
Nasza Delilah Książka 3
Autorzy
Lektury
104K
Rozdziały
23
Zakazana ceremonia
TATIANA
Fae przeszli samych siebie. Kwiaty i piękna, zapierająca dech w piersiach natura opanowały cały zamek.
Żałowałam, że w ogóle włożyłam pantofelki. Wolałabym zanurzyć bose stopy w miękkim mchu, który leżał na kamieniach zamiast czerwonego dywanu. Nie chciałam jednak, żeby ktoś przeze mnie zachorował.
Moja suknia była dla mnie czymś zupełnie nowym. Jej tren zdawał się płynąć po ziemi jak woda, wcale mnie nie spowalniając. Czułam się wręcz tak, jakbym nie miała nic na sobie.
Nie sądziłam, że będę podekscytowana, ale moje serce biło mocno, gdy szłam. Schodząc po schodach w stronę holu obok ogrodów, zatrzymałam się.
Cień w lustrze.
Kiedy stałam się nieśmiertelna, nie zdając sobie z tego sprawy, zabiłam kogoś innego, kto też był nieśmiertelny. Wojna i głód przemierzały ziemię ramię w ramię, statki tonęły, a piraci atakowali... Bogiem wojny jest Ares. Większość ludzi do dziś go zna.
Ale to boga o zimnym sercu się bałam. Starał się z całych sił, ale nie potrafił mnie dosięgnąć.
Miałam poślubić mojego przeznaczonego na dworze Fae. To było spełnienie moich marzeń. Jednak wciąż kładło się to na nas cieniem, dopóki trwała ta klątwa.
Byłam dla nas klątwą. Nawet teraz wiedziałam, że niektórzy goście mogą zachorować. Spojrzałam na swoje dłonie i zatrzymałam się na schodach. Nagie dłonie.
On nie mógł żyć sam. Ja z kolei nie mogłam żyć z tymi wszystkimi ludźmi, których wymagała jego pozycja. Czy sprawiał, że inni chorowali przez to, że miał ze mną kontakt?
Tatiana?
Przepraszam, po prostu się martwię.
Jak mogę ci pomóc?
Zastanawiałam się nad tym przez chwilę, a na moich ustach igrał uśmiech, zanim przesłałam mu w myślach obrazy, na których się kochamy. Moje palce u stóp się podkurczały. Moment, w którym jego—
Tatiana! warknął w moim umyśle, a jego głos był pełen obietnicy.
Był moim ukochanym, a czarownice posiadały pisemną umowę. Nawet gdybym tego chciała (a nie chciałam), musiałam wypełnić kontrakt i wyjść za niego. Wszystko będzie dobrze. Prawda?
Gdy przeszłam przez otwarte szklane drzwi do ogrodu, poczułam, jak żołądek mi opada. To był najbardziej magiczny widok, jaki w życiu widziałam. Od razu przypomniało mi się moje dzieciństwo.
Wampir czekał przy ołtarzu. Główna czarownica stała obok, by wszystkiemu się przyglądać. Stary dębowy Fae stał i czekał z miską pełną wody.
Świetliki rozświetlały ogrody, które zmieniły się w baśniowy zagajnik.
Wszędzie kwitły kwiaty. Goście siedzieli na drzewach, które urosły tak bardzo, że na ziemi leżały nawet wielkie pnie pokryte zielonym mchem.
W oddali słyszałam cichy szum wody. Nie wiedziałam jednak, czy Fae zostawili fontannę w spokoju, czy zrobili z nią coś zupełnie innego.
Było tam wiele rodzajów Fae. Niektórzy stali, a inni siedzieli. W rzędzie stało sześć czarownic. Miały skrzyżowane ramiona i wyglądały na złe.
Była tam też jedna postać ubrana cała na czarno, siedząca w miejscu, z którego nie widziałam jej twarzy. Jej długie włosy opadały w dół, rozlewając się u jej bosych stóp.
Nie znałam jej. Jej oczy były całkowicie białe.
To nie zwiastowało niczego dobrego.
Ona jednak nie była Fae. Wszyscy potężni ludzie, którzy widzieli przyszłość, umarli dawno temu. A może wcale nie? Ta osoba udowodniła mi, że się myliłam. Jej obecność tutaj bardzo mnie martwiła.
Kobieta siedziała z dala od czarownic. Mój przyszły mąż patrzył na nią ze sporym zdezorientowaniem.
Zaczęła grać muzyka inna niż ta, którą znali ludzie. Była radosna i pełna życia. Czułam, jak trawa pod moimi stopami zachęca mnie, żebym ruszyła. Żebym do niego poszła.
Zaśmiałam się cicho; ich magia była odurzająca. Widziałam, że inne czarownice czuły się z tym nieswojo. Słabo znały magię Fae.
A jeśli już, to było to coś złego. Ich magia nie była dla nas. Ale wciąż mogłyśmy jej używać lub ją szanować. Albo po prostu cieszyć się nią w dniu naszego pierwszego ślubu.
Byłam sama przez tak długi czas. Kiedy spojrzałam mu w oczy, poczułam wielki spokój. Podeszłam do ołtarza, a moje nagie dłonie wsunęły się w jego.
„Witaj, Tatiano, ostatnia księżniczko czarownic”, wychrypiała stara Fae.
„Po prostu... Tatiana, proszę”, na wpół wyszeptałam i wymamrotałam. Tytuł księżniczki? Nie chciałam go dzisiaj. Nie chciałam, żeby ludzie nazywali mnie Trującą Księżniczką, która wychodzi za wampira.
Chciałam zapamiętać ten dzień jako moment, w którym poślubiłam mojego przeznaczonego.
Stara Fae skinęła głową. Następnie uniosła ręce.
„Dzisiaj łączymy tę dwójkę w jedno. Kiedy wymiana krwi przypieczętuje ten pakt, ona stanie się jednością z nocą. Stanie się jednością z linią ley. Razem rozpoczną—”
Z linią ley? Jesteś połączony z linią ley? zapytałam go. Wpadłam w panikę. Moja twarz pozostała spokojna, ale dłonie trzęsły się w jego uścisku.
Główna Kapłanka Iona byłaby wściekła, że dostałam taką moc. Poza tym moje ciało fizycznie nie mogło połączyć się z kolejną linią.
Moc we mnie pochodziła z linii ley, którą ukradłam. Jeśli połączę się z tą nową—
Czy to był cel Fae? Kto wie, co mogłoby to przynieść...
Ale skąd mogli wiedzieć? Tylko najważniejsi przywódcy czarownic znali prawdę. To była część układu, by pozwolili jej zostać. To i ich strach przed jej magią. Ale—
Tak, to część dziedzictwa mojej rodziny, odpowiedział Nicodemus. Był zdezorientowany, jakby wszyscy o tym wiedzieli. Więc to dlatego jego rodzina była tak potężna.
„Persefona i Hades, Ozyrys i Nyks, Aita i Mania. Przyniesiecie spokój i równowagę tam, gdzie był tylko ból i pragnienie. Niech wasze trudności staną się waszą siłą w tym związku.”
Nicodemus włożył nasze złączone dłonie do miski, a magia wsiąkała w nas i wnikała do naszych ciał, aż miska stała się zupełnie sucha. To nie wróżyło nic dobrego. To było bardzo, bardzo złe.
Nie możemy jeszcze dokończyć tej ceremonii ani naszego połączenia. Nie jako ukochani i nie dla tej magii.
Co? Nicodemus brzmiał na zranionego i zdezorientowanego. Wciąż się jednak uśmiechał. Wyciągnął nasze dłonie z miski i odwrócił nas przodem do tłumu.
Wszyscy głośno wiwatowali. Potem jego wzrok znów powędrował w inne miejsce. Blada, niewidoma kobieta patrzyła w ciszy, podczas gdy reszta klaskała, tańczyła lub rzucała czymś w powietrze.
Kim ona jest? zapytałam z ciekawością.
Nie wiem. Ale pachnie jak Raven. Zajmiemy się tym później. Dlaczego nagle nie chcesz tego robić? Myślałem, że taki był cel zostania moją ukochaną i—
Mówił bez ładu i składu. Zraniłam go. Czułam to poprzez naszą więź. Nie miałam takiego zamiaru. Bogowie, chciałam płakać i błagać o wybaczenie. Chciałam mu wszystko powiedzieć. Ale działo się zbyt wiele, a wokół było za dużo gości.
Nie mogę, ponieważ... wyczerpałam linię ley. Jej moc jest teraz we mnie, powiedziałam cicho w jego umyśle.
Wzdrygnął się, dosłownie się wzdrygnął, i puścił moje ręce. Nigdy nie powiedziałam mu wprost, co dokładnie zrobiłam dla tego zaklęcia. Próbowałam mu jednak wcześniej przekazać, jakie to było straszne.
Dopiero teraz uderzyła go powaga tego, co zrobiłam.
W naturze istniało niewiele praw. Były to stare zasady, które miały wszystkich chronić.
Jedno z nich zezwalało na czerpanie z linii ley, ale nigdy tak, by doprowadzić do jej obumarcia. Nigdy też nie wolno było próbować zabierać tej mocy tylko dla siebie. Krążyły przerażające historie o ludziach rozrywanych na strzępy i o jeszcze gorszych rzeczach...
Ja złamałam to prawo.
Masz rację. Nie możemy, pomyślał do mnie szeptem. Zaraz potem wszystkie jego mentalne bariery zostały wzniesione niczym gładkie, zimne ściany ze stali, by mnie odgrodzić. Zupełnie tak, jakby w ogóle go tam wcześniej nie było.
Znowu byłam sama.
















































