
Starcie Księga 2
Autorzy
Lektury
22,5K
Rozdziały
5
Rozdział 1
Collide Book Two: Conflicted
To prequel do „Collide”, opowieść o rodzicach Katelynn, ich historii miłosnej i tym, jak to wszystko się rozpadło.
Ona jest czarownicą. On jest wilkiem. Ona tylko pomaga mu wytropić jego złego brata i uratować kobiety, które on krzywdzi. Nie ma szans, żeby byli razem, ale on jest zdeterminowany, by do tego doprowadzić.
Lorena
Nie przepadam za wizytami na terytorium wilków, ale jako czarownica mam obowiązek utrzymywać między nami pokój. Niestety, to oznacza, że wyświadczamy sobie nawzajem przysługi.
Nie boję się ich. Po prostu czuję się nieswojo, gdy tak intensywnie się gapią i węsza wokół jak psy. W sumie to chyba są takimi psami.
Staram się wyglądać na tak obojętną, jak to tylko możliwe, kiedy mężczyzna z długimi białymi włosami przy bramie wpuszcza mnie do środka. Idę z dumnie uniesioną głową przez ich rozległe terytorium.
Zostawiam samochód na skraju terytorium i resztę drogi pokonuję pieszo. Jest tu pięknie. Dzieci zawsze bawią się przed małymi domami rodzinnymi.
Drzewa osłaniają nas przed światem zewnętrznym. To tak, jakby mieli swoją własną małą wyspę w zatłoczonym świecie. Szkoda tylko, że to po prostu dzikie psy.
Podchodzi do mnie mężczyzna o imieniu Alan. Jest prawą ręką ich Alfy. Sam Alfa rzadko się ze mną spotyka. Bardzo mi to pasuje.
Mimo że Alfa, Jackson, jest moim szwagrem. Tak, moja siostra, czarownica Victoria, połączyła się w parę z wilkiem. Jak dla mnie to niedorzeczne. Czarownice nie mają przeznaczonych, tylko wilki to robią.
Ale moja siostra upiera się, że jest jej pisane być z tym mężczyzną. Byłam na ich ceremonii. Ugryzła go w szyję, co było obrzydliwe, a jej magia zamieniła się w coś więcej. Przypadek?
Nie wiem, ale ja nigdy nie ugryzłabym mężczyzny ani nie związałabym się z wilkiem. Są zbyt opiekuńczy i zazdrośni. W dodatku pachną jak mokre psy. Dokładnie tak jak mężczyzna, który stoi teraz przede mną.
Uśmiecha się do mnie, ale moja twarz pozostaje bez wyrazu. Jest przystojny, muszę mu to przyznać. Jednak nie jest wart zachodu.
„Witam ponownie, moja pani”. Prycham na jego słowa. I tak jest dla mnie za stary. On ma dwadzieścia trzy lata, a ja siedemnaście i za dwa miesiące skończę osiemnaście.
Jestem zdeterminowana, by nadal traktować go chłodno. Kłania się przede mną, a ja nie mogę powstrzymać śmiechu. Wspominałam już, że jest też dość zabawny jak na tak poważnego mężczyznę?
„A więc potrafi się uśmiechać. Co za wspaniały widok”. Szybko przybieram z powrotem obojętny wyraz twarzy i mijam go.
„Dzień dobry, sługusie Alfy. Czego potrzebuje dziś mój wspaniały szwagier? I gdzie jest moja siostra?” Z jego gardła wydobywa się ciche warknięcie. Chyba nie spodobało mu się to, że nazwałam go sługusem.
Widywałam go wcześniej, kiedy kogoś dla nich tropiłam lub wzmacniałam ich granice. Jego Alfa ciągle nim rządzi i każe mu odwalać całą brudną robotę, a on rzadko dostaje za to jakiekolwiek uznanie.
Nie żebym jakoś specjalnie obserwowała Alana, wcale nie. On kręci głową, a jego brązowe loki podskakują wraz z tym ruchem.
„To się nazywa praca zespołowa. Nie macie czegoś takiego w swoim sabacie?”
Po jego tonie poznaję, że jest zirytowany. To dobrze. Im bardziej mnie nie lubi, tym łatwiej mi trzymać go na dystans. Nie żeby to było jakoś specjalnie trudne, wcale nie.
„Nie możesz porównywać naszego sabatu do tego waszego stada. W sabacie wszyscy jesteśmy równi. Nikt tam nie rządzi. Jesteśmy rodziną.
„Wy z kolei musicie się kłaniać, kiedy wasz Alfa wam rozkaże. Na szczęście ta sztuczka nie zadziała na moją siostrę”.
Uśmiecham się. Jest jedna zaleta tego, że moja siostra nie jest wilkiem. Jackson nie może jej zmusić do posłuszeństwa, ponieważ czarownice nie są wrażliwe na moc Alfy. Odpowiadamy tylko przed samą naturą.
„Potrzebujemy, żebyś kogoś wytropiła”. Jego odpowiedź jest krótka, a irytacja zniknęła już z jego głosu.
Idziemy w ciszy przez terytorium w stronę domu stada. To tam znajduje się większość sal konferencyjnych. Tam też mieszka moja siostra ze swoim przeznaczonym, dopóki ich dom nie zostanie zbudowany.
Tak, budują nowy dom. Victoria bardzo ceni sobie własną przestrzeń.
„Świetnie. Chcę najpierw zajrzeć do siostry, zanim znowu odwalę za was czarną robotę”. Nagle Alan staje tuż przede mną. Prawie na niego wpadam.
„To nie jest żadna czarna robota. To nie jest gra ani żart. To są kwestie życia i śmierci. Chodzi o ochronę naszego stada i innych watah. A także takich małych czarownic jak ty”.
Czuję jego ciepłe dłonie na moich ramionach. Tak bardzo mnie to rozprasza, że przez chwilę milczę. Po prostu się w niego wpatruję i jestem prawie pewna, że mam otwarte usta.
Kiedy mój mózg w końcu przetwarza jego słowa, ogarnia mnie złość.
„Nie praw mi kazań o życiu i śmierci. Nie masz pojęcia, przez co przeszłam. Bo gdybyś miał, wiedziałbyś, że moi rodzice zmarli młodo.
„Wiedziałbyś, że zostali zabici przez twoich wilczych kolegów. A jednak tu jestem i wykonuję pracę, do której twój nos jest wręcz stworzony. Więc zachowaj swoje pretensje dla siebie i nigdy więcej mnie nie dotykaj”.
Omijam go, ale on szybko mnie dogania.
„Przepraszam. Nie wiedziałem. Dużo się teraz dzieje, a ja po prostu żyję w napięciu. Nie powinienem wyładowywać się na tobie. Dziękuję za wszystko, co dla nas robisz. Wiesz, tak na wypadek, gdyby nikt ci nigdy nie podziękował”.
Kątem oka widzę, jak nerwowo przeczesuje włosy dłonią. Jego przeprosiny mnie zaskakują. Myślałam, że zacznie się bronić albo po prostu pozwoli mi odejść w złości.
Ale on milczy, a jego słowa zawisają w powietrzu. Kiedy docieramy do domu, skręcam w prawo zamiast w lewo. Słyszę, jak wzdycha, ale ja muszę zobaczyć się z siostrą.
Kiedyś byłyśmy nierozłączne, ale odkąd znalazła swojego przeznaczonego, rzadko się widujemy. Alan dostosowuje swoje tempo, żeby iść za mną. Zatrzymuję się na środku długiego korytarza.
„To nie twoja wina”, szepczę, wiedząc, że mnie usłyszy.
Zanim zdąży odpowiedzieć, otwieram drzwi do gabinetu siostry. Szeroki uśmiech pojawia się na mojej twarzy, kiedy widzę ją siedzącą przy biurku. Mimo mojej głębokiej niechęci do wilków, nie mogę zaprzeczyć, że moja siostra nigdy nie wyglądała na szczęśliwszą.
Zawsze była zadowolona z życia, ale nigdy tak naprawdę radosna. Po śmierci naszych rodziców praktycznie mnie wychowała. Od tamtej pory jesteśmy sobie niezwykle bliskie.
Czasami wciąż podświadomie czekam, aż zakradnie się do mojego pokoju na nocne plotki o innych czarownicach z naszego sabatu. Dom, który kiedyś wydawał się za mały na nasze siostrzane kłótnie, teraz wydaje się stanowczo za duży.
Victoria odwzajemnia uśmiech, wstaje i zamyka mnie w ciepłym uścisku.
„Więc, jak tam twój wilczy chłopiec?”
Alan warczy za moimi plecami, wyraźnie urażony moim brakiem szacunku dla Alfy. Przewracam oczami. Victoria tylko zbywa to śmiechem.
„Jest idealny”, wzdycha rozmarzona, a jej wzrok ucieka gdzieś w dal. Wiem, że wysyła mu teraz mentalną wiadomość.
To coś, czego czarownice nie potrafią, ale na pewno byłoby to przydatne. Chętnie powiedziałabym siostrze, co o tym myślę, gdybym mogła to zrobić w myślach. Ale odkąd Victoria połączyła się z Jacksonem, potrafi komunikować się z nim telepatycznie. To po prostu zbieg okoliczności, prawda?
„Więc co on chce, żebym zrobiła? I dlaczego nie pozwoli ci tego zrobić? Jaki jest sens posiadania czarownicy za Lunę, jeśli się z tego nie korzysta?”
Victoria siada z powrotem na swoim fotelu, a ja zajmuję duże krzesło przed jej biurkiem. Alan zostaje niezręcznie przy drzwiach.
„O wiele lepiej ode mnie kontrolujesz swoją magię. Poza tym, mam teraz inne obowiązki. Jestem Luną stada, które wciąż odnosi się do mnie z pewną rezerwą, więc organizuję przyjęcie”.
Victoria zawsze uwielbiała wydawać przyjęcia. Nawet gdy była jeszcze w sabacie, organizowała każdą naszą uroczystość. Odpowiadała też za większość ceremonii. Moja siostra nigdy nie potrafiła usiedzieć w miejscu.
„W takim razie lepiej wezmę się do pracy. Nie chcę, żeby twój wilczek musiał czekać”. Puszczam oczko do Victorii. Ona kręci głową, a na jej ustach błąka się uśmiech.
„Kocham cię. I moja propozycja jest wciąż aktualna. Nie musisz mieszkać w tamtym domu zupełnie sama. W domu stada jest dla ciebie mnóstwo miejsca”.
Daję jej szybkiego buziaka w policzek i rzucam „też cię kocham”, po czym niemal wybiegam z pokoju. Za każdym razem, gdy tu wpadam, ona prosi, żebym się do niej wprowadziła. Ale ja tu nie pasuję.
Widzę, jak wilki na mnie patrzą, gdy tylko tu przyjeżdżam. Nie, dziękuję. Dobrze mi tam, gdzie jestem. Nawet jeśli bywa trochę samotnie.
Alan prowadzi mnie z powrotem przez dom i pozornie niekończące się korytarze do biura ukrytego na tyłach. Kiedy wchodzę do środka, mimowolnie rozglądam się dookoła.
Każda ściana obklejona jest zdjęciami i wycinkami z gazet z ludzkiego świata. Małe sznurki łączą niektóre artykuły i zdjęcia. Odwracam się do Alana z otwartymi ustami.
„Co to jest?”
Alan podchodzi do biurka na środku pokoju. Zbiera panujący na nim bałagan i rzuca go w kąt. Przez dłuższą chwilę nie odpowiada na moje pytanie.
Chodzę po pokoju. Większość zdjęć przedstawia tego samego mężczyznę o blond włosach i ciemnobrązowych oczach.
Jest w nim coś złowrogiego. Jego oczy są zimne i wyrachowane. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że już go gdzieś widziałam. Artykuły mówią o zaginionych ludziach, a dokładniej o kobietach.
Niektóre z nich pochodzą z tych samych stanów, ale większość jest z zupełnie innych miejsc. Kilka artykułów ma obok zdjęcia tych kobiet.
Jedna rzecz natychmiast rzuca mi się w oczy: wszystkie mają długie, ciemne włosy i wyglądają na około dwadzieścia kilka lat.
„Ten mężczyzna to mój brat. I potrzebuję twojej pomocy, żeby go znaleźć”.
Nagle wszystko staje się jasne. Poza kolorem włosów, ten mężczyzna jest niemal idealną kopią Alana.
Ale oczy Alana są ciepłe i przyjazne, podczas gdy wzrok jego brata przyprawia o dreszcze.
Alan wpatruje się w swoje dłonie, które spoczywają na jego kolanach. Udaję, że czytam artykuły, ale tak naprawdę obserwuję go kątem oka.
Mam tak wiele pytań. Czy jego brat jest odpowiedzialny za te wszystkie zaginięcia kobiet? Czy Alan o tym wiedział? Co się stanie, kiedy go znajdą? Czy te kobiety wciąż żyją?
Trzymam jednak język za zębami i daję Alanowi czas na zebranie myśli. Gdyby chodziło o moją siostrę, to byłaby kompletna katastrofa.
„Pytaj”. W jego głosie nie ma żadnych emocji.
Ale ja wiem swoje. Czuję promieniujące od niego napięcie. Widzę, jak mięśnie na jego szyi się napinają. I chociaż umieram z ciekawości, by dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, to nie do mnie należy zadawanie pytań.
Moim zadaniem nie jest go przesłuchiwać. Moim zadaniem jest tylko pomóc.
„Co mam zrobić?”
Alan z zaskoczeniem podnosi głowę. Jego brwi wędrują wysoko w górę na ułamek sekundy, po czym twarz wraca do swojego zwykłego, poważnego wyrazu.
„Musimy go znaleźć. Im szybciej, tym lepiej. On... On jest niebezpieczny. Jest renegatem”.
Nie wiem zbyt wiele o renegatach, ale wiem, że są bez stada. A dla wilków to bardzo zła sytuacja. Z natury mają żyć w watahach. Bez nich popadają w obłęd.
Ponownie zerkam na zdjęcia kobiet na ścianach. Wyglądają jak niewinne ludzkie istoty. Kiwam głową i kładę torbę na stole. Jest wypełniona głównie ziołami i innymi naturalnymi składnikami.
Nie są mi niezbędne, ale dzięki nim moja magia jest silniejsza.
„Potrzebujesz jakiejś jego rzeczy? Mam starego pluszowego misia, z którym spał jako dziecko”. W głosie Alana słychać kruchość. Serce mnie boli, kiedy na niego patrzę.
„Dzielicie więź krwi. Potrzebuję tylko ciebie, żeby go znaleźć”.
Jego spojrzenie znów staje się twarde. Coś głęboko we mnie chce do niego podejść i go przytulić. Zamiast tego jednak, wyciągam rękę, by mógł ją chwycić.
Kiedy to robi, zamykam oczy. Skupiam się na magii we mnie, na elementach leżących na stole i na obrazie jego brata, który widziałam. Przed oczami migają mi obrazy.
Przewijają się zbyt szybko, bym mogła zrozumieć, co się na nich dzieje, ale krzyki, które odbijają się echem w mojej głowie, są jednoznaczne. Wysokie kobiece wrzaski, które przenikają mnie do głębi.
Moje serce zaczyna bić szybciej, gdy próbuję wyrwać swoją dłoń z ręki Alana. Ale nie potrafię. Magia wciąga mnie coraz głębiej. Właśnie wtedy obrazy znikają.
Pod moimi zamkniętymi powiekami formuje się wyraźny obraz. To brat Alana, który pochyla się złowieszczo nad kobietą o długich, ciemnych włosach.
Kobieta klęczy na podłodze, a z jej głowy sączy się krew. Jej błagalne spojrzenie wbite jest w brata Alana.
Widziałam już wystarczająco dużo. Bez problemu cofam rękę. Moje ciało drży i dopiero wtedy czuję łzy spływające po mojej twarzy. Alan w mgnieniu oka znajduje się tuż obok.
Jego silne ramiona łapią mnie dokładnie w chwili, gdy uginają się pode mną nogi. Nigdy wcześniej nie czułam tak intensywnego połączenia. Ta kobieta była zdezorientowana i cierpiała.
Bała się o swoje życie w sposób, jakiego ja nigdy nie musiałam doświadczyć. Mój wzrok pada na jeden z artykułów na ścianie.
Margaret Penton, dwadzieścia sześć lat. Uprowadzona w biały dzień.
„Co widziałaś?” Przebiega mnie dreszcz. „Gdzie on jest?”
Nie mogę mówić. Jedyne, co potrafię zrobić, to wpatrywać się w to zdjęcie. Kobieta o ciemnych, kręconych włosach i uśmiechu, który rozjaśnia jej niebieskie oczy. Jest piękna.
Jak ona się tam znalazła? Czego on od niej chce? Dlaczego? Zdaję sobie sprawę, że to dokładnie te same pytania, które Margaret musi sobie teraz zadawać.
Jak to się dzieje, że czyjeś życie idzie tak potwornie nie tak, że kończy się w szponach złego człowieka? Przez co trzeba przejść, żeby stać się kimś tak mrocznym? Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego bogowie ich nie chronią? Ciepłe dłonie obracają moją twarz. Moja głowa zostaje delikatnie skierowana w stronę Alana. Jego oczy pełne są zmartwienia.
„Co widziałaś?” Jego głos jest ledwie szeptem, a on znajduje się tak blisko.
Pachnie świątecznymi ciasteczkami i czymś jeszcze. Czymś, czego nie potrafię dokładnie określić. Ale na pewno nie mokrym psem.
Moje serce zaczyna przyspieszać, a mój wzrok opada na jego usta. Jego ciche warknięcie wyrywa mnie z tego zamyślenia.
Odsuwam się tak szybko, że prawie potykam się o stos książek, który wydaje się pojawić znikąd.
„On ją ma”. Wskazuję na zdjęcie Margaret. „Nie połączyłam się z nim. Z jakiegoś powodu nie mogłam, ale połączyłam się z nią. Mogę ją znaleźć”.
Alan podchodzi do artykułu i zdejmuje go ze ściany.
„Muszę wiedzieć, gdzie ona jest. Potrzebuję lokalizacji”. Kręcę głową, zaczynając nerwowo chodzić tam i z powrotem. Mapa na stole jest całkowicie pusta.
To nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Zazwyczaj wypala się mała dziura, oznaczając miejsce pobytu osoby, której szukam.
Nigdy nie jest to w stu procentach dokładne, ale zawsze bliskie prawdy. Jednak teraz czuję, jak coś szarpie mnie w klatce piersiowej. To przyciąganie prowadzi na zewnątrz i czuję, że jest powiązane z nią.
„Muszę pójść z tobą”. Artykuł gniecie się w jego dłoni, kiedy zaciska ją w pięść.
„Nie”. Proste słowo, ale kryje w sobie tak wiele emocji. Przestaję chodzić i patrzę na niego.
Jego gniew nie ukrywa strachu, który od niego bije. Czy boi się własnego brata? A może boi się, że to ja zostanę ranna? Ta ostatnia myśl wyjątkowo mnie drażni.
„Tak. Beze mnie jej nie znajdziesz. A bez niej nie znajdziesz jego. Zrobiłam to, co zawsze, a zaklęcie zadziałało. Ale on musi być ukrywany przez inną czarownicę.
„Miałeś szczęście, że złapałam więź z tą dziewczyną. Potrzebujesz mnie. Beze mnie go nie odnajdziesz”.
Podnosi rękę i znów przeczesuje włosy. Wydaje się robić to bardzo często, kiedy jest sfrustrowany. Jego brązowe loki wracają na swoje miejsce, jakby jego ręki w ogóle tam nie było.
Krzyżuję ramiona i rzucam mu wyzywające spojrzenie.
„Nie masz pojęcia, jak bardzo on jest niebezpieczny. Nie przeszłaś żadnego odpowiedniego szkolenia, a ja musiałbym zabrać ze sobą całą drużynę tylko po to, żeby cię chronić. To byłoby narażanie wielu żyć z niepotrzebnych powodów.
Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale masz go znaleźć. Złam to zaklęcie maskujące czy cokolwiek to kurwa jest i podaj mi jego lokalizację”.
Moja ręka wystrzeliwuje w górę, a podmuch wiatru odrzuca Alana na drugą stronę pokoju, wprost na ścianę. Jego ciało odbija się od niej i ląduje płasko na twarzy na podłodze.
Poczucie winy dopada mnie tylko na ułamek sekundy, po czym znów wybucha we mnie złość.
„A teraz mnie posłuchaj! Nie jestem słaba ani niewytrenowana. Wystarczy, że podniosę rękę albo pomyślę o tym, żeby cię spalić, a twój tyłek stanie w płomieniach. To, że żyjemy w pokoju, nie oznacza, że jestem bezbronna.
„Nie potrzebujesz cholernej drużyny, żeby mnie chronić. I na pewno nie masz prawa stroić fochów, kiedy ci pomagam!”
„I lepiej, żebyś, do cholery, nie zapomniał, że tak naprawdę pomagam ci zupełnie bezinteresownie”.
Ego Alana wydaje się trochę urażone, kiedy szybko zrywa się z podłogi. Ma na czole rozcięcie, które już zaczyna się goić. Stoję niewzruszona, patrząc, jak jego ciało drży z gniewu.
Dobrze, niech się złości. Nikt nie będzie okazywał mi braku szacunku, a już na pewno nie jakiś cholerny wilk. W końcu widzę, że odpuszcza. Jego mięśnie rozluźniają się, a złość znika z jego oczu.
Wilki i te ich fochy. Nie mogę uwierzyć, że moja siostra faktycznie połączyła się z jednym z nich. Ramiona Alana opadają w akcie poddania.
„Wiem, że nie jesteś słaba. Ale on jest moim bratem. Jest moją odpowiedzialnością i tak wiele osób już ucierpiało, ponieważ zawiodłem. Nie potrafię…”
Wzdycha ciężko i po raz kolejny przeczesuje dłonią włosy.
„Nigdy nie ponosisz odpowiedzialności za cudze wybory. Odpowiadasz tylko za siebie i za to, jak reagujesz na ich decyzje. Nie jesteś swoim bratem.
„Nie masz krwi na rękach. Pozwól mi sobie pomóc. Ta kobieta jest przerażona. Czuję jej ból głęboko w sobie. I możemy się tak kłócić, ale w końcu będziesz musiał ustąpić.
„Wolałabym, żebyśmy dotarli do niej, zanim będzie za późno. Jest sama i się boi. Potrzebuje nas”.
Przeszywa mnie dreszcz, kiedy dociera do mnie, że moje miejsce jest właśnie tutaj. Bogowie mają wobec mnie plan; chcą, żebym pomogła tej kobiecie. Chcą, abym znalazła tego mężczyznę. Czuję to w kościach.
Muszę to zrobić. Nawet jeśli oznacza to spędzanie czasu z tym nieznośnym wilkołakiem.
„Muszę powiadomić mojego Alfę. Twoja siostra nie będzie z tego powodu zachwycona”.
Przypatruję się jego twarzy, szukając jakiejkolwiek wskazówki, że po prostu próbuje mnie spławić. Ale wydaje się szczery. W jego oczach widać zrozumienie. Po raz pierwszy naprawdę go widzę.
Ponieważ za tymi oczami kryje się prawda, którą widzę we własnych za każdym razem, gdy spoglądam w lustro – żal. Nieustający ból po stracie kogoś, kogo się kocha.
Odrzucam to na bok, wiedząc, że nie ma sensu o tym dyskutować. To ból, który nigdy tak naprawdę nie przemija, bez względu na to, co kto mówi.

















































