
Miłosne Układy
Autorzy
O. C. Andrea (with S. S. Sahoo)
Lektury
157K
Rozdziały
32
Rozdział 1: Roztrzepana blondynka
Adeline
. . Moje życie dobiegło końca. Wiem to. Straciłam wszystko. I będzie tylko gorzej. Kiedy rozglądam się wokół po raz kolejny, rozumiem, że to najgorsze miejsce, w jakim mogłam się znaleźć – w kafetanie bezpieczeństwa, w wyściełanym pokoju. W jednej chwili wszystko legło w gruzach. A teraz mogę zaakceptować to, co mi się przytrafia i poddać się temu, kto to zaplanował, albo walczyć. Walczyć tak mocno, jak potrafię... bo mogę z tego nie wyjść żywa. Nie jeśli oni postawią na swoim.
Pewnie zastanawiacie się, jak znalazłam się w takiej sytuacji. Sama chciałabym to wiedzieć. Nic, co zrobiłam, nie zasługiwało na taką karę.
Ale mogę wam powiedzieć, kiedy wszystko zaczęło się sypać. Może razem to zrozumiemy.
Wszystko zaczęło się wczoraj rano. Jak w każdy normalny piątek jadłam śniadanie z babcią, podczas gdy ona czytała gazetę, a ja przeglądałam na telefonie kolejne artykuły z tabloidów na swój temat. Ale coś niepokoiło mnie bardziej niż zwykle. Nazwijcie to złym przeczuciem, ale byłam zdenerwowana. I miało to niewiele wspólnego z tymi wszystkimi wrednimi artykułami o mnie. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
Dla prasy byłam Adeline, głupiutką blondynką udającą artystkę, spadkobierczynią wielomilionowego farmaceutycznego imperium. Buntowniczką bez powodu, zupełnie jak moja matka. W rzeczywistości było to tak dalekie od prawdy, że nigdy nie czułam, jakby mówili o mnie.
Jedyne, co łączyło mnie z mamą, to fakt, że obie wyglądałyśmy dokładnie jak babcia, która w swoim szacownym wieku osiemdziesięciu lat wciąż była bardzo piękna. No dobra, nie dokładnie, ale wiecie, o co mi chodzi.
Jednak w młodości Alitta Roberts była idealnym przykładem pięknej i niebezpiecznej kobiety. Zdecydowanie miała wszystko: niesamowitą urodę, bystry umysł i wyjątkową zdolność do zarabiania pieniędzy. Zaskoczyła świat biznesu, czarując się przez każde zamknięte drzwi, chwytając każdą okazję, a potem wygrywając na całej linii. Cokolwiek chciała, szła po to z wielką siłą: nieprzewidywalna i niemożliwa do powstrzymania. Lubię myśleć, że to właśnie babcia mi przekazała. Oprócz naprawdę dobrego wyglądu, oczywiście.
Jasne, byłoby miło, gdyby w tym pakiecie znalazły się też jej umiejętności biznesowe – to by nam życie ułatwiło. W przeciwieństwie do mamy uwielbiałabym być prawą ręką Nany, ucząc się od niej wszystkiego.
I próbowałam z całych sił, podążając za nią od czasów nastoletnich, spędzając cały wolny czas w jej biurze i zadając pytania przy każdej okazji. Ale w końcu, mimo że dobrze radziłam sobie z teorią, jeśli chodziło o szczegóły rozmów z ludźmi, rozumienie sytuacji i zawieranie najlepszych umów, byłam kompletnie zagubiona.
Hm, czy to możliwe, że naprawdę jestem tą pustą główką, za którą wszyscy mnie uważają? Jakby wyczuwając, że znowu zaraz dostanę ataku paniki, Nana wstała, chwyciła mnie za rękę i uśmiechnęła się do mnie ciepło.
„Jesteś idealna taka, jaka jesteś, kochanie” – powiedziała łagodnie. „Nigdy nie pozwól nikomu wmówić ci czegoś innego.”
Potem przytuliła mnie, pocałowała w czoło i zajęła się swoimi sprawami. I to zawsze wystarczało, żeby od razu poczułam się lepiej.
Z odzyskaną pewnością siebie odpędziłam chmurę wątpliwości, wróciłam do pracowni i znowu zaczęłam malować. Zatracanie się w sztuce pomaga mi przetrwać większość dni i tym razem nie było inaczej.
Potem, bardzo szybko, nadszedł wieczór i szłyśmy z Lory trzymając się za ręce na głośną, zatłoczoną imprezę, życząc sobie, żebym była gdziekolwiek indziej. A ponieważ nie chciałam zepsuć nastroju swoimi złymi przeczuciami, wróciłam do obserwowania ludzi, odliczając minuty do momentu, kiedy będę mogła wyjść.
„Halo, Adeline! Co cię tak pochłonęło?” – Jej wysoki głos przebił się przez hałas wokół nas. „Wydawałaś się nieobecna. Właściwie nieważne, opowiesz mi później. Widziałam kilku przystojniaków w rogu, właśnie weszli. Zrób swoje czary i spraw, żeby do nas podeszli. Zaczyna się robić nudno.”
Wyrwana z zamyślenia, spojrzałam w niebieskie oczy wpatrujące się we mnie ze zdziwieniem. Oprawione w idealnie ułożone, kruczoczarne długie włosy i bladą, białą skórę – była moim dokładnym przeciwieństwem pod względem wyglądu. Ogólnie rzecz biorąc, to zdecydowanie piękna kobieta. I moja najlepsza przyjaciółka. Właściwie nie, to coś więcej. Lory to moja siostra ducha.
Dorastałyśmy razem, bo jej ojciec był księgowym mojej babci. Dla Lory, wychowywanej przez samotnego ojca, Nana była taką samą matczyną postacią jak dla mnie. Jej obecność w moim życiu była błogosławieństwem i byłam szczęśliwa, że po prostu mnie rozumie – prawdziwą mnie.
Jednak moja najlepsza przyjaciółka była o wiele bardziej towarzyska, niż ja kiedykolwiek będę. Nie mogę powiedzieć, że bycie w centrum uwagi było moją mocną stroną, ale będąc tym, kim jestem, i tak by się to działo. Lory natomiast uwielbiała, kiedy wszystkie oczy były zwrócone na nią, a ja nigdy nie miałam nic przeciwko pomaganiu jej błyszczeć. Wczoraj wieczorem nie byłam w nastroju na imprezę, ale przekonała mnie, żebyśmy wyszły i sprawdziły ten nowy, popularny, elegancki klub. Spokojne domówki – gdzie można było normalnie rozmawiać i widzieć ludzi – bardziej mi odpowiadały, a ja ciągnęłam ją na wystarczająco dużo takich, więc byłam jej to winna.
„Jasne, Lo” – odpowiedziałam, starając się brzmieć entuzjastycznie. „Najpierw weźmy coś do picia. Muszę rozładować trochę tego nagromadzonego stresu na parkiecie. I zdecydowanie chcę się napić, zanim zacznę tańczyć.”
„Dziewczyno, to, czego ci potrzeba, to porządny seks” – wrzasnęła niemal. „Kiedy ostatnio darłaś się do utraty głosu dzięki jakiemuś facetowi z wielkim...”
To sprawiło, że wyplułam ostatnią kroplę mojego drinka, po czym wybuchnęłam śmiechem, zanim w końcu odpowiedziałam ze zażenowaniem:
„Wiesz doskonale, że nigdy mi się to nie przydarzyło. I to nie mój styl. Potrzebuję czegoś więcej niż przygód na jedną noc. A od czasu Bruce'a... no cóż...”
„Adeline Marie Roberts, mówisz mi, że odkąd zerwałaś z tym dupkiem Bruce'em rok temu, byłaś... bez seksu?” – powiedziała, wykrzywiając twarz w grymasie obrzydzenia. „Myślałam, że po prostu się przede mną wstydzisz albo wstyd ci za swoje przygody, ale to gorsze, niż myślałam. Dziewczyno, jak ty w ogóle jeszcze żyjesz?? Ja bym nigdy...” – zakończyła, gdy dreszcz obrzydzenia wstrząsnął jej ciałem.
Potrafi być czasem taka dramatyczna, ale to nie był czas ani miejsce na jej show.
„Ścisz głos, dobrze?” – powiedziałam, przyciągając ją bliżej, próbując uciszyć ją, zanim więcej moich tajemnic zostanie ujawnionych całemu klubowi. Potem dodałam: „Kolumny plotkarskie mają już wystarczająco dużo materiału na mój temat. A poza tym Bruce nie był żadnym ekspertem od seksu; to ja robiłam większość roboty, więc teraz nie ma wielkiej różnicy. Mam swoje zabawki. Trzymają mnie... w porządku.”
„Nie, nie, nie. Musimy zakończyć tę suszę dziś wieczorem, a wbicie w ciebie trochę energii to dokładnie to, co doktor przepisał. Poczekaj tu. Idę się trochę rozejrzeć.”
I zniknęła, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Prawda jest taka, że kiedy Lory postanowiła coś zrobić, trudno było ją powstrzymać; trzeba było po prostu płynąć z prądem. To głównie dlatego wpakowałyśmy się razem w tyle kłopotów. To też coś, co w niej podziwiałam: zawsze wiedziała, jak postawić na swoim i zaspokoić swoje potrzeby, nawet jeśli musiała trochę nagiąć zasady. To, w połączeniu z faktem, że była geniuszem matematycznym, uczyniłoby ją idealną kandydatką na stanowisko dyrektora, które obecnie zajmowała moja babcia. Obie sugerowałyśmy Nanie ten pomysł kilka razy, ale zawsze grzecznie odmawiała, mówiąc, że zarząd niepotrzebnie utrudniłby Lory życie.
Potem przyszedł ten straszny telefon... Patrząc wstecz na wczorajszy wieczór, wolałabym, żeby skończył się na udawaniu orgazmu w łóżku jakiegoś przypadkowego faceta, zanim wróciłabym popijać poranną kawę z babcią. Cholera, zgodziłabym się nawet na jakikolwiek szalony, dziki pomysł Lory na afterparty. A może gdybym po prostu poszła do domu albo w ogóle nie wyszła... może gdybym tam była, mogłabym ją uratować.
Jednak jest jedna rzecz, którą wiem na pewno: wczoraj wieczorem Nana nie była jedyną, która umarła. Stara Adeline, głupiutka blondynka z jej niewinnością i prostym myśleniem, też odeszła. To było konieczne, jeśli miałam mieć jakąkolwiek szansę na wyjście z tego żywa. I zamierzam zaryzykować wszystko.










































