
Seria To Tylko… 5: To tylko dziecko
Autorzy
Vesper Nadine
Lektury
17,7K
Rozdziały
36
Prolog
Księga 5: To tylko dziecko
PIĘTNAŚCIE LAT TEMU
VICKY
„Hej, Vick. Wpadniesz dziś na kolację? Lizzy robi twoje ulubione steki z puree ziemniaczanym”.
Byłam już spóźniona na spotkanie z Devinem, który od dawna na mnie czekał. Ale jeśli się nie zatrzymam i nie odpowiem, Aron pomyśli, że coś jest nie tak. „Zadzwonię do ciebie później, dobrze? Mam kilka spraw do załatwienia. Ale jeśli się wyrobię, wiesz, że chętnie przyjdę”.
Roześmiał się na moją odpowiedź. „Okej. Wiem, że lepiej nie pytać, co kombinujesz. Tylko uważaj na siebie, proszę. I zadzwoń do mnie, jak wrócisz do domu”.
Taki właśnie był Aron. Wiedziałam, że zastanawia się nad moim dziwnym zachowaniem, ale nigdy nie pytał. Jakby wiedział, że jeszcze nie jestem gotowa się otworzyć. Był moim najlepszym przyjacielem, ale byliśmy bardziej jak rodzeństwo. To samo dotyczyło jego siostry Any. Na początku była cicha, ale przy bliższym poznaniu okazywało się, że potrafi być zadziorna i ma świetne poczucie humoru.
Zawsze chcieli dla mnie dobrze, tak jak ja dla nich. Więc zamiast się kłócić, szybko go przytuliłam i obiecałam, że zadzwonię.
Devin już na mnie czekał, bez zaskoczeń. Opierał się o drzwi pasażera w swoim samochodzie, wyglądając jak zawsze przystojnie. „Przepraszam za spóźnienie…”
„Znowu Aron cię zatrzymał?”
Roześmiałam się. Znał mnie i mojego najlepszego przyjaciela na wylot, ale co ciekawe, nigdy nie był o niego zazdrosny. „Tak. Powiedziałam mu, że zadzwonię później. Więc dokąd dziś jedziemy?”
Uraczył mnie swoim idealnym uśmiechem zanim odpowiedział. „W miejsce dla mnie wyjątkowe. I mam nadzieję, że dla ciebie też takie będzie”.
Wsiedliśmy do jego camaro i następną godzinę spędziliśmy w drodze, rozmawiając o naszym dniu. Przez cały czas moja dłoń spoczywała w jego.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, na początku nic nie widziałam. Ale kiedy wysiedliśmy i Devin odsunął gałęzie drzew, tam, pośrodku pięknej łąki, stał idealny mały domek. Zaparło mi dech w piersiach.
Wziął moją dłoń ponownie i poprowadził mnie do domku. Gdy otwierał drzwi, ja tylko patrzyłam na nasze otoczenie. Kiedy weszliśmy do środka, poczułam się jak w domu. „To piękne miejsce, Devin. Ale do kogo należy?”
Devin rzadko się rumienił, ale w tym momencie jego twarz zrobiła się czerwona. „Właściwie to do mnie. Odkładałem każdy grosz z wypłat, kiedy pracowałem dla taty, żeby zdobyć potrzebne doświadczenie. I zakochałem się w nim, kiedy go zobaczyłem. Więc go kupiłem”.
Zaśmiałam się cicho „Powinnam być teraz zazdrosna o ten domek?”
W następnej chwili całował mnie, jakby jego życie od tego zależało. Kiedy w końcu pozwolił mi złapać oddech, spojrzał mi w oczy, a jego czoło wciąż było przyciśnięte do mojego. „Nie musisz być zazdrosna o nikogo ani o nic. Jestem twój i zawsze będę”.
Jego słowa roztopiły moje sarkastyczne serce. Nagle puścił moją twarz i cofnął się o krok, co od razu mnie zaniepokoiło. „Przywiozłem cię tu dziś z konkretnego powodu. Kończymy szkołę pod koniec tygodnia i mam dość ukrywania ciebie. Chcę wykrzyczeć całemu światu, że jesteś moja”.
Upadł na jedno kolano, podczas gdy ja tylko się w niego wpatrywałam, próbując wszystko pojąć. „Więc wychodzi na to, że pytam cię, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną. Wyjdziesz za mnie, Vicky?”
Czułam się, jakbym śniła, ale było mi wszystko jedno. Pragnęłam tego równie mocno jak następnego oddechu. Jeśli to był sen, niech będzie, ale zamierzałam się nim cieszyć, dopóki trwa. „Tak! O mój Boże, tak!”
Wsunął mi na palec prosty, ale piękny pierścionek. Był to pierścionek z jednym małym, prostokątnym diamentem i kochałam go za to jeszcze bardziej, bo był minimalistyczny, chociaż wiedziałam, że stać go na znacznie większe i bardziej krzykliwe. Skończyłam z czekaniem, więc tym razem to ja go zaatakowałam, całując jego usta i przygotowując się na ten następny krok, który byłam gotowa z nim zrobić. „Uczyń mnie swoją, Devin. W każdy możliwy sposób”.
Zesztywniał w moich ramionach. „Jesteś pewna, Vicky? Wiesz, że mogę na ciebie poczekać. Nie musimy się spieszyć”.
Teraz moja kolej, żeby dać mu delikatny uśmiech. „Jestem pewna, Devin. Kochaj się ze mną”.
Więcej słów nie było potrzebnych. Położył ręce pod moim tyłkiem i podniósł mnie. Był delikatny, jakbym była ze szkła, kiedy niósł mnie do łóżka. Dziś będzie jeden z najlepszych dni mojego życia.
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Minęło około dwa tygodnie od naszego popołudnia w domku i jakkolwiek mi się to nie podobało, ledwo się widzieliśmy. Wiedziałam, że pochodzi z zamożnej rodziny i niestety czasami musiał załatwiać różne sprawy i pomagać ojcu. Musiał też spędzać czas z bratem i dzieciakami z innych zamożnych rodzin.
Rozumiałam te rzeczy, ale to nie powstrzymywało mnie przed tym, żeby za nim strasznie tęsknić.
Ale dziś planowaliśmy się zobaczyć w naszym domku i spędzić cały dzień razem. Więc tam właśnie teraz byłam, po prostu czekając, aż przyjedzie. I byłam zdenerwowana, bo miałam dla niego – mam nadzieję – wspaniałe wiadomości.
Nagle mój telefon zapiszczał z przychodzącą wiadomością. Od Devina.
Devin
Hej, kochanie. Trochę się spóźnię. Moja matka potrzebuje, żebym pojechał do centrum handlowego po smoking czy coś takiego na galę, którą organizuje mój ojciec.
Devin
Wybiorę też dla ciebie sukienkę, bo idziesz ze mną i nie przyjmę odmowy.
Devin
Do zobaczenia wkrótce. Kocham cię.
Uśmiechnęłam się na jego wiadomość. Chociaż byłam smutna, że znowu się spóźni, rozumiałam to i kochałam to, jak potrafił być jednocześnie zaborczy i słodki. Więc zamiast się smucić, zajęłam się sprzątaniem w domu.
Moje myśli odpłynęły w przyszłość… z Devinem, oczywiście. Moglibyśmy kiedyś kupić inny, może trochę większy domek, do którego jeździlibyśmy na wakacje z naszymi dziećmi i przyjaciółmi. Dom na obrzeżach Londynu z ogromnym podwórkiem. Nie miałam szczęśliwego dzieciństwa. Dlatego tak bardzo chciałam tego dla moich dzieci.
Ale nagle coś w moim wnętrzu mówiło mi, że coś złego zaraz się wydarzy. Kiedy żyłeś jak ja – sama od najmłodszych lat – przyzwyczajałeś się do ufania swojemu przeczuciu. Kiedy mówiło ci, że coś jest nie tak, było dziewięćdziesiąt dziewięć procent szans, że twoje przeczucie miało rację. Pierwsza myśl, jaką miałam, to Devin.
Więc wyciągnęłam telefon i próbowałam do niego zadzwonić, ale połączenie poszło prosto na pocztę głosową. Dziwne. Ale wciąż próbowałam się uspokoić i jeszcze nie panikować.
Nagle ogarnęła mnie fala mdłości. Usiadłam na chwilę i po prostu czekałam, aż minie. Próbowałam zadzwonić do Devina jeszcze raz, ale wciąż bez skutku.
Niepokój we mnie rósł coraz bardziej z każdą chwilą, która mijała, a Devin się nie pojawiał. Było prawie siódma wieczorem i teraz byłam pewna, że coś jest nie tak. Jeszcze raz. Spróbuję zadzwonić do niego ostatni raz.
Tym razem jednak połączenie przeszło.
„Devin! Dzięki Bogu! Wszystko w porządku?”
Nastąpiła chwila ciszy, a potem odpowiedział mi nieznany głos.
„Cześć. Czy to Victoria Callahan? Dziewczyna Devina?”
Dziwne uczucie strachu rosło w dołku mojego żołądka. Cichym głosem potwierdziłam swoją tożsamość i jak tylko to powiedziałam, drżący oddech z niego uciekł, co jasno pokazywało, że cokolwiek zaraz powie, nie będzie dobre.
„Przykro mi, że to ja muszę przekazać ci złe wiadomości, ale Devin był z mamą w samochodzie i w drodze do centrum handlowego zostali zepchnięci z drogi przez ciężarówkę. Przykro mi, Victoria, ale oboje nie żyją”.
Jak tylko te słowa opuściły jego usta, mój telefon wypadł mi z ręki. Wciąż słyszałam głos obcego mężczyzny wołającego moje imię, ale wszystko, o czym mogłam myśleć, to że Devin nie żyje. Teraz byłam sama z tym bólem, żalem i pierścionkiem zaręczynowym, który na zawsze pozostanie przypomnieniem przyszłości, której nigdy nie będę miała, i dzieckiem rosnącym we mnie…
DZIEWIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Tego ranka Sidney przyszła na świat – silna, zdrowa i krzycząca wniebogłosy. Tak. Cechy Devina już się ujawniały. Ten moment był dla mnie zarówno szczęśliwy, jak i smutny, bo z jednej strony nie mogłam być szczęśliwsza, że mam część Devina ze sobą już do końca życia. Ale z drugiej strony po prostu chciałam, żeby był ze mną w tej podróży…
Właśnie zaczynałam odpływać w sen, kiedy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Ale czułam się zbyt zmęczona, żeby otworzyć oczy, więc pomyślałam sobie, że ktokolwiek to był, po prostu sam wejdzie. To prawdopodobnie tylko Gabriel z naszymi rzeczami.
Staliśmy się naprawdę dobrymi przyjaciółmi i przychodził do restauracji, gdzie pracowałam z Sophie, każdego dnia. Był ogromnym, przerażającym mężczyzną z wyglądu, ale miał złote serce.
Drzwi się otworzyły i ktokolwiek pukał, cicho poruszał się po pokoju. Słyszałam słabe ruchy i poczułam szarpanie przy mojej kroplówce, myśląc, że to tylko lekarz. Kilka chwil później osoba opuściła mój pokój i nagle ogarnęła mnie dziwna senność.
Następna rzecz, którą zarejestrowałam, to że wszystko pociemniało na chwilę, zanim obudziłam się na OIOM-ie, podłączona do wielu przewodów. Gabriel był tuż przy mnie i powiedział mi, że ktoś próbował mnie zabić, pompując powietrze do mojej kroplówki. Osoba odpowiedzialna za to próbowała też zabrać Sidney, ale dzięki Bogu Gabriel pojawił się we właściwym momencie.
Osoba uciekła, ale obiecał mi, że upewni się, że prędzej czy później zostanie złapana.
Ale to, co chodziło mi po głowie, było znacznie bardziej niepokojące. Miałam podejrzenie, że cała ta sprawa była w jakiś sposób powiązana z tym, co się stało z Devinem i jego matką. Jeśli tak było, to musiałam zmienić swoje plany.
Wcześniej myślałam o zabraniu Sidney z powrotem do domu, do Londynu, i przedstawieniu jej mojej rodzinie – Aronowi, Anie, cioci Lizzie. Ale kiedy leżałam w łóżku, myśląc o rzeczach, których cudem udało nam się uniknąć, zdałam sobie sprawę, że nie będzie bezpiecznym dla mnie ani dla Sidney wracać do Londynu.
Mówienie Gabriela nagle ustało, kiedy chwyciłam jego rękę. „Tożsamość Sidney musi pozostać ukryta. To nie jest bezpieczne, Gabriel. Nie po tym, co się dziś wydarzyło. Obiecaj mi, że pomożesz mi utrzymać ją w bezpieczeństwie”.
Uśmiechnął się delikatnie, zanim przemówił. „Obiecuję na swoje życie”.
Gdybym tylko wtedy wiedziała, jak bardzo to wszystko było zagmatwane…















































