
Zakochani sąsiedzi Książka 3: W ramach usług
Autorzy
Lektury
472K
Rozdziały
56
Nowy klient
Księga 3: Wszystko w ramach usług
NAOMI
Energiczne, pełne entuzjazmu pukanie wyrywa mnie z zamyślenia. Mrugam, odrywając wzrok od laptopa, gdy Zara, moja asystentka, pojawia się w drzwiach. Nigdy nie wpada bez powodu.
Zamykam laptopa, z góry przygotowując się na wszystko. „Co się stało?”
Zara dosłownie wparowuje do mojego biura, a jej energia jest zaraźliwa. „Michael chce cię widzieć. Natychmiast.”
Moje serce zaczyna bić szybciej. „W tej chwili?”
Kiwa głową dramatycznie. „Natychmiast. Mam mu powiedzieć, że już idziesz?”
Uderzenie adrenaliny przepływa przez moje ciało. Ta praca opiera się na pośpiechu, szybkim myśleniu i elastyczności. Jest wyczerpująca. Ekscytująca. To dokładnie to, po co żyję.
Ale czy to może być to? Awans, na który czekałam?
„Tak, proszę, Zaro.”
Jej uśmiech się poszerza. „Myślę, że to jest ten moment. W końcu da ci awans. Tylko nie zapomnij o mnie, kiedy zostaniesz wspólniczką.”
Wybucham śmiechem. „Jakby to w ogóle było możliwe.”
Zary nie da się przeoczyć. Dzisiaj ma na sobie pomarańczową bluzkę, czerwoną spódnicę i brązowo-pomarańczowy szalik zawiązany jako pasek — strój tak odważny jak jej osobowość. Jej wyczucie mody zdziwiło niejednego z naszych klientów, ale w swojej pracy jest wyjątkowa.
Jej lojalność i instynkt do radzenia sobie z kryzysami czynią ją nieocenioną.
„Nigdy nie wiadomo” – droczy się, a jej oczy błyszczą złośliwie. „Możesz zostać kumpelą Barakudy i już nie będę ci potrzebna.”
Przewracam oczami, łapiąc za torebkę. „Wolałabym zaprzyjaźnić się z rekinem.”
„Rekiny są niesamowite.”
„Jeśli tak mówisz.”
Zara uśmiecha się półgębkiem, po czym łagodnieje. „Hej, Naomi?”
Zatrzymuję się i patrzę jej w oczy.
„Nie potrzebujesz tego, bo jesteś niesamowita, ale… powodzenia.”
Coś ściska mnie w klatce piersiowej. Mówi to szczerze.
„Dzięki, Zar. To dla mnie wiele znaczy.”
Posyła mi szybkiego buziaka. „Kocham cię.”
„Też cię kocham.”
Kiedy wybiega, biorę głęboki oddech i ruszam w stronę windy. Motyle latają mi w brzuchu, a moje dłonie są lekko wilgotne, gdy naciskam przycisk. Kiedy drzwi się rozsuwają, wchodzę do środka, łapiąc swoje odbicie w lustrzanych ścianach.
Wygładzam czarno-czerwoną sukienkę, poprawiam kasztanowe fale i poprawiam szminkę. Profesjonalna. Elegancka. Kobieta, która zasługuje na ten awans.
Zostanie wspólniczką przed trzydziestką — to cel, który wyznaczyłam sobie w chwili, gdy przeszłam przez te drzwi świeżo po studiach. Osiem lat dwunasto- czy czternastogodzinnych dni pracy, weekendowych poświęceń oraz niezliczonych późnych i wczesnych telefonów doprowadziło do tego momentu.
Zapracowałam na to.
Patrzenie, jak moi przyjaciele się ustatkowują i budują życie poza pracą, sprawiało, że czasami kwestionowałam swoje priorytety. Ale to tutaj — w mojej karierze, w moim sukcesie — odnajduję pewność siebie.
Mój ostatni związek? Spektakularna katastrofa. Praca to miejsce, w którym rozkwitam.
Wraz ze zbliżającymi się trzydziestymi urodzinami zaczynałam tracić nadzieję na dotrzymanie narzuconego sobie terminu. Jednak sposób, w jaki poradziłam sobie z fiaskiem Tate'a Dawesa, ugruntował moją reputację jako jednej z najlepszych menedżerek do spraw wizerunku w Melbourne.
„Dziękuję ci, Tate Dawes, za to, że byłeś wyzwaniem, z którym tylko ja mogłam sobie poradzić” – mruczę pod nosem, gdy winda otwiera się z cichym dźwiękiem.
Wychodzę z wyprostowanymi plecami i ruszam w stronę biura Michaela. Jego asystentka stacjonuje na zewnątrz jak strażnik, jej stalowoszary kok jest mocno ściągnięty, a usta wiecznie zaciśnięte w wyrazie dezaprobaty.
Poszerzam uśmiech. Ona się krzywi.
„Czeka na panią” – rzuca krótko.
Nic nie jest w stanie stłumić mojej pewności siebie. Mijam ją, pukam raz i otwieram drzwi do przestronnego, narożnego biura Michaela. Sięgające od podłogi do sufitu okna ukazują rozległy widok na panoramę Wschodniego Melbourne, a miasto tętni życiem poniżej.
Na mój widok Michael uśmiecha się i wstaje z miejsca. „Naomi, wejdź i usiądź.”
Motyle, które trzepotały w moim brzuchu, zmieniają się w coś większego, bardziej dzikiego. Ale utrzymuję równy krok, a mój wyraz twarzy pozostaje opanowany, gdy siadam na pluszowym, beżowym krześle z eleganckimi złotymi wykończeniami.
Michael łączy opuszki palców, a jego ostre, szare oczy mi się przyglądają. „Naomi, wiesz, jak bardzo jesteśmy zadowoleni z tego, jak poradziłaś sobie z Tatem Dawesem?”
Posyłam mu gładki uśmiech. „Tate dużo szczekał, ale nie gryzł. Kiedy zrozumiał, że jestem po jego stronie i mogę dostarczyć mu to, czego chce, jadł mi z ręki.”
Michael chichocze. „Nie bądź skromna. Dokonałaś cudu z tym dzieciakiem. Nie sądzę, żeby ktokolwiek inny mógł osiągnąć taki sam rezultat.”
Przepełnia mnie satysfakcja. „Dziękuję, Michael.”
Zara miała rację. To jest to.
Osiem miesięcy przed moimi trzydziestymi urodzinami, a ja zaraz zostanę młodszą wspólniczką. Splatam dłonie na podołku, walcząc z ochotą, by podskoczyć i zacząć świętować. Szampan czeka w niedalekiej przyszłości. Jess, Adam, Kristy, Logan — i oczywiście Zara — będą musieli do mnie dołączyć.
Michael odchyla się na krześle, oceniając mnie wzrokiem. „Kwitniesz w obliczu wyzwań” – zauważa.
Pozwalam sobie na lekki uśmiech. „Zdecydowanie tak.”
Michael poprawia się na siedzeniu, przeczesując dłonią swoje starannie ułożone, czarne włosy. Jest w nich dokładnie tyle siwizny, by nadać mu dystyngowany wygląd. „Niedawno zyskaliśmy bardziej… wymagającego klienta. Pomyślałem, że chciałabyś być pierwszą osobą, która się nim zajmie.”
Mrugam. „Słucham?”
Bańka, w której się unosiłam — ta wypełniona szampanem i toastami za mój nadchodzący awans — pęka tak gwałtownie, że niemal czuję zachlapanie. Rój motyli pada trupem na miejscu. Spoczywaj w pokoju, nadziejo.
Pomimo mojego blednącego uśmiechu, uśmiech Michaela pozostaje idealnie nienaruszony. „Początkowo do tego klienta wyznaczyliśmy Veronicę” – kontynuuje, jakby właśnie nie zniszczył mojego momentu triumfu. „Ale po tym, jak zobaczyliśmy, jak poradziłaś sobie z Tatem Dawesem, uważamy, że jesteś odpowiednią kobietą do tego… wyzwania.”
Veronica Dalton. Barakuda. Moja rywalka od momentu, gdy przekroczyłam próg tej firmy. Bezwzględna. Genialna. Dwa lata starsza ode mnie i na szybkiej ścieżce do zostania młodszą wspólniczką, zanim w ogóle miałam na to szansę.
Gdyby mnie nie nienawidziła, mogłabym ją wręcz podziwiać. Jej żywiołem są ryzykowni klienci. Tacy, dla których większość pijarowców dałaby się zabić.
A teraz dostałam klienta, który był przeznaczony dla niej. To nie jest po prostu zlecenie. To oświadczenie. I to ogromne.
Ale wyzwanie? Czy już się nie sprawdziłam? Czy Tate Dawes to było za mało?
Zmęczenie daje o sobie znać na obrzeżach mojego umysłu, ale odpycham je na bok. Zrobię wszystko, co konieczne, by udowodnić, że zasługuję na ten awans. Nawet jeśli oznacza to więcej nieprzespanych nocy i morderczych dni pracy.
Posyłam mu promienny uśmiech — ten sam, który rezerwuję dla ważnych klientów i negocjacji kryzysowych. „Oczywiście. Z przyjemnością skorzystam z okazji, by pokazać swoje możliwości.”
Wyraz twarzy Michaela łagodnieje. „To właśnie cię wyróżnia, Naomi. Twoje wyjątkowe nastawienie. Twój głód sukcesu. Wspólnicy to zauważyli. Jeśli uda ci się zmienić opinię publiczną w przypadku tego klienta, obiecuję ci — awans jest twój.”
Nie dzisiaj. Ale wkrótce. Wszystko, co muszę zrobić, to tego nie spieprzyć.
Unoszę podbródek, udając całkowitą pewność siebie. „Kto jest klientem?”
Uśmiech Michaela nieco przygasa. Tylko na sekundę. „Dominic Wylder.”
Krew uderza mi do twarzy. Mój puls gwałtownie przyspiesza. „Ten Dominic Wylder?” Mój głos prawie się łamie. „Ten facet od książek «Dlaczego warto przespać się z niegrzecznym chłopcem»? I tych okropnych filmików na Granite?”
Michael kiwa głową, wyraźnie rozbawiony moją reakcją. „Dokładnie ten.”
Nie. Nie, nie, nie. Spośród wszystkich klientów na świecie. Dominic Wylder nie potrzebuje specjalisty od PR — on potrzebuje pełnoetatowego opiekuna. Jest chodzącym koszmarem wizerunkowym, balansującym na granicy bycia idolem sekty a skandalem, po którym wyleciałby z branży przed końcem tygodnia.
Jego imperium zaczęło się od bloga, który przerodził się w globalną markę. Potem pojawiły się wiralowe wideo, miliony obserwujących, kontrakty na książki, a teraz? Upadek.
Jego zgrywa z „manifestem złego chłopca” działała — przez jakiś czas. Widownia łykała tę jego tak zwaną „brutalną szczerość” na temat randek, związków i seksu. Ale czasy się zmieniają. I to szybko. A ostatnio karta odwróciła się na jego niekorzyść.
Jego najwięksi krytycy nazywają go toksycznym. Seksistowskim. Przestarzałym. A jeśli się nim zajmę, jego reputacja stanie się moją odpowiedzialnością.
Michael, zawsze dyplomatyczny, po prostu pochyla się do przodu. „Jego wizerunek publiczny był ostatnio dość… niestabilny.”
Parskam. Jego kanał na Granite masowo traci subskrybentów. Kobiety — ta sama widownia, która zbudowała jego karierę — odwracają się od niego. Tłumy w końcu zaczynają dostrzegać, że jedynymi kwalifikacjami Dominica Wyldera są imprezowanie, uganianie się za kobietami i spieniężanie własnego ego.
A teraz ja mam posprzątać jego bałagan? Ściska mnie w żołądku. Wiem, jak odbudować publiczny wizerunek. Robiłam to już wcześniej. Ale to może być po prostu zawodowe samobójstwo.
„Myślałam, że reprezentuje go Marlo and Sons” – mówię. Mam nadzieję na jakąś lukę, na jakąkolwiek wymówkę, by zrzucić ten problem na kogoś innego.
„Reprezentowali” – potwierdza Michael. „Ale on chce wejść w nowe media, a Marlo and Sons nie mogli mu tego zapewnić. Jeśli nam się uda, ugruntuje to naszą pozycję jako agencji pierwszego wyboru dla głośnych i ryzykownych klientów.”
Kiwam głową, przetwarzając to w myślach. Michael oczekuje ode mnie cudu. On widzi tu główną wygraną. Ja widzę nadciągającą katastrofę.
„To idealny moment” – dodaje gładko. „Wkrótce wydaje kolejną książkę, która na pewno trafi na listy bestsellerów.” W jego oczach dosłownie błyszczą znaki dolara. „Musimy tylko trochę wypolerować jego wizerunek.”
Trochę?
Gryzę się w język, powstrzymując instynktowną odpowiedź, ale mój sceptycyzm musi być widoczny, bo Michael chichocze. „Daj spokój, Naomi. Uwielbiasz wyzwania.”
Tylko nie to. Wszystko we mnie krzyczy, żeby odmówić. Żeby pozwolić Veronice zatopić zęby w tym chodzącym pijarowym koszmarze, a samej skupić się na czymś innym. Czymkolwiek innym. Ale wcześniejsze słowa Michaela odbijają się echem w mojej głowie. Jeśli uda mi się zmienić opinię publiczną na temat tego klienta, awans jest mój. A ja pragnę tego awansu. Zapracowałam na niego.
Więc przyklejam do twarzy kolejny nieskazitelny uśmiech, ignorując niepokój pełznący po moich plecach. „Oczywiście” – mówię gładkim, pewnym głosem. „Zajmę się tym. Kiedy się z nim spotkam?”
Michael uśmiecha się szeroko, jakbym właśnie zrobiła mu dzień. „Właściwie to on już tu jest. Prawdopodobnie minęłaś go po drodze na górę. Czeka w sali konferencyjnej na piątym piętrze i nie może się doczekać, żeby cię poznać.”
Och, jestem tego pewna. Jeśli on myśli, że będę kolejną kobietą, która padnie mu do stóp, to grubo się myli.
Mimo to podnoszę się z wdziękiem ze swojego miejsca, zachowując neutralny wyraz twarzy. „W takim razie lepiej nie każmy mu czekać.”
„Naomi” – woła Michael w chwili, gdy chwytam za klamkę. „Jeszcze jedno, zanim wyjdziesz.”
Odwracam się do szefa z poczuciem strachu, które już zdążyło osiąść w moim żołądku. „Tak?”
„Za miesiąc Dominic rusza w trasę. Jako jego reprezentantka będziesz mu towarzyszyć.”
Przełykam ślinę z trudem. „Ludzie wciąż jeżdżą w trasy promujące książki?”
Michael chichocze. „Oczywiście, że tak. A ta trasa to nie tylko rozdawanie autografów. Będzie przemawiał na wydarzeniach i wchodził w interakcje z fanami. To wielka szansa na rozgłos.”
Bez kagańca, jak mam go powstrzymać przed storpedowaniem samego siebie i ostatecznym skreśleniem z branży?
Zaciskam szczękę, ale mój głos pozostaje równy. „Jak długa jest ta trasa?”
Uśmiech Michaela się poszerza. „Cztery tygodnie.”
„Świetnie” – mówię, wlewając w swój ton sztuczny entuzjazm.
Odwracam się ostro, ściskając klamkę. Potrzebuję powietrza.
Ale kiedy wychodzę na korytarz, pożegnalne słowa Michaela mrożą mi krew w żyłach. „Powodzenia, Naomi” – mówi rozbawiony. „Mam przeczucie, że przy tym kliencie może ci się przydać.”
Chichocze, gdy drzwi zamykają się za mną. A kiedy powoli wydycham powietrze, ściągając łopatki, jestem pewna jednej rzeczy. Właśnie wkroczyłam w najniebezpieczniejszą kampanię w mojej karierze. A Dominic Wylder? Sprawi, że będę musiała walczyć o każdą cholerną sekundę.















































