
Uczucia w sali konferencyjnej
Autorzy
Trinity Blue
Lektury
3,2M
Rozdziały
44
Rozdział 1.
Książka 1:Słodkie Cukierkowe Pocałunki
ALEX
„Jak się pisze 'rapport'?” pyta elegancko ubrana starsza pani młodszego mężczyznę obok. On wygląda na kompletnie zdezorientowanego.
Zerkam na telefon leżący na stole. Postanawiam pomóc.
– To R-A-P-P-O-R-T – mówię, stawiając filiżanki z kawą przed obojgiem klientów. – Proszę, oto państwa kawa.
Wiem, że widzą, jak nalewam kawę, ale nauczono mnie informować o tym, co robię. Dzięki temu klienci mogą mnie poprawić, gdybym się pomyliła.
Mężczyzna wydaje się zadowolony z mojej pomocy. Cieszę się, że nie jest poirytowany. Mogłam sprawić, że poczułby się nieswojo. Nigdy nie wiadomo, jak ci biznesmeni zareagują.
Zwłaszcza w stosunku do kelnerów.
Kobieta przygląda mi się uważnie bystrymi brązowymi oczami. Jej włosy są siwo-czarne, starannie zaczesane do tyłu.
Ma czarne okulary, które nadają jej surowy wygląd – a może to przez zmarszczki na czole.
– Jak masz na imię? – pyta stanowczo.
O rany.
Prostuję się, staram się wyglądać na opanowaną i przedstawiam się. – Alexandra Livingston.
Mam nadzieję, że wyglądam na pewną siebie. Ale nie za bardzo.
Błagam, tylko nie skarż się na mnie. Potrzebuję tej pracy, żeby opłacić mieszkanie i studia.
– Livingston, to nazwisko brzmi znajomo. – Kobieta patrzy na mnie wyczekująco.
Tak, to nazwisko, które wiele osób kojarzy, ale nie zamierzam jej tłumaczyć dlaczego.
– Czy bardzo lubisz tę pracę, czy to tylko sposób na zdobycie czegoś lepszego?
Co za dziwne pytanie.
– To sposób na zdobycie czegoś lepszego – odpowiadam szczerze.
Szybko rozglądam się po innych stolikach, którymi się dziś zajmuję. Niektóre potrzebują dolewki.
Wydaje mi się, że część dań stoi pod lampą grzewczą, która może sprawić, że staną się miękkie zamiast chrupiące.
Poza tym jest spory ruch. I nie mam czasu na pogawędki.
– Czy studiujesz? – dopytuje.
Przytakuję, starając się nie wyglądać na kogoś, kto chce uciec.
– Co studiujesz?
– Robię magisterkę z pedagogiki, specjalizacja angielski. Przepraszam bardzo – mówię uprzejmie, próbując zakończyć rozmowę.
– Czy chciałabyś pracę, która lepiej płaci, podczas gdy kończysz studia?
Teraz jestem zaciekawiona.
– To nie jest praca na stałe – wyjaśnia kobieta. – Ale lepsza niż kelnerowanie. – Wygląda na lekko niezadowoloną, gdy wspomina o mojej obecnej pracy.
– To posada asystentki i jeśli chcesz, mogę ci ją zaoferować od ręki. Wystarczy, że powiesz tak.
Kim jest ta kobieta, która może tak po prostu zaproponować mi pracę?
– Przepraszam, ale jak się pani nazywa?
– Jestem Barbara Platt. Zajmuję się rekrutacją dla Blandford Corporation. – Wskazuje na mężczyznę obok. – To mój asystent, Jeff Longmire. – Barbara przygląda mu się uważnie.
– Może pomyślę o znalezieniu mu zastępstwa. – Na jej wąskich ustach pojawia się lekki uśmieszek, a Jeff nie wydaje się tym przejęty, przewracając swoimi dużymi brązowymi oczami.
– Wiesz, że nie mogłabyś mnie zastąpić za żadne skarby, kochanie. – Jeff udaje, że odrzuca włosy i zakłada nogę na nogę.
– W każdym razie, droga – Barbara jest zbyt elegancka, by przewrócić oczami, ale widzę, że ma na to ochotę – wynagrodzenie jest znacznie wyższe niż minimalna krajowa. Pracujesz od poniedziałku do piątku, od 8 do 16. Co ty na to?
– Brzmi świetnie – przyznaję.
Ale też myślę, że może być zbyt piękne, by było prawdziwe.
– I nie chcę być niegrzeczna – dodaję uprzejmie – ale czy mogłabym dostać coś na piśmie?
– Widzisz! – Barbara się uśmiecha. – Wiedziałam, że jesteś bystra. – Stuka dłonią w stół przed swoim asystentem.
– Jeff, napisz ofertę pracy dla tej młodej damy. – Wyjmuje coś z małej torebki leżącej na stole.
– Możesz zacząć w poniedziałek pod tym adresem – mówi, wręczając mi swoją wizytówkę. – To powinno wystarczyć, żeby powiedzieć w tej restauracji, że odchodzisz.
– Dziękuję, pani Platt.
Jeff daje mi szybko napisany dokument, który wyjął z teczki. Po przeczytaniu i podpisaniu, Jeff robi zdjęcie telefonem, pozwalając mi zatrzymać oryginał.
Dziękując jeszcze raz pani Platt i panu Longmire'owi, wracam szybko do pracy.
Po tym, jak rano dowiedziałam się, że mój czynsz wzrośnie, byłam pewna, że dzień będzie do bani.
Kto by pomyślał, że los się do mnie uśmiechnie? Chociaż muszę przyznać, jak na dziewczynę o imieniu Sugar Alexandra Livingston, miałam dotąd całkiem niezłe życie.
Cóż, nie zawsze. I zdecydowanie nie na początku.
Moja matka była uzależnioną od narkotyków prostytutką. Zmarła wkrótce po moim urodzeniu. Nikt nie wie, kim jest mój ojciec.
Można tylko zgadywać, że nie był czarny, jak moja matka, bo mam piwne oczy i skórę koloru jasnobrązowego cukru. Może dlatego nazwała mnie Sugar. Kto wie.
Co wiem na pewno, to że imię takie jak Sugar nie ułatwia życia dziewczynie.
Pomyśl o tym. Kto ma na imię Candy, Lacy czy Sugar?
Striptizerki, oto kto.
Na szczęście los miał wobec mnie inne plany.
Starszy brat mojej matki, Jonathan Livingston, wziął mnie pod swoje skrzydła. On i jego żona Macie wychowali mnie jak własne dziecko.
Jonathan i Macie nie mogli mieć dzieci, więc okazało się to korzystne dla wszystkich. Są moimi prawdziwymi rodzicami we wszystkich ważnych aspektach.
Jestem pewna, że tata i mama zapłaciliby za moje mieszkanie i studia, ale chcę stanąć na własnych nogach. Jestem dorosła już od jakiegoś czasu. Czas zachowywać się jak dorosła.
Moja najlepsza przyjaciółka i współlokatorka, Shayla, będzie zielona z zazdrości, gdy usłyszy, że znalazłam pracę – i to lepiej płatną – bez wysiłku.
Będzie też szczęśliwa.
Bo naprawdę potrzebujemy pieniędzy.















































