
Na krawędzi pożądania
Autorzy
Ellie Sanders
Lektury
960K
Rozdziały
47
Rozdział 1: Łupy wojenne
Zew Syreny
Choć nad wodą czai się niebezpieczeństwo,
Pod wodą nie ma żadnego zagrożenia.
Ocean skrywa ciche groby,
Gdzie spełniają się życzenia mężczyzn.
Piękne duchy głębokiej wody
Strzegą tam swojej radości.
I tam żyją ci, których nie mogą zatrzymać,
Lecz mężczyźni wciąż ich tam szukają.
Szczęśliwa syrena spoczywa
W dole, w swoim błękitnym morzu.
Ciche miejsca oceanu są dobre,
Z jej dzikim spokojem.
Syrena śpiewa swoją kuszącą pieśń,
Przyciągając mężczyzn swoim wołaniem.
Zwodzi ich swoim pięknem
I w jej kochających ramionach znajdują śmierć.
W dół woła, i w dół idą,
Choć nigdy nie wrócą.
Lecz spokojny sen zawsze tam czeka,
Umierając w ciemności na dnie.
Myślałeś, że możesz ją posiąść,
Myślałeś, że jest twoja.
Ale ona okazała się silniejsza,
Podczas gdy ty leżysz martwy na dnie oceanu.
***
Odkryją prawdę.
Ta myśl nie daje mi spokoju.
Ci ludzie poznają mój sekret. Zrozumieją, kim naprawdę jestem, a kiedy to się stanie... Drżę na samą myśl o tym, co to będzie znaczyć. Wiem, co czeka moją przyszłość.
Będzie wojna.
Krwawa, okrutna wojna – jak zawsze, gdy ktoś z mojego gatunku zostaje odkryty.
Przecieram oczy. Nie zwracam uwagi na to, jak metalowe kajdany wżerają mi się w skórę.
To miejsce było moim domem, moją bezpieczną przystanią. Ukrywałam się tu tak długo, że niemal uwierzyłam w swoje bezpieczeństwo. Że moja przyszłość będzie inna niż reszty mojej rodziny. Że moje życie potoczy się inaczej.
Ale kiedy rozglądam się dookoła, kiedy wpatruję się w ciemność, w której mnie zamknięto, wiem, że nie mogę już dłużej udawać.
Odkryją prawdę. To tylko kwestia czasu.
Wokół mnie słyszę płacz i krzyki pozostałych kobiet. Tych, które złapali. Jest nas prawie dwadzieścia. Wszystkie zamknięte, wszystkie więźniarki.
Próbowałam uciec. Wszystkie próbowałyśmy. Gdy tylko zamek upadł, a król zginął, uciekłyśmy, ale i tak nas złapali. Złapali i wrzucili do tych cel jak zwierzęta.
Biorę długi, głęboki, drżący oddech. Próbuję opanować emocje. Próbuję uspokoić panikę, która narasta we mnie.
Król Rufus trzymał mnie tutaj, w tym zamku, bezpieczną i strzeżoną przez tak długi czas. Tylko że on nie żyje. A teraz nie ma dla mnie bezpieczeństwa. Nie ma straży.
Nic poza wpatrzonymi w nas oczami, gdy mężczyźni zaczynają przechodzić, przyglądając się nam wszystkim, oceniając nas.
Zostaniemy sprzedane.
Łupy wojenne – tak to nazywają. A ci mężczyźni są tutaj, żeby dobrze się przyjrzeć, zanim wyprowadzą nas na szybko zbudowaną scenę.
Obok mnie płacze księżniczka Amera. Widzę ciche łzy spływające po jej policzkach mimo gniewnego, silnego wyrazu twarzy.
Zamykam oczy i odwracam się. Zwijam się w kłębek, robię się tak mała, jak tylko mogę, mając nadzieję, że nikt mnie nie zauważy.
Ale i tak zauważają. Klękają, wpatrują się we mnie w podły sposób, rzucają uwagi, jakby chcieli wywołać u mnie jakąś reakcję.
A kiedy w końcu odchodzą, cisza, którą zostawiają, jest bardzo głośna. Jakby wszystkie byłyśmy zbyt przerażone, zbyt przestraszone, by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
Wszystko, co możemy teraz zrobić, to czekać, aż jedna po drugiej zostaniemy wyciągnięte z klatek i wywleczone na jasne światło korytarza.
„Tak mi przykro” – szepcze obok mnie Amera.
Zostałyśmy tylko we dwie. Nigdy wcześniej nie byłyśmy szczególnie zaprzyjaźnione. Właściwie powiedziałabym, że mnie nienawidziła. Widziała we mnie rywalkę do miłości ojca, ale nagle to wszystko wydawało się takie małe, takie nieważne.
„Nie rób tego” – mówię cicho. „To nie twoja wina. Ty tego nie zrobiłaś.”
„Mój ojciec powinien był się poddać” – stwierdza.
„Przestań, Amero” – mówię, odwracając się do niej, ale drzwi się otwierają i obie milkniemy, gdy straszny dźwięk kroków mężczyzny rozlega się wokół nas.
Każdy krok wstrząsa mną, a kiedy się zatrzymuje, wiem, że to po mnie przyszedł.
Otwiera moją klatkę i wyciąga mnie, a ja robię wszystko, by się nie opierać, nie płakać, nic nie robić. Muszę grać swoją rolę. Muszę udawać tak długo, jak to konieczne, bo to jedyny sposób, żebym mogła się ochronić.
Muszę zachowywać się jak ludzka dziewczyna. A teraz każda ludzka dziewczyna wokół mnie jest bardzo przestraszona.
Ciągnie mnie do czegoś, co wygląda jak poczekalnia. Po wszystkich dniach ciemności światła są tak jasne, że bolą mnie oczy i jestem zmuszona je przymknąć.
Wiem, że za tym jest scena ze wszystkimi tymi mężczyznami. Marszczę brwi, rozglądając się, spotykam wzrok dziewczyny, która przygląda mi się uważnie.
Mężczyzna zawiązuje mi na szyi skórzaną obrożę. Wisi na niej mały numer, jak identyfikator psa, a potem popycha mnie do przodu, bliżej niej.
Jest jak ja, zdaję sobie sprawę – przynajmniej prawie jak ja. Jest nimfą. W połowie człowiekiem, w połowie magią.
Uśmiecha się, kiwa głową do mężczyzny, by mnie puścił, a ja stoję, drżąc pod jej kuszącym spojrzeniem.
Cholera, ta dziewczyna jest niebezpieczna. Ta dziewczyna obnaży mnie do moich najbardziej podstawowych potrzeb i nie mogę nic zrobić, by to powstrzymać.
Robi krok do przodu, unosi rękę, by mnie dotknąć, a ja cofam się, gdy strach w mojej piersi staje się zbyt silny, by go kontrolować.
Czy ona wie, kim jestem? Czy widzi to? Czy wyczuwa to? Jeśli tak, będę skończona. Będę miała o wiele więcej do obawiania się niż tylko brudni mężczyźni za kurtyną.
„Spokojnie” – mówi.
Kręcę głową, wydając gniewny dźwięk, ale ona tylko cmoka z dezaprobatą, przesuwa palcami po moim policzku, a ja topnieję, gdy jej magia wnika we mnie. Nie mogę już walczyć. Nie mogę już myśleć.
Mój umysł pustoszeje, strach znika, a co najgorsze – stworzenie głęboko we mnie budzi się.
Dziewczyna uśmiecha się niemal tak, jakby miała sekret, jakby wiedziała, co się we mnie wydarzyło, a potem bierze mnie za rękę, prowadzi, gdy kurtyny otwierają się w tym samym czasie.
Jestem w Wielkiej Sali. Albo w tym, co z niej zostało. Scena jest otoczona przez nich – watażków, królów i rycerzy, którzy zdobyli ten zamek i zabili króla Rufusa.
Ale ich nie widzę. Nie widzę niczego poza nią. Tą czarnowłosą dziewczyną przede mną.
Odwraca się, mówi coś, przemawia do swojej publiczności, a oni poruszają się na swoich miejscach. Patrzę na nich wtedy, widzę pożądanie w ich oczach i pasuje ono do głębokiego pragnienia stworzenia we mnie.
Stworzenia, które tak długo trzymałam z dala. Stworzenia, które tłumiłam. Tylko że teraz jest żywe, jest przebudzone i gotowe, by znów żyć.
Dziewczyna robi krok do przodu, podchodzi do mnie, a ja kręcę głową, cofam się o krok, chcę uciec, chcę się wyrwać, ale jej ręce są na mnie, a jej magia jest we mnie, zanim zdążę zrobić choćby jeden krok.
Jestem uwięziona. Złapana przez nią.
Ściąga mi sukienkę z ramion, a ja ledwo zauważam, jak spada do moich stóp, choć czuję chłodne powietrze wokół mnie, wywołujące gęsią skórkę na całym ciele.
„Czy nie jest piękna?” – mówi dziewczyna.
Czuję, jak twarz mi płonie pod jej spojrzeniem, gdy jej magia przejmuje wszystkie moje myśli, wszystkie moje lęki – wszystko.
Wszystko, co teraz czuję, to palące pożądanie przechodzące przez każdą część mojego ciała.
Jej usta muśkają moje, a ja łapię oddech, gdy jej język wpycha się do moich ust. Chcę się cofnąć, odepchnąć ją, ale jej magia jest zbyt silna, a stworzenie we mnie zaczyna przejmować kontrolę, pożerać mnie i mną kierować.
„Nie walcz z tym” – mówi cicho, po czym prowadzi mnie do stołu, a ja jak posłuszny pies idę.
Gdzieś mężczyzna mówi, ale nie słyszę jego słów. Moja uwaga skupiona jest na niej, dziewczynie przede mną, i stworze w środku, które jest gotowe całkowicie poddać się temu, co chce mi zrobić.
„Proszę...” – udaje mi się powiedzieć, ale nie jestem pewna, czy błagam o pomoc, czy błagam, by mnie znów dotknęła.
Całuje mnie mocniej, a moje ciało reaguje, jakby ktoś zapalił zapałkę, a ja płonę.
Sięga dookoła, odpina zapięcie mojego gorsetu, a gdy spada, kładzie dłonie na moich piersiach i stworzenie we mnie zostaje uwolnione.
Krzyczy w mojej głowie, rozciąga się, przejmuje kontrolę nad moim ciałem, a przez chwilę tracę całą kontrolę, cały rozsądek.
Dziewczyna kręci moimi twardymi sutkami, a ja jęczę.
„Grzeczna dziewczynka” – mruczy, ale nie słyszę jej słów.
Stworzenie we mnie uwielbia każdą minutę tego, chce więcej, chce być używane, chce być dotykane, potrzebuje tego po tak długim czasie w chłodzie.
Dziewczyna pcha mnie na stół, a gdy przypina i zamyka moje ręce i nogi, uświadamiam sobie, że jestem naga, odsłonięta, ale nie pamiętam, kiedy to się stało.
Oddech mi zapiera, a ciało drży, gdy walczę o odzyskanie kontroli.
Obraca stół powoli z prawej na lewą, a mężczyźni pochylają się, dobrze przyglądając się temu, co mogliby kupić. Moje nogi są szeroko rozłożone, a moja cipka jest pokazana dla nich wszystkich.
Zamykam oczy, próbuję się skupić, ale jej magia jest zbyt silna, a stworzenie we mnie rośnie, desperacko pragnąc przejąć kontrolę.
Stół zatrzymuje się. Dziewczyna wchodzi obok mnie i gdy jej usta znajdują moje, jej palce zaczynają zsuwać się po moim ciele, drażnią, bawią się, podniecają dla wszystkich obserwujących mężczyzn.
Nie chcę, żeby to robiła, chcę, żeby przestała, żeby ze mnie zeszła, ale stworzenie tego chce. Chce tego wszystkiego. Jęczy, a moje usta wydają długi, niski jęk, gdy jej palce wsuwają się między moje wewnętrzne uda.
Głos mężczyzny rozlega się ponownie, a część tłumu rozmawia cicho, ale moja uwaga znika, moja walka się kończy i tracę się, gdy zaczyna wsuwać i wysuwać palce ze mnie, sprawiając, że moje ciało wibruje narastającym uczuciem.
Wiem, że jestem mokra. Czuję, jak moje ciało reaguje, porusza się, gdy jej magia i stworzenie łączą się.
Jej kciuk przesuwa się, by pocierać moją łechtaczkę, a ja kręcę głową, próbuję to powstrzymać, próbuję ją powstrzymać, ale ona po prostu cmoka z dezaprobatą i wlewa we mnie więcej magii, gdy jej palce zaczynają wysyłać fale wstrząsów przez moje ciało.
Moje serce bije szybko, wali w piersi tak głośno, niemal zagłusza krzyczący głos w mojej głowie, gdy desperacko próbuję walczyć, ale stworzenie ma pełną kontrolę w tym momencie.
I pozwala tej dziewczynie robić, co chce.
Czuję, jak oczy wilgotnieją mi od łez, gdy orgazm mnie dosięga i krzyczę, poruszam się o drewno, szarpię zamki, które mnie trzymają.
Kiedy kończę, schodzi, kłania się swojej publiczności, a ja leżę rozciągnięta, wykorzystana i wciąż ciężko oddychająca na stole, by mogli się gapić.
Magia zniknęła.
Stworzenie zniknęło wraz z nią, a ja jestem bardziej niż świadoma tego, gdzie jestem i co się stało.
A jednak jestem bezsilna, by cokolwiek zrobić, nawet się przykryć, gdy zaczyna się aukcja, a mężczyźni zaczynają licytować.
Trwa to bardzo długo – hałas, krzyki, szalona cena, jaką są gotowi za mnie zapłacić.
Zamykam oczy, próbuję udawać, że jestem gdziekolwiek indziej niż tam, gdzie jestem.
Ale kiedy to robię, widzę go, króla Rufusa, z bólem w oczach, gdy leży umierający, i mrugam, walczę ze łzami, zdeterminowana, by nie płakać przed wszystkimi tymi mężczyznami, tymi potworami.
Młotek uderza i podskakuję, cofam się w swoich zamkach.
Skończone.
Zostałam sprzedana.
Jeden z nich właśnie mnie kupił.
Rozglądam się, próbuję zobaczyć, kto to jest. Nie że to coś zmieni, ale coś we mnie, jakaś mała, zdesperowana część ma nadzieję, że kimkolwiek jest, przynajmniej będzie miły.
Chyba jestem głupia, mając nadzieję, że dwóch ludzi mogłoby być takich, że inny mógłby traktować mnie tak jak Rufus, a jednak mam nadzieję mimo wszystko.
Mężczyzna wstaje i podchodzi odebrać swój żeton pasujący do numeru na mojej szyi. Czuję, jak jego oczy pozostają na mnie, a ja patrzę z powrotem, zmuszam się do spotkania jego spojrzenia.
A to, co widzę, sprawia, że żołądek opada mi ze strachu, bo jakoś wiem, że ten mężczyzna nie będzie moim wybawcą.
Nie będzie miły. Będzie mnie krzywdził. Prawie na pewno będzie się tym rozkoszował.














































