
Półkrwi Księga 5
Autorzy
Lektury
23,9K
Rozdziały
6
Rozdział 1
Księga 5 - Shadow Heart
Westchnęłam i zamknęłam oczy. W innych okolicznościach jego dłoń na moich plecach mogłaby coś we mnie obudzić. Może pragnienie czułości.
Ale teraz delikatne dotyki Riathana były tylko dotykami. To słowo straciło dla mnie znaczenie.
Jego usta odnalazły drogę do dolnej części moich pleców. Jego ciepły oddech badał każdy centymetr mojej skóry. Uśmiechnęłam się, gdy jego zęby lekko mnie musnęły, wyrywając ze mnie udawany jęk.
Nagle się odwróciłam. Byłam całkowicie naga. Byłam w pełni świadoma tego, jak na niego działam.
Musiałam tylko patrzeć, jak jego mroczne oczy ciemnieją. Patrzył z głodem na moje ciało. Jego wzrok zatrzymał się na moich piersiach, a potem powędrował w dół, poniżej pępka.
To stało się naszym nocnym rytuałem.
Po każdej kolacji Riathan odwiedzał moją sypialnię. Znajdowała się na drugim końcu piętra. Witałam go uśmiechem pozbawionym miłości, pożądania czy smutku.
Uśmiechałam się tylko wtedy, gdy zgadzałam się spędzić z nim czas. Przyciągała mnie wyłącznie fizyczność. Bez żadnych zobowiązań. Dokładnie tak, jak obiecały mi syreny.
„O czym myślisz?” Jego głos wywołał u mnie kolejny uśmiech. To był jeden z wielu tej nocy.
„Powiem ci, jeśli wyjawisz, kim ona jest”. To była moja stała odpowiedź, gdy zadawał to samo pytanie.
Riathan zaśmiał się i zjechał niżej. Zaczął składać delikatne pocałunki wokół mojego pępka.
„Ona odeszła”.
Wiedziałam, że tej kobiety już nie ma. Wiedziałam też, kim była. A przynajmniej byłam pewna, że to musiała być matka Tary. Miały takie same rysy twarzy. Ciemne, kręcone włosy i jasne, zielone oczy.
Tara opowiedziała mi kiedyś historię swojej matki. Dowiedziałam się, jak mężczyzna, który właśnie całował moje piersi, doprowadził do jej śmierci.
Doskonale wiedziałam, że pozory mogą mylić. Wiedziałam też, że wszystko zawsze się zmienia. Na lepsze lub na gorsze. W moim przypadku sprawy zawsze przybierały gorszy obrót.
Wiedziałam, że ta strona Riathana była zarezerwowana tylko na te rzadkie chwile. Poza moim pokojem był Lordem Dworu Łez.
Jego spojrzenie przypominało burzowe niebo. Stawało się ono lodowate tuż za drzwiami pokoju, który przydzielił mi po moim przybyciu do jego posiadłości.
Poza tym łóżkiem on był Lordem, a ja byłam jego więźniem. Powiedziałabym, że uprzywilejowanym więźniem. Miałam pokój pełen drogich materiałów i ozdób, ściany obite na niebiesko i złoty sufit.
„Jesteś kuszącą demonicą” – mruknął i naparł swoją twardą erekcją na moje łono.
Moje palce wplotły się w jego kręcone włosy. Przyciągnęłam go do siebie z siłą, smakując jego języka. Czułam, jak we mnie wchodzi i mnie wypełnia. Jego idealny rytm wywołał mój jęk.
Wiedziałam, że Tara nie pochwaliłaby tego, co działo się między mną a Riathanem. W końcu był wrogiem jej Dworu. Ale nie miałam wyboru, musiałam trzymać się mojego planu.
Moje starania, by od samego początku go unikać, tylko wzbudziły jego zainteresowanie.
W końcu byłam nowością. Byłam zabawką, którą Lord chciał się bawić. Dlaczego miałam mu na to nie pozwolić? Ja też mogłam to robić, nie bojąc się, że się w nim zakocham.
Pragnienie ucieczki z tego miejsca rosło z każdym dniem. Tęsknota za wolnością doprowadziła mnie do tego momentu. Nie chciałam należeć do żadnego mężczyzny. A zwłaszcza do Riathana.
Mimo jego dobrych manier i pozornie cierpliwej natury, wiedziałam swoje. Obserwowałam go wiele razy od czasu Polowania.
Jego Dwór nie szanował go dlatego, że był dobrym przywódcą. Robili to ze strachu. Riathan był wybuchowym mężczyzną.
Nie tolerował błędów. Każdy, kto odważył się wspomnieć o Dworze Strachów, spotykał się z groźnym spojrzeniem i gniewem jego mocy.
A ponieważ byłam jego więźniem, nie mogłam opuszczać terenu posiadłości. Nie wolno mi było stąd wyjść i nie mogłam zwiedzać jego terytorium.
Kto by się odważył mi pomóc, wiedząc, że Tara i ja byłyśmy blisko?
***
Dni zmieniły się w tygodnie, a ja nie miałam żadnych wieści od Tary ani od mojego brata. Byłam całkowicie odcięta od świata w królestwie Unseelie. Jadłam najlepsze potrawy i spałam pod najcieplejszymi kocami.
I wtedy dotarło do mnie, że jedynym sposobem na zdobycie zaufania Riathana było łóżko.
Na początku nie było łatwo. Z czasem jednak Lord Dworu Łez zaczął przy mnie opuszczać gardę. Wyjawiał mi swoje frustracje związane ze swoim Dworem.
Choć były to krótkie chwile, przybliżały mnie do mojego celu.
Ruchy Riathana stały się teraz bardziej desperackie, doprowadzając mnie do szczytowania. Zamknęłam oczy i poddałam się doznaniom, które we mnie budził.
Leniwie pocałował mnie w usta i odsunął się. „Podobało ci się?”
Jego spojrzenie spotkało się z moim. „Wiesz, że tak”. Mimo swojej natury, był zaskakująco delikatny w sypialni. Odkryłam to już pierwszej nocy, którą spędziliśmy razem.
Naga wstałam i podeszłam do otwartego okna. Wieczorny wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy. Oparłam ramiona o parapet i kusząco wygięłam dla niego plecy.
Riathan, ubrany już w luźną, granatową koszulę i skórzane spodnie, objął mnie od tyłu. Jego dłonie spoczęły na mojej talii.
„Noc ci pasuje, demonico”. Wziął do ręki pasmo moich srebrnych włosów. W świetle księżyca lśniły one jeszcze mocniej.
„Czy to prawda, że za dwie noce wybierasz się na Dwór Króla?” – zapytałam z odwagą.
„Kto ci to powiedział?”
Jego uścisk na mojej talii zacieśnił się. Zachowałam jednak spokój.
„Podsłuchałam jednego ze strażników”. Riathan nie wiedział, czy kłamię. W końcu żadne fae nie potrafiło kłamać.
Dlatego przeinaczali i manipulowali słowami na swoją korzyść. A ja wykorzystywałam to przeciwko nim.
Moja odpowiedź zdawała się go uspokoić. Jego dłonie znów zaczęły mnie gładzić.
„Król wezwał wszystkich Lordów”. Jego wyznanie mnie zaskoczyło. „Dlaczego pytasz?”
„Chcesz prawdy?”
„Zawsze”.
„Chcę stąd odejść. Chcę poznać lepiej ten świat. Wiem, że jestem twoim więźniem, że należę do ciebie. Ale czuję się tu w pułapce. Nie mam wyjścia ani z kim porozmawiać”.
„Masz mnie”.
Westchnęłam dramatycznie i opuściłam ramiona. Patrzyłam na wzgórza, pozwalając, by między nami zapadła cisza.
„Jeśli pójdziesz ze mną, będziesz miała mnie chociaż nocą”. Jego słowa sprawiły, że na moich ustach pojawił się triumfalny uśmiech.
Odwróciłam się do niego z nadzieją w oczach. To była kolejna z moich sztuczek, która chyba na niego działała. „Naprawdę?”
„Ale będziesz trzymać się blisko mnie i przez cały czas milczeć”.
Stanęłam na palcach, przycisnęłam się do jego klatki piersiowej i go pocałowałam.
Riathan wyszedł jakiś czas później. Po kąpieli weszłam do łóżka, zamknęłam oczy i czekałam. Chciałam, by znów nawiedził mnie ten sam sen.
***
Zimno mroziło mi kości, ale moje ciało było odrętwiałe. Nic nie czułam. Mogłabym tu zostać, zanurzona w wodzie. Moje smutki i ból zmywał nurt rzeki.
Ale wiedziałam, że mnie nie opuszczą. Czułam się równie naga jak one. Tylko ja miałam dwie nogi, a one miały duże, niebieskie rybie ogony. Nie mogłam oderwać od nich wzroku.
Były równie zachwycające, co okrutne. Widziałam to w błysku ich czarnych oczu i uśmiechach pełnych ostrych zębów. Były niebezpieczne, a jednocześnie piękne.
Zauważyłam w sobie zmianę. Czułam tylko pustkę. Nic już mnie nie ruszało. Nie po tym, jak oddałam im wszystko, co mi zostało. Wiedziałam, że kiedy stąd odejdę, będę tylko pustą skorupą.
Ale nie było w tym nic, co mogłoby wywołać mój smutek lub żal. Potrzebowałam tego. Musiałam w jakiś sposób stać się bezbronna.
Nie będzie już więcej emocji ani uczuć, które doprowadziłyby mnie do zguby. Nie pojawi się kolejny mężczyzna, który mną zmanipuluje i złamie mi serce.
Moje włosy unosiły się wokół mnie. Zobaczyłam, jak ich czerń zmieniła się w chłodne srebro. Zmieniły się zupełnie jak moje serce.
Słyszałam, co mówiono o moim prawdziwym przeznaczonym. Ale to już nie miało dla mnie znaczenia. Nawet gdybym spojrzała mu w oczy, nie poznałabym go.
Ta myśl nie budziła we mnie żadnych emocji. Równie dobrze mógłby znaleźć sobie kogoś innego. Mógłby szukać szczęścia w innych ramionach.
„Znowu tu jesteś?”
Jego głos wyciągnął mnie z tych wód. Trafiłam na to samo zamarznięte jezioro, które zaczęło pojawiać się w moich snach kilka tygodni temu.
Dlaczego zawsze tu trafiałam? Nie miałam pojęcia. Ale z jakiegoś dziwnego powodu jego towarzystwo jako jedyne uspokajało moje sny.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam w jego stronę. „Znowu ja. I ty też”.
Nie dało się stwierdzić, jak wyglądała jego twarz. Ukrywała ją maska czarnego wilka. Jego czarne włosy opadały mu na kark.
Jego oczy były ledwo widoczne. Bez względu na to, jak bardzo się starałam, nie mogłam rozpoznać ich koloru. Były jak cienie ukrywające prawdę.
Jedyne, co mogłam dostrzec, to jego mocna szczęka. Była kwadratowa, z mięśniem, który zawsze drgał, zdradzając jakieś emocje. Jego usta skrywały idealne zęby.
Nieznajomy w masce nigdy się nie uśmiechał. Ale założyłabym się, że dzień, w którym to zrobi, będzie niezapomniany.
„Dlaczego tu jesteś?” Jego głos był głęboki i męski.
„Sama nie wiem. Może ty mnie oświecisz?” Stałam na brzegu zamarzniętego jeziora. Mój wzrok przyciągało moje odbicie na lodowej powierzchni.
Moja suknia była tak biała jak odległe góry. „W końcu jestem w twoim śnie” – powiedziałam, podnosząc wzrok, by spojrzeć mu w oczy.
„A kto powiedział, że to mój sen?”
„Więc jest mój? To ja wyśniłam nieznajomego w masce?”
Jego milczenie było dla mnie odpowiedzią. Zwróciłam wzrok ku środkowi jeziora. Tam lód popękał, zostawiając kawałki unoszące się na wodzie.
„Co ty robisz?” – zapytał, gdy ruszyłam w stronę środka jeziora. Lód trzaskał pod moim ciężarem.
„Skoro to mój sen, to mogę robić, co mi się podoba, prawda?” – zawołałam przez ramię. Upewniłam się, że za mną nie idzie. Został na brzegu.
Kiedy dotarłam do wody, zrzuciłam suknię. Choć nie widziałam jego oczu, wiedziałam, że patrzy.
Zanurzyłam się w lodowatej wodzie. Kiedy wypłynęłam na powierzchnię, jego już nie było.
Może go wystraszyłam. Kto by pomyślał? Zawsze wydawał się taki pewny siebie, ze swoją stanowczą postawą i władczym głosem.
Nagle poczułam na plecach ciepło, które wywołało mój gwałtowny wdech. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z nieznajomym.
Mój wzrok swobodnie wędrował po jego ustach i ramionach. Czerpałam przyjemność z poznawania go z bliska.
Jego szerokie ramiona zdobiły wytatuowane runy. Mimo ciemnej wody zauważyłam, że był równie nagi jak ja. Nigdy nie byliśmy tak blisko.
Zauważyłam drgnięcie jego warg. Widząc jego lekki uśmieszek, nie mogłam powstrzymać się od zwilżenia własnych ust.
„Powiedz mi, Sorano. Czego pragniesz?” Nie wiedziałam, skąd znał moje imię, ale o to nie pytałam. W końcu byliśmy we śnie.
Rzeczywistość byłaby inna. Po przebudzeniu sen by się skończył, a on by zniknął.
„Myślę, że już wiesz, czego chcę” – odpowiedziałam.
„Czy twój przeznaczony nie będzie zazdrosny?”
„Nie ma tu mojego przeznaczonego”.
„Skąd możesz mieć pewność?”
Jego oczy lekko się zmrużyły. Tak jakby przyglądał mi się z bliska.
„Bo to sen. Ty nie jesteś prawdziwy. Jesteśmy tu tylko my. Nadzy w zamarzniętym jeziorze, otoczeni śniegiem” – odpowiedziałam spokojnie.
„A może to ty nie jesteś prawdziwa”.
„Powiedzmy, że nie jestem. Wtedy mój przeznaczony też nie byłby prawdziwy, prawda?”
Znów się uśmiechnął. „Słuszna uwaga”.
Zapadła między nami wygodna cisza. Nie mogłam się oprzeć i przysunęłam się bliżej. Oplotłam nogami jego talię i złączyłam nasze usta w pocałunku.
Jego język spotkał się z moim z dzikim głodem. Przyciągnął mnie mocniej do swojej klatki piersiowej.
Pulsujące napięcie jego erekcji napierało na moje łono. To wywołało we mnie fale przyjemności i wyrwało jęk z moich ust.
Nie powstrzymał mnie. Jego dłonie wędrowały po moich plecach, włosach, pośladkach. Jakby próbował wypalić swój dotyk na mojej skórze, by zostawić ślad na duszy.
Ale on nie rozumiał. Nie zdawał sobie sprawy, że jego pocałunki i zaborczy dotyk nie mogły poruszyć mojej duszy.
To był pierwszy raz, kiedy nasze spokojne spotkania nad jeziorem przerodziły się w coś więcej.
Moja dusza nie mogła zadygotać dla niego. Mimo to moje dłonie z przyjemnością badały jego ramiona i wsuwały się w jego czarne włosy. W końcu sięgnęłam do rzemyków jego maski.
Ciekawość wzięła górę. Moje palce odnalazły jeden z rzemyków.
Mimo jego namiętnych pocałunków, poczułam, jak napinają się jego mięśnie. Jego dłoń chwyciła mój kark, pogłębiając pocałunek.
Bez wahania pociągnęłam za rzemyk.
Gdy jego maska opadła, wyszeptał: „Słodkich snów, Sorano”.
A potem zniknął. Po raz kolejny zostawił mnie w niewiedzy co do swojej prawdziwej tożsamości.

















































