
Kenzo Księga 3
Autorzy
Lektury
181K
Rozdziały
67
Rozdział 1: Głupia
Księga Trzecia: Sprzeczne Umysły
KENZO
„Wierzę, że jesteś moja”, warczę, przyciągając jej ciało do mojego z dłońmi prosto na jej tyłku. Ona jest moją własnością. Moją do pieszczenia, biczowania, pieprzenia i niszczenia. Tylko moją i nikogo innego.
Gdybym nakrył innego mężczyznę z łapami na niej, torturowałbym go przez miesiące. Zabicie go byłoby pójściem na łatwiznę. Żaden facet nie dotyka tego, co należy do mnie. To nie wymaga żadnych wyjaśnień.
Zerkam na Trish, która stoi obok drzwi. Co powinienem z nią teraz zrobić? Nie powinna wiedzieć o mnie i moim życiu. Jednak Rebecca powiedziała jej o wiele więcej, niż powinna.
Moim zdaniem, byłaby świetną uległą dla Rexa. Nie zamierzam jej jednak jeszcze wciągać w ten styl życia. Słowo „jeszcze” ma wielkie znaczenie, jeśli chodzi o organizację i moje życie.
Stojąc nad Rebeccą, mrużę oczy i unoszę jej brodę, by spojrzała mi w twarz.
„Powinnaś była mnie posłuchać, Rebecco”, mówię jej surowym tonem. Powinna to zrobić, bez dwóch zdań. Zachowała się jak głupia suka.
Jej rodzice nigdy nie zadaliby sobie trudu, żeby pomóc swojej ukochanej córeczce. Jej ojciec jest bardziej zepsuty niż ja. A to naprawdę o czymś świadczy. Jestem przecież mocno popieprzony.
W jej oczach widać niewinność, strach i pełne oddanie. Zaczyna formować się łza, a mój kutas twardnieje, domagając się, bym go uwolnił. Pod moim dotykiem jest tak krucha i gotowa do rżnięcia.
Łapię ją za ramiona i rzucam na kolana. Potem znowu odchylam jej głowę do tyłu, by na mnie spojrzała. Ma na sobie coś, co nazwałbym babskim gównem. Różowe dżinsy, różową bluzkę i różową skórzaną kurtkę.
Mam ochotę zerwać je z niej i zafarbować na czarno. Ale powstrzymuję się przed tym.
Krążę wokół niej, bo jest moją zdobyczą. Obserwuję ją, upewniając się, że cały czas nie spuszcza ze mnie wzroku.
„Wychodzimy. Właśnie zapracowałaś na sesję biczowania na czarnej ławce.”
Odwracam się. Krótko kiwam głową do Rexa, który wyciąga telefon i dzwoni po Leo. Leo odwiezie nas z powrotem na lotnisko. Patrzę z góry na Rebeccę z szerokim uśmiechem na twarzy. Teraz jest już cała moja.
Uratowałem jej tyłek już po raz drugi. Jest mi dłużna. Straciłem dzisiaj tysiące, bo musiałem przyjechać tu za nią.
„Czym jest czarna...”, próbuje zapytać Rebecca. Od razu ją uciszam.
„Cisza!” Mój głos przecina powietrze.
„Gratulacje. Awansowałaś, kwiatuszku”, mówię Rebece, przyciągając ją do siebie. Wyprowadzam ją z pokoju, a Rex zamyka za nami drzwi.
Prowadzę ją do kuchni, gdzie jej bezużyteczni rodzice relaksują się z filiżanką kawy w ręku. Rex przejmuje ode mnie Rebeccę.
Biorę czysty kubek, robię sobie herbatę i siadam przy stole obok nich. Patrzą na mnie zdezorientowani.
Nie odzywają się ani słowem, więc postanawiam rozpocząć z nimi rozmowę. Nie będzie im miło, ale staram się być grzeczny. W końcu jestem w ich domu i najmniej, co mogę zrobić, to się przywitać.
„Rebecca wraca ze mną. Chcę jej akt urodzenia.” Opieram łokcie na stole, a jej rodzice wpatrują się we mnie. Sarah zabiera głos.
„Nie dam ci go. Jak śmiesz wchodzić do mojego domu, rozgaszczać się z kubkiem herbaty i żądać aktu urodzenia Rebeki? To prywatny dokument.”
„A czy wyglądam, jakby mnie to kurwa obchodziło?” Wskazuję na swoją twarz, a Sarah wstaje i krzyżuje ręce na piersi. Naprawdę jej nie znoszę, jeśli mam być szczery.
„Nie dostaniesz go!” Spodziewałem się, że zacznie się tak stawiać. Na szczęście jestem facetem, który uwielbia improwizować. Sarah podnosi głos. To niczego nie zmieni, kochanie. Jaka matka, taka córka.
„Więc sam go sobie wezmę. To proste”, oświadczam spokojnie.
„Nie, nie weźmiesz!” Sarah obchodzi stół, gotowa mi grozić. Wstaję, by górować nad nią i dociskam moją głowę do jej głowy, odwracając swoją w bok. „Sprawdzimy tę teorię, hmmm?”
Carl chwyta Sarah za rękę. Kobieta zerka przez ramię. On kręci głową, a ona cofa się o krok ode mnie.
„Rób, co chcesz.” Przewraca oczami. Odsuwam się na bok i wsuwam krzesło z powrotem pod stół. Obchodząc stół, by usiąść, Sarah wzdycha, a Carl mówi mi, gdzie leży akt urodzenia Rebeki.
Rebecca stoi niezręcznie obok Rexa, trzymając buzię na kłódkę. Dobra dziewczynka. Wreszcie zachowuje się tak, jak powinna.
„Chodź, zbieramy się”, mówię do Rexa. Idę korytarzem, by zabrać ten dokument. Rex wpatruje się we mnie, a Rebecca pociera swoje ramiona.
Wyciągam akt z szafki w wolnym pokoju. Składam go i wsuwam do wewnętrznej kieszeni marynarki mojego garnituru.
Schodząc po schodach, kładę dłoń na dole pleców Rebeki, popychając ją do przodu. Odprowadzamy ją do samochodu. Idziemy za Rexem, który otwiera drzwi.
Kładę dłoń na głowie Rebeki, by nie uderzyła w dach, gdy siada. Wsiadam obok niej i zatrzaskuję drzwi. Odjeżdżamy. Nigdzie nie widać Sarah ani Carla.
Po dotarciu do Prentonville, obserwuję Rebeccę wpatrującą się w okno. Jesteśmy w strefie VIP i przez całą drogę powrotną oglądaliśmy filmy. Rebecca wypiła pełen kieliszek szampana.
Próbowała dobrać się do butelki. Zamknąłem ją jednak w sejfie, żeby nie mogła położyć na niej swoich rąk.
Niezła próba, mała. Dzisiaj wieczorem czeka cię dobra sesja biczowania i musisz być trzeźwa, a nie pijana.
„Rebecco.” Stoję w progu i daję jej znak palcem, by podeszła. Wykonuje moje polecenie i staje obok mnie jak zagubiony szczeniak. Chwytam ją za rękę i wyciągam ze swojego odrzutowca.
Gdy docieramy do domu, każę Rebece wziąć gorącą kąpiel i poczekać, aż przyjdę na górę, by pomóc jej się wytrzeć. Mam nadzieję, że nie będzie robić problemów, bo ta wanna jest niesamowita.
To wanna z hydromasażem, która masuje wszystkie mięśnie. Lepiej, żeby nie użyła jej do niewłaściwych celów. Jeśli tak się stanie, odbędziemy później surową rozmowę.
REBECCA
Patrząc przez okno, obserwuję światła zapalające się i gasnące w oddali. Bawię się pianą między moimi dłońmi.
Z tej łazienki widać miasto w innym kraju. Widok jest wręcz wspaniały.
Kenzo wchodzi do środka. Pomaga mi wstać i owija moje ciało ręcznikiem. Następnie wyciąga mnie z wanny. Moja twarz blednie, gdy woda kapie na całą podłogę. Kenzo zapewnia mnie, że to nie jest żaden problem.
Trzyma w rękach jedwabne szorty. Pomaga mi je założyć. Są czarne. Ten facet kocha kolor czarny.
„Ręce do góry.”
Jak on może stać w tej gorącej łazience w pełnym garniturze? Przecież powinien cały ociekać potem! Pokój zaparował, bo woda jest bardzo gorąca.
Ja się pocę. Nie miałabym nic przeciwko temu, ale jestem praktycznie naga.
Kiedy podnoszę ręce nad głowę, on pomaga mi wsunąć bluzkę. Jedwab spływa gładko i przyjemnie po moich plecach i brzuchu.
Kenzo bierze mnie na ręce. Przyciska mnie mocno do siebie. Wynosi mnie z łazienki do swojej sypialni.













































