
Klauzula małżeńska
Autorzy
Lektury
342K
Rozdziały
16
Rozdział 1
EMORY
„Wyglądasz zjawiskowo, Em.” Jej tata, Alex Edwards, obserwował Emory, gdy wygładzała dłonią suknię ślubną.
„Dzięki, tato.” Emory zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i spojrzała na swoje odbicie. Da radę. Mogła być żoną Silasa Bishopa przez rok, jeśli to uratuje biznes jej rodziny.
„Czuję się okropnie, stojąc tu i patrząc na ciebie. Przysięgam na Boga, że ci to wynagrodzę, Em”, powiedział jej ojciec, marszcząc brwi.
„To tylko rok, prawda?” Spojrzała na niego, a ich oczy spotkały się w pozłacanym lustrze.
„Tak. Jeśli zostaniesz żoną Silasa przez dwanaście miesięcy, on przejmie majątek Bishopów, a my w zamian zyskamy potrzebne kontakty biznesowe i spory posag. To więcej niż potrzeba, by uratować nas przed ruiną. Jeśli wycofasz się przed upływem roku, stracimy wszystko na rzecz Bishop Industries”, powiedział smutno ojciec.
„Rozumiem, tato”, powiedziała Emory, poprawiając welon. Uważnie przeczytała umowę ze swoim prawnikiem. Wiedziała, co mają do stracenia.
„To nie to, czego dla ciebie chciałem, Em. To nie to, czego chciała twoja mama, ale nie mamy wyboru. Silas musi pokazać, że skończył z życiem playboya, jeśli chce kierować Bishop Industries. Małżeństwo z tobą da mu taką stabilność. Nasze nazwisko i twoja świetna reputacja są bardzo szanowane.”
Pukanie do drzwi przerwało im rozmowę. Marcus Bishop, ojciec Silasa, zajrzał do środka.
„Wyglądasz pięknie, Emory.”
„Dziękuję, panie Bishop”, odpowiedziała uprzejmie Emory.
„Alex”, powiedział Marcus, patrząc na ojca Emory. „Jesteś gotowy, żeby ożenić te dzieciaki?”
Alex kiwnął krótko głową Marcusowi, po czym odwrócił się do Emory. „Gotowa, Em?” Wyciągnął do niej ramię.
„Tak jest.” Posłała mu promienny uśmiech.
Małżeństwa z rozsądku były częste w ich wyższych sferach z wielu powodów. Bezpieczeństwo finansowe było najważniejszym z nich. Emory miała nadzieję wyjść za mąż z miłości, ale była gotowa zrobić to, co konieczne, by uratować reputację rodziny. W ich świecie wygląd liczył się najbardziej.
Ojciec poprowadził ją do ołtarza w małym kościele. Silas stał przy nim razem z urzędnikiem. Przykleiła uśmiech do twarzy, a on zrobił to samo. W tym czasie fotograf robił zdjęcia z ich prywatnego ślubu dla prasy.
Kilka minut później Silas złożył szybki pocałunek na jej ustach i wsunął jej dłoń pod swoje ramię. Zeszli od ołtarza jako pan i pani Bishop. Ich rok jako mąż i żona oficjalnie się rozpoczął.
SILAS
Silas prawie nie zwracał uwagi na swoją pannę młodą podczas krótkiej ceremonii. Wciąż miał kaca po wczorajszym wieczorze kawalerskim i uważał, że to wszystko nie ma sensu.
Kogo obchodziło, że jego reputacja playboya i lekkomyślne zachowanie denerwują zarząd? Był spadkobiercą fortuny Bishopów. Zasługiwał na to, by kierować Bishop Industries. Byli mu to winni.
Ale ojciec kazał mu podpisać tę umowę małżeńską. Silas musiał pokazać zarządowi, że potrafi się ustatkować. Inaczej znaleźliby kogoś innego do przejęcia firmy po odejściu ojca. Mówiono, że pewien duży inwestor złożył już ofertę.
Silas podpisał ją na złość. To był tylko mały problem na najbliższy rok. Potem będzie mógł zatrzymać wszystko i żyć tak, jak zechce. Poradzi sobie z tym.
Spojrzał na swoją nową żonę, przesuwając wzrokiem po jej ciele.
Przynajmniej jest ładna, pomyślał, ujmując jej dłoń pod ramię. Kto wie, może jednak ten rok będzie całkiem przyjemny.
TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
„Silas?” Tanner pstryknął palcami przed twarzą Silasa.
Silas spojrzał na swojego zaufanego pracownika. „Przepraszam, Tanner. Nie mogę się dzisiaj skupić.”
„Daj spokój. Spadajmy stąd i trochę się rozerwijmy.”
„To musi być prywatne”, powiedział Silas, wstając i wygładzając marynarkę. Wcisnął zdjęty krawat do kieszeni.
Emory jasno dała mu do zrozumienia, że ich małżeństwo to czysty biznes. Po przeprowadzce zajęła jeden z pokoi gościnnych. Chociaż była dla niego miła, nie wydawała się zainteresowana niczym więcej.
Silas nie był przyzwyczajony do tego, że musi się starać o kobiety. Był Silasem Bishopem. Był bogaty, przystojny i zawsze szukał dobrej zabawy. Kobiety ustawiały się w kolejce, by się z nim przespać. Wrócił więc do swojego życia playboya. Większość nocy spędzał w hotelach lub w swoim apartamencie w San Diego.
Tanner przewrócił oczami. „Wiesz, w umowie jest zasada, która mówi, że możecie się rozwieść w mniej niż dwanaście miesięcy, jeśli to ona złoży wniosek.”
„Co? O czym ty kurwa mówisz?”
„Idioto. Nie czytałeś warunków? Jeśli złoży papiery przed upływem roku, będziesz wolny.”
Silas uniósł pięść w powietrze i krzyknął z radości. „Mówisz poważnie?! To zajebiście! Byłem tak kurwa zły na tatę za zmuszanie mnie do ślubu, że nie przeczytałem całej umowy. Czyli jedyne, co muszę zrobić, to sprawić, by zachciała rozwodu?”
Tanner skinął głową, a telefon Silasa wydał dźwięk. Silas spojrzał na ekran. To było przypomnienie w kalendarzu o kolacji z Emory. Pokazał je Tannerowi i zaśmiał się, kasując je.
„Chodź. Idziemy świętować mój nadchodzący rozwód.”
EMORY
Emory znów spojrzała na zegar. Silas obiecał przyjść na tę kolację. Miała ona pomóc w zbiórce pieniędzy na nowy oddział leczenia raka piersi, ale on wciąż się nie pojawił. Bishop Industries hojnie zgodziło się wypisać duży czek. Silas miał przyjść, żeby miło porozmawiać z gośćmi, którzy mogli wpłacić pieniądze.
Silas był w domu zaledwie kilka razy od dnia ich ślubu. Zgodnie z umową, raz wyszli razem na kolację, ale wyszedł po czterdziestu pięciu minutach. Powiedział, że musi pracować.
Emory słyszała plotki. Silas nie zachowywał się jak żonaty mężczyzna i wcale się z tym nie krył. Widziano go na mieście z wieloma kobietami, a jego błędy źle o niej świadczyły.
Emory westchnęła i przykleiła uśmiech do twarzy, gdy szefowa kuchni ogłosiła, że kolacja jest gotowa. Uprzejmie poprowadziła wszystkich do dużego stołu. Rozmawiała z gośćmi podczas posiłku, po czym przeprosiła, by sprawdzić deser. W kuchni zerknęła na telefon, by upewnić się, czy Silas napisał do niej wiadomość, ale nic nie było.
„Deser za chwilę zostanie podany”, ogłosiła, gdy wróciła do stołu. Serce jej zamarło na widok pustego krzesła Silasa. „Niestety, Silas został wezwany na nagłe spotkanie i nie będzie mógł do nas dołączyć.”
Nie prosiła go o wiele, jedynie o obecność na tej kolacji. Wiedział, że ten projekt miał dla niej osobiste znaczenie. Odepchnęła od siebie myśl o matce i zaczęła dzielić się swoimi pomysłami na charytatywną aukcję.
Była w połowie swojej prezentacji, kiedy Silas wpadł przez przednie drzwi. Wszedł chwiejnym krokiem do dużej jadalni. Miał szminkę rozmazaną na twarzy i kołnierzyku koszuli. Krawat wystawał mu z kieszeni marynarki. Pachniał alkoholem i tanimi perfumami.
Mamrotał coś do siebie, trzymając się ściany, żeby nie upaść. Podniósł wzrok i zobaczył, że wszyscy przy stole patrzą na niego.
„Kim wy kurwa jesteście? Dlaczego jesteście w moim domu?” zakpił Silas. Spojrzał na Emory, która patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. „Udajesz rybę, droga żono?” Pokręcił głową i zaśmiał się ze swojego żartu.
Emory odwróciła się do gości, podczas gdy Silas powłóczył nogami w stronę kuchni. Jej twarz płonęła ze wstydu, a w oczach powstrzymywała łzy.
„Dziękuję prezesowi Rogersowi i szanownym gościom za dzisiejszy wieczór, ale myślę, że najlepiej będzie, jeśli na tym zakończymy. Bardzo przepraszam za mojego męża.”
„Przeprosiny nie są konieczne”, powiedział prezes szpitala. Wstał i dał znak innym, że czas już iść. „Dziękuję, pani Bishop. Kolacja była wspaniała.”
Emory odprowadziła gości do wyjścia. Uścisnęła im dłonie i podziękowała przed zamknięciem drzwi. Poszła do kuchni, gdzie ekipa sprzątała. Pomagała im, podczas gdy Silas kręcił się obok z drinkiem w dłoni i jadł zimne resztki. Napięcie w pokoju można było kroić nożem.
Kiedy szefowa kuchni i jej zespół skończyli sprzątać, Emory podziękowała im i wyprowadziła ich na zewnątrz. Włączyła alarm i poszła spać, zamykając za sobą drzwi do sypialni na klucz. Nie chciała, żeby pijany Silas wszedł do jej prywatnego pokoju.
Dopiero pod prysznicem w końcu pozwoliła sobie na płacz. Zachowanie Silasa całkowicie ją zawstydziło. Robienie z niej pośmiewiska za zamkniętymi drzwiami to jedno. Ale kpienie z pamięci jej matki było obrzydliwe.
Emory w końcu wyszła spod prysznica i jak robot wykonała resztę swojej wieczornej rutyny. Sprawdziła również swoją małą torbę podróżną. Upewniła się, że ma wszystko, czego potrzebuje. Jeszcze raz sprawdziła rezerwację na prywatny samolot Bishopów przed wejściem do łóżka.
W weekend miała spotkać się z potencjalnym darczyńcą na nowy oddział szpitala na Wschodnim Wybrzeżu. Mieli bardzo duży czek oraz kilka przedmiotów na aukcję i poprosili, by odebrała je osobiście. Cieszyła się, że wyjedzie na kilka dni. Odpoczynek od Silasa dobrze jej zrobi.
***
Kiedy następnego ranka zadzwonił budzik, Emory czuła się, jakby w ogóle nie spała. Przewracała się z boku na bok przez większość nocy, wciąż na nowo przeżywając żenujące wejście Silasa. Czuła ogromną złość. Wstała i ubrała się, gotowa zostawić go na jakiś czas.
Kierowca napisał do niej, gdy przyjechał. Odesłała mu szybkie podziękowanie. Chwyciła swój płaszcz, torebkę i torbę podróżną, po czym ruszyła do drzwi. Było wcześnie i miała nadzieję, że Silas wciąż odesypia w swoim pokoju.
Przechodząc obok jadalni, zobaczyła go siedzącego przy stole. Jej teczki z prezentacją były otwarte przed nim. Podniósł wzrok znad włączonego komputera, a jego przekrwione, niebieskie oczy spojrzały na nią.
„Emory”, powiedział, wstając z krzesła i wygładzając potargane, ciemne włosy.
Rozległo się pukanie do drzwi, gdy stali w ciszy i patrzyli na siebie. Emory odwróciła się i otworzyła drzwi kierowcy. Nigdy w życiu nie była tak wdzięczna za to, że ktoś im przerwał. Wręczyła mu swoje rzeczy i wyszła za nim, zamykając za sobą drzwi. Zostawiła Silasa stojącego tam całkiem samego.













































