Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Jeźdźcy Tyru 4: Rozgrzeszenie

Jeźdźcy Tyru 4: Rozgrzeszenie

Autorzy
Adelina Jaden
Lektury
479K
Rozdziały
38
Autorzy
Adelina Jaden
Lektury
479K
Rozdziały
38
💕Romantyczne💪SIlne kobiety😌Druga szansa🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💪🏻Obrońca🏍️Motocykliści

„Poczekam”.

To były ostatnie słowa, jakie do niej skierował, i mówił to cholernie poważnie.

Chociaż Magdalene została wciągnięta w świat Riders jako wróg, jej dzika uroda i niezwykłe, błękitne oczy od samego początku usidliły serce Runnera. Związany obietnicą, że będzie na nią czekał, Runner pozostał niezachwiany, nawet gdy Magdalene odeszła, dręczona własnymi lękami.

Teraz los ponownie łączy ich na weselu, gdzie Magdalene musi zmierzyć się ze swoją przeszłością i mężczyzną, który kochał ją bezwarunkowo. Kiedy namiętność wybucha na nowo, a stare rany dają o sobie znać, czy odnajdą w sobie odwagę, by przyjąć miłość, na którą warto było czekać?

Rozdział 1

Księga 4: Rozgrzeszenie

MAGDALENE

Modli się już od wielu godzin, a ja modlę się razem z nim. Modlę się, żeby znowu nie przyszedł, żeby pogubił się we własnych słowach i o mnie zapomniał. Tylko na tę jedną noc.
Błagam o jedną samotną noc. Zwinęłam się w kłębek pod pryczą, kiwając się do przodu i do tyłu. Nie dziś, nie dziś, nie dziś.
„MAGDALENE!”
Krew ścina mi się w żyłach. On nadchodzi. Bóg nie istnieje, a jeśli istnieje, to nie słyszy mnie z tej dziury w ziemi, w której zostałam zamknięta.
A może to ja jestem ta zła i skażona, jak zawsze mi powtarza, a to jest moje Piekło i moja kara.
„Magdalene!”
Jest już bliżej i nie ma przed nim ucieczki w tym więzieniu, które stało się moim życiem. Słyszę jego kroki przed moim pokojem i zamykam oczy. Gorące łzy parzą mnie w policzki, a ja cicho popłakuję.
Drzwi otwierają się z hukiem i on wchodzi do środka, oświetlony od tyłu, spowity mrokiem. Nie wiem, jak to jest z Bogiem, ale Diabeł jest prawdziwy i znów po mnie przyszedł.
„Magdalene”.
Budzę się zlana potem, powstrzymując krzyk. Na zewnątrz jest zupełnie ciemno, trwa środek nocy. Kręcę głową, czując słony smak moich łez.
Minęły lata, odkąd Salome nas znalazła, wyważyła te cholerne drzwi jak anioł wojownik i zatłukła „Ojca” na śmierć. Lata, odkąd moja odważna siostra wzięła mnie w ramiona i wyniosła na światło. Lata, odkąd zostałam uwolniona z Piekła.
Ale co noc tam wracam.
„Kurwa!”
Chwytam butelkę z wodą, którą zawsze trzymam pod ręką, i opuszczam nogi na podłogę. Minęły miesiące, odkąd wyjechałam z Berkeley, i od tamtej pory ciągle jestem w drodze, przenosząc się z miasta do miasta i wyjeżdżając, gdy sprawy stają się zbyt trudne.
Jestem jak Żyd Tułacz, ten, który śmiał się z Jezusa w drodze na krzyż i został skazany na wędrówkę po Ziemi aż do powtórnego przyjścia. Tylko że w tej historii to ja również niosę krzyż na plecach.
Wypijam wodę duszkiem i idę do łazienki w tym tanim motelu gdzieś w Wisconsin. Światło nad głową mruga, gdy ochlapuję twarz wodą.
Nic nie zmyje gorzkiego smaku z moich ust, tego niepokoju i napięcia. Mogę zostać tutaj i pogrążać się w przeszłości, albo wyjść, poszukać kłopotów, zapomnieć, poczuć, że żyję i mam nad wszystkim kontrolę.
Biorę moją skórzaną kurtkę i wychodzę. W tej dziurze jest tylko jedno miejsce na kłopoty — miejscowy bar.
Wkładam ręce do kieszeni kurtki i pozwalam, by na moich ustach zagościł uśmiech. W nocnej ciszy nagle to słyszę. Dźwięk telefonu, który dał mi Stig.
Wiadomość. Mocno ściskam telefon, ale w tym SMS-ie nie ma nic groźnego. Wręcz przeciwnie, jest od Lysandry.
Dzwoni lub pisze do mnie każdego dnia, i chociaż rzadko się odzywam lub odpisuję, zaczęłam doceniać ten kontakt. Jest uparta i nie zamierza ze mnie zrezygnować.
I chociaż próbuję trzymać ją na dystans, czuję ogromną wdzięczność za jej determinację, by być blisko. Kręcę głową i otwieram wiadomość.
Ślub jest w przyszłym tygodniu. Czeka na ciebie super sukienka dla druhny. Ja też będę na ciebie czekać.
To słowo. Czekać. Ostatnie słowo, jakie powiedział do mnie tamten mężczyzna — ten mroczny mężczyzna z uśmiechniętymi oczami i spokojnym głosem.
Słyszałam, jak inni nazywali go Runner, ale mi powiedział, że ma na imię Jesus. Nawet sobie z tego żartował — Jesus i Magdalene. Zupełnie jak z „Kodu da Vinci”.
Żałuję, że się wtedy nie uśmiechnęłam. Żałuję, że nie zrobiłam o wiele więcej przez te kilka dni, które spędziliśmy razem. Dni, kiedy siedział ze mną cierpliwie, po prostu na mnie patrząc, mówiąc do mnie i czekając na odpowiedź.
To były dni, kiedy walczyłam sama ze sobą w bardzo mrocznym miejscu, rezygnując z zemsty i obwiniając się za wszystko, co się stało. Kiedy opłakiwałam Salome, a on był przy mnie przez to wszystko.
Powiedział, że poczeka. Właśnie to rzucił, gdy odchodziłam, i przez kilka sekund wcale nie chciałam kazać mu czekać, ale byłam kompletnym wrakiem.
Nadal jestem cholernym wrakiem, a on wydaje się kimś, kto rozwiązuje problemy — mężczyzną, który bierze na siebie obowiązek naprawiania świata. Ale niektórych rzeczy nie da się już naprawić.
Mój telefon znów wydaje dźwięk.
Pamiętasz o wieczorze panieńskim, prawda? Będzie fajnie.
„Cholera”. Kręcę głową, myśląc, że Lysandra i Vik mogli zaplanować ślub na czas, kiedy będę gotowa znów stawić czoła światu. I może znów stawić czoła jemu.
„Grasz, kochanie?”
Odwracam się do idioty, który właśnie nazwał mnie „kochanie”. To wielki facet z brzuchem, który będzie tylko rósł, jeśli nadal będzie pił piwo w takim tempie.
„Jasne. Stawiam dwieście dolców, że dziewiątka i jedenastka wpadną do tamtej łuzy”, mówię, pokazując na otwór w stole.
Mężczyzna i jego kumple śmieją się głośno i kręcą głowami. Są dwie rzeczy, w których jestem w życiu dobra: umiem się bić, bo ten drań, mój ojciec, nauczył mnie tego zanim... Nie. I umiem grać w bilard.
Odkrył to mój terapeuta; jest w tym coś, co mnie uspokaja, więc potrafiłam grać godzinami. Walka i bilard — to moje umiejętności. A jeśli ci kretyni nadal będą mi się tak śmiać w twarz, poznają się raczej na tej pierwszej.
„Okej, laluniu”. Wyciąga pieniądze. „Zgoda”.
Pieprzona lalunia! Chyba i tak rozwalę temu facetowi czaszkę. Chwytam kij bilardowy i pochylam się nad stołem.
Czuję, że facet zmienia pozycję, by lepiej przyjrzeć się mojemu tyłkowi, i aż we mnie kipi. Nie mogę oprzeć się myśli, że mężczyźni, którzy wymyślili tę grę, musieli wyobrażać sobie kobietę pochyloną nad stołem z długim kijem w dłoni.
Nie pomyśleli tylko o jednym: kobieta z kijem w ręku potrafi rozwalić kilka jaj. Dosłownie. Skupiam się i uśmiecham groźnie.
Uderzam białą bilę i patrzę, jak wykonuje niemożliwą serię uderzeń, posyłając dziewiątkę oraz jedenastkę prosto do łuzy.
„Niech mnie szlag!”
„Dziękuję”. Zabieram pieniądze. „Kończymy grę, czy masz ochotę przegrać więcej?”
Facet jest wyraźnie pijany i ma ze sobą kilku kumpli, a ja utknęłam na pustkowiu, w jego mieście i na jego terenie.
Jego plan zakładał, że zagramy w bilard, trochę mnie obmaca, a potem zaciągnie mnie do swojej żałosnej ciężarówki i zaliczy. Ale rzeczywistość napisała inny scenariusz — stracił pięćset dolców, upokorzył się przed kumplami i całym miastem, a ja w żaden sposób nie dałam mu do zrozumienia, że mam ochotę na seks.
„Ty pieprzona suko!”
Jego wybuch złości następuje zgodnie z planem. Próbuję ukryć uśmiech, patrząc, jak wzbiera w nim wściekłość.
„Głupiec ujawnia cały swój gniew, ale mądry potrafi go w końcu powstrzymać”. Ten cytat wyrywa mi się z ust zupełnie bez namysłu.
„Ty...? Nazwałaś mnie głupcem, suko?”
„Salomon”, odpowiadam, unosząc brew.
Wygląda na zdezorientowanego, ale to uczucie szybko mija. Przypomina sobie swój pierwotny cel i rzuca się na mnie. Nareszcie.
„Oddawaj moje pieniądze, ty oszukująca suko!”
Podnosi pięść do ciosu, ale jest zbyt gruby, zbyt pijany i za wolny. To tak, jakby naprawdę miał rację, że oszukuję — tyle że nie jestem tu po to, żeby grać według zasad, tylko po to, żeby się bawić.
Szkoda, że ten palant nie potrafi przegrywać z godnością.
Uchylam się przed jego ciosem, robię zwrot w lewo i mocno uderzam go w szyję. Mężczyzna chwieje się do tyłu, z trudem łapiąc oddech. Rzucam ostrzegawcze spojrzenie jego kumplom, ale najwyraźniej są tak samo głupi jak on, bo jeden z nich rusza prosto na mnie.
Łapię kij bilardowy, obracam się i uderzam go prosto w szczękę.
Inni goście tego lokalu nadal spokojnie piją piwo. W tej dziurze bójki w barze to chyba najlepsza rozrywka, więc mają darmowe przedstawienie.
Przedstawienie, za które jeszcze niedawno bogate dupki płaciły duże pieniądze.
Wspomnienie Jacka i jego turnieju sprawia, że zaciskam zęby; ten drań, chory, manipulujący skurwysyn i kłamliwy dupek.
Mężczyźni. Wszyscy są tacy sami, zawsze tylko biorą i biorą — wszyscy mężczyźni w moim życiu tylko to robili.
Poza nim, wkrada się do mojej głowy ta myśl, ale szybko ją odpycham.
Wyczuwam ruch i reaguję w porę, łapiąc ramię faceta i wykręcając je pod nienaturalnym kątem, co skutkuje paskudnym chrupnięciem. Rzucam go na podłogę i przenoszę uwagę na kolejnego przeciwnika.
„Nie, nie”. Podnosi ręce w geście poddania. „Spoko, wygrałaś uczciwie”.
„Motocykl na zewnątrz. Harley”, mówię, obrzucając wzrokiem wszystkich w barze.
Wszyscy patrzą na grubasa, który nadal klęczy, z trudem łapiąc oddech. Oczywiście, myślę sobie, kiwając głową, po czym podchodzę do niego i podnoszę kij bilardowy z pobliskiego stołu.
Patrzy na mnie z przerażeniem w oczach i kręci głową.
„Wydaje mi się, czy postawiliśmy dwieście dolców i motocykl na ten ostatni rzut?”
Facet się waha, a ja widzę, jak trybiki kręcą się w jego głowie. Obracam kij w dłoniach, by trochę odświeżyć mu pamięć.
I wreszcie jest! Zrozumiał.
„Yhm... tak, jasne”.
„Kluczyki”, żądam stanowczo.
Grzebie w kieszeniach i podaje mi klucze z breloczkiem z napisem Niszczyciel Cipek. Mocno ściskam kluczyki i prycham mu w twarz — prędzej zniszczony przez cipkę.
Rzucam kij na stół, zostawiam kilka dolców za piwo i idę do wyjścia.
„Moje klucze”, jęczy żałośnie. „Mam tam klucze do domu”.
Zerkam przez ramię, przeszywając go wzrokiem.
„To dobrze. Zgłoś kradzież motocykla, a będę musiała złożyć ci wizytę”.
Kurczy się w sobie na te słowa, a ja patrzę na resztę ludzi w barze. Nikt nie ma ochoty stawać w obronie tego przegrywa. Mądrze.
Otwieram drzwi i idę do motocykla; Fat Boy z lat dziewięćdziesiątych dla pieprzonego grubasa. Jakie to trafne. Wsiadam i wkładam kluczyk do stacyjki.
Zanim odjeżdżam, wyciągam telefon i odpisuję Lysandrze —
Będę na miejscu.

Odkryj Galateę

Requiem City Niegrzeczny chłopak mnie pragnie Książka 2Igraszki losuSeria The Ranch, Tom 1: The RanchSeria Nigdy 3: Nigdy się mnie nie spodziewałaś

Najnowsze publikacje

Wrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: BeauPrzekroczyć granicęTak, panie Knight. Księga 4: Część druga

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 32

Chętnie wrócę

by BADZIA

liczba książek: 56

NIE przeczytane...

by Izabela28

liczba książek: 46

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 60

Magdalena

by Sloneczko97

liczba książek: 68

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 79

Hot

by goshka

liczba książek: 95

Aktualne

by Magdalena gajewska

liczba książek: 276

Przeczytane z serii

by Panna Anna

liczba książek: 83

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 363

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 6

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5