
W rękach alfy: Letnie igrzyska
Autorzy
Lektury
479K
Rozdziały
7
Igrzyska
LORELAI
„Nie jestem z porcelany!” – odparłam, wpatrując się gniewnie w moich alfów.
Byli ubrani w skórzane spodnie, każdy w innym odcieniu. Kai zawsze nosił czarne, Derik brązowe, a Brax miał na sobie kremowe.
Próbowałam założyć swoje ciemnobrązowe spodnie, ale moi alfowie uważali, że nie powinnam tego robić. Myśleli, że powinnam założyć sukienkę jak dobra, mała luna i stać z boku, podczas gdy oni będą brali udział w igrzyskach.
Nie było na to kurwa szans.
„Nie, ale jesteś w ciąży. Branie w tym udziału to niepotrzebne ryzyko dla was obojga”, powiedział Derik, zapinając swoją brązową, skórzaną kamizelkę na kremowej tunice.
„Ciągle jestem w ciąży. To bez znaczenia. Mówiłeś, że te igrzyska to coroczna tradycja wilkołaków po zakończeniu zimy. Chcę w nich uczestniczyć”, powiedziałam, ignorując ich protesty i zawiązując skórzane spodnie nad moim rosnącym brzuchem.
Był ledwo widoczny, ale moi alfowie i tak byli na tym punkcie zbyt opiekuńczy.
„Będziesz brała udział”, uśmiechnął się Kai. „Ogłosisz mnie zwycięzcą, a ja odbiorę moją nagrodę w postaci przysług seksualnych od spikerki.” Próbował mnie uwieść, ale to nie miało prawa zadziałać.
Przysunął się do mnie, całując moją szyję, a jego miękkie wargi naciskały na wszystkie miejsca, które uwielbiałam.
Dobra, może trochę zadziałało.
Odepchnęłam go, zanim zdążyłam się poddać. Nie zamierzali zmienić mojego zdania w tej kwestii.
„Nie rozpraszaj mnie”, warknęłam.
Kai tylko się uśmiechnął i znów się przysunął, zawładnąwszy moimi ustami. Byłam taka uległa, jeśli chodziło o te wargi. Oddałam pocałunek, a mój język poruszał się wraz z jego, gdy dłońmi obejmował moją twarz.
Przesunął dłonie w dół mojego półnagiego ciała, pociągając za sznurek moich spodni.
Westchnęłam, gdy wsunął dłoń do środka.
Jego palce odnalazły mój środek, a ja zadrżałam, chwytając jego bicepsy i całując go mocniej.
Zacisnęłam dłonie na jego ciemnych, potarganych włosach, a z moich ust wyrwały się jęki, gdy jego palce wsunęły się we mnie.
Trzymałam się myśli, że to niczego nie zmienia, ale Kai przerwał swoje tortury w tej samej sekundzie, co ja.
„Oj nie, Mała Luno. Dotrzesz do mety tylko wtedy, gdy wycofasz się z wyścigu”, wyszeptał tuż przy mnie.
Wezbrała we mnie złość i odepchnęłam go. Chciałam zawiązać sznurki, ale Brax mnie powstrzymał.
„Twoi pozostali partnerzy nie zdają sobie sprawy z tego, że twój udział w igrzyskach będzie naprawdę zabawny, a ponieważ widziałem, jak dobrze znosisz ciążę z naszymi bliźniakami w swoim ludzkim ciele, nie martwię się o twoją zdolność do noszenia dziedzica Derika. Więc” – Brax wsunął palce w moje spodnie, szybko znajdując mokrość, którą zostawił Kai – „zabiorę cię tam, gdzie Kai nie potrafił, a potem pokażemy im, że jesteś luną, a nie dzieckiem.” Głos Braxa stał się głębszy, po czym nacisnął na moją łechtaczkę.
Sapnęłam. Gniewne gorąco w moim ciele natychmiast zmieniło się w pożądanie.
Nie miał jeszcze na sobie koszuli, a ja oparłam się o jego smukłe mięśnie, gdy doprowadzał mój środek do gorącej ekstazy.
„Brax.” Ostrzeżenie Derika zostało zagłuszone przez mój głośny jęk. Zacisnęłam oczy, przylegając do Braxa, gdy wsuwał i wysuwał ze mnie palce.
Z łatwością mnie podniósł, sadzając na komodzie w garderobie, gdzie się szykowaliśmy, a jego palce wciąż mnie drażniły.
Trzęsłam się wokół niego, a moja cipka zaciskała się na nim, gdy jego usta zderzyły się z moimi.
Sapnęłam, gdy moje ciało stało się gorące, a napięcie rosło.
„Piękna”, zaczął Derik, ale nie mogłam skupić się na jego słowach, bo Brax tak szybko popychał mnie na skraj rozkoszy.
„Jestem tu trochę zajęta, D”, wysapałam, zaciskając dłonie mocniej na Braxie i wbijając paznokcie w jego ramię.
„Będziemy robić rzeczy, przez które możesz zrobić sobie krzywdę, Piękna. Nie chcę, żebyś ucierpiała”, powiedział, przysuwając się bliżej i ignorując fakt, że byłam właśnie pieprzona palcami przez Braxa.
Ja nie mogłam tego zignorować, nawet gdybym chciała.
A wcale nie chciałam.
„Będę miała was trzech, żebyście upewnili się, że to się nie stanie. Poza tym...” – musiałam przerwać, gdy moje ciało się napięło, zapierając mi dech w piersiach, a palce Braxa sięgały głębiej, podczas gdy jego knykieć ocierał się o moją łechtaczkę. – „Kurwa”, syknęłam, wyginając plecy.
„Jeśli zostaniesz w tyle, Mała Luno, nagrodzę cię”, Kai spróbował ponownie, ubrany w swoją czarną skórzaną kamizelkę. Mmm, wyglądał zajebiście dobrze, a jego propozycja była kusząca. Ale nie miała sensu.
„I tak mnie nagrodzisz”, wysapałam, a następnie naparłam na Braxa, który uśmiechnął się szeroko i przygryzł moją wargę.
„Gotowa, Złośnico?” – zakpił Brax, oblizując moje wargi, po czym pocałował mnie namiętnie.
Przytaknęłam, opierając się o niego, a całe moje ciało drżało z gotowości.
Brax uśmiechnął się cynicznie, wsunął dodatkowy palec, przyspieszył tempo i użył swojego pierścienia na mojej łechtaczce.
Natychmiast eksplodowałam. Zacisnęłam się wokół niego, krzycząc z rozkoszy.
Jego mała, tajna broń, ten pierścień, a ja zajebiście to uwielbiałam.
Doszłam tak mocno, a mój orgazm osiągnął szczyt z gorącem i przyjemnością, które przepłynęły przez moje ciało. Rozprzestrzeniło się to po każdej mojej części, a moja cipka zaciskała się raz za razem, podczas gdy ja próbowałam złapać oddech.
„Kurwa mać, poddaję się”, warknął Kai. Dyszałam, opadając na Braxa i spoglądając na Kaia z szelmowskim uśmiechem.
„Wiedziałam, że to zrobisz”, powiedziałam, zamykając oczy.
„Ja tego nie zrobię. Nie chcę cię na igrzyskach, Piękna, nawet jeśli twoja twarz jest tak kusząco zarumieniona. Masz tak samo mało silnej woli jak my, jeśli chodzi o oferowane nagrody”, uśmiechnął się Derik. Dobrze mnie znał.
Nie mogłam oprzeć się im bardziej, niż oni mogli oprzeć się mnie.
Ale to nie miało znaczenia. Potrzebowałam tylko większości głosów.
Derik spojrzał na mnie ponuro. Ja uśmiechnęłam się słodko.
„Ubierz się. Musimy tam być, aby ogłosić pierwszą konkurencję”, westchnął Derik i opuścił pokój.
Uśmiechnęłam się, a Brax opuścił mnie na podłogę. Pocałowałam go, po czym sapnęłam, gdy Kai pociągnął mnie do siebie.
„To był mój orgazm, Mała Luno.”
„Zrezygnowałeś z niego. Całkowicie należał do Braxa”, zadrwiłam.
Uśmiechnął się cynicznie. „I myślę, że Brax miał rację; te igrzyska będą zabawne z twoim udziałem.”
„Zwłaszcza, że Derik jest przez to taki zrzędliwy”, uśmiechnął się Brax, zakładając swoją brązową, lnianą tunikę. Zawiązał pas w talii i podniósł wzrok. „Może faktycznie mamy w tym roku szansę w zawodach bujania się na lianach, jeśli Derik będzie zbyt zajęty obserwowaniem Złośnicy”, dodał Brax z uśmiechem.
Hmm, to zapowiadało się naprawdę interesująco. W powietrzu już czuć było ostrą rywalizację.
Zaśmiałam się i dokończyłam ubieranie, zakładając jasnobrązowy, skórzany gorset na kremową koszulę.
Opuściliśmy rezydencję razem. Zabraliśmy bliźniaki w ich nosidełkach. Brax niósł Enziego, a Derik miał Zale'a.
Wyszliśmy z rezydencji i wsiedliśmy do powozu czekającego przy bramach miasta.
Panowała cisza, gdy zmierzaliśmy do głównego pasa łąk, gdzie odbywały się igrzyska.
„Więc to dzieje się co roku?” – zapytałam.
Derik kiwnął głową.
„W jakie gry będziemy grać?” – zastanawiałam się.
„Idziemy na polowanie, bujamy się na lianach, ścigamy się i pływamy. Potem mamy ucztę i karaoke. To fajna sprawa, którą robimy, żeby wyciągnąć watahy z zimowego marazmu przed pierwszą pełnią księżyca. Dzięki temu pierwsza przemiana jest mniej intensywna”, wyjaśnił Derik.
„Ale tym razem będzie inaczej. W końcu wszyscy mogliście się przemieniać”, założyłam.
„Tak, ale igrzyska to nadal świetna zabawa i dają wszystkim wilkom szansę na pochwalenie się tym, co robiły przez całą zimę.” Brax uśmiechnął się szeroko.
Zmarszczyłam brwi, gdy powóz się zatrzymał. „Co masz na myśli?”
„Sama zobacz, Mała Luno”, powiedział Kai, po czym otworzył drzwi powozu i wysiadł, wyciągając dłoń, abym mogła ją chwycić.
Zrobiłam to i wysiadłam z powozu, a moja szczęka opadła, gdy spojrzałam na to, co kiedyś było zwykłą łąką.
Tętniło życiem od straganów, zmiennokształtnych i ludzi. Słońce świeciło wysoko, a śmiech i gwar rozmów wypełniały zazwyczaj chłodną ciszę. Zrobiło mi się cieplej na sercu i uśmiechnęłam się szeroko.
Pozostali wysiedli z powozu i poszliśmy po suchej trawie w kierunku straganów.
Zmiennokształtni stali przy swoich straganach, ludzie również. Były tam rysunki węglem, bibeloty, biżuteria i gobeliny, a nawet świece. Na ludzkich straganach można było znaleźć płody rolne, robótki ręczne i książki.
Spoglądałam na każdy pojedynczy stragan, a za każdym razem, gdy się zatrzymywałam, zmiennokształtni rozmawiali ze mną i śmiali się, traktując mnie jak zwykłą klientkę, a nie przerażającą lunę.
Uwielbiałam to.
Dzieci i młodzież biegały obok nas, śmiejąc się i bawiąc na targu. Rodziny miały rozłożone koce piknikowe z wyśmienicie pachnącym chlebem.
„To jest niesamowite”, wyszeptałam, odwracając się do moich alfów, którzy mieli szerokie uśmiechy na twarzach. „Dlaczego nigdy wcześniej tego nie widziałam?” – zapytałam.
Ich miny nieco zrzedły po tych słowach. „To pierwszy rok, kiedy ludzie mogli dołączyć. Wcześniej osoby poniżej osiemnastego roku życia nie mogły opuszczać wioski”, wyjaśnił Derik.
„Racja. Ten wasz głupi rytuał dziewic. Tak bardzo się cieszę, że to już przeszłość”, powiedziałam, wypuszczając powietrze.
„My też, Złośnico”, odpowiedział Brax, całując mnie w policzek. Następnie zatrzymał się, by porozmawiać ze sprzedawcą, który oferował piękną biżuterię.
Wzięłam głęboki wdech, gdy Brax kupił oszałamiający naszyjnik z wodnisto-niebieskim wisiorkiem.
„Jak za to zapłaciłeś? Czym się wymieniłeś?” – zapytałam.
„Ludzie prowadzą handel wymienny, a wilki gromadzą monety. Użyłem złota, Złośnico. Teraz odwróć się, żebym mógł ci to założyć”, powiedział Brax.
Zrobiłam, o co prosił, a on umieścił naszyjnik na moim dekolcie. Nie był tak ciężki, jak myślałam, ale był równie piękny.
Uśmiechnęłam się, przyciskając go do piersi. „Dziękuję, uwielbiam go.” Pocałowałam go i poprzez naszą więź poczułam, jak bardzo go to uszczęśliwiło.
„Chodź, Piękna, igrzyska zaraz się zaczną”, powiedział Derik, chwytając mnie za rękę. Poprowadził mnie z nimi na podest, który ustawiono za targiem, gdzie było mnóstwo widzów.
Znalazłam z boku Mamę i Galena, po czym podeszłam do nich. Opiekowali się bliźniakami, podczas gdy my braliśmy udział w zawodach.
Mieli rozłożony koc. Położyliśmy bliźniaki razem z nimi.
„Jesteś pewna, że powinnaś to robić? To wygląda poważnie” – martwiła się Mama, spoglądając na wojowników na podeście. Wszyscy rozgrzewali się przed igrzyskami, ubrani w skóry, zbroje i pasy z bronią.
Czułam, że byłam ubrana zbyt skromnie, ale miałam też swoją magię, dlatego nie byłam zbytnio onieśmielona.
„Tak. Jestem luną. Nie byłabym zbyt dobrą luną, gdybym nie zapracowała na swoje miejsce”, powiedziałam z uśmiechem.
Przewróciła oczami, wręczając grzechotkę Enziemu. „Myślę, że to przede wszystkim twoja natura rywalki, Skarbie. Nie pozwól, by uczyniło cię to głupią, okej?” – ostrzegła.
„Zadbamy o nią, Pearl”, zapewnił Derik.
Uśmiechnęłam się szeroko, a ona kiwnęła głową.
Galen uśmiechnął się cynicznie, opierając ramię na kolanie i dając Zale'owi trochę swojego jedzenia.
„Nie bierzesz udziału w zawodach?” – zapytałam. Galen pokręcił głową.
„On nie bierze udziału”, powiedział Kai, po czym chwycił mnie za rękę. „Chodźmy, bo zaczną bez nas.”
Podeszliśmy do podestu, witając się z innymi wojownikami, głównie z watahy Kaia. Byli tam Hank, Taylor, Garrett, a nawet Anetta. Wszyscy byli godnymi przeciwnikami, przez co moja pewność siebie nieco spadła.
„Możesz zrezygnować?” – spróbował Derik.
Uśmiechnęłam się cynicznie i pokręciłam głową. „Nie. Chcę to zrobić. Jestem gotowa.”
„Dobrze”, westchnął. „Ponieważ to zaraz się zacznie”, powiedział Derik, po czym poszedł na przód podestu i wezwał wszystkich do uwagi.
Byłam hybrydą i nigdy wcześniej nie brałam w tym udziału, co oznaczało, że muszę wykazać się kreatywnością, jeśli chcę wygrać.
Posłałam szelmowski uśmiech moim alfom, którzy rozmawiali z resztą. Jeszcze o tym nie wiedzieli, ale zamierzali mi w tym pomóc.
















































