
Seria King's Ranch, Tom 1: Piekielna jazda
Autorzy
CC Adele
Lektury
47,8K
Rozdziały
48
Rodeo (Garth Brooks)
ASHTON
Adrenalina krąży w moich żyłach, gdy słyszę ryk tłumu. Powietrze jest gęste od napięcia, kurzu i nawozu – to zapach równie znajomy, co krzepiący po minionych dziesięciu latach startów, w tym pięciu latach zawodowo.
Biorę kilka głębokich wdechów, żeby lepiej się skupić i odzyskać równowagę. Jestem ujeżdżaczem byków w lidze Professional Bull Riders (PBR); to dla takich chwil żyję. Zakładam rękawicę, zamieniam mój szczęśliwy kowbojski kapelusz na kask i upewniam się, że moja kamizelka dobrze przylega.
Szef bramek wywołuje czterech kolejnych jeźdźców, z których wszyscy są członkami mojej drużyny, ze mną włącznie – Kansas City Outlaws: „Silas Cole, Ty Wyatt, Luke Dylan, Ashton Evans, wasza kolej!”.
Kiwam głową innym jeźdźcom, życząc im powodzenia, gdy ruszam do mojej przypisanej bramki. Trener Hart podchodzi do nas, udzielając nam szybkich wskazówek i rad na temat naszych byków oraz ich zrywów, po czym wracamy na jego miejsce obok bramek.
Ustawiam się nad bramką, co kwituje kiwnięcie głową mojego najlepszego przyjaciela, Rivera, i reszty obsługi bramek. River klepie mnie po ramieniu: „Pokonaj go, Ashton, dasz radę!”.
Wsuwam swoje potężne, mierzące ponad metr dziewięćdziesiąt ciało głęboko w siodło na grzbiecie bestii. Miałem pecha w losowaniu byków i przydzielono mi Bruisera and Busta. Bruiser and Bust ma mieszany styl wierzgania, obracania się i skakania.
Jest wybuchowy, nieprzewidywalny i potężny, a jego gniewne spojrzenie ma tylko jeden cel: nie tylko zrzucić jeźdźca, ale też go poturbować.
Łapię równowagę i chwytam linę byka, rozgrzewając żywicę. Zostało tylko sześć zawodów rodeo w serii przed finałami PBR World Finals, a ja potrzebuję tej wygranej, żeby zająć dobre miejsce.
Jestem gotowy; ta przejażdżka należy do mnie. Z głośników na stadionie leci piosenka „Something to Talk About” zespołu Koe Wetzel. Spiker trasy PBR nakręca tłum, a potem wyczytuje moje nazwisko i bramka otwiera się z hukiem, uwalniając bestię.
Bruiser and Bust rusza z surową mocą. Zaczyna od obrotu, po czym wybija się i skacze wysoko w powietrze, cały czas wierzgając. Kiedy opada, wyrzuca tylne nogi na bok, próbując pozbawić mnie równowagi.
Czytam w nim jak w otwartej księdze; każde drgnięcie, ruch i napięcie jego mięśni mówi mi o tym, jak przygotowuje się do kolejnego ataku.
Delikatnie zachęcam go do gwałtownych reakcji, niezbędnych do zdobycia najwyższej noty, zanim skończy się czas. Podejmując ostatnią próbę zrzucenia mnie ze swojego grzbietu, Bruiser and Bust wykręca się w lewo.
Wierzga, a potem znów wyskakuje, wyrzucając tylne nogi i lądując dokładnie wtedy, gdy rozlega się ośmiosekundowy alarm. Nie chcąc dalej kusić losu, szybko poluzowuję linę, przekładam nogę przez grzbiet byka i zeskakuję na ziemię.
Uderzam barkiem o ziemię, odnawiając starą kontuzję, i szybko turlam się w stronę płotu, podczas gdy pomocnicy zaganiają Bruisera and Busta do wyjścia.
Kiedy byk znika za ścianą, wypuszczam powietrze, którego wstrzymywania nawet nie byłem świadomy. Patrząc w tłum, widzę wpatrujące się we mnie błękitne oczy z moich snów, i po raz drugi tego wieczoru tracę dech.
Tłum wybucha krzykiem, wyrywając mnie z zamyślenia, więc mrugam i patrzę na tablicę z moim wynikiem: 81.75. To mój najlepszy jak dotąd przejazd w tej serii, zapewniający kwalifikację dla mojej drużyny.
Wyrzucając pięść w górę, ponownie szukam wzrokiem tych przenikliwych oczu, które jednak zniknęły jak duch we mgle.
Znów macham do tłumu, który wciąż skanduje moje imię. Przechodzę przez płot, gdzie River skacze z radości jak szalony, i dołączają do nas inni jeźdźcy oraz fanki, żeby mi pogratulować.
Kilka fanek próbuje zwrócić na siebie moją uwagę, w tym Janice, która przytula się do mnie, dociskając swoje piersi do mojej klatki.
Przez krótką chwilę było z nią fajnie, ale tak jak reszta tych dziewczyn, szybko się nudzi. Poza tym, kiedy wiesz, że spały z prawie każdym kowbojem na tych zawodach, to nie jest to osoba, z którą chcesz budować coś wyjątkowego.
Przepycham się przez nie i ściskam Rivera po męsku.
„Stary, to było niesamowite! Chyba twój najlepszy przejazd”, mówi River z szerokim uśmiechem.
„Dzięki, stary. Musiałem pokazać Bruiserowi, kto tu rządzi”, odpowiadam, dumny z przejazdu.
Kiedy kończy się ostatni przejazd i wyniki pojawiają się na tablicy, zostaję wezwany z powrotem na płytę pękającej w szwach od osiemnastu tysięcy widzów wielofunkcyjnej areny Simmons Bank Arena.
Po ogłoszeniu punktacji wciąż utrzymuję pierwsze miejsce w zawodach. Jeśli jutro nie spadnę z byka, powinienem zająć pierwsze miejsce, pomagając mojej drużynie zyskać dużą przewagę nad resztą.















































