
Seria Nieokiełznana
Autorzy
Lektury
370K
Rozdziały
19
Słyszysz mnie?
CORALIE
„Cora! Słyszysz mnie?”
To mój brat, Luca. Jego przypominająca ducha postać stoi w moim sklepie. Nie mam nawet czasu zamknąć drzwi. Zwracam na niego całą moją uwagę. Wiem, że odnalezienie mnie kosztuje go bardzo dużo wysiłku.
„Luca, słyszę cię. Co się dzieje?”
Wygląda na słabego. „Rada czarownic cię szuka, Cora. Musisz się ukryć.”
To kłopotliwe. Chcę go zapytać, skąd wie, że mnie szukają, i co jeszcze wie. Ale widzę, że on już znika. „Słyszałam cię”, mówię. „Trzymaj się. Nie zapomniałam o tobie.”
„Wiem, że nie. Nic mi nie jest.”
Widać wyraźnie, że nie czuje się dobrze. Po tych słowach znika. To kończy się tak szybko. Próbuję zrozumieć, co właśnie się stało. Nie przyszedłby mi tego powiedzieć, gdyby nie wierzył, że rada naprawdę mnie szuka. Uciekam od prawie dwudziestu lat, a w Kalifornii jestem od blisko trzech. Jak dotąd udawało mi się unikać wzroku rady.
Ale to tylko kwestia czasu, zanim mnie znajdą.
Moje ciało wypełnia panika. Co, jeśli są blisko? Może czas wycofać się z tej pracy? Potrzebowałabym na to więcej pieniędzy.
Dzwonek nad drzwiami sklepu odzywa się, dając znak, że mam klienta. Zakładam uśmiech na twarz i udaję, że nie martwię się o brata i o moją przyszłość. Żałuję, że nie mogłam uratować go wcześniej.
Stara kobieta, której nie poznaję, uważnie ogląda półki z wazonami, zanim w końcu zwraca na mnie uwagę. Dla większości ludzi mój sklep jest tylko kwiaciarnią. Węższe grono moich klientów wie jednak o rzadszych rzeczach, które sprzedaję na zapleczu. Obsługuję istoty mojego gatunku, takie jak czarownice, a nawet kilku Fae.
Od pierwszej sekundy wiedziałam, kim ona jest. Jej magia jest o wiele mroczniejsza niż moja, ale ja nikogo nie dyskryminuję.
„Czy mogę pomóc w znalezieniu czegoś, proszę pani?”
Jej usta układają się w złowrogi uśmiech. „Powiedziano mi, że masz pokrzyk wilczą jagodę, cykutę i tojad.”
Jej napięty, chrapliwy głos wywołuje gęsią skórkę na moich ramionach. Nie sądzę, by była dla mnie zagrożeniem, ale sprawia, że robię się nerwowa.
Utrzymuję spokojny głos. „Przepraszam, proszę pani, ale nie mamy tu takich rzeczy. Sądzę, że na West Sixth Street jest apteka, która może mieć to, czego pani potrzebuje.”
Jej uśmiech słabnie. Lekko kiwa głową, a potem wychodzi.
Skłamałam. Mam dokładnie to, o co prosiła. Te trzy składniki służą jednak do usypiania i zabijania wilkołaków. To coś, czego nie toleruję. Wiem, że większość wilków chętnie i bez wahania zabiłaby mnie tylko za bycie czarownicą, ale ja nie jestem skłonna robić tego samego wobec nich.
W przeszłości pracowałam z kilkoma watahami. Oferowałam im leczenie, a nawet pomagałam w problemach z płodnością. W moich oczach wilki i wampiry nie różnią się od czarownic i ludzi. Wśród nas wszystkich są dobrzy i źli. Zło nie zależy od rasy.
Dzisiaj jest bardzo cicho. Równie dobrze mogę zamknąć sklep wcześniej. Zaczynam sprzątać, gdy dzwonek znów się odzywa. Zapach cedru i cynamonu wypełnia całe pomieszczenie.
„Czy mogę w czymś pomóc?” Obserwuję ruchy mężczyzny, który idzie prosto do lady przede mną.
„Jesteś czarownicą, która pomogła watasze North Ridge, prawda?”
Unoszę brew i uśmiecham się z ukosa, żeby dać mu znać, że ma rację. On doskonale wie, kim jestem, ale wilki uwielbiają swoje gry.
„A co cię tu sprowadza?”
Jego wargi wykrzywiają się, gdy skanuje mnie wzrokiem i mnie ocenia.
„Mamy problem i potrzebujemy pomocy. Jeśli ci się uda, zostaniesz dobrze wynagrodzona.”
Opieram się o tylną ladę i krzyżuję ramiona na piersi. Może tak miało być. To może być mój bilet do spokojnego życia, jeśli zapłata będzie wystarczająco wysoka. Ale zachowuję spokój. „Jeśli rozmawiałeś z Alfą Reynoldsem, to wiesz, że wymagam zapłaty z góry.”
Sięga do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki, wyciąga kopertę i kładzie ją na ladzie.
„Tu jest 50 000 dolarów. Jeśli odniesiesz sukces w swoim zadaniu, zapłacimy ci dodatkowe 50 000 dolarów.”
Pozwalam, by te informacje do mnie dotarły. „Mówisz o 100 000 dolarów, jeśli odniosę sukces… sukces w czym?”
On się prostuje. To sprawia, że jego i tak ogromny wzrost wydaje się jeszcze bardziej przytłaczający.
„Mój alfa potrzebuje partnerki, aby spłodzić dziedzica. Jego ojciec zaaranżował małżeństwo. Potrzebujemy twojej pomocy w stworzeniu sztucznej więzi partnerskiej. Musi być wystarczająco silna, aby wywołać u niej ruję, kiedy już zostaną partnerami.”
To nie będzie łatwe. Ale potrafię to zrobić.
„Dobrze, a więc 100 000 dolarów za sztuczną więź partnerską?”
Kiwa głową i przysuwa kopertę bliżej mnie. „Zajmiemy się też podróżą, noclegiem i jedzeniem. Wymagamy jednak, abyś została na miejscu, jeśli to ci odpowiada. I potrzebujemy, abyś zachowała to wszystko w tajemnicy. Zwłaszcza przed radą czarownic.”
„To żaden problem.” Biorę kopertę i kładę ją na ladzie za mną. To o wiele za dużo pieniędzy na taką pracę, ale część z nich to po prostu zapłata za milczenie. Zgadzam się na to.
Już myślę o tym, że mogłabym zatrudnić Dariusa, aby pomógł mi znaleźć Lucę za część z tych pieniędzy. Nie przepadam za mieszkaniem z wilkami. Rozumiem jednak, że kiedy zatrudniasz czarownicę, chcesz mieć ją blisko, aż praca zostanie skończona.
„Jak szybko musi powstać ta więź?” Widzę w jego oczach zwycięstwo, gdy uświadamia sobie, że zgadzam się zrobić to, o co prosił.
„Pięć tygodni. Kiedy możesz zacząć?”
Wzdycham i odpycham się od lady. Podchodzę do drzwi, zamykam je na klucz i odwracam tabliczkę na Zamknięte.
„Pozwól mi wziąć kilka rzeczy i możemy jechać.” Wrzucenie potrzebnych przedmiotów do torby, zabranie mojego grymuaru i powrót na przód sklepu zajmuje mi mniej niż dziesięć minut. Wilk stoi tam z bardzo dziwnym wyrazem twarzy.
„Prowadź.”
Zachowuje się, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko kręci głową.
Przy wychodzeniu upewniam się, że wszystko jest zamknięte. On stoi przy czarnym samochodzie i trzyma dla mnie otwarte drzwi.
„Będziemy jechać samochodem, więc podróż potrwa około jednego dnia.”
Wsiadam do auta, a on wsuwa się obok mnie. Siada tak blisko swoich drzwi, jak to tylko możliwe. Samochód rusza, a ja biorę głęboki oddech i wygodnie siadam w fotelu. Mentalnie przygotowuję się na długą drogę, która jest przed nami.
Jeśli to mi się uda, będę miała wystarczająco dużo pieniędzy, by ukryć się na co najmniej kilka lat. Potrzebuję, żeby ta praca się opłaciła.














































