
Zdradzieckia Księżniczka
Autorzy
Ellie Sanders
Lektury
2,3M
Rozdziały
34
Rozdział pierwszy: Wcześniej
. . „Musimy iść. Teraz” – krzyczy do mnie Katelin, jakbym już nie pędziła za nią z całych sił.
Wokół nas słychać przerażone krzyki, wrzaski, odgłosy walki. Cała forteca tonie w chaosie.
To miejsce było moim schronieniem od śmierci matki, a teraz uciekam z niego jak zbiegła więźniarka.
Katelin szarpie drzwi i kilka osób odwraca głowy, ale nikt nie zwraca na nas uwagi. Bo teraz nie wyglądam jak ja. Włosy mam spięte i schowane pod czapką. Zniknęła elegancka suknia.
Teraz wyglądam jak chłopak. Jak służący. Tak samo jak Katelin.
Pędzimy korytarzami. O mało nie wpadamy na grupę ludzi wyważających ścianę do skarbca. Kradną to, co należało do mojej rodziny.
Ale teraz moja rodzina nie ma już nic. Teraz moja rodzina jest zniszczona.
Mimo że jestem w niebezpieczeństwie, mimo że ogarnia mnie strach, zatrzymuję się. Patrzę, jak tłoczą się w środku, rozbijają, niszczą to, co moja rodzina gromadziła przez tysiąclecia.
„Chodź” – syczy Katelin, zła. Chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie do przodu. Potykam się i prawie na nią wpadam.
Zbiegamy po schodach. Przyciskamy się do ściany, gdy obok przemykają żołnierze. Najwyraźniej nie obchodzi ich, czy staniemy im na drodze. Nie zatrzymają się dla nikogo.
Odwracam twarz, żeby ukryć się przed ich wzrokiem. Ale nie szukają mnie ani złodziei. Oni też przyszli po łupy.
Ta forteca, to miejsce, stało się dzikie i niebezpieczne. Teraz jestem w takim samym niebezpieczeństwie ze strony tych ludzi jak ze strony wroga u bram.
Schylamy się i przemykamy przez kuchnie, korytarze służby, aż wypadamy na dziedziniec.
Ktoś płacze. Krzyczy.
Odwracam się, żeby znaleźć źródło dźwięku. Widzę małe dziecko, które stoi jak sparaliżowane, podczas gdy wokół niego szaleje walka.
„Zostawcie mnie!” – krzyczy kobieta, gdy dwóch żołnierzy chwyta ją za ramiona. Rozpoznaję jej twarz i wstrząsa mną, gdy nasze spojrzenia się spotykają.
Kiedyś była jedną z moich dam. Damą, która mi służyła. Krzyczy, gdy zaczynają rozcinać jej suknię. Ruszam, żeby jej pomóc, ale Katelin znów mnie chwyta.
„Nie. Nic nie możesz zrobić” – mówi, ciągnąc mnie za sobą.
„Ale oni ją krzywdzą” – odpowiadam wściekle.
„Zrobią jej coś gorszego” – syczy, szarpiąc mnie za ramię. „A tobie zrobią jeszcze gorzej, jeśli dowiedzą się, kim jesteś.”
Kręcę głową.
Nie jestem głupia. Mogę być młoda i niewiele wiedzieć o świecie, ale wiem, do czego zdolni są mężczyźni. Wiem, co robią kobietom, gdy myślą, że nikt ich nie powstrzyma. Jestem pewna, że właśnie to planuje ten, za którego mam wyjść – kiedy mnie dopadnie.
„Musimy iść” – warczy Katelin. Zmuszam ją, żeby się zatrzymała, bo nie mogę tak po prostu zostawić tej kobiety. Nie mogę.
Otwieram usta, żeby się kłócić. Żeby rozkazać jej zrobić, co mówię. I wtedy widzę, jak wielkie drewniane wrota otwierają się na oścież. Konie zaczynają wypełniać przestrzeń między nami.
Katelin kręci głową i próbuje mnie zasłonić. Ale wtedy obie widzimy, że to nie oni.
Nie mój wróg. Nie Warlord, który przyszedł po mnie.
To ludzie mojego brata. Żołnierze mojego brata.
Cofam się i przyciskam do ściany. Opuszczam głowę.
Emet jest tutaj. Czuję to.
Nawet teraz, nawet wśród tych wszystkich ludzi, którzy nas rozdzielają, czuję go. Przełykam ślinę, walcząc ze strachem.
Bo mój brat nie przyszedł mnie ratować.
Nie przyszedł pomóc mi uciec przed człowiekiem, który zabijał, będzie zabijał i nie przestanie, dopóki mnie nie dostanie.
Przyszedł, żeby wziąć mnie dla siebie.
Żeby mną władać. Kontrolować. Zamknąć i nigdy nie wypuścić.
Katelin ściska moją dłoń mocniej. Wie, kim on jest naprawdę. I choć nie powiedziałyśmy tego głośno, obie wiemy, że uciekałam nie tylko przed armią tego, za którego mam wyjść. Uciekałam też przed bratem.
Ale nie uciekłam, prawda? Nawet nie wydostałam się za bramy.
Żołnierze wdzierają się do fortecy. Zgarniają wszystkich i przyciskają do kamiennych murów. Zabijają każdego, kto próbuje się bronić.
Gdy jego wzrok przeczesuje tłum, w którym się ukrywam, uśmiecha się złośliwie. Zsiada z konia i podchodzi do mnie.
„Co ty wyprawiasz, siostrzyczko?” – pyta.
Przełykam ślinę i lekko kręcę głową, cofając się.
Nawet teraz, nawet gdy chcę na niego wrzasnąć, walczyć z nim, jego obecność sprawia, że czuję się mała. Jestem sparaliżowana. Niezdolna się obronić. Słaba.
Śmieje się i chwyta mnie za ramię, żeby odciągnąć od reszty. Rzuca mną na ziemię u swoich stóp. Podłoże jest mokre od moczu i krwi.
„Myślałaś, że uciekniesz?” – pyta, pochylając się nade mną.
„Nie” – odpowiadam, nie podnosząc wzroku.
„Naprawdę? To dlaczego tak wyglądasz?”
„Myślałam, że to on” – mówię szybko. To nie najgorsze kłamstwo, ale widzę, że wie, że nie mówię prawdy.
„Myślisz, że on mógłby tu dotrzeć szybciej ode mnie?” – warczy.
„Ja…” – głos mi zamiera. Czuję, jak brud i wilgoć przesiąkają przez szorstką tkaninę mojego ubrania. Smakuję ohydny odór na języku.
Rozgląda się. Jego wzrok przesuwa się po grupie ludzi, wśród których stoi Katelin. Nie wiem, czy ją widzi, czy wie, że tam jest. Modlę się do bogów, żeby nie wiedział.
Podchodzi do niego dowódca i kłania się.
„Królu Emet” – mówi, a ja wydaję z siebie zduszony dźwięk.
Używa tytułu mojego ojca, choć stracił go w chwili, gdy ten, za którego mam wyjść, zabił go.
Emet patrzy na mnie z przymrużonymi oczami.
„Forteca jest zabezpieczona” – melduje dowódca.
„Dobrze” – odpowiada Emet. „Zabierzcie wszystko, co ma wartość. Załadujcie na wozy. Resztę zniszczcie.”
„A ludzie?”
Emet unosi wargę w złośliwym grymasie. „Już wam mówiłem. Zniszczcie resztę.”
Oczy mi się rozszerzają. „Nie. Nie możesz.”
Wydaje z siebie wściekły dźwięk i podnosi mnie za kark. „Jestem teraz królem” – syczy, a jego ślina pryska mi na twarz. „Mogę robić, co chcę, komu chcę i kiedy chcę. Rozumiesz?”
Kiwam szybko głową.
Zawsze miał porywczy temperament. Okrutną stronę, której udawało mi się unikać – aż do teraz, bo nie ma już nikogo, kto by mnie ochronił. Żadnego ojca, żadnej rodziny.
„Ty, siostro, jesteś teraz moja. Będziesz mi posłuszna, tak jak byłaś posłuszna naszemu ojcu.”
Znów kiwam głową, a on się śmieje.
„Bądź grzeczną dziewczynką. Nie dawaj mi powodów, żebym cię skrzywdził” – mówi, po czym rzuca mną o ziemię. Upadam ciężko na kolana na kamienie pokryte moczem.
Gdy zaczynam opuszczać głowę, dostrzegam ruch. Błysk. Migotanie zbroi w słońcu.
Zaczynają się krzyki, a ja krzyczę razem z innymi. Krzyczę z przerażenia, gdy żołnierze zaczynają zabijać tłum ludzi przede mną.
„Nie!” – wołam, próbując wstać, ale Emet chwyta mnie, zanim udaje mi się cokolwiek zrobić.
Rzuca mną z powrotem na ziemię. Uderza moją głową o kamień. Gdy wzrok mi się mąci, gdy ogarnia mnie ciemność, patrzy na mnie z góry. Wie, że teraz nie mogę przed nim uciec.
Jestem teraz na jego łasce. A oboje wiemy, że on nie ma żadnej.













































