Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Lód pod skórą

Lód pod skórą

Autorzy
Andreea Albu
Lektury
19,8K
Rozdziały
37
Autorzy
Andreea Albu
Lektury
19,8K
Rozdziały
37
🏈Historie sportowe👱🏽‍♀️Nastolatki💔Zakazany romans🏃🏿‍♂️Sportowcy🏙️Współczesne💕Romantyczne🥵Erotyka🏒Hokeiści🖤Mroczne

W powietrzu unosił się zapach pieczonego łososia i rozczarowania. Celine kroiła martwe ciało. Dosłownie. Ryba na jej talerzu została upieczona w temperaturze, w której ulatnia się wszelka nadzieja i smak – a w domu Ravelów nadzieja ulatniała się codziennie. Serena, jej matka, cicho popijała białe wino z kieliszka, z tępym wyrazem twarzy kobiety, która wiedziała, że żadna decyzja nie należy już do niej. Kiedyś tętniła życiem – teraz była kruchą postacią w beżowych sukienkach i odmierzonych gestach. To, co pozostało z jej marzeń, noc po nocy rozpuszczało się w chłodnym chilijskim winie i rwanej rozmowie. A

Rozdział 1

CELINE

W powietrzu unosił się zapach pieczonego łososia i rozczarowania.
Celine kroiła martwe mięso. Dosłownie. Ryba na jej talerzu była ugotowana w dokładnie takiej temperaturze, w której znikały z niej smak i nadzieja. A w domu Ravelów nadzieja znikała każdego dnia.
Serena, jej matka, cicho popijała z kieliszka białe wino. Miała puste spojrzenie kobiety, która wiedziała, że nie podejmuje już żadnych decyzji. Kiedyś tętniła życiem. Teraz była tylko kruchą istotą w beżowych sukienkach, wykonującą ostrożne ruchy. To, co zostało z jej marzeń, znikało noc po nocy w zimnym chilijskim winie i urywanych rozmowach.
Na drugim końcu stołu siedział Nathan Ravel, wyprostowany, z ramionami lekko pochylonymi do przodu, jakby sam utrzymywał w ryzach całą moralność w tym pokoju. Był nienagannie ubrany i miał idealnie zawiązany szary krawat. Przypominał bardziej instytucję niż ojca.
Miał ten niski, wyćwiczony głos, którego nigdy nie musiał podnosić. Po prostu nie było takiej potrzeby. Ciął powietrze swoim tonem, a jednym spojrzeniem wymuszał posłuszeństwo.
Celine go nie nienawidziła. Nienawiść byłaby znacznie prostsza. Znosiła go z bystrością kogoś, kto wie, że prawdziwa zemsta kryje się w przemyślanym milczeniu. Odpowiadała tak grzecznie, by nie mógł jej ukarać. Studiowała go od dawna. Potrafiła go przejrzeć. Ale nigdy by mu się nie poddała. Jadła powoli, w milczeniu. Każdy jej kęs był dowodem samokontroli.
„Jak było dziś w szkole?” – zapytał, nie podnosząc wzroku. Przeżuwał jedzenie miarowo. Zadał to pytanie tak, jakby odhaczał kolejny biurokratyczny obowiązek podczas kolacji.
Celine wbiła widelec w miękkie warzywo. Lekko uniosła brew, ale nie na tyle, by wydać się bezczelną. Po prostu... go obserwowała.
„Jak co dzień. Nauczyciele mocno trzymali się podręczników. Uczniowie rozmawiali o niczym. Horyzonty bez zmian”.
Serena krótko zakasłała. Nie zakrztusiła się. Był to raczej odruch, który pojawiał się, gdy czuła zbliżającą się kłótnię. Poprawiła się na krześle i dotknęła kołnierzyka sukienki. Nic nie powiedziała. Może dlatego, że wiedziała, iż to i tak nie pomoże.
Nathan powoli zamrugał. Był typem mężczyzny, który reagował wyliczoną ciszą, a nie szybkimi odpowiedziami. Odłożył widelec, układając go idealnie równo z krawędzią talerza.
„Mówiłem ci już, Celine. Ironia to żadna broń”.
Lekko przechyliła głowę i wygładziła serwetkę na kolanach.
„Myślę, że to zależy od sytuacji. I od celu. Czasem nawet nie wiesz, że zostałeś trafiony”.
Zapadła długa, ciężka cisza, która ciągnęła się w nieskończoność.
A potem, jakby w ogóle jej nie słyszał, Nathan odłożył nóż na talerz. Powiedział spokojnie, ale bardzo wyraźnie: „Ezra Vale wraca do miasta”.
Nikt nie zadzwonił sztućcami. Nikt niczego nie upuścił. Zapadł bezruch tak głęboki, że aż bolał. Jakby wszystko, nawet najmniejszy ruch, zatrzymało się nagle w miejscu.
Powietrze stało się gęste i duszne. Miało się wrażenie, jakby stół zapadł się na kilka centymetrów w podłogę pod ciężarem tego nazwiska.
Celine zamrugała powoli. Wyglądało to jak scena ze starego filmu, odtwarzana w zwolnionym tempie. Nie wzdrygnęła się. Nie odezwała się. Ale w jej spojrzeniu coś się zmieniło, głęboko w środku. Powiew czegoś znajomego, czegoś, co wolałaby pozostawić głęboko pogrzebane, musnął kącik jej oka.
Dlaczego teraz? Dlaczego on? I dlaczego tutaj, w samym środku kolacji, która i tak ledwie trzymała się w całości?
„Słucham?” – zapytała cichym głosem. Zabrzmiała bardzo grzecznie, wręcz posłusznie. Ale jej ton był ostry jak lód.
„W tym roku będzie trenował drużynę hokejową. Ezra Vale. Pewnie o nim nie słyszałaś. Był od ciebie starszy o jakieś osiem lat”.
Nathan powoli wygładził serwetkę na kolanie. Jego dłonie zdawały się robić cichy wykład o tym, jak ważne są wyuczone, staranne gesty.
„Uczyłem go wiele lat temu. Miał talent. Surowy, nieokrzesany. Był jak kamień, który trzeba rozłupać, żeby sprawdzić, czy w środku kryje się diament. Wprowadziłem dyscyplinę. Ukształtowałem go. Stał się jednym z najlepszych, ale tylko dlatego, że ktoś pilnował, by nie zboczył z drogi”.
Serena lekko przechyliła kieliszek, ale się nie napiła. Obracała go w palcach z mechaniczną precyzją. Robiła to jak ktoś, kto nauczył się zachowywać spokój, podczas gdy wokół wszystko cicho rozpadało się na kawałki.
Nie patrzyła ani na niego, ani na córkę. Tylko na swój kieliszek. Może wpatrując się w wino, liczyła, że rzeczywistość rozpłynie się w alkoholu. Albo w zapomnieniu.
Celine powoli poruszyła dłonią. Uniosła sztućce z taką samą elegancją, z jaką podnosi się broń. Przez chwilę nic nie mówiła. Następnie przechyliła głowę, a jej usta ułożyły się w delikatny uśmiech. Wydawało się, że była pod wrażeniem.
„Nie znałam go osobiście” – powiedziała miękkim, gładkim tonem. „Ale jego reputacja... Chłopcy w szkole ciągle o tym opowiadają. Zrobili z niego wręcz miejską legendę, pełną łyżew i walk na pięści. Niektórzy wciąż chcą go zobaczyć. Inni mają ochotę po prostu go pobić”.
To nie było oskarżenie. Ani tym bardziej żart. Po prostu prawda, wypowiedziana cichym, bardzo chłodnym głosem.
Nathan zacisnął usta. Nie spodobało mu się to. Wcale nie dlatego, że Ezra taki właśnie był. Chodziło o to, że stracił kontrolę nad rozmową. Szybko jednak do niej wrócił:
„Reputację tworzą ci, którzy obserwują wszystko z boku. Ja widziałem go na lodzie, tam gdzie to ma znaczenie. Wiedziałem, do czego jest zdolny i jak wielką ma siłę. Był jednak jak żywy ogień. A nikt nie okiełzna ognia, dopóki nie nauczy go, jak ma płonąć. Wychowałem go. Ukształtowałem. Został kimś nie pomimo swoich słabości, ale dzięki kierunkowi, który mu nadałem”.
Serena wzięła łyk. Nie za wolno, nie za łapczywie. Wypiła po prostu tyle, by opróżnić kieliszek. Odstawiła go bezszelestnie i sięgnęła, by nalać sobie więcej.
Celine odchyliła się do tyłu. Nie uśmiechała się, ale kąciki jej ust nieznacznie powędrowały w górę. Nathan dobrze znał ten wyraz twarzy, choć nie potrafił go odczytać.
„Ciekawe” – powiedziała, a jej głos brzmiał jak nić lodu spływająca po gardle zdania. „A więc trudne dziecko okazało się twoim wielkim sukcesem. I co będzie dalej? Ściągasz go tu, by wystawić go w swoim osobistym muzeum zbawionych dusz?”
Nie powiedziała tego ze złośliwością. Jednak z szacunkiem również nie miało to nic wspólnego.
Celine pochyliła się do przodu i oparła łokcie na stole. Był to wyliczony, kobiecy gest, a jednocześnie prowokujący w swoim luzie.
„Podziwiam twój optymizm. Może faktycznie czas dać mu drugą szansę. Czasami najlepsze historie zaczynają się od... dramatycznego powrotu”.
Nathan wstał powoli. Przypominał króla opuszczonego przez własną armię. Miał proste plecy i zimne spojrzenie.
„Przy tym stole wymagam szacunku”.
Celine spojrzała na niego. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że pokój lekko przechylił się w jej stronę. Zupełnie jak scena w teatrze, gdy ma się wydarzyć coś ważnego. Nie odpowiedziała od razu. Powoli uniosła kieliszek, obróciła go w palcach i przechyliła w stronę Nathana. To nie był gest buntu. To było raczej starannie zapakowane podziękowanie.
Podarunek, którego nie dało się jednoznacznie odczytać.
„Oczywiście” – powiedziała. „I dziękuję za ten wieczór. Oraz za te... niezwykle istotne informacje”.
Jej głos był ciepły i opanowany. Nie było w nim ani śladu ironii. Właśnie dlatego nie dało się odgadnąć, co tak naprawdę myśli. Jej gesty były zbyt precyzyjne. Jej ton zbyt starannie dobrany.
Nathan przyglądał jej się bez mrugnięcia okiem. Nawet teraz nie był pewien, czy właśnie z niego zakpiła, czy też go pochwaliła.
„Będę już szła” – dodała. Wstała z tą samą elegancją, z jaką dobierała słowa, nie zdradzając żadnych emocji. Podniosła talerz smukłymi palcami. Przez chwilę wydawało się, że należy do zupełnie innej historii. Takiej, w której ta kolacja nigdy się nie odbyła, a oni byli tylko cieniami z niedokończonej sztuki.
Jej kroki cicho odbijały się od zimnych płytek, przypominając starą, zbyt cicho odtwarzaną piosenkę. Drzwi nie skrzypnęły ani nie trzasnęły. Po prostu zniknęła. A tam, gdzie przed chwilą była, została pustka. Pustka, której niełatwo było wypełnić.
Nathan westchnął, ledwo zauważalnie. Potem poprawił swoje sztućce. Zachowywał się tak, jakby ten porządek miał w magiczny sposób przywołać spokój.
Serena piła. Nie mrugała. Nie zadawała pytań. Nalała sobie kolejny kieliszek pewnym ruchem kogoś, kto już dawno zapomniał, jak przestać.
***
Pokój Celine był chłodny i schludny. Brakowało w nim jakichkolwiek śladów nastolatki, która mogłaby czuć się bezpiecznie we własnych czterech ścianach. Na szafce nocnej migotała lampka o delikatnym, drżącym świetle, a ekran laptopa rzucał na ściany niebieskawe cienie.
Celine siedziała z podciągniętymi kolanami. Miała na sobie bluzę z kapturem, którą przed laty zabrała Serenie i dawno jej nie prała. Jej zapach dawał dziewczynie niewyraźne poczucie przynależności. Albo może pewien rodzaj wygodnej samotności.
Klawiatura cicho skrzypiała pod jej palcami. Ezra Vale. Szukaj.
Nie kłamała. Nigdy nie poznała go osobiście. Był dla niej o wiele za stary. W tamtych czasach nie należała do żadnej grupy, która mogłaby się do niego zbliżyć. Nie trzymała się ani z dziewczynami, które pozwalały chłopakom dotykać się w szatniach, ani z chłopakami, którzy uważali się za bogów lodowiska.
Ona zawsze była gdzieś pomiędzy. Zawsze w środku.
Ale to nie znaczyło, że o nim nie słyszała.
Ezra był ich legendą. Ich, nie jej. Szeptano o nim na przerwach i przy kawie. Między nieudanymi flirtami i spojrzeniami pełnymi testosteronu.
Mal nazywał go „ładną pięścią hokeja”. Twierdził, że nauczył się stać na bramce dzięki niemu. Obejrzał filmik, na którym Ezra zablokował krążek kolanem, a potem zrzucił rękawice i szykował się do bójki.
Levi patrzył na niego jak na ducha. Twierdził, że gdyby Ezra urodził się z łagodniejszym głosem, pewnie zostałby królem.
„Ma taką szczękę, która mówi »nie« za ciebie” – powiedział kiedyś Levi, wpatrując się w stare zdjęcie Ezry na szkolnej tablicy pamiątkowej.
Dziewczyny – te, których Celine instynktownie unikała, w za krótkich spódniczkach i ze szminką rozmazaną w kącikach ust – mówiły o nim, jakby był zupełnie innym gatunkiem mężczyzny. Uwielbiały go, wymyślały o nim legendy, ale też po części go nienawidziły.
„To typ faceta, który pieprzy cię do utraty zmysłów, a potem nawet nie pamięta twojego imienia” – roześmiała się jedna z nich w damskiej toalecie, wiążąc włosy w wysoki kucyk.
Celine nie opowiedziała się po żadnej ze stron. Wcale go nie pragnęła. Ale też go nie nienawidziła. Utrzymywała go na dystans, traktując jak opowieść snutą przez innych z wielkimi emocjami. Teraz jednak przestał być tylko historią. Był mężczyzną, o którym Nathan wspomniał przy kolacji. A w swoich myślach Celine zabijała Nathana setki razy dziennie. Skoro to zrobił, Ezra musiał być dla niego ważny.
A to coś znaczyło. Ezra stawał się prawdziwy. Przez to zadrżała głęboko w środku. Nawet nie potrafiła nazwać tego uczucia.
Zdjęcie na ekranie ładowało się bardzo powoli, linijka po linijce. Przypominało to wielkie odkrycie, którego nie można było pospieszać. A kiedy w końcu ukazało się w całości, Celine poczuła ucisk w klatce piersiowej.
Wcale nie dlatego, że go rozpoznała. Ani dlatego, że tak długo czekała. Po prostu mężczyzna na zdjęciu był absurdalnie przystojny. Niebezpiecznie opanowany. Wręcz niemoralnie nierealny.
Jego uroda nie prosiła o pozwolenie. Rzucała się w oczy i czekała na twoją reakcję. Na prasowym zdjęciu sprzed kilku lat wyglądał jak prawdziwy lider. Miał na sobie idealnie dopasowany, ciemnoszary garnitur i koszulę lekko rozpiętą pod szyją. Dwudniowy zarost dodawał mu zaplanowanego, buntowniczego charakteru.
Jego szczęka wydawała się wręcz wyrzeźbiona. Ukształtowana przez naturę i utwardzona latami skrywanego gniewu. W jego spojrzeniu mieszało się zmęczenie z pogardą, ale coś w jego oczach – szarych jak wiatr, który przemykał tuż przy skroniach, gdy nie zwracało się na to uwagi – zdawało się dokładnie wiedzieć, kim był i dlaczego się tam znalazł. To były oczy kogoś, kto widział wszystko, ale o nic nie prosił. I niczego nie zapominał.
Ezra Vale. To nie było tylko imię. To nie była tylko reputacja. To było ostrzeżenie, pięknie opakowane w skórę, głos i przeszłość.
Celine poczuła, jak fala gorąca podchodzi jej do gardła. Opuszki jej palców dziwnie zadrżały. Przygryzła dolną wargę. Próbowała odpędzić uczucie, które nie było ani strachem, ani czystym pożądaniem. Było to raczej pewnego rodzaju rozpoznanie. Silny instynkt. Przeczucie tego, co miało wkrótce nadejść.
Tej nocy laptop pozostał otwarty. Ekran zrobił się niebieski, ale dziewczyna tego nie zauważyła. Zasnęła przy zapalonym świetle. Jej serce było napięte, zupełnie jak lód tuż przed pęknięciem.
Kiedy śniła, Ezra nie miał twarzy. Był tylko ciemnym kształtem. Sylwetką idącą po lodzie z rękami w kieszeniach. Miał usta tuż przy jej uchu. Nie wypowiedział ani słowa. Tylko oddychał. A każdy jego oddech brzmiał jak obietnica, której wcale nie chciała usłyszeć.
A ona w tym śnie wcale się nie odsunęła. Nie uciekała. Nie krzyczała.
Podeszła bliżej.
Po raz pierwszy lód wcale jej nie chłodził.
Lód parzył.

Odkryj Galateę

Nie należę tutajNiegrzeczny chłopak mnie pragnie Książka 2Akademia H. 1: KlątwaZaginiona Korona Księga 4: Kronika PajęczakówSeria Diablon Spin-off: Mieszańce

Najnowsze publikacje

Luna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorni

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28

Hot

by goshka

liczba książek: 108

Chętnie wrócę

by BADZIA

liczba książek: 58

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 165

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 365

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11