Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Kochając Emmę

Kochając Emmę

Autorzy
Jenny Asp
Lektury
16,3K
Rozdziały
35
Autorzy
Jenny Asp
Lektury
16,3K
Rozdziały
35
📸Celebryci😌Druga szansa

Emma ucieka od swojej codzienności i zostaje porwana przez miłość, która jest odważna, niczym z filmu i niemożliwa do zignorowania. Gdy poznaje Cana, iskry sypią się gwałtownie i niepohamowanie, a świat nagle staje się jaśniejszy, głośniejszy i pełen obietnic. Ich więź jest głęboka, przyprawiająca o zawrót głowy i całkowicie pochłaniająca – to ten rodzaj relacji, który zmienia twój oddech. Wtedy wkracza życie, pozostawiając po sobie uczucia bez odpowiedzi i miłość, która nigdy tak naprawdę nie gaśnie. Kiedy ich drogi znów się krzyżują, budzą się emocje, wracają wspomnienia, a serca zostają wystawione na próbę. Can wierzy, że o niektóre historie miłosne warto walczyć, nawet jeśli przeszłość wciąż boli. Ale czy miłość jest na tyle odważna, by zacząć od nowa, gdy na szali leży wszystko?

1: Rozdział 1

To była ona. Był tego pewien. Spojrzał na Zekiego, swojego nowego ochroniarza. Powiedział: „Tamta dziewczyna z rudymi włosami. Idź za nią i, kurwa, w żadnym wypadku jej nie zgub. I daj mi znać, dokąd idzie”.
„Panie Can, mam zostać z panem. Są tu dziennikarze. Na zewnątrz jest też od siedemdziesięciu do stu osób, które chcą się do pana dostać”.
Can myślał, że oszaleje. Czy to Emmę widział wczoraj w klubie? Myślał, że umysł znowu płata mu figle. Ale może to była ona. Czuł w środku chłód, a jednocześnie ogromny niepokój.
„Masz robić to, o co cię, kurwa, proszę. Jeśli zgubisz tę dziewczynę, stracisz pracę”.
To podziałało. Patrzył, jak Zeki biegnie, żeby dogonić Veronicę.
To musiała być ona. Był tego pewien. To był jego pierwszy ślad Emmy od ponad roku.
Emma.
Serce ścisnęło mu się na samą myśl o niej. Za dnia nigdy nie pozwalał sobie o niej myśleć. Myśli i wspomnienia wracały do niego w nocy. Kiedy było ciemno i cicho. Minął ponad rok, a on wciąż czuł jej zapach, smak jej pocałunków i jej dotyk.
Jezu Chryste, chyba zaraz postrada zmysły. Minął ponad rok i nie miał żadnej wiadomości. Nie wiedział, czy ona w ogóle żyje. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu.
Wciąż pamiętał ich ostatnią rozmowę przed rozstaniem. Nie pozwoliła mu nawet odwieźć się na lotnisko. Zwróciliby na siebie zbyt dużą uwagę. Przytuliła go, pocałowała i wyszeptała: „Nie martw się. Daj mi kilka tygodni i wrócę. Wtedy zaczniemy wspólne życie”.
To nie był początek niczego. To był koniec. I to go całkowicie załamało.
Całkowicie.
Niewiedza była prawie trudniejsza do zniesienia niż jej brak. Boże, tak bardzo za nią tęsknił. Oddałby wszystko, poświęciłby własną duszę za jeszcze jeden dzień z nią.
Po raz pierwszy od ponad roku poczuł nadzieję. A nadzieja była niebezpieczna.
Nadzieja to wróg każdego człowieka ze złamanym sercem. Rzadko kiedy cię opuszczała, chociaż powinna. Ukrywała się w małej części twojej duszy, której nikomu nie pokazywałeś. Ta maleńka nadzieja utrzymywała cię przy życiu. Ale jednocześnie niszczyła cię raz za razem.
Bez litości.
Kiedy nadzieja znikała, mogłeś wreszcie poradzić sobie z popiołami swoich snów. Oczywiście tylko wtedy, jeśli kiedykolwiek udało ci się jej pozbyć. To byłby dobry początek. Ale on nigdy do tego nie doszedł. Nigdy nie potrafił całkowicie odpuścić. A teraz czuł, jak to małe światełko w nim znowu płonie.
Mówiło mu, że wszystko będzie dobrze. Że mimo wszystko będą żyć długo i szczęśliwie. Nie było innego wyjścia. To nie mogło się tak skończyć. W ogóle nie miało się tak skończyć.
Minęło dwadzieścia minut, zanim zadzwonił telefon.
„Zeki? Dokąd poszła?”
„Do Pera Palace, panie Can”.
„Czy była z kimś? Z niską blondynką?”
„Nie, była sama”.
„Jesteś pewien?”
„Całkowicie. Weszła sama pięć minut temu i jeszcze nie wyszła”.
„Więc tam zostań. Zaraz tam będę. Jeśli znowu wyjdzie, idź za nią i daj mi znać”.
„Powinienem być tam z panem”.
„Poradzę sobie z prasą i kilkoma fanami. Może mi to trochę zająć, ale dam radę. Ty po prostu tam zostań i zrób to, o co proszę. Do zobaczenia wkrótce”.
Po tych słowach się rozłączył.
Pera Palace. Znowu byli w miejscu, w którym zatrzymali się ponad rok temu, kiedy spotkał ją po raz pierwszy. Pojedzie tam i nie wyjdzie, dopóki jej nie zobaczy. Będzie żądał wyjaśnień.
Czegoś.
A potem ją odzyska. Nie obchodziło go, jak to zrobi ani co będzie musiał zrobić.
Czuł, jak krąży w nim adrenalina. Był, kurwa, wściekły i niewyobrażalnie zraniony. Miał złamane serce. Ale pomijając to wszystko, najważniejsze było jedno. Po prostu chciał, żeby wróciła.
CZTERNAŚCIE MIESIĘCY TEMU
Emma z każdą minutą była coraz bardziej sfrustrowana. Stały przy taśmie bagażowej od ponad dwudziestu minut. Jak dotąd nie było widać torby Veroniki. „Dlaczego musiałaś nadać bagaż na wyjazd tylko na pięć nocy? Dlaczego nie mogłaś mnie posłuchać i wziąć tylko bagażu podręcznego?”
Veronica posłała jej to psotne spojrzenie. Zawsze tak patrzyła, kiedy miała zamiar powiedzieć coś uszczypliwego. „Ponieważ mam więcej stylu niż ty. Nie mogłabym zmieścić dziesięciu strojów, dodatków i kosmetyków w torbie podręcznej. Właśnie dlatego”.
„Po co ci w ogóle dziesięć strojów? Dlaczego nie mogłaś założyć kilku rzeczy więcej niż raz? Albo jeszcze lepiej. Przecież uwielbiasz zakupy. Mogłaś zabrać cztery ubrania, a resztę kupić tutaj”.
„Jesteśmy w Stambule, Emma. Skąd mam wiedzieć, jakie tu mają sklepy? Może znajdę mnóstwo rzeczy, a może nie znajdę niczego. Lepiej być przygotowaną na wszystko”.
„Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo uparłaś się na ten Stambuł. Co było nie tak z Paryżem? Albo z Rzymem? Przynajmniej tam wiedziałybyśmy, czego się spodziewać. Mogłybyśmy wszystko odpowiednio zaplanować”.
„Właśnie. To jest nudne. Wszyscy z Londynu jeżdżą tam na przedłużony weekend. Chciałam czegoś innego, czegoś bardziej odważnego. Poza tym było tanio”.
„Prawda”.
„Nie mogłybyśmy pojechać do Paryża na pięć nocy. Musiałybyśmy zapłacić dziewięćdziesiąt funtów za noc od osoby w pięciogwiazdkowym hotelu. To kosztowałoby nas fortunę”.
„Wiem”.
„A lot tutaj jest tani i szybki. Cztery godziny to nic, Emma”.
„Wiem. Nie musisz mnie przekonywać. Już tu jesteśmy. Po prostu jestem zmęczona, to wszystko. Chciałabym, żeby twoja cholerna torba wreszcie przyjechała. Wtedy mogłybyśmy stąd wyjść”.
Nagle zauważyły różową torbę w panterkę, która zjechała na taśmę. Veronica zaczęła skakać z radości. „Och, spójrz, Emma. Twoje życzenie się spełniło. To będą zajebiste wakacje, po prostu to wiem”.
Emma wolałaby podzielać ekscytację Veroniki. Ale miała złe przeczucia. Może chodziło o to, że w ogóle pojechała na wakacje. W pracy działo się szaleństwo i miała dużo do zrobienia. A raczej dużo decyzji do podjęcia. To byłoby dokładniejsze określenie.
Próbowała zarządzać kawiarnią, którą otworzyli razem z Bradem. Od jego śmierci dwa lata temu robiła to sama. Ale stawało się to coraz trudniejsze. Długie godziny pracy w pojedynkę zaczynały dawać się we znaki. Potrzebowała więcej pracowników. Musiała poszerzyć ofertę, a to wymagałoby prawie wszystkich jej oszczędności. Z jakiegoś powodu bardzo się wahała.
Pan Langham złożył jej uczciwą ofertę. Chciał kupić kawiarnię od kiedy otworzyli ją pięć lat temu. Właściwie to chciał budynek, który Brad odziedziczył po dziadku. Emma wiedziała, że jeśli się podda, pan Langham zamknie kawiarnię. Nawet jeśli tylko wydzierżawi mu lokal. Przerobi to miejsce. Otworzy tam jeden ze swoich sklepów. A ile sklepów z dodatkami potrzebowało jedno miasto?
Jeśli miała być ze sobą szczera, problemem nie było to, co otworzy pan Langham. Chodziło o to, co by zamknął.
Kawiarnia Hometown była marzeniem jej i Brada. Pracowali w dzień i w nocy, żeby to marzenie spełnić. I udało im się. To nie była ogromna sieć. Nie stali się bogaci. Ale zbudowali razem miłe, małe życie i bezpieczną przyszłość. Gdyby się poddała i przestała pracować nad tym marzeniem, poczułaby się jak zdrajczyni.
A może po prostu bała się zerwać tę ostatnią więź między nimi. Brada już nie było, ale jego duch żył w tej kawiarni. Czuła tam jego obecność. Nie wiedziała, czy jest gotowa z tego zrezygnować.
„Emma? Idziesz?”
Musiała przestać myśleć o tych wszystkich sprawach. Potrzebowała wakacji. Veronica miała rację. Nadszedł czas, żeby się zrelaksować i dobrze bawić. Była w nowym mieście ze swoją kuzynką, która była też jej najlepszą przyjaciółką. Czas odpocząć od rzeczywistości i trochę się rozerwać.
„Tak. Chodźmy”.
***
Sam przyjazd do Pera Palace był magicznym momentem. Budynek wyglądał co najmniej majestatycznie. Ale wejście do środka zapierało dech w piersiach. Bogactwo, ciepłe kolory i ten rozmach były piękne. Jednak jednocześnie udało im się sprawić, że to miejsce było bardzo przytulne.
Obsługa była wzorowa. Szybko je zameldowano i zaprowadzono do pokoju. Pokój był przestronny dzięki wysokim sufitom. Był też przytulny dzięki ciepłym odcieniom czerwieni i złota. Łagodne światło nadawało mu klasy. Zwłaszcza w połączeniu ze starymi sztukateriami, które zdobiły sufit, okna i ściany.
Zanim się rozpakowały, wzięły prysznic i ubrały, była już w pół do ósmej. Zmierzały właśnie na kolację. A to wywołało kolejną kłótnię.
„Dlaczego nie możemy po prostu zjeść kolacji tu, w hotelu?”
Veronica spojrzała na nią jak na wariatkę. „Ponieważ nie mają tu odpowiedniego klubu nocnego”.
Emma zaczynała się irytować bardziej niż zwykle. „Po co ci klub nocny do jedzenia kolacji?”
„Na później”.
„Ale to nasz pierwszy dzień. Dlaczego nie możemy trochę zwolnić? Zjedzmy kolację w hotelu. Wyśpijmy się porządnie, obudźmy się wypoczęte i gotowe na podbój Stambułu”.
„Daj spokój, Emma. Proszę, to miejsce ma podobno pyszne jedzenie i niesamowity klub nocny. Zrobiłam rezerwację, kiedy kupowałyśmy wycieczkę. Tylko ten jeden dzień był wolny. Ludzie, którzy tam jedzą, mają też wstęp do klubu. Inaczej nigdy byśmy się tam nie dostały. Naprawdę chcę tam iść”.
Emma czasem zastanawiała się, jak to się stało, że są tak dobrymi przyjaciółkami. Były rodziną, to prawda. Ale poza tym łączyła je wyjątkowa przyjaźń i bliskość. Były jak ogień i woda. Miały mało wspólnego. Bardzo się różniły, ale to po prostu działało.
„Dobrze. Niech będzie po twojemu. Ale jutro zrobimy po mojemu”. Emma nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu zadowolenia, gdy Veronica posłała jej spojrzenie pod tytułem: „Aż boję się zapytać”.
„A z czym to się wiąże?”
Emmie nie przeszkadzało to, że widać po niej dumę. „Śniadanie i zwiedzanie. Potem popołudniowa herbata tu w hotelu. Następnie spokojne zakupy. Na koniec kolacja w hotelu i wczesne pójście do łóżka”.
Veronica wyglądała na udręczoną, a Emma to uwielbiała. „Nienawidzę popołudniowej herbaty. To strasznie nudne, a muzyka fortepianowa zazwyczaj bardzo mnie usypia”.
„A ja nienawidzę klubów nocnych. Od bardzo głośnej muzyki boli mnie głowa”.
Przez chwilę patrzyły na siebie w milczeniu, aż Veronica wybuchnęła śmiechem. „Zgoda. Ale skoro to moja noc, nie chcę słyszeć żadnego narzekania. Dzisiaj zostajesz ze mną tak długo, jak chcę. A jutro ty tu rządzisz”.
„Zgoda”.
***
Can Kaplan stał w dość zatłoczonej strefie VIP. Popijał whiskey i patrzył na swoich dwóch dobrych przyjaciół. Pili właśnie piąty kieliszek Fireballa. Zastanawiał się: Co ja tu, do diabła, robię?
Nudził się. I to już od jakiegoś czasu. To zabawne, jak człowiek się zmienia. Miał trzydzieści trzy lata i był już na to wszystko za stary. Pomiędzy projektami zawsze było tak samo. Picie i imprezowanie. Potem spanie do wczesnego popołudnia. Zazwyczaj budził się obok kogoś, kogo nawet nie pamiętał.
A potem robił to wszystko od nowa. Dwa miesiące temu skończył kręcić swój najnowszy serial. Zostały mu jeszcze dwa miesiące do rozpoczęcia nowej pracy.
Nie mógł się doczekać.
Praca na planie była męcząca. Zazwyczaj pracował od piętnastu do szesnastu godzin dziennie. Sześć dni w tygodniu, przez dziewięć do dwunastu miesięcy, zanim projekt był gotowy. Ale taki plan dnia bardzo mu odpowiadał. Nie miał czasu na nudę. To dawało mu szczęście.
Kochał swoją pracę. To dobrze, bo właściwie nie miał w życiu niczego innego. I to zaczynało mu przeszkadzać.
Był rozchwytywanym aktorem. Gdziekolwiek się pojawił, przyciągał tłumy fanów. Zarabiał dużo pieniędzy. Powinien być szczęśliwy. Prawda była jednak taka, że nie był. Już nie. Czegoś mu brakowało. Był o dziesięć lat starszy niż wtedy, gdy zaczynał w tej branży. A nadal żył w ten sam sposób.
Żadnych zmian i żadnego rozwoju. To zaczynało go trochę niepokoić. A to mu się nie podobało. Wolał wrócić do pracy i zatracić się w niej na rok. To było lepsze niż siedzenie bezczynnie i myślenie o tym, że czuł się samotny.
Samotny? Skąd do diabła wzięło się to uczucie? Miał wielu przyjaciół. Wiele kobiet. Otaczały go tłumy. Ale tak, mimo tego wszystkiego czuł się samotny.
Jezu. Zrobił się zbyt sentymentalny. Miał za dużo wolnego czasu. Dzięki Bogu ludzie nie potrafią czytać w myślach.
Wiedział, co powiedzieliby jego przyjaciele, gdyby tylko wypowiedział te myśli na głos. Przestań, kurwa, narzekać, Can. Jesteś atrakcyjny, sławny i bogaty. Na co ty, kurwa, narzekasz? Do pewnego stopnia się z nimi zgadzał. Właśnie dlatego nigdy nie mówił tych rzeczy na głos.
Wziął kolejny łyk i spojrzał na zatłoczone dolne piętro. Wyglądało na to, że na dole było zabawniej. Ale pójście tam wywołałoby pieprzone zamieszki. A to byłoby złe.
Rozejrzał się jeszcze raz dookoła. Wtedy jego wzrok padł na kobietę. Wyglądała na równie znudzoną co on. To sprawiło, że się uśmiechnął. To był jego pierwszy uśmiech tego dnia. Była drobną blondynką. Była naprawdę poirytowana, ale bardzo starała się tego nie okazywać.
Ona też była sama. Poczuł, że coś go do niej przyciąga. Pomyślał: jebać to. Chciał ją poznać. Ruszył w stronę schodów i usłyszał pytanie przyjaciół: „Dokąd idziesz?”
Nawet się nie zatrzymał. Rzucił tylko przez ramię: „Zaraz wracam”.

Odkryj Galateę

Złap mnie, gdy upadnęUniwersum Dyskrecji: NieusłyszaneUtracona partnerka lykana Książka 5Same złe znakiPłomienie, które nas łączą

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną noc

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Czekające

by Martita

liczba książek: 11

NIE przeczytane...

by Izabela28

liczba książek: 46