
Poważana 1: Skarbie, upoluję cię
Autorzy
Lektury
163K
Rozdziały
39
Bella
Patrzyłam, jak róża rozkwita pod moim dotykiem. Silne i czułe ramiona objęły mnie w talii. Zaśmiałam się cicho i odwróciłam w tym uścisku.
Obudziłam się nagle, gdy moje czoło uderzyło o zimną szybę. Musiałam na moment zasnąć.
Deszcz mocno bębnił w dach samochodu. Spojrzałam na mokre ulice i zadrżałam. Dobrze, że zdążyliśmy do auta, zanim zaczęło lać jak z cebra.
Miałam ostatnio kilka gorących i dziwnie realistycznych snów. Sprawiały, że czułam się nieswojo, jakbym nagle zapragnęła być obejmowana i kochana, chociaż nie byłam pewna, co to tak naprawdę znaczy.
Oplotłam się ramionami, czując samotność po utracie ciepła z mojego snu.
Moja matka siedziała obok mnie na tylnym siedzeniu czarnego SUV-a. Rozmawiała przez telefon z jednym ze swoich klientów. Była prawniczką.
Wracaliśmy właśnie do domu z mojego zakończenia liceum. Moja matka znalazła czas, żeby przyjść, w przeciwieństwie do mojego ojca.
Prowadził dużą firmę i zawsze stawiał ją na pierwszym miejscu, wyżej niż własną rodzinę. Rozmyślałam o moim śnie, aż w końcu wyrwałam się z zamyślenia.
Moja matka skończyła rozmawiać przez telefon i odezwała się do mnie.
„Będzie żałował, wiesz, że ominęło go twoje rozdanie dyplomów”, powiedziała ze współczuciem. „Czasami zachowuje się jak dziecko”, mruknęła do siebie, wyglądając przez okno.
„To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że robię to, co dla mnie dobre”. Prychnęłam.
Mój tata był na mnie zły. Pokłóciliśmy się kilka dni temu o moją przyszłość.
Chciał, żebym poszła w jego ślady i od razu zaczęła studiować biznes. Tymczasem ja chciałam odpocząć od szkoły.
Naprawdę nie chciałam utknąć w tych instytucjach, jakimi były dzisiejsze uniwersytety. Wściekł się na mnie, gdy powiedziałam, że pójdę za głosem krwi i będę pracować jako łowczyni demonów.
Nie byliśmy ludźmi. Formalnie nazywano nas umbra vernandi, a w mowie potocznej po prostu umbra.
Odsyłaliśmy demony tam, skąd przyszły. Pilnowaliśmy, aby inne nadnaturalne gatunki nie zaburzyły równowagi na świecie, ale moi rodzice tego nie robili. Oboje urodzili się jako łowcy. Jednak moja matka odeszła z zakonu dla swojej udanej kariery. Ojciec przejął rodzinny biznes zamiast polować, tak jak przed nim jego ojciec, żeby zapewnić naszemu gatunkowi wsparcie finansowe.
Chociaż rząd finansował kwaterę główną umbra, to nie wystarczało na utrzymanie. Ryzykowanie własnym życiem wymagało wysokich pensji.
„To twoje prawo. Po prostu trochę nas zatkało. Zawsze możesz później zmienić zdanie. Myślę, że twój ojciec właśnie tego nie rozumie”, westchnęła moja matka.
Spojrzałam na nią. Prawdę mówiąc, sama siebie też zaskoczyłam.
Zawsze chciałam być jak tata i chciałam, żeby był ze mnie dumny. Odkąd jednak zaczęłam mieć te dziwne sny, czułam, że tracę samą siebie, jakby czegoś mi brakowało.
Byłoby to jednak bardzo nierozsądne komukolwiek mówić, że śniłam o używaniu magii. Tylko nieliczni mieli prawo się jej uczyć, bo niszczyła nasze dusze.
Poza wpływem snów, poczułam też rosnącą potrzebę, by być jak inne umbra w moim wieku. Między zajęciami w liceum a szkoleniami w naszej kwaterze, większość z nich wychodziła napić się do baru w tym niewielkim czasie wolnym, jaki mieliśmy.
Plotki w szatni o szalonych nocach i przygodach na jedną noc sprawiały, że czułam się tak, jakby omijało mnie coś ważnego. Nie byłam jeszcze ani razu w barze.
Moi znajomi z liceum wyszli razem świętować zakończenie szkoły. Chciałam do nich dołączyć. Niestety ojciec zorganizował własną imprezę, żeby uczcić moje świadectwo. Wyjście na drinka i tak nie było dobrym pomysłem.
Niestety, następnego dnia musiałam wstać wcześnie rano. Musiałam też zacząć się przygotowywać do egzaminów końcowych w kwaterze umbra vernandi.
Miałam nadzieję, że jestem gotowa, by dołączyć do oddziału. A to było coś, czego ojciec najbardziej chciał mi zabronić.
„Wiem, że jesteś zła na tatę i pewnie nie masz na to ochoty, ale na pewno szybciej mu przejdzie, jeśli po prostu będziesz grała w jego grę i zachowywała się normalnie”, powiedziała mama, gdy samochód zatrzymał się przed wejściem do naszego domu.
„Martwisz się, że nagle zacznę stroić fochy jak nastolatka?”. Uśmiechnęłam się do niej kpiąco.
To sprawiło, że się rozluźniła. „Nie, dasz sobie radę”, powiedziała, śmiejąc się cicho, gdy kierowca otworzył drzwi i wysiadłyśmy z samochodu.
Od naszego dużego, nowoczesnego domu rozciągał się szklany dach, chroniąc nas przed deszczem.
„Wyglądasz naprawdę pięknie, kochanie”, powiedziała. Poprawiła mi kosmyk blond włosów i poprawiła białą czapkę absolwentki w stylu czapki marynarskiej.
„Dzięki, mamo”, powiedziałam, uśmiechając się do niej. Odziedziczyłam po niej włosy, ale lodowato błękitne oczy miałam po ojcu.
„Czy sukienka wygląda dobrze, czy powinnam się przebrać?”, zapytałam, okręcając się wkoło.
Zwyczajem było ubierać się na biało na zakończenie szkoły. Niestety, to sprawiało też, że każda plama była bardzo widoczna. Miałam na sobie sukienkę bez rękawów do kolan.
„Tak, Bella, wyglądasz po prostu idealnie”, zapewniła mnie.
„A teraz chodźmy porozmawiać z pracownikami i partnerami biznesowymi twojego ojca”. Moja mama prychnęła rozbawiona.
„Oto i ona!”, zawołał mój ojciec. Goście zaczęli bić brawo, gdy moja matka i ja dotarłyśmy na przyjęcie.
„Gratuluję ukończenia szkoły, moja piękna córko”, powiedział, uśmiechając się do mnie ciepło.
Ja jednak zobaczyłam to, czego goście nie widzieli. Dostrzegłam w jego oczach irytację.
Byłam ciekawa, co powie, gdy goście zapytają, do jakiej szkoły pójdę jesienią.
„Dziękuję, tato. Przykro mi, że nie dałeś rady przyjść na ceremonię”, powiedziałam niewinnie. Rozejrzałam się po dekoracjach.
Ktoś wybrał lilie. Ja o wiele bardziej wolałabym chryzantemy.
„Cóż, to i tak nie ma większego sensu wybiegać z budynku wesoło, jakbyś coś osiągnęła. Za moich czasów trzeba było wysiedzieć na egzaminach i dostawało się dyplom tylko, jeśli wszystkie się zdało”, odpowiedział mój tata, prawdopodobnie myśląc o własnym zakończeniu szkoły.
Powstrzymałam się, żeby nie westchnąć.
„Tak czy inaczej, jest ktoś, kogo chciałbym ci przedstawić”, powiedział, znowu wyglądając radośnie i oferując mi ramię.
Dobrze odegrałam rolę lalki, którą chciał ze mnie zrobić. Uśmiechałam się i szczerze dziękowałam jego gościom, gdy składali mi gratulacje.
„Gratulacje, Bella. Musisz być podekscytowana, że wreszcie dołączasz do naszego świata biznesu i kapitału”, powiedział mężczyzna, ściskając moją dłoń. Poznałam w nim Gustava, jednego z przyjaciół i partnerów mojego ojca.
„Robi sobie przerwę od szkoły, coś o tym, żeby najpierw odnaleźć siebie”, powiedział mój ojciec, przewracając oczami.
Ugryzłam się w język i nie przestałam się uśmiechać, chociaż bardzo chciałam posłać mu mordercze spojrzenie.
„Dzisiejsze dzieciaki, mam rację? Można by pomyśleć, że docenią swoje przywileje i będą chciały to utrzymać”, powiedział Gustav do mojego ojca. Pokręcił głową ze zrozumieniem.
Zachciało mi się śmiać.
„Cóż, są też inne rzeczy, które są ważne dla naszej rodziny”, powiedziałam, wpatrując się w ojca.
On wiedział, że miałam na myśli naszą krew. Jego partner biznesowy nie wiedział jednak, że nie jesteśmy ludźmi, a ojciec chciał, żeby tak pozostało.
„Gdzie jest twój syn, Gustavie? Mówiłeś, że zabierasz go dziś ze sobą, prawda?”, zapytał mój ojciec, zanim Gustav zdążył dociec, co miałam na myśli.
„Rzeczywiście, tak zrobiłem”, powiedział Gustav i się odwrócił.
„Stefan!”, zawołał, a ja skorzystałam z okazji, by posłać ojcu podejrzliwe spojrzenie.
„Wzywałeś?”, powiedział dołączający do nas młody, wysoki mężczyzna.
Zmierzył mnie wzrokiem z góry na dół i się uśmiechnął. „Ty na pewno jesteś Bella? Jestem Stefan”, powiedział, wyciągając rękę.
„Zgadza się”, powiedziałam i podałam mu rękę do uścisku.
On jednak miał inne plany. Uniósł moją dłoń do swoich ust i ją pocałował. „Miło mi cię poznać, Bella”, uśmiechnął się cwaniacko. Przez to wyglądał na odrobinę aroganckiego.
Zauważyłam jednak, że miał worki pod oczami. Wyglądał, jakby z trudem powstrzymywał zmęczenie.
„Stefan właśnie zrobił licencjat z biznesu, a po wakacjach zaczyna studia magisterskie”, powiedział Gustav, promieniując dumą.
„Słyszysz to, skarbie? Czy to nie inspirujące?”, zapytał ojciec, próbując wzbudzić we mnie poczucie winy.
„Może Stefan mógłby ci o tym wszystkim opowiedzieć, żeby pomóc ci przed złożeniem papierów?”, zasugerował.
Wiedziałam, do czego to zmierza, i wkurzyłam się.
„Z przyjemnością powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć!”, powiedział z entuzjazmem Stefan, proponując mi ramię.
Uśmiechnęłam się uprzejmie. „Może później, chcę przez chwilę porozmawiać z ojcem”.
„Zaraz wracamy”, mój tata przeprosił ich, po czym poszedł za mną do biblioteki.
Biblioteka była jedną częścią domu, która nie była w nowoczesnym stylu, lecz klasycznym. Był to mój ulubiony pokój w całym domu.
„Tato… czy mi się wydaje, czy próbujesz mnie wyswatać z synem twojego partnera biznesowego?”, zapytałam zirytowana. Skrzyżowałam ramiona na piersi.
„Oczywiście, że nie. Próbuję cię tylko zainspirować, żebyś poszła na studia”, powiedział, udając urażonego.
„Ale skoro już o tym wspominasz, to byłby dla ciebie dobry kandydat na przyszłość. Szczególnie, jeśli nie masz zamiaru prowadzić mojej firmy”, dodał, również krzyżując ramiona.
„Więc byłbyś szczęśliwy, gdyby wybuchła między nami szalona miłość i w końcu wyszłabym za niego? Może właśnie tego chcesz?”, zapytałam, mocno marszcząc brwi.
„Tak, to byłoby bardzo szczęśliwe rozwiązanie”, odpowiedział mój ojciec. Uśmiechnął się jak głupek i uniósł w moją stronę brew.
„To jest popieprzone!”, warknęłam. „Mam dopiero dziewiętnaście lat. Nie powinnam musieć myśleć o małżeństwie, a tobie na pewno nic do tego!”, dodałam. Potem odwróciłam się, by wyjść.
„Dokąd idziesz?”, zapytał ojciec, gdy byłam w połowie drogi do wyjścia z pokoju.
Odwróciłam się w jego stronę. „Idę wyjść i świętować z moimi znajomymi ze szkoły!”, krzyknęłam i wybiegłam wściekła z pokoju.
Poszłam chwycić torebkę z telefonem i kartami, a potem wyszłam przez frontowe drzwi. Przywitał mnie przyjemny zapach trawy i ziemi po deszczu.
Skłamałam. Nie szłam na spotkanie ze znajomymi z klasy.
Dziś w nocy zamierzałam zrobić dwie rzeczy. Dwie rzeczy, na które miałam ochotę od miesięcy.
Zamierzałam się upić i zamierzałam kogoś zaliczyć.
Miałam już dość uczucia pustki, ale niekoniecznie pragnęłam miłości. Nawet nie wiedziałam, co to właściwie znaczy.
Chciałam przeżyć jedną z tych szalonych, zabawnych nocy. Wiedziałam dokładnie, do kogo zadzwonić, by spełnić swoje pragnienia.














































