
Uniwersytet wilkołaków Książka 2
Autorzy
Lektury
321K
Rozdziały
43
Rozdział 1
Księga 2: Rozdarta między przeznaczonymi
EVERLEE
„Spójrz na ten tyłeczek”.
Odwróciłam się gwałtownie, a moje kruczoczarne włosy zawirowały wokół mnie. Palce miałam zdrętwiałe od ściskania balustrady balkonu, a jesienny wiatr chłodził moją rozgrzaną skórę.
Moja najlepsza przyjaciółka, Bryiar, poruszała sugestywnie swoimi jasnymi brwiami, wyglądając przez krawędź balkonu, z którego go obserwowałam. Bryiar może i była blondynką, ale głupia nie była. Nienawidziłam siebie za to, że byłam aż tak oczywista, ale przyciąganie, które do niego czułam, było niezwykle silne.
Jak te bicepsy…
Przestań.
„Nie nazywaj tego tak”.
Rzuciłam Bryiar spojrzenie, gdy okrążyła mnie półkolem i oparła łokieć o balustradę po drugiej stronie. „Te brudnoblond włosy i te głębokie, brązowe oczy”, szepnęła. „Sposób, w jaki na ciebie patrzy, kiedy nikt inny nie widzi…”
„Nie patrzy na mnie”, syknęłam, odwracając się plecami do balustrady.
Odwróciła się za mną i skrzyżowała ręce na piersi. „Właśnie teraz patrzy”, powiedziała.
Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam, jak odbiega w dal, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. „Jesteś beznadziejna”, powiedziałam, wbijając jej łokieć w żebra.
Zawyła ze śmiechu i poszła za mną do pokoju. „Jesteś taka oczywista, Ever. Kocham cię, dziewczyno, ale musisz się wreszcie zebrać na odwagę i powiedzieć temu chłopakowi, co czujesz. Robi się to trochę żałosne”, powiedziała, wskakując na moje łóżko i przeglądając jedno z moich czasopism z nogami w górze.
Usiadłam przed toaletką i wpatrywałam się w swoje odbicie. Zabieganie o Harlana było nierealne. Zwłaszcza że moje osiemnaste urodziny były tuż-tuż, a studia zaczynały się za tydzień. Ale moje ciało go pragnęło i nie byłam pewna dlaczego.
Czy to mógłby być mój przeznaczony?
Na samą myśl przeszły mnie dreszcze, a uda zacisnęły się w oczekiwaniu. Harlan był ode mnie starszy o trzy lata i był na ostatnim roku Werewolf University, podczas gdy ja dopiero zaczynałam pierwszy. Co prawda nie był wilkołakiem, ale tata, ponieważ Harlan wychował się w watasze wilkołaków i lycanów, pociągnął za odpowiednie sznurki, żeby go tam dostać.
Tak jak mój ojciec, kiedy zaczynał swój ostatni rok, Harlan wciąż nie znalazł swojej przeznaczonej. „Czuję twoje podniecenie, Everlee. Uspokój te cycki, siostro. Nie chciałabym musieć iść po wąż ogrodowy”.
Cisnęłam pędzlem do makijażu w jej głowę i roześmiałam się, kiedy go uniknęła. „Mam dosyć tego, że przerywasz mi marzenia na jawie i mnie nękasz. Nie masz nic lepszego do roboty?”
Bryiar zeskoczyła z łóżka i podeszła do mnie. „Miałam ci powiedzieć, że twoja mama chce z tobą porozmawiać. Jest na dole i czeka na ciebie w swoim pokoju”.
„Teraz mi to mówisz”, mruknęłam, otwierając duże drewniane drzwi mojego pokoju. Zapach jedzenia unosił się po schodach i budził głód w moim żołądku. Bryiar poszła za mną do holu i zniknęła w kuchni, a ja skierowałam się do pokoju rodziców.
Moi rodzice rządzili królestwem, które było połączeniem watahy mojego ojca i królestwa lycanów, panującego tu przed nimi. Moja matka, będąc mieszanej krwi, przejęła władzę, gdy pokonała króla lycanów.
Ojca Harlana.
Co oznaczało, że on był pełnokrwistym lycanem, a ja hybrydą.
Wychowaliśmy się w tym samym zamku, w pokojach po sąsiedzku, jak rodzeństwo. A jednak ostatnio wszystko się zmieniło o sto osiemdziesiąt stopni. Harlan nie czuł się już jak mój brat. Wszelkie braterskie uczucia zniknęły kilka tygodni temu.
Zapach mojej mamy otulił mnie ciepłem, gdy otworzyłam drzwi i zastałam ją siedzącą na łóżku z drewnianym pudełkiem pełnym listów.
Podniosła wzrok znad kolan z uśmiechem na twarzy. Jej ciemne włosy były upięte wysoko, a miała na sobie zwykłe dżinsy i T-shirt, bosa. Jak na królową, wcale się jak królowa nie ubierała.
Ale mama nie wychowywała się w watasze i nie miała żadnej wiedzy o świecie nadprzyrodzonym. Jej korzenie tkwiły w normalnym ludzkim życiu. Lubiłam to w niej. Nie była wyniosła, lecz twardo stąpała po ziemi. „Bryiar powiedziała, że mnie potrzebujesz?” zapytałam.
Skinęła w stronę drzwi. „Zamknij drzwi, kochanie. Chcę z tobą porozmawiać”.
Zamknęłam drzwi stopą i podeszłam bliżej. Ich łóżko z baldachimem było bajeczne, a beżowe meble pięknie pasowały do szarego wystroju, który mama tak uwielbiała.
Usiadłam naprzeciwko niej, przyglądając się listom rozłożonym między nami. Podniosła wzrok i uśmiechnęła się szeroko. „Właśnie tak dowiedziałam się, że idę na Werewolf University”, zaśmiała się, kręcąc głową. „Powiedzieć, że byłam wściekła, to mało. Nie chciałam wyjeżdżać…” Urwała, pozostawiając resztę zdania mojej wyobraźni. „To nieważne”, powiedziała, odsuwając pudełko na bok i ujmując moją twarz w dłonie. „Jestem wdzięczna, że tu jestem i mogę patrzeć, jak cieszysz się tym doświadczeniem. Nauczysz się, jak funkcjonować w watasze, a to zależy od twojej pozycji. Luna. Wojowniczka. Pielęgniarka. Będę szczęśliwa, dopóki ty będziesz szczęśliwa”.
Uśmiechnęłam się. „Dzięki, mamo”.
Opuściła dłonie na moje i ścisnęła mocno. „Mam dla ciebie wspaniałą niespodziankę, Everlee. W ten weekend kończysz osiemnaście lat i chcę urządzić ci ostatnią imprezę przed wyjazdem. Może twój przeznaczony da o sobie znać”.
Zaśmiałam się. „Albo na imprezie alfy? Pójdę w twoje ślady”.
Uśmiechnęła się. „Twój ojciec i ja przeszliśmy prawdziwe piekło. Miejmy nadzieję, że tobie się to nie przydarzy”.
„Masz rację. Nie chcę takich dramatów. Kiedy jest impreza?”
Mama wstała, zebrała listy do pudełka i schowała je pod łóżko. „W piątek wieczorem. Kupiłam ci sukienkę. Zamienimy jadalnię w salę imprezową dla całej watahy. Wszystko jest zaplanowane”, powiedziała z uśmiechem. „A teraz kolacja gotowa. Zaraz przyjdę. Idź, nałóż sobie na talerz”.
Po drodze do kuchni szłam jak na skrzydłach. Impreza na osiemnaste urodziny. Tańce. Muzyka. Jedzenie. Tort. Moja mama wiedziała, jak urządzić imprezę. Skręciłam za róg korytarza i wpadłam prosto na czyjąś klatkę piersiową.
Ten zapach… Nigdy go nie zapomnę. Zakorzenił się tak głęboko we mnie, odcisnął się na mojej duszy i rozpoznałabym go wszędzie. To było coś więcej niż ten „męski” zapach, za którym dziewczyny szaleją. Pachniał świeżo skoszoną trawą i nadciągającym deszczem.
Silne dłonie owinęły się wokół moich ramion, stabilizując mnie z taką łatwością, że fala adrenaliny przeszyła mi kręgosłup. Mój wzrok powędrował od jego wytartych wojskowych butów, przez podarte dżinsy, aż po szary T-shirt.
Ciemne spojrzenie Harlana spotkało się z moim i poczułam falę ciepła przenikającą całe ciało. Uśmiechnął się tym swoim słynnym leniwym uśmiechem i postawił mnie pewnie na nogi. „Zawsze gdzieś ci się spieszy, Everlee”.
Wspomnienia z dzieciństwa, wspólne bieganie po lasach i wzgórzach, popędziły przez moje myśli. Był dla mnie jak brat, a teraz te wielkie bicepsy i pełne usta robiły ze mną coś zupełnie nowego.
Harlan przechylił głowę na bok, przyglądając mi się, jakby widział mnie na wylot. Modliłam się, żeby nie potrafił wyczuć myśli zderzających się w mojej głowie.
„Przepraszam, ja…”
Próbowałam go wyminąć, ale zablokował mi drogę, stawiając ramię na przeszkodzie. „Musimy porozmawiać?” zapytał głębokim, szorstkim głosem. Gęsia skórka pokryła moje ramiona.
Musimy?
Było tyle rzeczy, które chciałam — których musiałam — mu powiedzieć, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić jak. Wychowaliśmy się razem. Tylko w ten sposób umiałam się uspokoić. Bryiar była niedorzeczna. Nie mogłam mu powiedzieć, co czuję.
„Dlaczego jesteś zdenerwowana?” zapytał.
Prychnęłam, próbując to zbyć, i stuknęłam go żartobliwie w pierś. „Nie jestem zdenerwowana. Po prostu jestem głodna”.
Nie kupił tego. Zmrużone oczy i sposób, w jaki przesunął językiem po zębach, wyraźnie mi to pokazały. Harlan studiował moją twarz przez coś, co wydawało się wiecznością, aż drzwi kuchni się otworzyły i wyszedł mój tata.
Tata popatrzył na nas z irytacją. „Halo. Może jeszcze dzisiaj? Umieram z głodu”.
Harlan opuścił ramię, wpatrując się we mnie zdecydowanie za długo, po czym szturchnął tatę w brzuch. „Za wolny jesteś, staruszku”.
Tata złapał go za kark i wciągnął do jadalni. Wypuściłam wstrzymywane powietrze i zamknęłam oczy. Gwar rozmów i śmiech dobiegały zza wahadłowych drzwi kuchni, gdy przez nie przechodziłam. Minęłam wyspę kuchenną i weszłam do jadalni, gdzie wszyscy siedzieli wokół stołu i jedli.
Bryiar pomachała mi w stronę pustego krzesła obok siebie, które zupełnym „przypadkiem” znajdowało się naprzeciwko Harlana. Podczas jedzenia utrzymywałam rozmowę z Bryiar na temat zbliżającego się początku studiów. Było to łatwe, bo obie czekałyśmy na ten moment praktycznie od urodzenia.
Tata gwałtownie wstał, gdy mama weszła do pokoju, i poczułam, jak serce mi rośnie na ich widok. Sięgnął po jej dłoń i pocałował ją w policzek, gdy zajęła swoje miejsce. „Savannah ma ogłoszenie”, powiedział tata.
Mama promieniała, puszczając do mnie oko. Odchrząknęła. „Na cześć osiemnastych urodzin Everlee urządzamy w ten piątek imprezę urodzinowo-pożegnalną dla wilków wyjeżdżających na Werewolf U”.
W pokoju wybuchł gwar i czułam podekscytowanie wszystkich. Mój wzrok padł na Harlana, którego poważne oczy były skierowane prosto na mnie. Starałam się jak mogłam ukryć głupi dziewczęcy rumieniec, ale nie byłam pewna, czy mi się udało.
„Będzie elegancko, więc ubierzcie się galowo i bawcie się dobrze!” powiedziała mama. „Zamawiam catering, więc poczekajmy z przemianami, aż obsługa wyjedzie. Nie chcę, żeby ktoś dostał zawału. Osobiście wiem, jak łatwo człowiek może zemdleć, kiedy widzi kogoś zmieniającego się w ogromnego wilka”.
Bryiar roześmiała się i wbiła mi łokieć w żebro. „Może ogłosisz swoją nieśmiertelną miłość do…”
„Przestań”, szepnęłam, szczypiąc ją w udo pod stołem.
Uszczypnęła mnie w odwecie, a ja wbiłam obcas w jej palec u nogi, przez co zawyła. „Dziewczyny”, powiedziała mama, posyłając nam obu surowe spojrzenie. „Harlan zgodził się oprowadzić wilki jadące na Werewolf U w niedzielę. Chcę, żebyście obie tam były. Będziecie się świetnie bawić”.
Moje oczy mimowolnie powędrowały ku Harlanowi, który siedział odchylony na krześle, z wzrokiem utkwionym we mnie, opuszkami palców bębniąc o stół między nami. „Dobrze”, powiedziałam cicho, znów unikając jego spojrzenia.
Mama złapała moje spojrzenie i modliłam się, żeby nie widziała mnie na wylot, choć podejrzewałam, że jednak widziała. Wszyscy wiedzieli, że zakochiwanie się w chłopaku przed znalezieniem przeznaczonego było głupie. Niedorzeczne. To nie leżało w niczyim interesie.
Ale nie potrafiłam odepchnąć bólu w klatce piersiowej ani pragnienia, by posmakować jego ust.
„Kto ma ochotę na deser?” krzyknął tata, zupełnie nieświadomy, że moje wnętrzności czuły się jak tor wyścigowy i że między mną a Harlanem było coś niewypowiedzianego, co wymykało się spod kontroli.
Może Bryiar miała rację. Powinnam powiedzieć Harlanowi.

















































