na dół”, powiedziała Tempura z niecierpliwym machnięciem ręką.
„Chcę się upewnić, że zostanie uwiązany”, odparł mężczyzna.
Tempura posłała mu gniewne spojrzenie, czując, jak wzbiera w niej złość. „Tutaj nie wiążemy smoków na łańcuchach. Myślisz, że jakiś smok chciałby uciec tam na zewnątrz?”
Wskazała palcem w stronę wielkich wrót.
Wzrok jeźdźca podążył za jej gestem, ale nie ruszył się ani trochę dalej w dół rampy. Czy ten człowiek postradał zmysły?
Tempura podeszła do niego ciężkim krokiem i wyrwała mu linę. Uważała, że ta lina to jakiś ponury żart.
Czy ten człowiek naprawdę myślał, że może kontrolować smoka za pomocą kawałka sznura? Ten smok mógłby go ciągnąć za sobą bez najmniejszego wysiłku.
„Idź na dół”, powiedziała do smoka, rzucając mu luźny koniec liny. Zahaczyła się o smoczą uprząż.
Smok wzdrygnął się na dotyk liny. Tempura widziała w jego oczach wewnętrzny konflikt. Patrzył to na swojego jeźdźca, to na nią, wyglądając na bardzo niepewnego, co powinien zrobić.
Wiedziała, że wygra tę bitwę. Smok spojrzał na nią w poszukiwaniu wsparcia.
Pomachała ręką, ponaglając go do pójścia. To było wszystko, czego potrzebował, by ruszyć w głąb jaskini.
Tempura przeniosła wzrok na mężczyznę i niecierpliwie skinęła, by ruszył dalej. Robiąc to, o mało go nie uderzyła.
W końcu mężczyzna ruszył, przechodząc przez drzwi. Pozwoliło jej to je zamknąć, choć ledwo go ominęły, bo nie poruszał się tak szybko, jak zakładała. Prawie żałowała, że go nie przytrzasnęły.
Nikt nie lubił, gdy drzwi były otwarte zbyt długo. Pozwalało to na wpadanie zbyt dużej ilości zimnego powietrza.
Nie usłyszała jednak żadnych narzekań ze strony smoków. To sprawiło, że rozejrzała się wkoło.
Nie słyszała smoczych rozmów, co wzbudziło jej niepokój. Cisza oznaczała, że coś jest nie tak.
„Jeśli chcesz wziąć rozgrzewającą kąpiel, idź dalej w lewo. Jest tam Jak, który zdejmie ci uprząż”, powiedziała Tempura, zdejmując swój płaszcz.
Tempura odwróciła się plecami do mężczyzny, wieszając płaszcz na wieszaku przy drzwiach. Rękawiczki wepchnęła do jednej kieszeni, a czapkę do drugiej, aby następnym razem musiała tylko chwycić płaszcz.
To był najprostszy i najbardziej wydajny sposób, który gwarantował, że wszystko, czego potrzeba do utrzymania ciepła, jest na swoim miejscu. Tempura zmarszczyła brwi, czując irytację, że tylko ona tak robiła.
Zawsze łapała się na tym, że sprawdzała to po dwa razy. Pogoda była zbyt surowa, by wyjść bez tych rzeczy.
„Kąpiel?” zapytał jeździec.
Tempura nie mogła dostrzec jego rysów twarzy, ponieważ jeszcze nie zdjął osłony, ale w jego głosie pobrzmiewało zdziwienie.
„Mówiłam do smoka. Ty możesz iść prosto. Znajdziesz tam drzwi do głównej sali. Po prostu wejdź po schodach i poproś o osobę, z którą masz się spotkać”, powiedziała Tempura, odprawiając go i ruszając za smokiem.
Smok posłuchał jej wskazówek i kierował się w stronę kąpieliska. Jego pióra, które wcześniej były oszronione na biało, teraz ukazywały błękity i zielenie młodego osobnika.
Oceniła, że miał prawdopodobnie od pięciu do siedmiu lat. Był wystarczająco dorosły, by mieć jeźdźca, ale brakowało mu doświadczenia w podróżowaniu w takich warunkach pogodowych.
Smok powinien był odmówić swojemu jeźdźcowi.
Smok zatrzymał się i cicho zabulgotał swoje imię.
„Ferrari.”
Przynajmniej smok miał dobre maniery i wiedział, że musi się przedstawić najstarszemu ze smoków, czyli Nonie. Odpowiedziała mu, powtarzając jego imię.
„Ferrari.”
Oba smoki używały normalnego głosu. Ponieważ żaden inny smok nie rozmawiał, Tempura poczuła, jak wibracje ich głosów odbijają się echem w jaskini.
Spojrzała z powrotem na mężczyznę, ale nie zauważyła żadnej reakcji z jego strony. Wiedziała, że człowiek nie słyszy swojego smoka. Powinna była się tego domyślić po tym, jak sądził, że może go kontrolować, trzymając za linę.
Ferrari pochylił głowę w stronę Nony, po czym ruszył dalej.
„Ferrari”, powiedziała Tempura w odpowiedzi na dudnienie Nony.
„Tak, ma na imię Ferrari”, odezwał się mężczyzna.
Tempura poczuła irytację. Mężczyzna nie szedł do głównej sali, tak jak powinien, lecz podążał za nią.
„Skąd wiedziałaś?” zapytał.
Odwróciła się gwałtownie, zatrzymując się, by spojrzeć mu w twarz.
„Przedstawił się Nonie. Wszystkie smoki mają obowiązek przedstawić się matriarsze”.
Tempura wiedziała, że jej nie uwierzy. To był największy problem z większością ludzi. Nie słyszeli smoków.
Mężczyzna w końcu zdjął osłonę twarzy. Był postawnym mężczyzną z gęstą, czarną brodą.
Podczas gdy wpychał osłonę twarzy do kieszeni płaszcza, inny smok odezwał się z dudnieniem do Nony.
Tempura uśmiechnęła się pod nosem, spodziewając się reakcji mężczyzny, i nie przeliczyła się. Zrobił dokładnie to, co przewidziała.
„Ale… hej, ten smok biega tu luzem”.
Cofnął się z uniesionymi ramionami, jakby go zaatakowano, gdy uderzająco czarno-złoty, opierzony smok przeszedł nad ścianą swojego kojca. Mężczyzna rozejrzał się gorączkowo, jakby szukał miejsca, w którym mógłby się ukryć.
Smok minął go, ledwo na niego spoglądając.
Tempura o mało nie wybuchnęła śmiechem.
„On idzie do toalety. Ich kojce służą do odpoczynku. Wychodzą tam, żeby zrobić kupę. A jedzą tam. Nie potrzebuję zbieraczy łajna, tak jak ty”, powiedziała, wskazując rękami w odpowiednie miejsca.
„S-skąd wiesz, że idzie do toalety?” zapytał, przyglądając się jej, jakby była wariatką wmawiającą mu, że to miejsce nawiedzają wróżki.
„Poprosił Nonę o pozwolenie”, odparła Tempura, przewracając oczami.
„Gdzie jest mój smok?” rzucił mężczyzna, rozglądając się w przestrachu.
Tempura widziała, że zaczynał się zbytnio denerwować, zwłaszcza teraz, gdy jego smok zniknął z pola widzenia.
„Poszedł do kąpieli. Tędy, jeśli musisz go zobaczyć”, powiedziała Tempura z westchnieniem.
Pokazanie mu tego było jedynym znanym jej sposobem na to, by go uspokoić. Nienawidziła niedouczonych smoczych jeźdźców, którzy traktowali swoje smoki tak, jakby te nie żyły lub nie potrzebowały opieki.
Ten człowiek wcale nie przejmował się opieką nad swoim smokiem, a jedynie tym, by trzymać go w zamknięciu. Dlaczego ten facet nie mógł po prostu pójść do głównej sali i pozwolić jej zająć się jego smokiem? Jakby ten smok w ogóle potrzebował jakiejś pomocy.
Tempura weszła do części kąpielowej, w której znajdował się ogromny basen. „Cześć, Jak”, powiedziała.
Geotermalne źródła zasilały basen, co utrzymywało w nim temperaturę na poziomie ciepłych stu i jednego stopnia Fahrenheita. Był on na tyle głęboki, że dwa smoki mogły się w nim zanurzyć, a nawet popływać.
Tempura lubiła w nim pływać dla zachowania kondycji.
Jak, równie niepozorny jak ona, odczepiał właśnie uprząż Ferrariemu. Ferrari stał całkowicie nieruchomo, aż do momentu, gdy został uwolniony z uprzęży. Następnie wślizgnął się do wody z głośnym, dudniącym westchnieniem ulgi.
Cały śnieg i szron stopiły się już z jego piór.
Tempura pomyślała, że Ferrari wyglądał na większego niż przeciętny dorosły samiec smoka, a swoim zachowaniem zdradzał oznaki dojrzałości. Jak na kogoś, kto nigdy wcześniej tu nie był, był bardzo spostrzegawczy i szybko uczył się, co należy robić.
Polubiła go. Szkoda, że jego jeździec był kretynem.
„Wyczyścić?” zapytał Jak, trzymając uprząż w górze i patrząc tylko na nią.
Nie potrafił skupić się na więcej niż jednej osobie naraz i zignorował mężczyznę tak, jakby ten w ogóle nie istniał. Zazwyczaj ignorował wszystkich z wyjątkiem Tempury i smoków.
„Tak, i wpuść Ferrariego do zagrody obok Nony, żeby nikt mu nie dokuczał”, powiedziała. „Chcesz, żeby został nakarmiony? Mrożone, rozmrożone czy żywe?”















































