Cover image for Partnerka alfy

Partnerka alfy

Zawsze czuję, że ktoś mnie obserwuje.

RHIANNON

Cały dzień czuję się jakoś nieswojo. Gdy wychodziłam z domu, coś mi nie pasowało. Nie potrafię tego dokładnie określić - po prostu nie mogę się pozbyć tego dziwnego przeczucia.
Jem obiad w małej kawiarence niedaleko biblioteki. Flo ma dziś czytanie bajek dla maluchów.
Zwykle nie mogę się doczekać tego dnia, ale dziś nie jestem pewna, czy dam radę to znieść. Boję się, że jeśli któreś z tych słodkich dzieci krzyknie z radości, mogę się zdenerwować.
Cały dzień jestem jak struna. Od otwarcia nikt nie przyszedł do biblioteki, ale mam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował.
Siedzę przy stoliku w kącie kawiarni. Nikt nie może podejść do mnie od tyłu, gdy mam plecy przy ścianie.
Jem kanapkę, czytając nowy bestseller. Nagle podnoszę wzrok, przestraszona, i rozglądam się po lokalu.
Jest tylko starszy pan siedzący przy ladzie i dwie znajome z biblioteki, jedzące razem w boksie.
Nikt na mnie nie patrzy. Nikt w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Wychylam się, by wyjrzeć przez okno. Patrzę na ulicę, ale wszystko wygląda normalnie.
Widzę wysokiego mężczyznę stojącego przy małej poczcie po drugiej stronie. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Ma ciemne okulary, ale wydaje mi się, że patrzy w moją stronę.
Wiedziałam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że musi być powód, dla którego czuję się obserwowana. Czy go znam? Czy to ktoś z mojej przeszłości?
Właśnie gdy zaczynam się martwić, przed pocztą zatrzymuje się autobus. On wsiada i odjeżdża. Ale ze mnie głupia.
Po tym niepotrzebnym strachu postanawiam ograniczyć kawę do końca dnia. Najwyraźniej sprawia, że jestem nerwowa.
Reszta dnia mija spokojnie. Wiem, że przesadzam z obawami, ale to uczucie nie chce minąć.
Wracając do domu czuję się wykończona. Martwienie się zużywa mnóstwo energii. Ramię boli mnie od napięcia przez cały dzień.
Zanim pójdę na kolację do Flo, postanawiam wrócić do domu i wziąć prysznic. Poczuję się lepiej, gdy będę czysta. Może to też pomoże mi się rozbudzić.
Szybko biegnę do domu. Chociaż zwykle nie boję się ciemności, dziś wszystko mnie przeraża. Ciągle wydaje mi się, że widzę kątem oka jakieś ruchy, ale gdy patrzę, nic tam nie ma.
Po długim, przyjemnym prysznicu czuję się bardziej rozbudzona, a ramię mniej boli.
Zakładam wygodne, miękkie spodnie i duży, ciepły sweter. Ostatnim razem, gdy byłam na kolacji u Flo, miała na sobie miękkie spodnie od piżamy w żabki. „Nie musimy się stroić” – powiedziała mi wtedy.
Zaplatam moje długie, ciemne włosy w luźny warkocz. Mogę go rozpleść rano i będą ładnie wyglądać do pracy, gdy je rozpuszczę.
Skręcając włosy między palcami, zastanawiam się, kiedy nauczyłam się to robić. Po prostu pewnego dnia wiedziałam jak.
Stałam przed lustrem, zastanawiając się, co zrobić z włosami, a moje ręce po prostu to zrobiły bez namysłu.
Nie pamiętam, żebym się tego uczyła, ani kto mnie nauczył - moje ciało po prostu pamięta.
Jest wiele takich rzeczy. Małe, przypadkowe umiejętności, które potrafię wykonać, bo moje ciało jakoś pamięta.
Pamiętam, jak zaskoczona byłam pierwszego dnia po powrocie do biblioteki, gdy okazało się, że potrafię bardzo szybko i dobrze pisać na klawiaturze.
Lekarze powiedzieli mi, żebym się nie stresowała, wspomnienia wrócą, kiedy wrócą. Powiedzieli też, że muszę być przygotowana na możliwość, że wiele rzeczy mogę nigdy nie pamiętać.
Odmawiam pogodzenia się z tym. Przypomnę sobie moje życie, całe. Coś bardzo przerażającego kryje się w mojej przeszłości i zamierzam się dowiedzieć, co to jest.
Wzdycham. Muszę już iść, Flo będzie czekać.
Zimny wiatr uderza mnie w twarz, gdy stoję na przystanku autobusowym. To tylko dziesięć minut spacerem do Flo, ale akurat zdążę na autobus dziś wieczorem.
Zimno jest zbyt dotkliwe, by iść pieszo. Szczękam zębami, poruszając się, próbując się rozgrzać.
Autobus przyjeżdża punktualnie.
– Dobry wieczór, panno – mówi kierowca z silnym południowym akcentem.
– Dobry wieczór. – Uśmiecham się, ciepło z autobusu ogrzewa moją twarz.
– Strasznie zimno. Wysiada pani znowu na Baker Street? – pyta. Jechałam tym autobusem do Flo cztery czy pięć razy. Miasteczko jest tak małe, że nie dziwi mnie, że mnie pamięta.
– Tak, proszę pana.
– W porządku – mówi z lekkim uśmiechem, gdy siadam. W autobusie są tylko dwie inne osoby. Starsza pani uśmiecha się do mnie, a ja odwzajemniam uśmiech.
Nastolatek ma słuchawki, z których muzyka gra tak głośno, że słyszę ją z kilku siedzeń dalej.
Chłopak wysiada na następnym przystanku. Gdy zatrzymujemy się na Baker Street, mam nadzieję, że kobieta też tu wysiada. Ale nie.
– Miłego wieczoru – mówi wesoło kierowca.
– Dziękuję, pan również!
Wysiadam z autobusu i zimno szybko mnie przeszywa. Ta strona ulicy to tylko pole. Przystanek ma ławkę pod latarnią, która ciągle się włącza i wyłącza.
Aż ciarki przechodzą.
Szybko przechodzę przez ulicę. Na rogu jest mała stacja benzynowa z małym sklepem.
Jak zawsze, zatrzymuję się w sklepiku, by kupić kwiaty dla Flo.
Opowiadała mi kiedyś o swoim mężu, jak przynosił jej kwiaty co piątek. Zmarł ponad dziesięć lat temu. Flo jest sama na świecie, tak jak ja.
Jej twarz zawsze rozjaśnia się na widok kwiatów. Sprawia mi to przyjemność.
Gdy sięgam do lodówki po kwiaty, dzwonek nad drzwiami dzwoni.
Idę z kwiatami do kasy. Kasjerka uśmiecha się do mnie i mówi: – 14,50 złotych.
Daję jej piętnaście złotych i odwracam się, by wyjść. Osoba, która weszła po mnie, to mężczyzna z długą blizną na twarzy. Przygląda mi się uważnie spod grubego kaptura kurtki.
Szybko wychodzę za drzwi i skręcam za róg. Wpadam na kogoś, prawie upadając do tyłu.
Nieznajomy łapie mnie za ramię, nie pozwalając mi upaść. Spoglądam w górę i prawie krzyczę - to ten wysoki mężczyzna z wcześniej, ten spod poczty.
Uśmiecha się do mnie i zdaję sobie sprawę, że wciąż mocno trzyma moje ramię.
– Puść mnie! – krzyczę, starając się brzmieć odważnie.
Ciągnie mnie brutalnie w cień budynku i przyciska do ściany. Mężczyzna z blizną dołącza do nas w ciemności. Próbuję krzyczeć, ale szybko mi to uniemożliwia.
– Zamknij się, kurwa – mówi wysoki, zakrywając mi usta ręką.
Pochyla się i krzyczę w jego dłoń.
Zatrzymuje się blisko mojej szyi i... wącha mnie?
Czy on mnie właśnie powąchał?
– To nie ona – mówi do faceta z blizną.
– Kurwa, ja... – Jego zdanie przerywa głębokie warczenie.
Ogromny wilk wyskakuje do przodu, powalając faceta z blizną na ziemię. Wysoki odwraca się, ale jest za późno - kolejny wilk wyskakuje z ciemności i wgryza się w jego szyję.
Przyciskam się do ściany i zamykam oczy. To musi być sen. Tak duże wilki nie istnieją.
Słyszę okropny dźwięk. Otwieram jedno oko i widzę, jak głowa faceta z blizną jest odrywana. Głowa wysokiego już zniknęła, a on... topi się. Jego ciało topi się i wsiąka w ziemię.
Moja szczęka opada.
Zaczynam widzieć czarne plamy na brzegach pola widzenia. Kolana mi miękną i wszystko wiruje.
Gdy wszystko ciemnieje, jeden z wilków zmienia się w człowieka. Całkowicie nagiego mężczyznę.
Continue to the next chapter of Partnerka alfy