
Odrzucona przez partnera 2
Autorzy
Nathalie Hooker
Lektury
536K
Rozdziały
39
Rozdział pierwszy
Książka druga: Nienawiść do partnera
Wolfgang
„Odrzuć mnie! Wolę być wilkiem bez stada, niż zostać twoją głupią Luną!” Aurora stała przed nami, łzy wciąż spływały jej po twarzy, a oczy wypełniała nienawiść i determinacja.
„Lady Auroro, przemyśl to jeszcze. Jeśli zostaniesz naznaczona jako łotrzyca, stracisz ochronę, którą może zaoferować tylko stado” powiedział jeden ze starszych.
„Czy chodzi o taką ochronę, którą mi zapewniono, gdy łotrzy zaatakowali szpital?” zadrwiła. „Myślę, że będzie mi lepiej samej”.
„Aurora… starszyzna ma rację. Jeśli opuścisz wioskę, zostaniesz zdemaskowana. Większość stad w okolicy wie, że jesteś naszą Luną. Od razu staniesz się celem ataku” wtrącił się Max.
Odwróciła się do mnie. „Jak to się stało, że nagle wychodzisz z ukrycia i obwieszczasz całemu światu, że jestem twoją partnerką? Po tych wszystkich groźbach i ostrzeżeniach, żebym milczała na ten temat?!”
„Nie, Auroro, ja…” Zacząłem wymyślać jakąś wymówkę, ale starszy Leto mnie ubiegł.
„Nie, lady Auroro. To…”
Przerwała mu. „Przestańcie już mówić do mnie ‘lady’! Nie jestem waszą Luną i nigdy nie będę!” warknęła.
„To była Tallulah, Auroro” powiedział Max, przyciągając jej uwagę. „Kiedy Alfa Wolfgang powiedział wszystkim, że jesteście sobie przeznaczeni i że cię naznaczył, Tallulah opuściła stado urażona”.
Max kontynuował. „Poprosiliśmy stado Błękitnego Księżyca o pomoc w akcji ratunkowej, ale odmówili, zrywając z nami wszelkie więzi”.
„Jesteśmy pewni, że zdążyli już przekazać wszystkim wiadomość o złamaniu traktatu i o tożsamości prawdziwej partnerki alfy” powiedział starszy Asher.
Aurora stała jak potulna ofiara przed stadem drapieżników. Drżała, a z jej wbitych w podłogę oczu wciąż płynęły łzy.
„Podejdź do niej. Ona potrzebuje pocieszenia”. Cronnos przemówił w moim umyśle, a ja zrobiłem niepewny krok do przodu.
„Auroro… To, co zrobiłem, nie pozwala mi nawet prosić o wybaczenie. Znęcałem się nad tobą w każdy możliwy sposób i przepraszam za to…” powiedziałem.
Stała nieruchomo, jakby starając się przetworzyć wszystko, co jej powiedzieliśmy.
„Ale proszę, rozważ pozostanie w stadzie, Auroro. Zostań tu, gdzie możemy zapewnić ci bezpieczeństwo. Gdzie ja mogę zapewnić ci bezpieczeństwo”.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie. „Jedyne bezpieczne miejsce dla mnie jest z dala od ciebie, alfa! Więc odrzuć mnie i oznacz jako łotrzycę, i to TERAZ!” krzyknęła.
W pokoju zapadła cisza.
„Skoro sobie tego życzysz…” odpowiedziałem.
„Alfa Wolfgangu! Nie możesz tego zrobić!” krzyknął starszy Radolf.
„Czyś ty postradał zmysły? Stanie się celem dla wszystkich innych stad!” zaprotestował starszy Asher, ale podniosłem rękę, by ich uciszyć.
„Auroro Craton, ja, Alfa Wolfgang… nie odrzucę cię. Ogłaszam cię Luną stada Krwawego Księżyca”.
„Nie możesz tego zrobić!” krzyknęła. Rzuciła się na mnie, uderzając mnie w klatkę piersiową swoimi słabymi dłońmi.
Stałem tam z rękami splecionymi za plecami, mimo że z trudem powstrzymywałem pragnienie, by wziąć ją w ramiona.
Max podszedł do niej i powstrzymał ją, odciągając ją ode mnie i sadzając na łóżku.
„Właśnie, że mogę i właśnie to zrobiłem. Jeśli twoje bezpieczeństwo wymaga takich drastycznych środków, to nie pozostawiasz mi wyboru”. Zwróciłem się do Maxa.
„Ma zakaz opuszczania wioski. Chcę znać każdy jej ruch. Zrozumiano, beta?” Rozkazałem z całym autorytetem alfy stada.
Max siedział, wpatrując się we mnie.
„Pytałem, czy zrozumiałeś, Beta Maximusie?!” warknąłem na niego.
„Tak, sir”.
Odwróciłem się ponownie do Aurory, która szlochała wtulona w pierś Maxa, kurczowo trzymając się jego koszuli.
Bolało mnie, że to ja jestem powodem jej łez, a nie jej pocieszycielem. Odwróciłem się do trzech starszych, którzy stali za mną.
„Chodźmy” powiedziałem, po czym wymaszerowałem za drzwi.
Wszyscy wymamrotali ciche „tak, sir”, po czym podążyli tuż za mną.
„Hej dzieciaku. Nie sądzisz, że trochę przesadziłeś?” zapytał mnie Cronnos.
„Zrobiłem to, co musiałem. Gdybym pozwolił jej odejść, nie przeżyłaby tego”
Rozumiem to, ale mówimy tu o naszej towarzyszce. Zraniłeś ją i złamałeś jej serce” odpowiedział.
„Nie sądzisz, że sam dobrze o tym wiem?” warknąłem na niego.
„Powinieneś pomyśleć, w jaki sposób możesz ją odzyskać, zamiast zamykać ją w tej wiosce jak więźnia” powiedział Cronnos.
Zobaczyłem go w moim umyśle, jak leżał z przednimi łapami wyciągniętymi przed siebie i skrzyżowanymi jedna na drugiej.
Westchnąłem. „Wiem o tym, ty stary pchlarzu. Muszę tylko wymyślić, jak ją zdobyć”.
„Cóż, byle szybko, dzieciaku. Inaczej oboje stracimy nasze towarzyszki, a ja odgryzę ci łeb, jeśli stracę moją Rheę”.
Zaśmiałem się z jego groźby.
„Nie martw się, staruszku. Nie stracimy ich. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by naprawić zło, które wyrządziłem i je odzyskać”.
Aurora
„Powinnaś coś zjeść” Max błagał mnie ponownie. Odkąd Wolfgang i starsi odwiedzili mnie dziś rano, nie byłam w stanie się uspokoić, ani nic zjeść.
„Nie jestem głodna” odpowiedziałam.
„Daj spokój, Rory. Pamiętaj, że dopiero dochodzisz do siebie. Musisz jeść, by odzyskać zdrowie” błagał Max.
„Obiecuję, że zjem coś później. Na razie chciałabym odpocząć” odpowiedziałam.
Opadłam na łóżko i odwróciłam się do niego plecami. „Nie chcę być niegrzeczna, ale… czy mógłbyś już iść? Chcę pobyć trochę sama”.
„Och… tak, jasne”. Czułam wahanie w jego głosie. „Będę czekać na zewnątrz, w razie gdybyś mnie potrzebowała, dobrze?”
„Tak” odpowiedziałam, starając się nie pozwolić, by mój głos się załamał. Inaczej Max nigdy by nie wyszedł.
Usłyszałam jak krzesło, na którym siedział, zatrzeszczało, gdy wstał. Chwilę później drzwi się zamknęły.
Odwróciłam się i spojrzałam za siebie przez ramię, aby się upewnić, że wyszedł. Kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem zupełnie sama, ponownie zaniosłam się szlochem.
„Rhea? Jesteś tam?” zapytałam mojego wilka.
Zamilkła podczas mojej wcześniejszej rozmowy z Wolfgangiem i starszyzną. Widziałam, jak leży nieruchomo, grzbietem zwróconym do mnie.
„Rhea…” spróbowałam jeszcze raz, a ona w końcu wstała i spojrzała na mnie.
„Rhea, przepraszam, że cię w to wpakowałam. Wiem, że kochasz Cronnosa, a on najwyraźniej odwzajemnia twoją miłość… ale to, przez co przeszłam przez Wolfganga… Nie mogę o tym zapomnieć. Nie potrafię mu tak łatwo wybaczyć”.
Rhea westchnęła, po czym wstała, podeszła do mnie i położyła łeb na moim ramieniu, jej mokry nos pieścił mój policzek.
„Wiem i rozumiem. Rozłąka z Cronnosem boli, ale wiem, że to nie twoja wina. Tak jak obiecałam ci wcześniej. Jestem tu z tobą w stu procentach i będę wspierać każdą twoją decyzję” powiedziała Rhea.
Stała tak z wywieszonym językiem i szerokim uśmiechem na twarzy.
„Dziękuję” uśmiechnęłam się do mojego wilka. „Jak się czujesz?” zapytałam.
Musiała zwalczyć wolfsbane, gdy zostałam otruta i prawie umarła, gdy oddała mi swoją moc podczas walki z Klausem.
„Teraz czuję się znacznie lepiej. Wolfsbane już prawie zniknęło z naszego organizmu” powiedziała, merdając wesoło ogonem.
„Jednak nadal tego nie rozumiem. Gdzie zostałam wystawiona na działanie wolfsbane?” Zastanawiałam się.
„Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale jestem prawie pewna, że to była sprawka Tallulah” powiedziała Rhea z warknięciem.
„Skąd takie wnioski?” zapytałam ją.
„Przypomnij sobie. Po raz pierwszy zaczęłam czuć się źle po kolacji, na którą nas zaprosiła”, powiedziała.
Rzeczywiście, teraz wszystko nabrało sensu.
„To takie pokręcone. Dlaczego muszę to wszystko znosić? I po co? Dla partnera, który ma mnie gdzieś?”
Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i ukryłam w nich twarz.
„W porządku, Auroro. Przejdziemy przez to wszystko. Jak powiedziałam wcześniej, cokolwiek zdecydujesz się zrobić, będę cię wspierać” zapewniła mnie Rhea.
„Dzięki, Rhea”.
















































