
Królowie imperium Księga 3: Uwięziona przez króla
Autorzy
Lektury
270K
Rozdziały
39
Rozdział 1
Księga 3: Uwięziona przez króla
LORELLE
Śnieg padał gęsto wokół mnie, gdy wchodziłam w sam środek lasu. Naciągnęłam mocniej kaptur płaszcza. Próbowałam uchronić włosy przed śniegiem. Chciałam też ukryć twarz przed obcymi przechodniami.
Zbliżał się zmierzch, a ja musiałam wrócić do domu przed zapadnięciem zmroku. Gdyby ktoś zobaczył, jak błąkam się w ciemnościach, tylko Bóg jeden wie, co by się ze mną stało.
Nie mogłam sprowadzić skandalu na dobre imię mojej rodziny. Byłam jedyną osobą, która mogła je podtrzymać. Śnieg padał jednak coraz mocniej. Bardzo trudno było mi dostrzec, dokąd idę.
Gęsta mgła zaczęła mi zasłaniać widok. Wiedziałam, że muszę się pospieszyć, bo nie miałam dużo czasu. Zgubienie się w śniegu na pewno skończyłoby się kłopotami.
Ale bez względu na to, jak szybko próbowałam iść, moje stopy grzęzły w śniegu. Z każdą minutą traciłam nadzieję i spokój. Jak miałam w ten sposób dotrzeć do domu?
A co, jeśli ktoś mnie zobaczy? O Boże, proszę, nie pozwól nikomu mnie zobaczyć. Plotki rozniosłyby się bardzo szybko. Dobre imię mojej rodziny zostałoby zniszczone.
Nie miałam już pojęcia, gdzie jestem i dokąd powinnam iść. Śnieg wokół mnie uwięził mnie w pułapce. Gęsta mgła uniemożliwiała widzenie czegokolwiek. Co miałam teraz zrobić?
Jak miałam wrócić do domu? Mój płaszcz nie mógł mnie ochronić przed silnym zimnem. A co, jeśli stracę tu życie?
Nikt nie byłby w stanie mnie znaleźć. A gdyby jakimś cudem ktoś mnie znalazł, moja dusza nie zniosłaby tych wszystkich oskarżeń i plotek. Mój ojciec miał tylko jedno życzenie na łożu śmierci. Chciał, abym chroniła nazwisko rodziny przed plotkami i skandalem.
~Nie mogłam pozwolić, aby to życzenie umarło razem z nim.
„Możesz to zrobić, Lorelle. Bądź odważna. To tylko trochę śniegu. Radziłaś sobie ze znacznie gorszymi rzeczami. To próba od natury. Nie zawiedź”, powiedziałam do siebie. Próbowałam zebrać siły. Wydawało się jednak, że natura bardzo chce mi to utrudnić.~
Otuliłam się szczelniej płaszczem i poszłam dalej. Mój oddech tworzył gęste, białe obłoki. Mrugałam szybko, próbując przebić wzrokiem gęstą mgłę. Ale każdy krok stawał się trudny, bo śnieg padał coraz mocniej. Nie miałam wyjścia i musiałam schronić się pod drzewem.
Myślałam o rozpaleniu ogniska, dopóki śnieg nie przestanie padać, a mgła nie opadnie. Wiedziałam jednak, że o tej porze drewno będzie przemoczone. Było całkowicie bezużyteczne.
Znalazłam drzewo z grubym pniem. Oczyściłam ziemię ze śniegu i usiadłam, opierając się o drewno. Mój płaszcz stawał się mokry od śniegu. Nie mogłam jednak nic z tym zrobić, dopóki nie wrócę do domu.
Oparłam głowę o pień drzewa. Zamknęłam oczy i modliłam się, aby nikt nie chodził po lesie o tej porze. Gdyby ktoś mnie zobaczył, byłoby bardzo źle.
Nie wiedziałam, ile czasu minęło. Moje oczy stawały się ciężkie. Wiedziałam, że zapadnę w głęboki, zimny sen. Ale zanim to się stało, usłyszałam dźwięk końskich kopyt. To natychmiast mnie obudziło.
Kto to był? Kto to mógł być? Pomyślałam i naciągnęłam kaptur na twarz. Wstałam z miejsca. Zastanawiałam się, czy powinnam wejść głębiej w las i się ukryć.
Ale było już tak ciemno i mgliście. Czy byliby w stanie dostrzec mnie ukrywającą się w lesie? Odwróciłam się. Zobaczyłam łagodne światło wyłaniające się z rogu. Wydawało się być coraz bliżej i bliżej.
Jak daleko byli? Czy mogłabym uciec? Ale dokąd miałabym pójść? Nawet nie wiedziałam, gdzie jestem.
„Stać. Słyszeliście to?”. Zamarłam, gdy usłyszałam męski głos. Wydawało się, że ktokolwiek to był, znajdował się znacznie bliżej, niż myślałam.
„Nie, mój panie. Czy mamy pójść i się rozejrzeć? Być może w pobliżu czają się jacyś intruzi”, odezwał się inny głos. O nie, ilu było tam mężczyzn?
Nie, musiałam wrócić do domu. Albo gdzieś się ukryć, zanim mnie zobaczą. Dobry Boże, co by się stało, gdyby mnie zauważyli? Nie, nie, najlepiej było się schować. Musiałam przeczekać, aż znajdę drogę do wioski.
„Tak. Być może najlepiej będzie, jeśli się rozejrzycie. I przyprowadźcie do mnie każdego, kogo znajdziecie. Jestem pewien, że ktokolwiek to jest, nie ucieknie nam”, stwierdził pierwszy głos.
Strach ogarnął całe moje ciało. Co powinnam zrobić? Był tu szlachcic. Jeśli jego słudzy mnie znajdą, będę na ich łasce.
Gdybym teraz uciekła, śnieg pod moimi stopami zdradziłby, gdzie jestem. Moje myśli były pełne chaosu. Przez to byłam bezbronna wobec zbliżających się sług.
Dopiero gdy podniosłam wzrok, zorientowałam się, jak blisko mnie byli. Westchnęłam głośno ze strachu. To był mój największy błąd. Mężczyźni w końcu mnie zauważyli.
Było ich czterech. Byli ubrani od stóp do głów w zimowe stroje. Wyglądali, jakby było im o wiele cieplej, niż mnie w moim płaszczu. Z miejsca, w którym stałam, widziałam niebezpieczeństwo w ich oczach. Wiedziałam, że mam kłopoty.
~Mój najgorszy koszmar stał się jawą.
„Stać! Nie ruszać się”, rozkazał jeden z mężczyzn stojących po prawej stronie. Widziałam zarost na jego twarzy. Jego strój sprawiał, że wydawał się silny i niebezpieczny.~
Nie mogłabym się ruszyć, nawet gdybym chciała. Przerażenie przykuło mnie do miejsca. Mężczyźni zrobili krok do przodu. Zatrzymali się jednak, gdy pojawił się koń, na którym siedział szlachcic.
„Proszę, proszę, kto ma odwagę wchodzić do mojego lasu w ten wieczór?”
Na dźwięk głosu szlachcica moje zmarznięte ciało stało się jeszcze zimniejsze. Wiedziałam, że mój los spoczywa teraz w jego rękach.
Ten człowiek mógł zrobić wszystko, co chciał. Nikt nie odważyłby się mu sprzeciwić. Ja natomiast byłabym zrujnowana.
„M-mój p-pa-panie”.
Ukłoniłam się nisko. Byłam zaskoczona, że moje ciało mnie posłuchało. Może okaże się dżentelmenem i pozwoli takiej kobiecie jak ja odejść w swoją stronę.
~Z pewnością nie wykorzystałby bezbronnej panny w takiej chwili.
„Panna?”
Szlachcic brzmiał na zaskoczonego. Może zlituje się nade mną i pozwoli mi odejść.
~Modliłam się do Boga w niebie, aby mi pomógł.
„Nie martw się, panie. Zajmiemy się nią. Nie musisz tracić czasu na to nędzne stworzenie”, powiedział jeden ze sług.~
Nędzne stworzenie? Oczywiście, kim innym mogłabym być dla szlachcica?
~„Nie”, powiedział przywódca i przerwał.
„Proszę, zrób krok do przodu. Podnieś kaptur, abym mógł cię zobaczyć”.~
~Tego rozkazu nie można było zignorować. Nie mogłam jednak zrobić tego, co kazał.
Mój kaptur zakrywał twarz. Nie mogłam pozwolić, aby ci mężczyźni ją zobaczyli.~
~„Wybacz mi, mój panie, ale muszę odmówić”.
Zrobiłam przerwę, aby mógł zrozumieć.
„Pochodzę z przyzwoitej rodziny, mój panie. Może nie z tak wspaniałego rodu jak twój, ale moja rodzina jest równie godna szacunku”.~
~Kłamałam prosto w oczy, ale nie miałam wyjścia.
Nie mogłam pozwolić, aby ci mężczyźni dowiedzieli się, że nie mam rodziny. Na pewno by to wykorzystali.~
„Wspaniałego rodu?”. Szlachcic zaśmiał się pod nosem.
„Mój panie, ona nie wie, że jesteś królem. Wydaj rozkaz, abyśmy ścięli jej głowę za tę niewiedzę. Zrobimy to”, oświadczył sługa. Jego głos był twardy i stanowczy.
~Moje serce zadrżało ze strachu na jego słowa.
Ściąć mi głowę? Nie. Nie mogli tego zrobić.~
~Ale zaraz, jest królem? Ten człowiek na koniu był królem?
Nie, to niemożliwe.~
~Król był najniebezpieczniejszym człowiekiem. Wszyscy się go bali.
Gdyby był królem, to kazałby swoim ludziom mnie zabić, zanim w ogóle zacząłby ze mną rozmawiać.~
~Szlachcic zaśmiał się po raz kolejny.
„Nie, nie, nie musimy posuwać się tak daleko. Jestem pewien, że zrobi to, co każę”.~
Uciekaj teraz, zanim użyje siły.
~Nawet nie zatrzymałam się, by pomyśleć, jakie konsekwencje przyniosą moje czyny.
Posłuchałam wewnętrznego głosu. Odwróciłam się i zaczęłam biec.~
„Stać! Nie uciekaj! Jak śmiesz?!”, krzyczeli mężczyźni, ale ja biegłam dalej.
„Królu Eldonie, rozkaż nam za nią ruszyć i przyprowadzić ją do ciebie, a tak się stanie”.
Nie słyszałam reszty słów. Tylko jedno imię odbijało się echem w mojej głowie, gdy przedzierałam się przez gęstą mgłę w lesie.
Eldon. Eldon. Eldon.
„Pani, musisz się obudzić z tego snu”.
Otworzyłam oczy, ale czułam, że zaraz zemdleję.
Gdzie ja byłam?
Dlaczego czułam się tak źle?
Kto do mnie mówił?
Co działo się wokół mnie?
Jaki był dzień?
Która wybiła godzina?
„Och, dzięki niebiosom, obudziłaś się.
Pani, musimy cię przygotować.
Pan Eldon wraca do królestwa. Wiesz, że chciałby, abyś go powitała”, powiedziała pokojówka. W jej niebieskich oczach widać było troskę.
~Eldon wraca?
Dokąd pojechał?~
Nie miałam czasu na myślenie. Strach szybko ogarnął moje ciało. Moje serce biło szybko, a ja poczułam ogromne zimno.
Eldon wracał.
Co mi zrobi tym razem?
I dlaczego nie wiedziałam o jego wyjeździe?
Jak mogłam nic nie wiedzieć?
~Nigdy nie wiesz o jego wyjeździe. Tylko o jego przyjeździe.
Zawsze tak było.~
Jak on to robił?
Jak to się działo, że zawsze wyjeżdżał, kiedy spałam? I dlaczego nigdy nie wiedziałam, ile czasu minęło od jego wyjazdu do powrotu?
„Pani? Źle się czujesz?
Powiedz coś.
Mam posłać po medyka?
Pan Eldon nie będzie zadowolony, jeśli dowie się, że źle się czułaś”, mówiła dalej pokojówka.
Nie znałam jej imienia. Z jakiegoś powodu była jedyną osobą, która mi towarzyszyła, ilekroć budziłam się przed przyjazdem Eldona.
Pokręciłam głową.
„Nie, nie, proszę. Czuję się dobrze, proszę, nie martw się.
Czy możesz mi przynieść trochę wody?”
Miałam nadzieję, że dzięki tej prośbie opuści moją komnatę. Dzbanek z wodą był jednak blisko. Szybko postawiła przede mną kielich z wodą.
„Dziękuję”, powiedziałam. Wzięłam od niej kielich i napiłam się wody.
Kiedy budziłam się z poczuciem choroby, tylko woda pomagała mi poczuć się lepiej.
Jak Eldon to robił?
Czy to w ogóle była jego sprawka?
Tak, oczywiście, że tak.
Tylko on mógłby mi to zrobić.
„Pani, twoja kąpiel jest gotowa.
Musisz się wykąpać i przygotować, zanim król przyjedzie.
Będzie zadowolony, widząc, że wyglądasz tak pięknie na jego powitanie”, powiedziała pokojówka.
Skinęłam głową. Pozwoliłam jej zaprowadzić się do wanny.
Pomogła mi zdjąć ubranie. W tym czasie próbowałam wrócić do rzeczywistości.
Wciąż kręciło mi się w głowie. Oparcie się na kobiecie, która zdejmowała ze mnie ubrania, dało mi bardzo potrzebne wsparcie.
Pomogła mi wejść do wody, a potem zostawiła mnie samą.
Zapach kwiatów pomógł mi dojść do siebie. Mój umysł był przymglony po tym toniku, który Eldon kazał mi podać przed wyjazdem.
Dlaczego Eldon wciąż mi to robił?
Nie śmiałam nawet żądać wyjaśnienia jego zachowania. Wiedziałam, co by mi wtedy zrobił.
Chciałam, żeby nikt nie odważył się mnie obudzić. Nie chciałam spotkać się z mężczyzną, który zostawił swoje ślady na moim ciele.
Spojrzałam na ślady na moim ciele.
Moje ramiona, nogi i całe plecy. Tylko Bóg wiedział, gdzie Eldon naznaczy mnie następnym razem.
Jak mógł mi to robić?
Dlaczego mi to robił?
Zmusiłam swoje ciało do posłuszeństwa. Umyłam się i wyszłam z wanny dokładnie w chwili, gdy pokojówka weszła do łazienki.
Pomogła mi założyć jasną, złotą suknię. Potem zajęła się moimi włosami, a ja nałożyłam biżuterię.
Patrzyłam w lustro, jak kładła na mojej głowie ostatni element biżuterii. Moją koronę.
Koronę królowej.
„Pan Eldon przyjechał, gdy się kąpałaś, pani.
Powiadomiłam go. Powiedział, że sam przyjdzie cię zobaczyć. Nie chce, abyś opuszczała swoje komnaty”, poinformowała mnie.
Moje serce drżało ze strachu na myśl, że Eldon przyjechał.
Co mi teraz zrobi?
Ile czasu minie, zanim wyjedzie w kolejną podróż, a ja będę mogła spać w spokoju?
„Rozumiem.
Dziękuję za informację”, powiedziałam. Pokojówka uśmiechnęła się i opuściła komnatę.
Jak bardzo chciałam rozkazać jej zostać. Chciałam, aby uchroniła mnie przed królem Erizii. Nie mogłam jednak tego zrobić, bo znałam konsekwencje.
Byłam na tyle głupia, by zrobić to na początku mojego drugiego roku bycia królową Erizii.
Nadal drżałam na to wspomnienie. Spojrzałam na blizny na mojej lewej dłoni. Były one karą za sprzeciwienie się woli Eldona.
Nie, nigdy więcej nie popełnię tego samego błędu.
Mimo to, bałam się tego, co miało nadejść.
Co Eldon mi zrobi?
Czy był zły, czy bardzo szczęśliwy?
Czy jego podróż była udana?
Modliłam się do niebios o litość. Wiedziałam jednak, że modlitwy są bezcelowe.
Tutaj król Eldon miał całą władzę.
Jeśli ktoś chciał litości, musiał błagać o nią jego.
Wystarczyło tylko otwarcie drzwi komnaty, aby moje ciało zamarło ze strachu.
Kiedy usłyszałam zbliżające się kroki, resztką sił powstrzymałam krzyk przerażenia.
„Lorelle, moja miłości, odwróć się. Pokaż mi się”, rozkazał.
Rozkaz był prosty, ale nie odważyłabym się go zignorować.
Odwróciłam się bez chwili wahania. Zobaczyłam mężczyznę, do którego należałam pod każdym względem.
Pan Eldon wreszcie przybył.















































